Post Top Ad

Kiedy tata wyjeżdża...

Pożegnania, rozłąka i tęsknota to sprawy trudne dla dorosłych, a cóż dopiero dla dzieci. Niestety są nieodłączną częścią naszego życia, a bywa tak, że w niektórych rodzinach zdarzają się częściej niż w innych. I nie mówię tu tylko o rodzinach takich jak nasza, w których zaistniała emigracja za pracą, bo i tu, na miejscu są profesje, w których rodzic najczęściej jednak tata) musi wyjeżdżać na dłużej. Abstrahując od tego, jak niesprawiedliwie ocenia się takie rodziny, te trudne sytuacje są i będą. Jak przygotować dzieci na wyjazd taty i na kolejne rozstania i powroty? Oto garść moich doświadczeń...


Często spotykam się ze ślepą krytyką sytuacji, w których tata wyjeżdża do pracy. Mówią - materialiści. Mówią - wolę jeść chleb ze smalcem. Mówią głównie ci, którzy tego chleba ze smalcem nigdy jeść nie musieli.  Zresztą wyjazdy do pracy to nie tylko emigracja, a tak są przede wszystkim postrzegane. Tatusiowie w Polsce też pracują w delegacjach, są wojskowymi, marynarzami czy przedsiębiorcami. Tak naprawdę więc z sytuacją rozłąki z tatą na dłużej lub krócej spotyka się bardzo wiele dzieci. Dziś jednak nie o tym, jak łatwo i niesprawiedliwie jest oceniać innych, ale o tym, jak spróbować sobie z takim pożegnaniem i rozstaniem poradzić. 

Jakiś czas temu oglądałam program Karoliny Malinowskiej w TVP ABC: "Na kłopoty ABC". poruszyła ona tam właśnie temat taty wyjeżdżającego do pracy i tego, jak przygotować na to dziecko i całą rodzinę. Chciałabym jej podziękować za to, z jaką naturalnością i mądrością do tego tematu - jak do kawałka naszego życia - podeszła, co uczyniłam już zresztą na Facebooku. Nie mogłam powstrzymać łez słuchając tej rozmowy z psychologiem i mamą w podobnej sytuacji do mojej, bo wreszcie poczułam się rozumiana, a nie oceniana... Jeśli którejś z was też potrzebne jest zrozumienie, to tutaj je znajdziecie! Dzisiaj po ponad roku naszej rozłąki mogę dać wam garść moich doświadczeń w tej kwestii.

Kiedy Grzegorz wyjeżdżał Julka miała 6 lat a Szymek 2. To był maj 2014. Może jestem jakaś inna (!), ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, żeby okłamywać dzieci i mówić na przykład, że tata pojechał do sklepu i zaraz przyjedzie. Od samego początku rozmawialiśmy z dziećmi oboje z Grześkiem o nowej sytuacji i naszej decyzji. No może z wyjątkiem jednej czy dwóch sytuacji... Julka była już na tyle duża, że potrafiła bardzo wiele zrozumieć, Szymek dużo mniej ale mimo tłumaczyliśmy mu, że tata zmienia pracę i będzie musiał przez pewien czas być daleko od domu, że będzie przyjeżdżał co dwa tygodnie, a jeśli będzie możliwość to także częściej. Pierwsze, drugie rozstanie były bardzo trudne, bo to, jak będzie wyglądał czas bez taty, kiedy wróci, jak będziemy się kontaktować było czystą abstrakcją dla dzieciaków. Z czasem jednak wyrobiła się pewna rutyna oczekiwania na tatę: przyjeżdżał regularnie co dwa tygodnie, a czasem nawet częściej i choć pojęcie czasu jest jeszcze wciąż Julce i Szymkowi słabo znane, ten rytm przyjazdów i odjazdów wszedł im że tak powiem w krew. Ta regularność stworzyła pewne poczucie bezpieczeństwa, a codzienny kontakt z tatą przez telefon czy skype też sprawił, że poczuły się pewniej. Przy pożegnaniach nie ma płaczu. Wracamy z dworca, gdzie odwozimy razem tatę i zaraz mamy od niego telefon. I już rozmawiamy o tym, co będziemy robić, gdy przyjedzie w kolejny piątek zjazdowy... 

Rozmowa i ciągły kontakt. To zdecydowanie najważniejsze, co mogę wam poradzić, jeśli stajecie przed sytuacją wyjazdu taty. Nie warto okłamywać dziecka myśląc, że tak będzie mu łatwiej. Ja raz czy dwa na samym początku próbowałam tak ukoić tęsknotę Szymka, bo był malutki i wydawało mi się w chwili bezradności, że pomogę mu mówiąc, że tata zaraz wróci. Efekt był dokładnie odwrotny. Dlatego nie polecam i już tego nie robię. Szymek ma 3 i pół roku, a wie, że tata pojechał do pracy i znowu przyjedzie w piątek. Kontaktujemy się codziennie i dzieciaki wiedzą, że jeśli powiedzą: "Mamo, chce pogadać z tatą!", to na ogół mogą bez problemu to zrobić (chyba, że akurat jest w pracy). Często wręcz zdarza się, że ktoś z rodziny przeżywa: "Boże, znowu gadacie???" z miną pełną zdziwienia i pewnej dezaprobaty nawet, bo o czym można tak ciągle gadać? Ano można! Dzieci mówią w co się bawiły, gdzie byliśmy, co było w szkole, snują plany na kolejny wspólny weekend. A tata wypytuje i słucha. I tak potrafimy przegadać godzinę, czasem dwie dziennie...
Psycholog we wspomnianym już programie mówiła też, że niezwykle istotne jest to, by nie próbować zastąpić taty. Ten wyjeżdżający tata musi być potrzebny, musi mieć swoje stałe miejsce w rodzinie i sferę tylko dla niego. I tak jest u nas. Jak przyjedzie tata to nie tylko pojedziemy na zakupy i do zoo, ale też będziemy robić rzeczy zupełnie prozaiczne, które kojarzą nam się właśnie z tatą: oglądać wieczorem bajki z Internetu, puszczać latawca i robić drewniane mebelki dla lalek. Tata naprawi szafkę, zrobi huśtawkę i usmaży na kolację najlepsze naleśniki. Dzieciaki to wiedzą, a ja nie mam zamiaru tego zmieniać i próbować wchodzić w jego rolę.
Ostatnie hasło, które zapadło mi w pamięć po obejrzeniu programu było: dzieci muszą czuć, że tata też tęskni. I ja się z tym nie mogę nie zgodzić. Tęsknotę najczęściej odbiera się jako coś negatywnego, tymczasem to jej odczuwanie oznacza, że nam na kimś zależy. Dziecko, które tęskni za rodzicem i jednocześnie wie, że i on tęskni za nim, potrafi zaakceptować ten stan rzeczy bardziej aniżeli tej tęsknoty "drugiej strony" nie czując. Tata, który dzwoni, pisze, interesuje się tym, co się dzieje w domu, rozmawia nie tylko z mamą, ale i z dziećmi, daje im poczucie, że mimo zaistniałej sytuacji i pracy daleko od domu są dla niego ważne. To poczucie naprawdę można budować mimo odległości. Na szczęście rozwój komunikacji to ułatwia, a mając takie chęci, można pokonać trudności.
I punkt ostatni: nigdy nie wzbudzaj w dziecku poczucia winy. Teksty typu: "Jak będziesz niegrzeczny, to tata nie przyjedzie!" albo "Tata pojechał, bo nie chce takiego brojarza!" to chyba najgorsze co dziecko może w takiej sytuacji usłyszeć. A zdarzają się. Rzucają nimi też obcy ludzie albo dalsza rodzina. Oczywiście jest to nie do przyjęcia. Dlatego ja od razu mówię takim osobom, co o nich myślę, a dzieciom głośno powtarzam, że wyjazd taty do pracy z dala od domu nie ma nic wspólnego z tym, czy są "grzeczne" czy nie cudzysłów jest celowy, bo jak dla mnie pojęcie bycia "grzecznym" jest bardzo względne). Zresztą cały czas mówię im, że kochamy je zarówno wtedy, kiedy zgodnie się bawią, jak i wtedy, gdy biorą się za łby. Miłość rodziców jest bezwarunkowa i one muszą o tym wiedzieć. Kropka.

Żyjemy w takich czasach, kiedy dłuższe lub krótsze  rozłąki zdarzają się w rodzinach coraz częściej (chociaż gdyby patrzeć bardzo daleko w przeszłość, to ojcowie kiedyś byli w domach właściwie totalnie nieobecni - bo polowanie, bo wojna, bo praca na roli...) i z wielu różnych powodów. Życie nauczyło mnie nie oceniać pochopnie - kiedyś też oceniałam rodziny dotknięte emigracją zarobkową bardzo ostro i niesprawiedliwie, a dziś sama jestem w takiej sytuacji...
Taka rozłąka z pewnością pozostawi ślad w pamięci i będzie trudną kartą w historii każdej rodziny, szczególnie jeśli jest długotrwała, ale uważam, że można ją przetrwać nie osłabiając rodzinnych więzi, a w szczególności więzi dzieci z tatą. Delikatne, a jednocześnie uczciwe postępowanie wobec dzieci w takiej sytuacji jest bardzo ważne! Mam nadzieję, że moje rady wam się przydadzą - po tych 16 miesiącach doświadczeń widzę, że są wartościowe i pomagają przetrwać ten niełatwy czas. My tymczasem czekamy na telefon od taty i kolejny, wspólny piątek... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram