Post Top Ad

Matka pesymistka

Na pewno sobie nie poradzę. Nie nauczę się. Popełnię błąd. Albo po prostu los zrobi mi na złość. To nie może się udać. Myśli kołaczą się po głowie. Nie mogę zasnąć. W nocy budzą mnie koszmary. "Skończ wreszcie z tym pesymizmem!" - strofuje mnie mama. "Gdybym ja miał takie podejście jak ty, dawno wróciłbym do domu" - mówi Grzegorz. I wiem, że mają rację. Optymistom jest w życiu łatwiej, więc walczę o ten optymizm. Przerabiam, przetrawiam, analizuję sytuację starając się ze wszystkich sił dostrzec pozytywne aspekty. To strasznie trudne, ale najczęściej się udaje. Jenak zawsze gdzieś tam z tyłu głowy czai się czarna myśl, która chce zatruć mi życie. To jest właśnie ten mój specyficzny optymizm, który dostrzegacie w moich wpisach i czasem w realu. 

Grafika: pixabay.com

Czasem wszytko jest do dupy. A mój brak wiary w siebie i wrodzone czarnowidztwo (tym brakiem wiary jeszcze pogłębione) sprawia, że wszystko do dupy bywa nawet dosyć często. Nowe sytuacje, wyzwania dotyczące wychowania dzieci, czas rozłąki z moim Grzegorzem, podjęcie ryzyka w walce o spełnienie marzenia o własnym kącie - wszystko to wywołuje natłok czarnych myśli w mojej głowie. Walczę z nimi odkąd pamiętam... 

Skoncentrować się na tym, co dobre. Powiedzieć sobie, że musi się udać. Naładować się pozytywną energią moich dwóch najwspanialszych optymistów: męża i mamy. Wsłuchać się w beztroski śmiech dzieciaków. Poczuć, że czarne myśli ustępują miejsca tym jaśniejszym. Uwierzyć! Uśmiechnąć się!  Uświadomić sobie, że aby było dobrze, potrzeba pracy i pozytywnego myślenia w niemal równych proporcjach. Usiąść i napisać na blogu o tym, że może być dobrze i pięknie, ale trzeba nad tym pracować. To moje kolejne małe zwycięstwo nad pesymizmem. I okazuje się, że bardzo często to naprawdę działa!Więc kiedy pojawia się kolejna czarna myśl, rozpoczynam walkę z nią od nowa...

Często spotykam się ze stwierdzeniami, że jestem niepoprawną optymistką, że mój związek to taki lukier, że jestem chodzącym uśmiechem. I taka mnie nachodzi refleksja: jak łatwo kogoś ocenić po kilku zdaniach, po zdjęciu, po jednej rozmowie... Dookoła mnie tyle gniewu, frustracji żółci wylewanej na wszystko i na wszystkich, malkontenctwa. Pełno ludzi chodzących z wiecznie naburmuszoną miną, plujących jadem, użalających się nad sobą i wytykających wady innym. Człowiek może przesiąknąć tym w trymiga. I też tak zacząć: narzekać, krytykować, marudzić. A ja tak nie chcę. Nie widzę sensu w zbiorowym powtarzaniu: "Jakie to jest do dupy!". Wolę zadzwonić do Grześka i usłyszeć w odpowiedzi: "Daj spokój, będzie dobrze! Jak przyjadę to cię przytulę i od razu ci przejdą czarne myśli!" albo iść do mamy i najpierw się wygadać, a potem razem z nią śmiać się do rozpuku z rzekomego problemu i moich czarnych myśli. 

O moim blogu czytam czasami w waszych wiadomościach, że pokazuję tę słoneczną stronę życia. I to prawda, bo nie tylko piszę tak, jak podpowiada mi serce tego optymizmu się uczące, ale też czynię z bloga moją małą antypesymistyczną terapię. Czasem jest i o tych mniej fajnych stronach życia, bo one są, ale nie chcę się na nich tylko koncentrować i iść z prądem negowania wszystkiego. Uczę się programować na pozytywne myślenie. I o tych moich małych sukcesach często czytacie w tekstach na blogu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram