Post Top Ad

Współczuję wam, ojcowie...

Matka jest dla dziecka najważniejsza. Jest jedna jedyna. Matka wie, co dla dziecka najlepsze. Matka cierpi przy porodzie, płacze razem z dzieckiem, notuje każdy jego postęp, otacza ciepłem i chroni pod swoimi skrzydłami. Matki uśmiechają się i narzekają z reklam. Matki zajmują prasowe okładki. Matki udzielają wywiadów. Dla nich robi się podjazdy żeby im się łatwiej z wózkiem chodziło, miejsca do przewijania, żeby nie musiały przewijać publicznie i dla nich drukuje się czasopisma skierowane wyłącznie do mamusiek. ToO ojcach mówi się głównie wtedy, kiedy ktoś opowiada superśmieszną rodzinną anegdotkę, o tym, jak to tatuś został z dzieckiem i założył m pampersa tył na przód albo wtedy, gdy nie chcą płacić alimentów... A ja jestem matką i czasem naprawdę szczerze ojcom współczuję...



Większość z nich, naprawdę cholernie się stara! Mało tego, oni wcale nie są tymi ojcami z kawałów i memów, które krążą po sieci! Pracują, czy to w kraju czy za granicą, ale przede wszystkim po to, by zapewnić rodzinie byt. I kochają swoje dzieciaki tak samo, jak my, matki. Inną miłością niż matczyna, ale niemniej silną i piękną.Nie są idealni. Ale czy matki są? A jednak rzadziej bywają obiektem żartów, a częściej mówi się o ich poświęceniu i o ich problemach. O problemach ojców mówi się rzadko albo prawie wcale. A ich obecność w mediach, w świadomości społecznej? Jak w tej reklamie syropu przeciwgorączkowego dla dzieci: dzieci dziękują mamie za to, że je nie bolało, że była przy nich w gorączce, że dbała o ich brzuszki, a na końcu, na odczepnego, dziękują tacie za wszystko... To "wszystko" dla mnie brzmi jak "nic". I tak sobie często myślę, że gdybym to ja była ojcem, byłoby mi czasami strasznie przykro...

Nie idealizuję. Wiem doskonale, że bywają ojcowie, którzy są nimi tylko z nazwy, ale dzisiaj mówimy o tych "normalnych", przeciętnych tatusiach, którzy rano pędzą do pracy, a popołudniu znajdują czas, żeby pobawić się z synkiem kolejką, a córce sklecić wymarzony karmnik dla ptaszków którzy martwią się, kiedy pociecha gorączkuje albo nie radzi sobie w szkole, ba, martwią się o przyszłość swojej rodziny, bo nasze społeczeństwo narzuca mężczyźnie rolę tego mocniejszego, tego, który ma dawać poczucie bezpieczeństwa, brać życie za bary i nieustannie polepszać byt swoich najbliższych, a także zapewnić im dobrą przyszłość - także tę materialną . Oczywiście, że pracujące kobiety są już dzisiaj normą, ale to nie zmienia faktu, że kiedy sytuacja bytowa rodziny zaczyna się "sypać", winą obarcza się przede wszystkim mężczyznę. Mówi się, że od matek wymaga się coraz więcej, ale ojców też to dotyczy! Dziś tata powinien być tak samo zaradny i "twardy", co czuły i otwarty. Podobnie jak mama powinien spełniać się na wielu płaszczyznach. Oni odczuwają presję podobnie jak my, mamy. Tylko, że o tym tyle się nie mówi... Wielu z nich potrafi w dodatku zmyć gary, a nawet zrobić pranie. Serio! Jeśli tak nie jest, wyprowadźcie mnie z błędu, aczkolwiek nie biorę tych "poufnych" informacji z rękawa, ale a) z obserwacji i b) z doświadczenia po prawie 10 latach małżeństwa... 

Może jestem jakaś dziwna, ale nie spotkałam jeszcze na swojej drodze takiego tatuśka z komedii (czy raczej tragikomedii albo sennych koszmarów i z tych wszystkich żarcików i memów), który pod nieobecność mamy, zmieniłby dom w pobojowisko z pomocą swoich latorośli. Owszem, zdarzyło mi się zastać wszystkie zabawki na podłodze po powrocie do domu albo frytki usmażone dzieciom na śniadanie, zdarzyło mi się odbierać telefony w stylu: "W której szufladzie są Szymka skarpetki?" albo przyłapać G. jak odrabiając z Julką lekcje podpowiadał jej gotowy wynik, ale kurcze, zostawiam z nim dzieci bez cienia obaw! Kiedy kończyłam studium policealne, urodziła się Julka i to on zupełnie sam, bez pomocy babć czy cioć, zostawał z tą kruszynką w weekendy. A teraz, kiedy wrócił i znów bierze czynny udział w wychowaniu Julii i Szymka, na nowo to doceniam. I tak jest w przeważającej części rodzin, które znam...
  Bo tatusiowie naprawdę świetnie sobie radzą z dzieciakami - mam wrażenie, że pod niektórymi względami lepiej niż matki -  o ile się im na to pozwoli... I z pewnością tak samo jak nam, mamom, zrobi im się cieplej w serduchach, kiedy usłyszą czasem: "Świetnie dajesz sobie radę!" także jeśli chodzi o wychowanie i opiekę nad dziećmi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram