Post Top Ad

Najczęstsze grzechy pediatrów.

Dobry pediatra to skarb. Niestety coraz trudniej takiego znaleźć. Szczególnie na wsiach praktycznie nie ma czegoś takiego jak wybór lekarza. Jest jeden pediatra dyżurujący w dodatku raz czy dwa w tygodniu. Niestety nie każdy rodzic ma możliwość dojeżdżać z dzieckiem do lekarza oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów i często po prostu musi leczyć dziecko u pediatry, który nie do końca jest taki jaki dobry pediatra być powinien... Jakie są najczęstsze "grzechy" lekarzy pediatrów i jakie cechy powinien mieć ten idealny? Garść doświadczeń i spostrzeżeń z mojej ponad siedmioletniej kariery mamy.


Łatwo powiedzieć: znajdź innego lekarza. Niestety po pierwsze często samo znalezienie go jest nie lada problemem, a po drugie kiedy okazuje się, że przyjmuje w mieście oddalonym o 60 km, a dziecko potrzebuje szybkiej diagnozy nie zawsze dojazd do niego jest realny. W ośrodkach zdrowia na wsiach zwykle przyjmuje jeden pediatra - raz, dwa razy w tygodniu. A zdarza się i tak, że pediatra jest jedynym lekarzem w przychodni, który przyjmuje wszystkich pacjentów - zarówno dzieci jak i dorosłych.  Takie "uroki" wiejskiej służby zdrowia. W naszym ośrodku zdrowia od jakiegoś czasu dostępne są dwie panie doktor "od dzieci", a więc jakiś wybór jest, ale przecież nie każdy ma ten komfort. Poza tym tak jak wspomniałam, w razie konieczności szybkiej diagnozy i pomocy nikt nie będzie czekał na, powiedzmy, środę, by udać się akurat do tego, a nie do innego lekarza. A zresztą z tymi diagnozami też różnie bywa...

Jakie są najczęstsze grzechy lekarzy pediatrów? Oto wielka PIĄTKA:

1. Diagnoza na chybił - trafił. No niby gardło lekko zaczerwienione, ale osłuchowo czysto. Może to wirus, a może bakteria? Może alergia jednak?  Żadnych dodatkowych badań, które miałyby diagnozę ułatwić, tylko leki - na początek na wirusy, a jak nie pomoże, to proszę przyjść za tydzień. Oczywiście po kolejną porcję leków. I tak zwykły kaszel leczy się tygodniami nie wiedząc tak naprawdę, jaka jest przyczyna. Dziecko jest szpikowane lekami, które kompletnie nie są mu potrzebne, a mogą narobić więcej szkody niż pożytku, a portfele rodziców chudną po każdej wizycie w aptece. Tymczasem często okazuje się, że jeden syrop polecony przez farmaceutkę załatwia sprawę w 3 dni albo domowy napar z majeranku i inhalacje pomagają...

2. Przepisywanie antybiotyków na wszystko. Antybiotyki to leki bakteriobójcze, które są potrzebne w chorobach bakteryjnych np. przy zakażeniu gronkowcem. Tak naprawdę większość powszechnych dolegliwości typu katar, kaszel czy ból gardła są wywoływane przez wirusy. A co robią pediatrzy? Nie zlecając żadnych dodatkowych badań przepisują antybiotyki na zwykły  kaszel czy ból gardła. W efekcie leki zamiast pomagać - szkodzą osłabiając odporność, niszcząc florę bakteryjną jelit, a nawet powodując poważne powikłania.  Moje doświadczenia? Szymon dostał pierwszy antybiotyk mając 2 tygodnie - najprawdopodobniej przy porodzie został zarażony gronkowcem złocistym. Przez pierwszy rok życia miał przepisane jeszcze kilka antybiotyków. Wyleczył się i natychmiast łapał kolejną infekcję. Kiedy wreszcie udało nam się wyjść z tego dołka unikając przyjmowania antybiotyków bez potrzeby, jego odporność wyraźnie zaczęła się odbudowywać. A ja już nie zgadzam się na antybiotyk podczas każdej wizyty u lekarza...

3. Bagatelizowanie obaw rodziców. Dziecko boli brzuszek? Na pewno chce zwrócić na siebie uwagę albo to nerwicowe. Nie ma apetytu? To normalne w tym wieku. Czy antybiotyk jest konieczny? Lekarz wie przecież lepiej - co się rodzic wtrąca? Za to kiedy wyniki krwi wyjdą niezbyt dobre, potrafią opieprzyć rodzica za to, że nie dba o dietę dziecka, a jak zobaczą guza u malca za to, że rodzic dopuścił do tego, by się dziecko uderzyło. Taki oto paradoks...

4. Unikanie kierowania do specjalistów. To oczywiście nie tylko domena pediatrów - no bo wiadomo -limity! Prywatnie limitów nie ma... O zwykłą morfologię krwi trzeba często prosić, nie wspominając o jakichś bardziej specjalistycznych badaniach. Problem zaczyna się wtedy, kiedy rodziny nie są na tyle dobrze sytuowane, aby badania robić prywatnie a i do lekarzy specjalistów udawać się za pieniądze...

5. Totalny brak podejścia do dzieci. Kiedy dziecko wchodzi do gabinetu przestraszone, słyszy, że to wstyd, że takie duże dziecko się boi. W efekcie jeszcze bardziej się boi tak oschłej osoby w białym fartuchu. Kiedy z kolei jest śmiałe i za dużo - w mniemaniu lekarza - mówi, słyszy, że ma się uspokoić, bo przeszkadza. Płacze przy zastrzyku? Słyszy, że wszyscy będą się z niego śmiać. Takie zachowanie pediatrów nie jest niestety niczym wyjątkowym. "Odhaczanie" pacjentów "na sztuki", skracanie czasu wizyty do minimum z minimum, a do tego zimny ton - niestety zdarzają się często. To nie tylko grzeszki pediatrów, bo w stosunku do dorosłych pacjentów też takie zachowania mają miejsce, ale jednak dziecko to pacjent wyjątkowy, wymagający wyjątkowego podejścia...

Cóż, nikt nie jest idealny i wiadomo, że również pediatrom mogą zdarzyć się gorsze dni i pomyłki. Jednak jeśli takie praktyki jak opisane przeze mnie wyżej są u danego lekarza na porządku dziennym, to coś tu jest nie halo. Do wyboru danej specjalizacji nikt chyba nie zmusza, a lekarz pediatra to specjalizacja wymagająca nie tylko szerokiej wiedzy, ale też podejścia do dzieci, kurcze, no lubienia ich po prostu! Tymczasem po niektórych lekarzach "od dzieci" w ogóle tego nie widać... Podobnie rzecz ma się ze specjalistami typu chirurg dziecięcy czy alergolog: są tacy, którzy zagadają, wytłumaczą, rozładują napięcie zwyczajnym uśmiechem albo pytaniem o ulubioną dobranockę, a są i tacy, którzy odklepią wizytę w minutę nie zważając na płacz małego pacjenta. No cóż - życie. Szkoda tylko małych, przestraszonych istot, które szybko zrażają się do "białych fartuchów", a i rodzic w sytuacji, kiedy potrzebuje pomocy dla dziecka, nie zawsze potrafi być asertywny, nie zawsze ma głowę do szukania innego specjalisty. Chce po prostu pomóc dziecku, a lekarz wydaje się te pomoc gwarantować.

U nas na szczęście ten bilans dobrych i kiepskich pediatrów i lekarzy specjalistów typowo "od dzieci" jest pół na pół. Wielu lekarzy zaskoczyło nas nie tylko szybką, trafną diagnozą, ale też pozytywną energią, uśmiechem i fantastycznym podejściem do dzieci. Wystarczy wspomnieć wizyty z Szymkiem u chirurga dziecięcego: pierwsze dwie, kiedy miał kilka miesięcy polegały na obejrzeniu"sprawy" i stwierdzeniu, że operacje spodziectwa robi się po 2 r. ż. i są to bardzo "brzydkie" rzeczy. Minimum 3 etapy i efektu nie gwarantują. To było wszystko. Znalazłam jednak takiego chirurga, który oprócz tego, że pomoc przy spodziectwie jest jego pasją (studiował na Harvardzie, sam opracował metodę operowania) to jeszcze potrafił do roczniaka zagadać przy badaniu tak, że ten się chichrał, a rodzicielskie obawy rozwiać nie tylko profesjonalizmem, ale i zwyczajnym, ludzkim: "Proszę się nie martwić!". Podobnie pielęgniarki i lekarze w szpitalu: po złych wspomnieniach z patologii noworodka, zupełnie inne, pozytywne wrażenia z pediatrii. Lekarze potrafią nawiązać rozmowę z dzieckiem, uśmiechnąć się, delikatnie pobrać krew, a rodziców wysłuchać i podnieść na duchu. Tacy lekarze to skarb zarówno dla dzieci jak i dla rodziców! Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej i że będą "dostępni" dla wszystkich dzieci i ich rodziców bez względu na miejsce zamieszkania czy zasobność portfela.

A wy macie to szczęście, że macie dobrego pediatrę? Czy lekarze, których spotykaliście na swojej drodze, popełniali podobne grzeszki?

Grafika: pixabay.com

8 komentarzy:

  1. straciłam zaufanie do lekarzy .... najbardziej mnie irytuje przepisywanie antybiotyku ...tak na wszelki wypadek a przecież jest to ostateczność .....

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dziś o tym rozmawiałam z młodym tatusiem na placu zabaw :) Najgorsze to przepisywanie antybiotyków na ewidentną infekcję wirusową. Dobry pediatra to faktycznie skarb a jest ich coraz mniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Antybiotyki po których moja córcia stracił apetyt na kilka miesiecy

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosia Marszałek18 lipca 2015 22:10

    Ale przecież rodzic tego antybiotyku nie musi podawać .i wlasnie moja córka urodziła sie z wrodzonym zapaleniem płuc i dostawala przez 12dni antybiotyki. Potem kolo dwóch latek dostała kolejny przy chorobie, więc nie jest powiedziane ze będzie sie ciągło za nią, i musi antybiotyki przyjmować

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że nie jest powiedziane, ale może tak się dziać. Wiesz, rodzic nie musi, ale to od lekarza wymaga się raczej wiedzy czy trzeba czy nie. Rodzic jest zagubiony, bo lekarzowi powinno się ufać.

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas dwie Panie doktor, jedna kompletnie bezp odejścia do dzieci, odwiedzilismy ja raz i wiecej nie pojdziemy (straszyła i Laure i mnie...) druga ok, i na szczęscie obylo sie bez antybiotykow jak na razie! Jestem całkiem zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie zgadzam się z tym co napisałaś. Dobrze wyciągnęłaś każdy ten błąd, które się bardzo często powtarzaja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sylwia Maciaś23 lipca 2015 20:25

    U nas na szczęście nie przesadzają z antybiotykami. Początek wizyt u pediatry wspominamy bardzo źle teraz jest tyci tyci lepiej ale synek nie daje się w ogóle zbadać. Ma tak dobrą pamięć że kojarzy ośrodek zdrowia ze złem okrutnymi zastrzykami i wizyty niestety są nieudane panikuje już na samo słowo idziemy do lekarza. Mamy nadzieje że minie mu to w miarę szybko. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram