Post Top Ad

Matki - mistrzynie hejtu?

Matka matce wilkiem. Zdołuje, podetnie skrzydła, obrazi. W temacie karmienia, szczepień, rozszerzania diety, szkolnego debiutu - matki plują na siebie jadem lepiej niż niejedna kobra. Mistrzynie internetowego hejtu, które i w realu potrafią zgrabnie dokopać jedna drugiej pod przykrywką troski albo chęci pomocy. Takie jesteśmy. Podobno. Bo o ciemnej stronie matek dużo się mówi, a o tej jasnej, ciepłej i promiennej zapomina. Jakbyśmy wszystkie były tymi trollami z for internetowych albo fanatyczkami z grup. Ja chcę wam dzisiaj udowodnić, że nie takie jesteśmy tak straszne, jak nas malują! 


     Grafika: pixabay.com

Bycie wrednym jest modne. Serio. Zacierają się granice pomiędzy byciem szczerym i asertywnym, a hejtowaniem wszystkich i wszystkiego. A matki to mistrzynie hejtu. O matczynym hejcie mówi się ostatnio szczególnie dużo. Której z nas taki hejt nie dotknął? 
Czy to po napisaniu na forum pytania dotyczącego problemów z karmieniem piersią [no bo na pewno nie chce ci się karmić wyrodna matko!]. Czy to po wyrażeniu opinii na temat szczepień [jesteś idiotką, bo szczepisz albo jesteś idiotką, bo nie szczepisz] albo na temat przekłuwania dziewczynkom uszu [bo one nie przebijały i było dobrze a może właśnie przebijały i dziecko wcale nie płakało. Jeśli jesteś blogerką, to hejt od innej matki może cię spotkać w najmniej oczekiwanych momentach: choćby dlatego, że kupiłaś dziecku "za drogą" zabawkę albo zdaniem innej mamy twoje dziecko zdecydowanie za szybko zaczyna siadać...
Matka shejtuje inną matkę na 100 sposobów. Anonimowo. Sarkastycznie. Pod przykrywką troski i dobrej rady. Czasem nawet wprost. I nie myśl sobie, że w realu taki hejt cię ominie! Tutaj tylko częściej przybiera formę zawoalowaną: "Ojej, naprawdę nie masz pokarmu? Ja karmiłam 2 lata i mam poczucie, że dałam mojemu dziecku wszystko, co najlepsze!" tudzież "Noś, noś kochana, tylko żebyś potem nie płakała jak dziecko rozpsujesz!". Hejt ma wiele imion, a ten kobiecy, matczyny chyba szczególnie.

Jednak, czy tak być musi? Czy łatka hejterek słusznie przylgnęła do matek? A może po prostu nie zauważamy tego, co w nas pozytywne, bo koncentrujemy się na tym, co nas irytuje? Zastanówcie się, ile razy inna mama udzieliła wam wsparcia, podniosła na duchu, okazała troskę, zwyczajnie pomogła?

Podjęłam ten temat nie bez powodu. Spotkała mnie ostatnio trudna i przykra sytuacja. Miałam wsparcie męża i najbliższej rodziny, ale poza tym niesamowitego wsparcia udzieliły mi inne mamy i to także zupełnie obce. Na szpitalnym korytarzu uśmiechały się do mnie ze zrozumieniem, podejmowały rozmowę, mówiły: "Rozumiem. Też to przeżyłam". Czuło się niemal w powietrzu jakąś więź, która sama w sobie sprawiała, że było łatwiej, robiło się lżej na duszy. Nie było wzajemnych oskarżeń ani docinków. Było zrozumienie. Wyjątkowe, bo my kobiety, my matki, potrafimy wczuć się w swoją sytuację, zrozumieć się, wesprzeć jak nikt inny. Potrafimy nie być hejterkami! Zastanawiam się i odkrywam, w ilu jeszcze sytuacjach to czułam: po porodzie, w chorobie dziecka, kiedy Grzegorz wyjechał i w wielu innych sytuacjach. W realu i w świecie wirtualnym czułam tę wyjątkową więź, słyszałam i czytałam słowa, które były jak balsam...  A wszystko to od innych mam...

Rozglądam się baczniej dookoła i widzę, jak inne mamy organizują aukcje charytatywne, bo dziecko znajomej potrzebuje pomocy, jak dzielą się z biedniejszymi ubrankami po swoich pociechach, jak piszą zwyczajne: "Będzie dobrze!". W kolejce w sklepie zamiast mrozić wzrokiem, inna mama podchodzi do tej z płaczącym wniebogłosy dzieckiem i ze zrozumieniem mówi: "Znam to! Nie przejmuj się!". a słysząc w przychodni, że "koleżanka po fachu" ma kłopot z karmieniem piersią, zamiast pogardliwego spojrzenia i jednocześnie pełnego uznania na swoje piersi, które dziecko do dwóch lat wykarmiły, daje numer do doradcy laktacyjnego i szczerze proponuje pomoc. Można? Można!

My, mamy, potrafimy się wspierać, dawać sobie pozytywną energię, rozumieć się. Nie dajmy sobie wmówić, że wszystkie jesteśmy hejterkami! 
Pewnie - są i takie, które lubią być wredne. Wyobrażam sobie, jak przeszukują internety w poszukiwaniu odpowiedniego "obiektu" do shejtowania.. Wydaje im się, że dzięki temu są lepsze, bardziej wartościowe jako matki. Jednak w momencie, kiedy naprawdę będą potrzebowały wsparcia, zweryfikują swoje podejście do życia...  Jestem tego pewna.
Bo karma wraca. Ja w to wierzę. Ja musiałam chyba jednak dać światu trochę dobra, bo w trudnej sytuacji, która mnie spotkała, całe mnóstwo dobra dostałam od innych... Dziękuję...
I wierzę, że my mamy mamy tę moc - okazujmy ją sobie nawzajem i pokazujmy ją światu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram