Post Top Ad

Nie zawsze dziecko jest the best!

Chcemy dla swoich dzieci wszystkiego, co najlepsze. To naturalne. Łatwo jednak wpaść w pułapkę i zacząć chcieć, by to nasze dziecko było najlepsze we wszystkim...  A takiej opcji nie ma! Bo nie ma ideałów. Inne myślenie może budzić w rodzicu frustrację, a w dziecku poczucie, że nie spełnia oczekiwań... Zastanów się, czy nie robisz tego błędu...


Już zanim dziecko przyjdzie na świat, czasem nawet zanim "zamieszka" w brzuszku, wyobrażamy sobie, jakie będzie. Raczej nikt nie wyobraża sobie, że zacznie chodzić czy mówić później od rówieśników, że będzie miało kłopot z nauką jazdy na rowerze czy że nie będzie mogło pojąć tabliczki mnożenia... Wyobrażamy sobie pozytywne rzeczy. I nie ma w tym nic dziwnego ani złego, dopóki nie przesadzimy i nie zaczniemy żyć tym wyimaginowanym obrazem dziecka... Bo kiedy już maluch przychodzi na świat bywa różnie. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, mają różne zainteresowania i predyspozycje, a wiele też zależy od temperamentu. Niby takie to oczywiste, a jednak czasami trudno nam zaakceptować fakt, że nie zawsze dziecko jest the best...

Chcemy dla swoich pociech wszystkiego, co najlepsze. I tak być powinno. Zdarza się jednak, że "to co najlepsze" przemienia się w "żeby było najlepsze" i zamiast wymagać od siebie, zaczynamy wymagać od dziecka.  I to wymagać zbyt wiele. Żeby pierwsze w swoim otoczeniu powiedziało "mama", żeby pierwsze zaczęło jeździć na rowerku, a najgorsze zaczyna się na etapie przedszkola i szkoły - prawdziwy wyścig szczurów w przyswajaniu wiedzy, któremu wielu z nas, rodziców, daje się ponieść...Kiedy dziecko z różnych powodów nie spełnia naszych oczekiwań, rośnie w nas frustracja, którą oczywiście przelewamy na dziecko. Naciskamy. Wymagamy. Gonimy do przodu. Zapisujemy na  dziesiątki dodatkowych zajęć. Bo skoro z polskiego jest tak dobrze, to i z matematyki musi. Bo skoro Ania od sąsiadów zdobyła I miejsce na olimpiadzie, to moja Julka też powinna. Bo kiedy ja byłam w jej wieku, to miałam same piątki. Przyłóż się! Postaraj się bardziej! MUSISZ! Znacie to? Który rodzic chociaż raz w ten sposób nie pomyślał?

A teraz wyobraźmy sobie, jak w takiej sytuacji czuje się dziecko. Najczęściej robi wszystko, by sprostać oczekiwaniom rodzica, ale nie jest ideałem. I nie we wszystkim jest najlepsze. Najlepsze jest w ... byciu sobą.Czując jednak presję ze strony mamy i taty, zaczyna wątpić w to, że sobą być powinno i że warto... Chce się dopasować. Chce być the best, ale to przecież niemożliwe...  A nawet jeśli odnosimy wrażenie, że jest inaczej, nie wiemy, co się dzieje w duszy takiej małej Ani, która wygrywa wszystkie konkursy i zbiera same szóstki tylko i wyłącznie dlatego, że mama tak chce... Samotność, złość, przygnębienie, każda "porażka" przeżywana niczym dramat. A przecież to nie szybkość rozwoju i nie oceny w szkole są dla dziecka najważniejsze. Najważniejsze, by czuło się wartościowe, by z radością poznawało świat, by było szczęśliwe...

Nie mówię tu oczywiście o sytuacjach, kiedy dziecko naprawdę ma wszechstronny talent, bo i tak przecież się zdarza! Jednak i wtedy jako rodzice powinniśmy być niezwykle taktowni i wyczuleni na to, by nie przelewać na dziecko swoich ambicji, tylko mądrze wspierać je w tym, co chce robić.
Nie mówię także o tym, gdy martwimy się niepowodzeniami dziecka albo gdy staramy się mu pomóc w przezwyciężeniu trudności. Taka bowiem rola rodzica, ale i to trzeba robić umiejętnie, bez nacisku, bez "napinki", z wczuciem możliwości dziecka.
Ani też nie mówię o sytuacji, gdy trudności lub wolniejszy rozwój dziecka spowodowane są rzeczywistymi problemami ze zdrowiem!
Mówię o sytuacji, w której przez nasze wyobrażenia, przestajemy akceptować dziecko takim jakim jest... Sama przez moment wpadłam w taka pułapkę i na siłę próbowałam zmienić zachowanie dzieci... Bo otoczenie mówiło: "myśleliśmy, że będzie lepiej sobie radzić", "myśleliśmy, że szybciej się nauczy", "bo ty w tym wieku już umiałaś", "bo już powinno umieć". Sama więc zaczęłam w ten sposób myśleć w obliczu trudności. A im bardziej naciskałam, tym efekty były gorsze. Wreszcie zrozumiałam, że pewne problemy są naturalne, niektórych przeskoczyć się nie da (w każdym razie nie tak, aby było w moim mniemaniu idealnie), a najczęściej po prostu potrzeba czasu i delikatności, aby dziecko z przeszkodami sobie poradziło albo po prostu nauczyło się czegoś w swoim własnym tempie. Bo 

Tak samo jak nie ma ideałów - dorosłych, tak nie ma ideałów - dzieci. Nie dążmy więc do tego, by nasze dzieci ideałami się stały, ale mądrze wspierajmy je w rozwoju i doceniajmy takie, jakie są, jednocześnie ucząc je, że najlepiej powinno im w życiu wychodzić ... bycie sobą.
Nasza akceptacja musi być nieodłącznym elementem bezwarunkowej miłości, jaką jako rodzice nasze dzieci darzymy. 
Dziecko, które czuje się akceptowane przez rodziców, będzie akceptowało samo siebie i łatwiej uczyło się akceptować innych. 

Tylko człowiek - czy to duży czy mały, który czuje się dobrze z samym sobą, może być szczęśliwy, a przecież tego wszyscy chcemy dla swoich dzieci.  Bo to właśnie jest to, co najlepsze...


[Grafika: pixabay.com]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram