Post Top Ad

A po latach to on już tylko chrapie i zwija skarpetki w kulkę?

Wychodząc za mąż ponad 9 lat temu bezustannie słyszałam, jak też mi się ta miłość znudzi i "przeje". Bo nic nie trwa wiecznie i te różowe okulary szybko spadną mi z oczu. I faktycznie - spadły. Życie razem, mieszkanie ze sobą, wspólne pokonywanie problemów sprawia, że nagle zdecydowanie bardziej wyraźnie niż jego brązowe oczy, zaczyna się widzieć zwinięte w kulkę skarpetki pod fotelem i bardziej wyraźnie niż czułe  słówka słyszeć pretensje o to, że za długo byłam u koleżanki, a dzieciaki akurat na zmianę pogody szczególnie mocno marudziły. Ale czy naprawdę po latach to  ON już tylko chrapie, zwija skarpetki w kulkę i zrzędzi? Zapraszam na taki mój mały rachunek miłości z okazji jutrzejszego święta...

    
Zmieniamy się i zmienia się związek. Nikomu nie będę mydlić oczu i twierdzić, że po 12 latach bycia razem nadal z tą samą częstotliwością mówi się sobie nawzajem "kocham" i nic tylko tulenie, buziaczki i miłosny haj. Life is brutal, a to wspólne czasami szczególnie. Sami wiecie, o czym piszę. Codzienność potrafi przytłoczyć, problemy sprawić, że zapomina się o romantyzmie, a docieranie się bywa bolesne, szczególnie, kiedy okazuje się, że ma się odmienne poglądy na bardzo ważne sprawy. Łatwo w tym wszystkim zapomnieć o tym, co najważniejsze i stworzyć sobie w głowie fałszywy obraz tego, że "Kiedyś to nam było razem dobrze". Zrzucać winę na siebie nawzajem i nazywać miłość rutyną, przyzwyczajeniem. Myśleć sobie: "Mieli rację ci, co mówili, że spadną mi różowe okulary". Żałować motyli, których już nie ma w brzuchu, nie dostrzegając ciepłych skrzydeł, którymi jesteśmy otoczeni. To tak naprawdę najłatwiejsza droga. 

Ja nie generalizuję, nie oceniam, nie przekonuję was. Ale sobie dziś mówię, jak jeden znany polityk do swojego psa Saby: 'Nie idź tą drogą!";). Pewnie, że są przypadki, w których partnerzy zmieniają się na tyle, że nie potrafią się już kochać. Są i takie, w których uczucie po prostu wygasa. Jednak w zdecydowanej większości problem, czyli twierdzenie, że "To już nie jest to...", machanie ręką i dostrzeganie tylko tych cholernych skarpetek, to jest kwestia zmiany nastawienia. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale cóż takie są moje wnioski po 9 latach od założenia obrączki. Znowu powiecie, że mój blog "zieje optymizmem" i niech tak będzie! Trudno ;)!
Dziś wyznaję wszem i wobec, co lubię w moim Grzegorzu i w naszym małżeństwie po 9 latach:

Lubię ten błysk w brązowych oczach i siwiznę na skroniach też.
Lubię to, że jednym SMS-em potrafi wywołać u  mnie w niepohamowany atak śmiechu.
Lubię to, że ma w życiu pasje: motocykle i filmy.
Lubię to, że potrafi majsterkować o 2 w nocy, żeby naprawić dzieciom zabawkę.
Lubię jego pozytywne myślenie, którym mnie zaraża.
Lubię to, że nie ma dla niego tematów tabu.
Lubię jak pokazuje swoje wewnętrzne dziecko bawiąc się z Julką i Szymkiem.
Lubię jego zabawne miny.
Lubię to, że całując mnie pochyla się, żebym ja nie musiała stawać na palcach.
Lubię to, że ma zamiar wozić mnie na zloty motocyklowe, kiedy będziemy po sześćdziesiątce.
Kocham jego wiedzę o rzeczach, o których ja nie mam zielonego pojęcia, a on nie wiem, skąd, ale ma :P.
Lubię to, że mamy poczucie humoru, które często rozumiemy tylko my i potrafimy śmiać się niby z niczego do rozpuku.
Lubię to, że jest odpowiedzialny i opiekuńczy, a mimo to potrafi czasem zachować się jak pozytywny wariat.
Wymieniać dalej ;)?
Skarpetek zwiniętych w  kulkę, gderania, tego, że czasem mnie poucza i nie rozumie mojej miłości do spania nie lubię, ale akceptuję. Koniec wyznania. Kropka.

I myślę sobie, że jak codziennie zauważę chociaż jedną taką cudowną rzecz w tym naszym małżeńskim życiu to żaden kryzys nam niestraszny! A jak Grzegorz przyjedzie w piątek, to go zmuszę, żeby też dla mnie napisał taką listę :P ;)
Poważnie mówiąc - powinniśmy nauczyć się dostrzegać w sobie takie pozytywne rzeczy nawzajem w tej naszej -  często cholernie trudnej - rutynie. Z pozoru drobne i mało widoczne na co dzień rzeczy budują przecież każdy związek i sprawiają, że w gruncie rzeczy jest nam ze sobą dobrze...
Więc może powiedzcie swoim mężczyznom jutro choć o jednej takiej rzeczy, którą w nich lubicie mimo upływu lat (a może właśnie dlatego?)  i okraście solidnym: "Kocham cię", a oni niech się rzecz jasna odwdzięczą tym samym ;).


Bo prawda jest taka, że różowe okulary prędzej czy później spadną, ale ... to nie znaczy, że mamy zamknąć oczy na to, co kochamy...

Zdjęcie autorstwa NIKO. Przedstawia ono koszulkę i liścik, które pofrunęły prosto do Niemiec z okazji Dnia Chłopaka :). Możecie podobne zamówić u Magdy - klikajcie w link w pierwszym zdaniu ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram