Post Top Ad

Moja lista świątecznych przebojów, czyli bożonarodzeniowe chwile, których nigdy nie zapomnę!

Boże Narodzenie samo w sobie jest czasem wyjątkowym, ale są momenty, które stają się szczególnie niezapomniane! Bombka na czole, choinka na łóżku i pierścionek na palcu - poznajcie moją listę świątecznych przebojów! A wy macie swoją?



Choinka na łóżku i na rowerze.
Przede wszystkim zawsze była żywa i tak jest również w moim domu. Uwielbiałam zarówno wyprawy po nią do lasu (jedną pamiętam szczególnie, ale lepiej o niej nie napiszę :D) jak i jej ubieranie. Nie było wtedy jeszcze choinkowej "mody" na minimalistyczną biel i srebro i nasza choinka zawsze była bajecznie kolorowa. Najpiękniejszą bombką, którą każdy chciał powiesić była buźka śnieżynki - oczywiście szklana. Pewnego razu razem z moim kochanym rodzeństwem tak szaleliśmy, że przewróciliśmy ubraną już choinkę na łóżko... Na szczęście rodziców wtedy nie było i szybciutko ją podnieśliśmy, a efekty udało nam się skrzętnie ukryć. A jako młoda żona, wiozłam choinkę 12 km od mojej mamy na naszą stancję na rowerze... :).  Taka "cudownie kiczowata", żywa choinka jest w moim domu do dziś i nie wyobrażam sobie innej!

Mikołaj z bombką na czole.
 Wiedziałam, że to był dziadek. Nie pamiętam od kiedy, ale bardzo wcześnie. A mimo to czułam się, jakby przychodził do nas prawdziwy Mikołaj, a raczej Gwiazdor, bo tak się u nas na Pomorzu mówi. Miał futrzaną czapę zamiast czerwonej, koszulę w kratę i kożuch, filcowe buty, maskę zrobioną z papieru i drewnianą laskę. Jednego roku z przypływie inwencji dziadek - Gwiazdor przyczepił sobie do czapki kolorową bombkę tak, że zwisała tuż nad czołem. Wspominamy to do dziś! 
Pamiętam to oczekiwanie na dzwoneczek za oknem (bo nasz dziadek - Gwiazdor dzwonił prawdziwym, metalowym dzwoneczkiem). Czasami chowaliśmy się na ten dźwięk pod stołem, a jednego razu aż spadłam z krzesła z emocji! A jak już wszedł stawaliśmy przed nim z wypiekami na twarzach czekając, co wyjmie z wielkiego worka...

Niezapomniane prezenty.
Oj, było ich wiele! Moi rodzice zawsze starali się zrobić całej naszej trójce takie niespodzianki, które będą spełnieniem naszych małych marzeń. Czasy były ciężkie, a mimo to po choinką nigdy nie było pusto! Najczęściej wspominam trzy lale - bobasy, które dostałam (takie w zestawie, w wełnianych ubrankach), a to nie tylko dlatego, że byłam nimi zachwycona, ale też dlatego, że moja młodsza o pięć lat siostra, dostała wtedy dwa pluszowe misie i w akcie protestu zerwała z włosów gumki i taka rozczochrana z naburmuszoną miną siedziała pod choinką. Miała wtedy 3 latka :))). Kolejny niezapomniany prezent to kurtka - dostałam ją wtedy, kiedy o nowe, ładne rzeczy naprawdę nie było łatwo, nosiło się jedno po drugim - a moi kochani rodzice znaleźli sposób, żebym pod choinką miała cieplutką, piękną, nowiutką, zimową kurtkę. Płakałam z radości :). Była też piżama: niebiesko biała z froty, z przodu miała drobny rzucik w kolorowe zabawki. W tamte Święta zaraz po kolacji byłam straaaasznie śpiąca ;). Z wielką ekscytacją czekaliśmy też na paczki od taty z pracy - a były niemałe, bo każde z nas dostawało wtedy całą reklamówkę słodkości! Robiliśmy zawody - kto dłużej wytrzyma ich nie jeść... Najdłużej wytrwałam do Nowego Roku... ;).

Niezapomniane potrawy.
W tym roku powiedziałam mamie, że jak nie będzie miała ryby w galarecie, to ja nie przyjeżdżam :). I zrobi - specjalnie dla mnie :). Jako dziecko uwielbiałam szczególnie pierogi z kapustą i z grzybami i wszystko, co śledziowe. No i wylizywanie miski po robieniu ciasta (nikt się nie martwił, że przecież były tam surowe jajka :P). I jeszcze robienie pierników, które zwykle robiło się przynajmniej dwa razy, gdyż pierwsza partia była pochłaniana w kilka dni... U siebie powtarzam potrawy z dzieciństwa, choć wciąż nie dorównują smakiem tym robionym przez mamę - jak to dobrze, że nadal pozwala mi "się obżerać" :).


Pierścionek zaręczynowy pod choinkę.
Taki prezent dostałam w drugi dzień Świąt - 10 lat temu. Skromny pierścionek z cyrkoniami i ON przede mną na kolanach. Rodziców też spytał :). Były kwiaty dla mam i wino dla taty.  Takie tradycyjne zaręczyny. Miałam 18 lat. Byłam młoda i zapewne głupia. I nie żałowałam ani przez minutę. Siedem miesięcy później byliśmy już po  ślubie. A potem to już było tak, jak na zdjęciach -

TAKIEJ ŚWIĄTECZNEJ SESJI NIE ZROBI WAM ŻADEN FOTOGRAF - ZROBI JĄ TYLKO SAMO ŻYCIE :).













WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram