Post Top Ad

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach?

Biegniemy byle naprzód, byle dalej. Gubimy się w zgiełku codzienności, we własnych emocjach i gdzieś po drodze ginie nam z oczu to, co najważniejsze. Oddalmy się od tych, którzy są nam najbliżsi. A potem z upodobaniem powtarzamy wytarty do cna tekst: "Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach". A może to ty uśmiechasz się już tylko o zdjęć zamiast do swoich bliskich?...


Najłatwiej obwiniać innych albo okoliczności. Bo czasu brak. Bo za daleko. Bo ważniejsze sprawy na głowie. Bo to oni nie chcą utrzymywać kontaktu. Bo się nie odzywają. Bo za mało się starają. Bo nie są tacy, jak by się chciało, żeby byli. Tak. Oczekujemy dużo od innych, a sami często tak niewiele dajemy w zamian... A potem narzekamy, że nie mamy kontaktu z bliskimi. Potem czujemy się samotni w tłumie. Zamiast zacząć oczekiwać od siebie.

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Tak często to słyszę. Zapewne są ludzie, z którymi rzeczywiście nie sposób nawiązać pozytywne relacje, ale szczerze uważam, że są oni mniejszością na tle całej reszty. Najczęściej po prostu zapominamy o tym, że relacje rodzinne wymagają chęci, pracy i pielęgnacji niczym roślinka. W dzisiejszych czasach chcemy mieć wszystko szybko i łatwo. Odzwyczailiśmy się od myślenia o emocjach innych ludzi, od poświęcania im czasu, od stawiania kogoś ponad własne "ja" i swoje problemy. Oszukujemy siebie nie dopuszczając do siebie tych myśli. Też tak robiłam...

MAM WSPANIAŁA RODZINĘ. W trudnych dla mnie chwilach byli i są dla mnie podporą, której tak bardzo potrzebuję. Moje drzwi się nie zamykają, a ich zawsze są dla mnie otwarte, choć potrafię "siedzieć im na karku" codziennie od 9 rano. Sama miałabym siebie dość. Szczególnie, że nieźle ostatnio marudzę. Brat potrafi rzucić wszystko i przyjechać w trzy minuty, bo go o to poproszę. Siostra gada ze mną przez telefon do 12 w nocy. Mama pisze nawet z pracy, by spytać co u mnie, a tata uparcie przypomina mi o jedzeniu śniadań. I Grzesiek,  który mimo niemal 2 lat spędzonych oddzielnie jest mi najbliższym człowiekiem na świecie. I dzieciaki, którym chcemy przekazać, jaka wartością jest rodzina.

I pomyśleć, że sama wcale nie dawałam im od siebie tyle, na ile zasługują. Miałam czas, w którym ciągle coś wydawało mi się nie tak. Taki, w którym wydawało mi się że jestem zupełnie sama wśród bliskich ludzi. Nie jestem w tym wyjątkiem, bo większość z nas choć raz dotknęło takie poczucie. Ale wiecie co? Przyszedł taki moment w moim życiu, kiedy odkryłam wielką tajemnicę - bardzo często to my sami tworzymy ten mur, za którym chowamy się przed światem. Innym trudno się przez niego przebić, a my to ich obwiniamy o to, że nie potrafią go skruszyć, zamiast szukać winy w sobie. 

A często wystarczy "wyjść ze swojej skorupy", wyciągnąć rękę, zadzwonić, odwiedzić,  dostrzec uśmiech albo samemu się uśmiechnąć - nie tylko do zdjęcia... 

[Grafika: pixabay.com]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram