Post Top Ad

Dzieci potrzebują nudy.

"Mamoooo, nudzi mi się!" - narzeka dziecko. A mama jak nakręcona natychmiast rzuca wszystko i biegnie do pociechy, jakby ta co najmniej nabiła sobie guza. "Może ci poczytać? Albo narysować słonia? Nie To może laleczką się pobawisz albo włączę ci bajeczkę?". I daje dziecku na tacy pomysł na zabawę niczym receptę na groźną chorobę. Zatroskana, bo dziecko przecież musi bawić się kreatywnie i mieć pożytecznie wypełniony czas! A ja twierdzę, że nuda jest dziecku potrzebna! Ba, ona odpowiednio "dawkowana" jest niezwykle pożytecznym zjawiskiem!


Często słyszę, że w naszych czasach (czyli jakieś 20 lat temu) dzieci się nie nudziły. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że trochę koloryzujemy tamtą rzeczywistość. Pewnie, że większość dnia biegało się po podwórku, łaziło po drzewach (mam starszego brata... :)) czy skakało w gumę, czasem coś się porysowało, uszyło jakieś ubranko dla lalki albo potowarzyszyło tacie na rybach, ale wszystko się z czasem nudziło... No więc jak już się znudziło, to ... wymyślało się inną zabawę! I o to w tym wszystkim chodzi...

Kiedyś nuda nie jawiła nam się jako coś strasznego, a już tym bardziej nie naszym rodzicom. Owszem, pojęczeliśmy czasem. Owszem, czasem rodzice podrzucili jakiś pomysł na zabawę albo pobawili się z nami. Owszem, nie odkryliśmy Ameryki - nasi rodzice też doskonale wiedzieli, że wspólne czytanie, wyklejanie obrazków, układanie klocków rozwijają. Mniejszy problem niż my mieli z mediami, bo w telewizji były trzy kanały, a jak już leciał jakiś program dla dzieci, to normą było t, że był wartościowy. Oglądaliśmy więc Tik - Taka, Ciuchcię i dobranockę. Jednak nie popadali w skrajności. Nie mieli parcia na to, by wypełniać nam czas co do minuty. Dawali nam swobodę i czas na nudę. Dziś wielu rodziców ma z tym problem.

Dzisiaj zewsząd atakują nas gotowe odpowiedzi na pytania: jak i w co bawić się z dzieckiem? jak i czym powinno bawić się samo dziecko? jak zorganizować dziecku czas? jak zabić nudę? Nie chcemy, by nasze dzieci się nudziły. W momencie, kiedy słyszymy "Mamoooo  nudzę się!" od razu zapala się nam czerwona lampka oznaczająca: "Kurcze, powinnam poświęcać mu więcej czasu!" albo "Co ze mnie za mama, skoro moje dziecko narzeka na nudę! Na pewno coś robię źle!". Celowo nie piszę o tatusiach, bo prawda jest taka, że to głównie my, mamy, mamy taki problem z tą nudą... Ojcowie podchodzą do niej z dużo większym dystansem.Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji. Podzielacie moje zdanie? Wracając do znaczenia nudzenia się w życiu dziecka - jesteśmy w błędzie myśląc, że nuda to Zuuuuo wcielone! Nuda w odpowiedniej dawce jest zjawiskiem potrzebnym i twórczym!

Specjaliści podkreślają, że nuda posiada wiele zalet: oprócz rozwijania kreatywności (bo dziecko samo kombinuje i szuka rozwiązań), sprzyja też nauce podejmowania decyzji, zapamiętywaniu, budowaniu samooceny i uczeniu się odpoczywania.  Dziecko potrzebuje nudy, by harmonijnie się rozwijać - u najmłodszych malców to, co nam wydaje się nudą, jest po prostu niezbędnym elementem rozwoju czy relaksem. Kilkumiesięczniak, który po prostu rozgląda się dookoła albo wkłada do buzi rączki, wcale nie potrzebuje naszej szczególnej uwagi czy kolejnej grzechotki! Takie chwile są mu potrzebne! Podobnie zresztą ze starszymi dziećmi: nuda to czasem odpoczynek, a innym razem okazja do wytężonej pracy mózgu, który kombinuje, czym wypełnić czas. Poczytać? Porysować? A może zrobić sobie namiot z prześcieradła? Rodzic oczywiście powinien częściowo organizować dziecku czas jak również ten czas z nim spędzać, ale ważne, by pozostawiać margines swobody i dać szansę nudzie, która jest polem do popisu dla wyobraźni... (źródło TUTAJ).

Oczywiście piszę to wszystko nie tylko z obserwacji, ale również z własnego doświadczenia. Też padłam ofiarą myślenia, że dzieciom koniecznie i natychmiastowo trzeba dawać receptę na nudę. Kreatywne zabawki, kreatywne zabawy, kreatywnie spędzany czas. Okazuje się, że kreatywności sprzyja też ... nuda! "Mamooo, nudzę się!" - stwierdza Julka albo po prostu chodzi z kata w kąt. Zamiast gotowego rozwiązania, stwierdzam: "Pomyśl, pokombinuj, na pewno znajdziesz sobie jakieś ciekawe zajęcie!". Przychodzi po chwili z ... zajączkiem zrobionym z rolki po papierze toaletowym albo pięknie pokolorowanym obrazkiem. Innym razem wchodząc po pewnym czasie do jej pokoju widzę, jak w skupieniu tworzy maleńkie akcesoria z papieru dla swoich plastikowych zwierzątek albo zaskakuje mnie stworzony z koca  krzesła domek, w którym biwakuje razem z bratem. Coraz częściej moje dzieci współdziałają w szukaniu sposobów na nudę - podglądanie ich w tym jest prawdziwą frajdą dla mnie! Te dwie małe łepetyny działają wtedy na najwyższych obrotach, a efekty bywają nie tylko zaskakujące, ale i naprawdę fantastyczne! I wcale nie potrzebują do tego tableta, telewizora czy laptopa ani mojej instrukcji... A ile radości sprawia im taka samodzielnie wymyślona zabawa! Wtedy zamiast "Mamoooo, nudzę się!" słyszę: "Mamoooo, chodź zobacz, jak się fajnie bawimy!".

Grafika: unsplash.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram