Post Top Ad

Czasem lubię mieć bałagan...

Na  profilu jednego z pism dla rodziców przeczytałam ostatnio: "Dobre mamusie mają: brudne pranie, lepkie podłogi, niedopasowane skarpetki, zmęczone oczy i szczęśliwe dzieci", a pod hasłem mnóstwo komentarzy mówiących głównie  tym, że to hołd w stronę bałaganu i NAPRAWDĘ DOBRE  mamusie potrafią doskonale pogodzić szczęście dziecka z porządkiem. A ja jestem dokładnie pośrodku tej teorii. Uważam, że dobre mamusie owszem, mają porządek i szczęśliwe dzieci, ale nie zawsze. Dobre mamusie - i to dobre nie tylko dla dzieci, ale i dla siebie - potrafią też czasami wrzucić na luz w kwestii błysku w każdym kąciku domu, a nawet ucieszyć się z ...bałaganu...


Tak, tak - niech to teraz przeczytają wszyscy, którzy mają w domu błysk, a u mnie nie raz zobaczyli okruszki na podłodze, bo akurat pozwoliłam dzieciom jeść ciastka przed telewizorem albo rozsypane wszystkie klocki plus Szymka figurki dinozaurów łącznie z wszyściutkimi autkami! A pośrodku oni: zaaferowani zabawą tak, że  bożym świecie nie wiedzą. Pewnie powinnam wylecieć z pyskiem, że narobili bajzlu i od razu zagnić ich d sprzątania, ewentualnie sama posprzątać. Tymczasem ja głupia matka często pozwalam im się tak taplać w tym bałaganie nawet kilka godzin. I sobie spoglądam na ich radość. Powinnam też bezsprzecznie od razu lecieć z miotłą jak tylko zobaczę kruszek na podłodze, a w ogóle to nie pozwalać na jedzenie w pokoju! Co ze mnie za matka. Pozwalam. Jem nawet z nimi, kiedy robimy sobie bajkowy seans popołudniu. I szczerze mówiąc w dupie mam okruszki. Jak przyjdzie czas, to odkurzę. Mało tego - pozwalam dzieciom bawić się w błocie! Jeszcze jak! Tak, że czasem są umorusane po łokcie i po kolana! I ubrania mają brudne, serio! Zazwyczaj plamy puszczają dzięki urządzeniu zwanemu pralką, a jak nie, to nie żałuję, gdyż na podwórko nie zakładam dzieciom markowych rzeczy (kurde, poza podwórkiem to raczej też nie:P)  a takie specjalnie na podwórko przeznaczone. Na podwórko = do zabawy. Do zabawy = czasem nawet w błocie. I jakoś nie mam zamiaru płakać, kiedy plama nie zejdzie ani tym bardziej nie mam zamiaru zabraniać dzieciom takiej zabawy, dlatego, że się wybrudzą. Taka ze mnie matka. 
Idźmy dalej - lubię mieć porządek - poodkurzane, zmyte podłogi, starte kurze, książki poukładane na półkach a u dzieciaków w pokoju zabawki na swoich miejscach. Lubię uczucie, kiedy wszystko już jest posprzątane, a ja mogę usiąść z książką i napawać się zapachem i widokiem tego błysku. Uczę też dzieci sprzątania po sobie i odnosimy w tej sferze coraz większe sukcesy. Staram się zawsze zacząć dzień od posprzątania (zaraz po kawie alb jeszcze w trakcie) i w ogóle utrzymywać porządek, ale...
No właśnie - jest ALE, które uważam za coś naturalnego i które sobie wybaczam, ba, nawet to ALE lubię! A więc czasem zamiast rano posprzątać, idę z dziećmi na dwór. Bo niecierpliwią się przed drzwiami chcąc się bawić na świeżym powietrzu. Także jeśli wtedy mnie odwiedzisz, pomyślisz sobie, że jestem bałaganiarą. Innym razem boli mnie głowa i zamiast zmyć podłogę, kładę się wcześniej spać. Mam do tego pełne prawo. Możesz sobie myśleć, że nie dbam o porządek. Jeszcze kiedy indziej wyjeżdżam z samego rana z dziećmi na ten przykład do lekarza. Nie wyrabiam się z ogarnięciem dwójki do wyjazdu i zrobieniem błysku w domu. Trudno, może jestem chaotyczna i zamulona, a może p prostu jako mama mam do tego prawo. Bywam też po prostu zmęczona (tak, mimo, że nie pracuję zawodowo - ale rozumiem, że matki pracujące bywają zmęczone jeszcze bardziej) i odpuszczam sobie jednego dnia odkurzanie. Moim dzieciom nie dzieje się przez to krzywda, a ja nie czuję się gorszą matką. Choć oczywiście jest wiele osób, które chciałyby, abym tak się czuła.

Nie jestem zwolenniczką dzielenia matek na lepsze i gorsze z żadnego powodu. Oprócz tego, jak traktują swoje dzieci i czy je kochają. A umówmy się - kocha większość mam. Sytuacje patologiczne się zdarzają, ale na pewno nie należą do nich: urodzenie przez CC,niekarmienie piersią, zapisanie dziecka do żłobka, danie dziecku lizaka czy nieodkurzenie jednego dnia mieszkania. O sytuacjach patologicznych tu nie mówimy: mówimy o zwyczajnych mamach, którymi może się nazwać większość z nas.
We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek i tak, jak nieustannie lepkie podłogi i brudne pranie nie są fajne, tak samo fajny nie jest maniakalny perfekcjonizm i zbieranie każdego klocuszka i okruszka za dzieckiem oraz strofowanie go na każdym kroku, że coś pobrudził czy wysypał .A jedne i drugie mamy istnieją. Co nie oznacza, że któraś z nich jest zła. Może p prostu mają trochę poprzestawiany system wartości albo czasem rzeczywiście poważne problemy i potrzebują pomocy? Różnie to bywa i naprawdę nie wszystko jesteśmy w stanie ocenić po tym, czy ktoś ma porządek w domu. A już na pewno nie to, czy ktoś jest dobrą mamą.

Złoty środek. Magiczne słowa w każdej dziedzinie życia. Bo żadna skrajność nie jest dobra. Ja staram się mieć czyste pranie, podłoga bywa lepka, kiedy Szymek akurat rozleje sok, ale wtedy ją ścieram, a skarpetki... Hmmm niestety mam predyspozycje do ich "gubienia"... Zmęczone oczy to u mnie norma, a szczęśliwe dzieci? Cóż, kiedy widzę jak robią śnieg z chusteczek d nosa i rozrzucają je po pokoju, skaczą boso po kałużach, turlają się po piasku albo siedzą na podłodze pełnej zabawek i nie dostrzegają mnie gapiącej się na nie, tak są zajęte zabawą, to widzę, że są szczęśliwe. A kiedy mają się tak bawić jak nie teraz? Błoto z nóżek się zmyje a okruszek na podłodze poczeka chwilę na odkurzacz, ale żadna chwila dzieciństwa moich dzieci  nie wróci... Ot, takie podsumowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram