Post Top Ad

A gdyby tak matka była naprawdę szczera?...

Ludzie mówią, że szczerość to zaleta. I otwarte mówienie o swoich uczuciach też. I zdrowo to jest, jak się człowiek umie uzewnętrznić emocjonalnie, jak się nie krępuje, nie dusi w sobie negatywnych emocji, jak jest asertywny i potrafi wyłożyć kawę na ławę. Poparcie społeczne dla tego wszystkiego kończy się jednak w momencie, gdy dotyczy to matek... Zaprzeczycie? To wyobraźcie sobie, co by było, gdybyśmy my, matki, były naprawdę szczere...



Pamiętam dokładnie jak tekst Agnieszki Chylińskiej opublikowany w "Machinie" w 2006 roku, w którym z grubej rury opisywała swoje macierzyństwo, wzbudził kontrowersje otoczenia. Sama nie miałam jeszcze wtedy dzieci i choć Agnieszkę uwielbiam od zawsze, też byłam nim odrobinę zniesmaczona... No bo jak tak można? Że "cycki zaropiałe", że  "dziecko drze gębę"  i w ogóle cała ta słodycz, o której tyle mówią inne matki "to ściema"?! Jak się okazało dwa lata później, trzeba zostać matką, żeby to zrozumieć a i wtedy nie zawsze matka ma odwagę przyznać się przed otoczeniem do tego wszystkiego i do wielu więcej rzeczy niż zrobiła to Chylińska... Przed sobą czasem ma odwagę się przyznać, a czasem też nie... (Nie czytałyście tekstu Agnieszki? Tutaj źródło: KLIK) Niby głośno się mówi, że macierzyństwo trzeba odrzeć z lukru, niby wszyscy się z tym zgadzają, niby w mediach i w blogosferze coraz więcej tego typu tekstów, a jednak społeczeństwo ciągle gdzieś tam się przeciwko temu buntuje, nie mówiąc już o przyzwoleniu na szczerość dla matek na co dzień...

Weźmy na przykład spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką. Ona robi karierę w jakimś dziale marketingu, facet prawnik, czerwone szpilki, czerwone usta. Nie żebyś jej zazdrościła. Lubiłyście się nawet w liceum. No dobra, nie cierpiałaś zołzy. Zawsze byłaś od niej lepsza z polskiego, a to ona zbierała laury siedząc w I ławce i podlizując się nauczycielce. Spotykacie się w sklepie z butami. Próbujesz wcisnąć na kozaczki na nogi swojego trzylatka, który wierzga się na wszystkie strony niczym Mustang z Dzikiej Doliny i krzyczy na cały sklep:"Te są zidkie! Daj moje śtaje buty! Natych-miast!". Ona podchodzi z gracją i zagaduje:
- Ooooolaaaa? To ty? Jak miło cię widzieć! Nic się nie zmieniłaś! Jezu, jaka ty chuda! A jakiego słodkiego masz synka!Oj, nie chce bucików przymierzyć... Oj, on zawsze taki głośny?
- No czeeeeść... No, takie geny chyba, wiesz... Nie, nie zawsze. Ma dziś zły dzień jakiś taki... Nie wiem, co mu się stało, bo na co dzień to aniołek! - dukasz w odpowiedzi.

Co byś powiedziała, gdybyś była NAPRAWDĘ szczera?
- No cześć. A twoją facjatę wcale niemiło oglądać. Pogadamy jak będziesz prawie dwa lata spać po dwie godziny na dobę, a resztę spędzać pomiędzy podawaniem cycka a przebieraniem pampersów. Może też schudniesz. Czy zawsze głośny? Od jakichś dwóch lat? Zwykle to jest całkiem nieszkodliwe, gorzej jak ludzie się gapią tak jak ty i myślą, że nie widać ich sarkastycznych uśmieszków. Słodki jest, nie powiem, choć akurat teraz mam ochotę zostawić go w sklepie i wrócić za tydzień. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?

Inna sytuacja. Kuzynka wpada z wizytą. Matka pracująca. Ty - "kura domowa". A kiedy rozmowa schodzi na temat pracy, czujesz się raczej jak inny ptak - struś, który chowa głowę w piasek...
- Ty to masz dobrze! Siedzisz w domu z dziećmi! Też bym tak chciała! - podnieca się kuzynka.
- No wiesz, nie narzekam, chociaż poszłabym już do pracy...
- No weź przestań! Spać do 10, oglądać seriale, popijać kawkę w fotelu... Żyć nie umierać! Ja to się nachapię, dziewczyno! Wracam z biura o 16:00, na szczęście teściowa siedzi z Marcelkiem aż do dobranocki, bo tak to nie wiem, co bym zrobiła... W weekendy też mi z nim czasem zostaje, żebym odchamić się mogła na zakupach czy coś, wiesz. Ty to pewnie w tygodniu zakupy robisz. Ja czasu nie mam...
Milczysz. Gryziesz się w język. Jakoś siły nie masz na dyskusję. Zresztą, zaraz by pomyślała, że jesteś beznadziejną matką, gdybyś powiedziała PRAWDĘ: że od tego siedzenia w domu, to już ci się rozum z gównami miesza, że do 10 to ty śpisz, ale od 9 jak ci się uda paść na chwilę razem z dzieckiem, że  twoje jedyne spotkania towarzyskie to gapienie się na sarny i jelenie za oknem, a tak w ogóle to i tak ci się nie chce nigdzie wychodzić, bo czujesz się i wyglądasz jak wrak, a podczas ostatnich zakupów, musiałaś prosić sprzedawczynię o mopa, żeby zetrzeć z podłogi siki twojego dumnie odpieluchowanego dziecka...

Albo weźmy taki przykład. Położna odwiedza cię w domu po porodzie.
- A pani się dobrze czuje?
- Taaaak, wszystko w porządku. Doskonale sobie radzę!
Przecież nie chcesz, żeby pomyślała, że masz depresję poporodową i nie powiesz, że wyjesz już trzecią noc  poduszkę i umierasz z bólu przy karmieniu, ale przecież karmić musisz, żeby być dobrą mamą. Nie powiesz, że założyłaś dziecku pieluchę tył na przód a jak zrobiło kupę, wyrzuciłaś śpiochy do kosza, bo brzydziłaś się je wyprać. Nie powiesz, że czasem zatykasz uszy, kiedy ono już godzinę wrzeszczy i nic nie pomaga. Nie powiesz, że nieustannie czujesz, że wszystko robisz źle a czasami w tym byciu mamą, czujesz się po prostu cholernie samotna. Nie powiesz tego, bo pomyślałaby, że coś z tobą nie tak albo że nie kochasz swojego dziecka. A ty przecież życie byś za nie oddała, ale co poradzisz, że dzieje się właśnie tak, a nie inaczej...


Sama z siebie też nie przyznasz się, że jesteś zmęczona. Nie poprosisz mamy, żeby przyszła na godzinkę do dzieci, bo ty chcesz się pobyczyć w wannie albo iść poplotkować z koleżanką bez balastu. Bo przecież co to za uzasadnienie. Nic ważnego. Nie powiesz nikomu, że po tym jak szósty raz tłumaczysz dziecku w sklepie, dlaczego nie może dostać tuż po świętach domku dla Kucyków Pony za cztery stówy, masz ochotę pokazać mu fucka i oddalić się w nieznanym kierunku. Nie wyznasz, że w chwilach kulminacyjnych (czytaj: kiedy hałas przekracza dopuszczalne normy albo klocki lego zostały właśnie oblane jogurtem) , masz chęć kupić sobie tanie wino i wypić szklaneczkę na rozluźnienie albo i dwie...  Rzadko szczerze odpowiadasz na pytanie w stylu: "Jak minął dzień?", bo zbyt często odpowiedź brzmiałaby "chujowo" albo przynajmniej w połowie znośnie, a w połowie chujowo. Często jest też miło i fajnie, zabawnie i wesoło, bywa nawet spoko, ale przecież matce powinno tak być zawsze!


Nie możesz być tak naprawdę szczera, bo jesteś matką! I to całe gadanie o odzieraniu macierzyństwa z lukru, tak naprawdę jest niewiele warte w realnym życiu. Artykuł w gazecie, książka, mem na facebooku, ale nie real - zapomnij! Zaraz cię osądzą, zlinczują, spalą na stosie! Ty wredna matko ty! Jak śmiesz przyznać, że czujesz złość, frustrację albo bezsilność!? Jak możesz nie kochać brudnych pieluch, obsikanej podłogi i tego "cudownego" bólu stopy, którą wlazłaś na klocek? No jak?!

Temat szczerości matek trzeba traktować pół żartem, pół serio. Czasem faktycznie warto ugryźć się w język, czasem można się ze swoich potajemnych, szczerych myśli śmiać, ale bywa też, że do tego stopnia staramy się podporządkować oczekiwaniom innych i dorównać idealistycznemu wizerunkowi współczesnej matki (tak kochanemu przez kolorowe magazyny, lansowanemu na niektórych blogach, w serialach...), że zaczynamy zapominać, co to znaczy szczerość i wobec innych, i wobec siebie samych... A to nie prowadzi do niczego dobrego. Nie dajmy się zwariować! 

Najważniejsze to zrozumieć, że można być: wkurzoną, zmęczoną, rozdrażnioną, smutną, mieć czasami powyżej uszu, a innym razem mieć ochotę uciec na bezludną wyspę, poprosić o pomoc, wyrzucić z siebie to, co na sercu leży i jednocześnie bardzo kochać swoje dzieci! Bycie mamą potrafi być wspaniałe, ale potrafi być też takie jak wyżej opisałam... Byłoby miło, gdyby to stało się kiedyś oczywiste dla wszystkich.


Co powiecie na to, by każda z was napisała pod tym wpisem jedną szczerą rzecz o macierzyństwie, której do tej pory nikomu nie powiedziała :)?

[Grafika: pixabay.com]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram