Post Top Ad

'Idź ty Downie!' i inne określenia z dziecięcego słownika.

Dzieci bywają boleśnie szczere, a czasem i  okrutne. Potrafią powiedzieć sobie do słuchu. "Jesteś głupi!", "Nikt cię nie lubi!", jesteś taki, owaki repertuar kilkulatków jest bardzo szeroki. Każdemu dziecku przynajmniej raz zdarzy się użyć względem innej osoby jakiegoś epitetu, przezwiska, niemiłego określenia. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że jest to naturalne na etapie nauki wyrażania emocji i ważenia słów. Jednak, kiedy słyszę o tym, że dzieci potrafią powiedzieć jedno do drugiego: "Idź ty Downie!" albo do tego stopnia sobie ubliżać, że "ofiara" czuje się zaszczuta, to jednak przyczyn szukam w rodzicach, nie w dzieciach...


    Grafika: pixabay.com


Dlaczego w tytule pojawiło się określenie: "Idź ty Downie"? Oprócz tego, że jest jednym z najbardziej krzywdzących określeń, jakie można usłyszeć z dziecięcych ust , to właśnie o nim rozmawiałam niedawno z Julką... Zerkała mi przez ramię, kiedy akurat na Facebooku pojawiło się zdjęcie dziewczynki z zespołem Downa - dziewczynki bardzo doświadczonej przez los, a jednak uśmiechniętej od ucha do ucha i niesamowicie silnej (podobnie jak jej rodzice). Dziewczynka siedziała akurat na łóżku  na szpitalnej sali. 
- Na co ta dziewczynka jest chora mamo? - spytała Julka.
- Ta dziewczynka chorowała na poważną chorobę krwi, wiesz. Ale już jest dobrze. No i ma zespół Downa...
- Zespół Downa? A co to takiego? - dopytuje.
Tłumaczę jak umiem, że to wada genetyczna, że człowiek troszkę inaczej się zachowuje i wygląda.
- Wiesz mamo, bo Piotruś w szkole powiedział na Marcina: "Idź ty Downie!", a przecież ta dziewczynka jest taka ładna i wesoła!
Gula w gardle. Ale nie uciekam przed dalszą rozmową. Jestem jej to winna. Rozmawiamy o tym, dlaczego nie wolno wyśmiewać się z choroby i o tym, że tym chłopcom z pewnością nikt tego nie wyjaśnił... Mówię, że określenie, którego użył chłopiec nie powinno być przez drugiego chłopca odczuwane jako coś obraźliwego, bo ludzie z tą wadą genetyczną są naprawdę wspaniali. Wiem, że gdyby Julka spotkała tę dziewczynkę w realnym życiu, nie dałaby jej w żaden sposób odczuć, że jest gorsza. Bo nie jest. I będę robiła wszystko, żeby to się nigdy nie zmieniło. 
Ale niestety w dziecięcym słowniku określeń obraźliwych "Down" pada często, zbyt często... Mało tego: na widok osoby z tą wadą, kilkulatki potrafią w bardzo brzydki sposób o niej mówić i się wyśmiewać...

Dla dzieci szczerość jest czymś naturalnym. I szczerze wyrażają swoje uczucia - zarówno radość czy sympatię do kogoś jak i złość czy antypatię. Dlatego na pewnym etapie mówienie przez nie wprost negatywnych rzeczy o i do innych nie powinno nas dziwić. Kto z nas nie usłyszał od swojej pociechy: "Nie lubię cię już!", kiedy jej czegoś zabroniliśmy albo zabraliśmy do domu z placu zabaw?  Dziecięca szczerość, która trwa do pewnego etapu jest jednocześnie piękna i okrutna. Maluch nie wie, czym jest takt, a empatii i wrażliwości też się uczy. Od nas - dorosłych. A w największej mierze od rodziców. Nawet jeśli to nie od nas nauczy się używania obraźliwych słów czy wyśmiewania czyjejś inności, to nasza w tym głowa, aby na ten temat rozmawiać i trzymać rękę na pulsie.
Z drugiej strony kilkuletnie, dziecko nie zna takich słów jak: "głupek", "kretyn", "idiota", a pojawiają się w dziecięcym słowniku. I to te, które przytoczyłam są jeszcze z gamy delikatniejszych...Dziecko nie rodzi się z wyrobionym pojęciem brzydoty, głupoty i zła. To my dajemy mu fundamenty pod kształtowanie tych wyobrażeń. Dla dwulatka nie ma różnicy pomiędzy dzieckiem o czarnej skórze a nim samym o białej czy pomiędzy dzieckiem zdrowym a tym z zespołem Downa! A kiedy już zaczyna tę różnicę dostrzegać, to od nas, dorosłych, oczekuje wyjaśnienia i te pierwsze tłumaczenia przyjmie. Nawet jeśli później usłyszy od kolegów coś innego, to jednak zawsze będzie miało to "ziarno prawdy", które usłyszało od rodziców. I zawsze powinno mieć możliwość wrócenia do tematu inności, tolerancji, szacunku do drugiego człowieka i tego, jak można kogoś skrzywdzić słowem i niesprawiedliwą oceną. . Jak to więc jest, że u kilkulatków jako obraźliwe w swoim założeniu epitety słyszy się: "Idź ty Downie!", a na człowieka czarnoskórego dziecko z podstawówki potrafi powiedzieć "asfalt"? Odpowiedzcie sobie sami - czy to ono jest winne?...

Powiecie: nie tylko rodzice mają wpływ - wpływ ma też środowisko. Inne dzieci - powiecie. A kto miał zatem wpływ na te "inne dzieci"? Wszystko zaczyna się u dorosłych... Oceniające i krzywdzące epitety słyszą właśnie od nas. To my nie tłumaczymy im, czym jest inność wyrażająca się na przykład przez choroby. My nie reagujemy słysząc "przyniesione" ze szkoły "cwel, głupek,  Down, Rumun czy ciota". Zdarza się - i to jest przerażające - że sami uważają, że odmienny kolor skóry czy choroba świadczą o tym, że ktoś jest gorszy. Boję się takich ludzi i ich poglądów. Boję się o ich dzieci. Jednak część rodziców po prostu nie dostrzega problemu i nie zwraca uwagi ani na to, co jest mówione w obecności dziecka ani na to, co mówi dziecko. Jest jeszcze trzecia grupa: tych, którzy nie potrafią rozmawiać ani o wzajemnym szacunku, ani o empatii, ani o inności. A słowa mają moc. Słowa potrafią obrazić, stłamsić, przykleić łatkę, ale też co gorsza są wyrazem systemu wartości i światopoglądu! Tu rodzi się nietolerancja i znieczulica! Tu się rodzi przemoc i podziały.

Krzywdzące określenia to jedno, a drugie to poglądy, jakie wyrabiają się u naszych dzieci. Jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Dlatego nie wolno nam lekceważyć znaczenia słów i uciekać przed tematem inności, tolerancji i akceptacji! 
Jaki będzie taki siedmioletni Piotruś, który dziś przezywa kogoś "Down" uważając, że to obraźliwe za lat 10 czy 20? Najprawdopodobniej takie same wartości, jakie w nim kiełkują przekaże własnym dzieciom...  Chyba, że ktoś pomoże mu je zmienić - wytłumaczy, porozmawia. Nie jest jeszcze za późno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram