Post Top Ad

Uwolnij dziecko od schematów i porównań!

Pamiętam jak z zachwytem i niedowierzaniem patrzyłam na rysunki trzylatków, na których wyraźnie widać było domki, słoneczka a nawet ludzi. Ładnie dopasowane kolory i jeszcze ta kredka tak idealnie trzymana małą rączką! Julkę rysowanie zajmowało może na 3 minuty, a moje usilne próby oswojenia jej z plastyką nie przynosiły żadnych rezultatów. Szybko rzucała kredkę i biegła bawić się misiami albo klockami. Dziś ma 7 lat i tworzy naprawdę ładne prace plastyczne. Kolorowanie, rysowanie i malowanie to jedne z jej ulubionych zajęć...


Współczesne macierzyństwo pełne jest schematów. I nie chodzi mi już nawet o "style wychowawcze", ale o to, że z upodobaniem tworzy się wzory na to, co, kiedy i w jaki sposób dziecko powinno robić, wiedzieć, mówić... A my matki te schematy strasznie lubimy! Lubimy "przykładać" do nich nasze dzieci jak pod linijkę, bo przecież one POWINNY być takie, jak te schematy pokazują, czyli niemal identyczne jak inne dzieci w ich wieku...  Do tych schematów dochodzą rozmowy ze znajomymi rodzicami, w których niczym przekupki na rynku przekrzykujemy się osiągnięciami naszych pociech. Bo przecież dobrze, jeśli dziecko jest podobne do innych w kwestii umiejętności i zachowania, ale jeszcze lepiej, kiedy jest LEPSZE od innych!

Jasne, że są pewne sprawy, które są wytyczną poprawnego rozwoju dziecka i duże opóźnienia na przykład w podejmowaniu prób samodzielnego chodzenia czy też mówieniu mogą, a nawet powinny być dla rodziców alarmujące. Zdarza się, że dziecko rzeczywiście mocno odbiega rozwojowo od rówieśników, co może - ale też wcale nie musi - oznaczać problemy zdrowotne czy emocjonalne. Trzeba wtedy zgłosić się do specjalisty i rozwiać wątpliwości lub szukać pomocy. Jednak niezliczona jest ilość tych "powinno", "musi", "ma", które to my, rodzice, sami wbijamy sobie do głowy nakręceni wspomnianymi wzorcami, porównywaniem dziecka do innych i przechwałkami innych rodziców... A to dobre nie jest - ani dla nas, ani dla dzieci!

Wiem, co mówię, bo sama wpadłam w tę pułapkę. Wspomniany na początku brak zainteresowania Julki rysowaniem i wszelkimi sztukami plastycznymi (nie licząc rozlewania wody przeznaczonej do maczania pędzelka) strasznie mnie martwiło. Zazdrościłam innym mamom, których trzylatki z zapałem łapały za kredki i rysowały okrągłe słoneczka i proste łodyżki kwiatów. Oczywiście słyszałam też: "A twoja jeszcze nie rysuje? A ona nie umie porządnie trzymać ołówka?" Niestety wszelkie próby zaprzyjaźnienia jej z kredkami kończyły się marnie. A może po prosu to mi się tak wydawało? A może każda z tych prób, z tych krzywych kresek, podziurawionych ołówkiem kartek była małym, ale ważnym krokiem w jej rozwoju? Tylko ja zamiast to dostrzec, chciałam, by przeskoczyła od razu o kilka kilometrów w przód. Tymczasem ona po prostu rozwijała się w swoim własnym tempie. Nawet nie wiem kiedy zaczęła rysować, a teraz jako siedmiolatka uwielbia spędzać czas na kolorowaniu, malowaniu, klejeniu i tworzeniu różnych "dzieł".

Oczywiście zdolności manualne i plastyczne to nie jedyna sfera, w której schematy i porównania wpędzają rodziców w pułapkę. Podobnie jest na przykład ze smoczkiem - "Ona ma ponad rok i jeszcze dyda? Hej jesteś już dużą dziewczynką, nie wstyd ci, hm?" albo z korzystaniem z nocnika - "No taki duży chłopiec (2 i pół roku) i jeszcze zalicza mokre wpadki? Mój to już od roczku sam woła!". I wertuję pisma dla rodziców i strony internetowe w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: do kiedy smoczek? od kiedy na 100% kontrola potrzeb? I naciskam na dzieci, bo podobno już "muszą", a nawet jeśli nie, to przecież "powinny", bo Kasia i Jasio też już smoczka nie mają, a na nocnik siadają odkąd skończyli 12 miesięcy... Moje nie mogą być przecież GORSZE! No i ja gorszą matką być nie mogę... Efekt? Zestresowane dzieci i zestresowana matka. A potrzebny był tylko czas...

Dziś, kiedy Julia ma lat 7 a jej braciszek Szymon ponad 3, już coraz mniej zważam na schematy i porównania. Kilka dni temu, przy okazji zabawy farbami, wspominałam właśnie Julii trudne początki z rysowaniem i kolorowaniem. Młodszy zupełnie tak ja siostra w tym wieku: kredkę trzyma jak patyk, a farbami maluje głównie po sobie samym... "Dzieło" będące tytułowym obrazkiem tego wpisu jest jego autorstwa i przedstawia ponoć tyranozaura i pterodaktyla :). Pewnie kilka lat temu bym się martwiła, ale dziś patrzę na ten malunek z uśmiechem. Oczywiście zachęcam synka do zabaw plastycznych, ale bez nacisku, bez "spiny", bez stresu. Przyjdzie czas, a namaluje żółte słońce i prosty płotek. Może nie będzie miał talentu plastycznego, a może z plastyki będzie nosił same szóstki. W każdym razie podstaw na pewno się nauczy. W swoim czasie.

Dla wielu rodziców nadchodzi teraz trudny czas, kiedy poślą dziecko po raz pierwszy do przedszkola czy do I klasy. Nie mogę więc nie wspomnieć o tym, jak martwiłam się, że Julka w "zerówce" słabo czyta i stawia koślawe literki. Na koniec I klasy potrafi przeczytać praktycznie wszystko i bez problemu pisze literki, wyrazy i całe zdania. Wniosek? Oprócz odpowiedniego sposobu nauki potrzebowała też po prostu czasu... Dziecko idące do I klasy nie ma umieć czytać i pisać! Ono ma się tam tego nauczyć! Dajcie swoim dzieciom czas, a owoce będą naprawdę piękne!

Rozwój powinien dawać dziecku przede wszystkim radość. Nie postępujmy więc tak, aby mu tę radość odbierać podciąganiem jego umiejętności pod linijkę, porównywaniem do dziecka sąsiadki czy kolegów z klasy, zaprzęganiem go do wyścigu szczurów...  Wspierajmy, towarzyszmy, przyglądajmy się z uśmiechem. uwolnijmy dzieci od schematów i porównań i dajmy im czas, a efekty na pewno pozytywnie nas zaskoczą!

12 komentarzy:

  1. Dokładnie. A czy dorośli wszystko umieją? Cieszmy się naszymi dziećmi

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie to napisała. Wszyscy w około mi mowile że taka duża a jeszcze pieluche ma a no gdy miała 3,5 roku to jak pstrykniecie palcami przestała nosić. Po prostu potrzebowała czasu... Mówić też zaczęła po 3 urodzinach. Ale za to kredki i pędzel ładnie trzymała mając ponad 2lata. Każde dziecko inne i na każda czynność potrzebuje inny czas! Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Aneta Paluch5 lipca 2015 19:26

    Sama widzę różnicę u moich dzieci córka wcześniej zaczęła być samodzielna natomiast syn dużo szybciej nauczył się czytać ,liczyć ,pisać i staram się nie porównywać .Wiem ,że każde z nich jest inne i dobrze to są dwa odrębne charaktery i temperamenty;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety wyścig zaczyna się już od najmłodszych lat. Moje dziecko wszystko zaczynało robić później siedzieć, raczkować, mówić. Trochę się tym przejmowałam bo inni mówili mi "a bo moje dziecko to już dawno to robi". Minął czas i mój maluch w swoim tempie dorównywał innym. Nie można dać się zwariować. Jestem tego samego zdania żeby nasze dzieci wspierać i pozwolić im rozwijać się w swoim tempie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Marlena Pietkiewicz6 lipca 2015 23:56

    Ja staram się nie naciskać, moje dziecko nie musi być idealne. Owszem wolałabym żeby znał juz cały alfabet, ale jeśli woli pobawić się w piasku, to mu nie bronię. Od września idzie do zerówki, więc zacznie przygodę z nauką. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. www.kilkuetatowamama.com7 lipca 2015 15:00

    Moja dwójka Dzieci ma tak różne zainteresowania i tak inaczej się rozwijają, że gdybym chciała przystawiać Ich do schematów to bym osiwiała (jeszcez bardziej!). Ale na serio - jasne, zwłaszcza przy pierwszym Dziecku tak się robi. ale potem trzeba wyluzować, inaczej i my będziemy w stresie (bo Dziecko odstaje od normy - dlaczego?? co sie dzieje??) i Dzieci nie będą miały dzieciństwa (będą musiały ćwiczyć aż wyćwiczą do normy!!)

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację - przy pierwszym dziecku dopada to chyba wszystkich rodziców. Ważne, by widzieć bezcelowość takiego myślenia i starać się z tym walczyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoła to nowy etap. I tu chyba jeszcze łatwiej wpaść w pułapkę porównań i schematów - bo program, bo koledzy z klasy itp. Mam nadzieję, że będzie radość z nauki :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Często naprawdę trudno trzymać się od tego wyścigu z daleka. Właśnie dlatego, że dookoła wielu rodziców się mu poddaje, a my w ślad za nimi... Bo w rozmowach porównujemy nasze dzieci, bo czytamy w Internecie itp. Ważne, by tak jak ty czy ja dostrzec bezsens tego myślenia i nauczyć się wrzucać na luz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokładnie tak jest ale nie możemy się dać zwariować bo szkoda zdrowia naszych dzieci. Jak czytam artykuły że małe dzieci mają depresję to jestem w szoku jak to możliwe? Niestety my rodzice też się do tego przyczyniamy uczestnicząc w takim wyścigu. Uczmy się wrzucać na luz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak jakoś działa człowiek, że trzymanie się średniej, uznawanej za normę jest właściwym zachowaniem. Dlatego rodzice narzucają coś dzieciom wbrew ich umiejętnościom i upodobaniom, co różnie się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzieci same wybierają, czego chcą się nauczyć w pierwszej kolejności. Wbrew pozorom, to już od urodzenia przejawiamy szczególne zainteresowania danymi kwestiami, więc schematy są rzeczą ograniczającą rozwój.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram