Post Top Ad

Najczęstsze błędy w wychowaniu dwojga (i więcej) dzieci.

Jesteś rodzicem jedynaka, który właśnie czeka na pojawienie się rodzeństwa? Albo masz już dwoje (może nawet więcej ;)) dzieci? W każdym z tych przypadków z pewnością tak samo jak ja pragniesz, aby pomiędzy twoimi dziećmi powstała silna więź pełna miłości i zaufania. Jak jako rodzice możemy wspierać tworzenie się tej więzi? Jakich błędów nie popełniać, by nie zasiać pomiędzy dziećmi zbędnego ziarna rywalizacji i wzajemnych zarzutów? Nie będę udawać psychologa - wyznam wam błędy, które sami popełniamy wraz z Grześkiem z którymi staramy się walczyć wychowując Julkę i Szymka.




1. Ustąp mu, bo jest młodszy! Rzeczywiście przekonujący powód, co? Nie dziwię się, że momentalnie powoduje irytację i poczucie niesprawiedliwości u starszej pociechy. Nie dziwię się tym bardziej, że sama byłam starszą siostrą...A mimo to często zdarza mi się używać tego argumentu w stosunku do Julki. Oddaj mu zabawkę, bo jest młodszy. Włącz tę bajkę, którą on chce, bo jest młodszy. Przesuń się w łóżku, bo on jest młodszy. Brzmi głupio, co? O  ile rzeczywiście w pewnych sytuacjach ten wiek ma znaczenie, bo starszak jednak nieco więcej potrafi zrozumieć, o tyle nie powinno się go używać jako argumentu! To powoduje tylko niepotrzebne poczucie, że będąc starszą pociechą, ma się zwyczajnie gorzej... 


2. Ona może, bo jest starsza! On może bo jest młodszy! Chodzi mi tutaj o takie rzeczy jak: "Ona może dłużej być na dworze, bo jest starsza!" albo "Jemu może się "wymsknąć" brzydkie słowo, bo jest młodszy!", czasem też: "Ona może dłużej oglądać telewizję, bo jest starsza!" albo "On może wziąć zabawki do kąpania, bo jest młodszy". Na pewno wam też zdarza się rozdzielać różne zakazy i nakazy ze względu na wiek. To podobny przykład jak ten z punktu pierwszego. I u nas w domu to się zdarza, aczkolwiek widzę wyraźnie, że jak już przed chwilą napisałam, wiek nie jest dobrym  argumentem... Warto jednak poświęcić chwilę dłużej na tłumaczenie, dlaczego jednemu wolno więcej a drugiemu mniej... Wiadomo, że na początku może się udawać w miarę równo rozdzielać przywileje, ale z czasem nieuniknione jest chociażby puszczenie na dyskotekę starszej pociechy,a  młodszej o 5 lat już nie (haha wiem hardcorowy przykład jak na mamę kilkulatków!). Dlatego grunt to słuszna argumentacja, która sprawi, że żadne nie poczuje się dyskryminowane... No przynajmniej warto się o to starać...



3. Nie kłóćcie się! Wystarczą trzy słowa "kłótni" - w pojęciu rodzica oczywiście - i już lecicie "rozdzielać"! Kłótnie postrzegane są niesłusznie jako coś destrukcyjnego, tymczasem przez różnicę zdań i samodzielne próby dojścia do porozumienia dzieci budują zarówno poczucie własnej tożsamości jak i wzajemne relacje. Kłótnia może być konstruktywna. Zarówno w związku jak i w relacji rodzeństwa. W każdej relacji właściwie. Po wtóre nie wszystko, co w pojęciu rodzica jest kłótnią, jest nią w pojęciu dzieci. Także warto się "odwrażliwić" i wkraczać dopiero jak nie widać szans na porozumienie (czytaj: leje się krew, pot i łzy...).


4. Próbujesz zarządzać ich relacjami. Właściwie punkt 3 też się tutaj zalicza. Za bardzo chcecie aby relacje między waszymi dziećmi były idealne, więc stwierdzacie, że powinniście zarządzać nimi sami... I zarządzacie, nadzorujecie, kontrolujecie na każdym kroku. Niczym kwoki roztaczacie skrzydła nad każdą zabawą, każdą rozmową i niczym orły bacznie śledzicie każdy krok. Nie zostawiacie ich ani chwilę samych ze sobą. I to jest błąd zupełnie taki sam, jak gdybyście w ogóle o te relacje nie dbali! Bo dzieci potrzebują swobody i czasu, by się poznać, "dotrzeć",nauczyć się dogadywać... Ciągła kontrola przyniesie odwrotne skutki...


5. Nierówno rozdzielasz czas. To banał, ale warto o nim pamiętać. Czas to najważniejsze, co możemy dać dzieciom i najbardziej czuły punkt, który może powodować poczucie niesprawiedliwości czy "wyróżniania".  Wiem sama po sobie, że początkowo młodszemu brzdącowi poświęca się więcej czasu, bo zmiana pieluszek, karmienie, usypianie itd., ale potem czasem te role się odwracają, bo kiedy starszak idzie do szkoły, zaczyna się odrabianie lekcji, więcej rozmów, spotkania w szkole. To nie jest proste, ale nie ma rady - trzeba próbować równoważyć ten wspólny czas, spędzać go dużo wspólnie, ale też znajdować da każdego dziecka osobno. 

Co pomaga w budowaniu relacji pomiędzy rodzeństwem?
Julka i Szymon nie raz biorą się za łby! Jest płacz, krzyki, zabieranie sobie zabawek, ale widzę wyraźnie, że trwa to coraz krócej i coraz częściej sami potrafią się porozumieć. Moje czy Grześka wtrącanie się rzadko jest naprawdę konieczne i odkąd doszliśmy do wniosku z punktu 4, zdecydowanie widać ten postęp w relacji między nimi! Widzimy wyraźnie, że swoboda im służy. Staramy się też często z nimi rozmawiać o tej relacji, o tym, że to naprawdę fajne, iż mają siebie nawzajem i przede wszystkim zauważać, chwalić to, jak pięknie się razem bawią, jak myślą jedno o drugim (Szymek zawsze bierze w sklepie dwa lizaki - dla siebie i Julki. Julka potrafi wieczorem iść sprawdzić, czy braciszek się nie odkrył.), jak ładnie się do siebie odzywają. Myślę, że to jest ważne i potrzebne. Widzę, że przynosi to dobre efekty! Mam nadzieję, że będzie to owocować także w przyszłości.

Niesnasek między rodzeństwem uniknąć się nie da, ale są też one częściowo pewnym urokiem tej relacji! Jednak najważniejsze, by uczyć dzieci wzajemnej miłości i szacunku do siebie, a warunkiem tego są pełne miłości relacje pomiędzy wszystkimi domownikami i dbanie o to, by obie pociechy czuły się tak samo ważne.

A jakie są wasze obserwacje? Jak wyglądają relacje między waszymi dziećmi i jak o nie dbacie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram