Post Top Ad

Idealnie

Siedzę sobie przed laptopem, a tuż za moimi plecami pochrapują dzieci. Zasnęły dosłownie przed chwilą i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że poszły spać w niecodziennych okolicznościach. Niecodziennych dla mnie. Przeczytałam im bajeczkę, pocałowałam oboje w czółka, poprawiłam każdemu kołderkę, a one po prostu ... zamknęły oczęta i słodko odpłynęły w krainę snów. Nie było protestów, płaczu ani przenoszenia z łóżka do łóżka. Czuję się jak w jakimś idealistycznym filmie familijnym! Serio!


Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby życie można było sobie tak reżyserować jak jakiś film? W szczególności rodzicielstwo. Gdyby było takie, jak na tych amerykańskich filmach familijnych? Czyli IDEALNE!  Do mnie właśnie dzisiaj przyszła taka refleksja...

Puśćmy więc wodze fantazji... Dzieci od rana do wieczora szeroko uśmiechnięte, z grzecznie uładzonymi włoskami i w nieskazitelnie czystych ubrankach (głównie dżinsowych spodniach, które u nas oznaczają jedno - sztywno, ciasno i niewygodnie i jasnych bluzeczkach). Wstają radośnie w kolorowych piżamkach i biegną pałaszować płatki śniadaniowe albo kanapki z szynką i żółtym serem. Oczywiście zawsze z wielkim apetytem! I zawsze popijają świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym! Potem raźno wskakują do lśniącego, rodzinnego auta, którym tata odwozi je do szkoły, a potem sam jedzie do pracy - oczywiście nie fizycznej. Mama najczęściej sprzedaje wtedy pojemniki Tupperware albo na dużą skalę kosmetyki z Avonu, ale biorąc pod uwagę polskie realia powiedzmy, że też poszłaby do pracy: uśmiechnięta od ucha do ucha, z gracją krocząca w szpilkach i wąskiej spódnicy. Popołudniu wszyscy wracają do domu - mama oczywiście wcześniej, by przygotować obiad z dwóch dań z deserem. Wszystko zdrowe i ekologiczne, rzecz jasna. Ciasto zawsze bez zakalca. Mama z pomalowanymi paznokciami, ale gary też zawsze zmyte. Co wieczór wspólne oglądanie filmów, granie w gry planszowe albo czytanie bajeczek. Gaszenie światełka i pochrapywanie dzieci o godzinie 20:00. A potem mama i tata mają czas dla siebie. Całą noc - bez nocnych migracji dziecięco - rodzicielskich z łóżka do łóżka. Bez bezsenności i roztrząsania codziennych problemów. Bez partnerskich nieporozumień.

Jest tak lukrowo i różowo, że ubranka Barbie to przy tym pikuś! Nikt nie podnosi głosu, nikt nie płacze, nikt nie marudzi .Nie ma żadnych problemów. Dzieci siadają na nocniczku odkąd skończyły roczek. Nie robią na dywanie plam z soku marchewkowego. Nie ciągną się nawzajem za włosy i nie powtarzają zasłyszanej "łaciny" [zresztą nikt łaciny nie używa w tym życiu]. Nie mają problemów w szkole i w czasie podróży nie pytają po sto razy, czy jeszcze daleko.  Na koncie zawsze są pieniądze i tata nie musi wyjeżdżać za granicę, żeby zarobić na dom, bo ten dom mają od samego początku. Bóg jeden wie skąd i jakim cudem. Rodzice się nie kłócą. Są idealnie dopasowani pod każdym względem.  Na wakacje też wyjeżdżają co roku i to zagraniczne. I na wszystkich zdjęciach wyglądają jak żywcem wycięci z żurnala. Sielanka od rana do wieczora, 24 godziny na dobę, przez okrągły rok! Idealny scenariusz. Idealna rodzina. Idealne życie. 

Chcielibyście tak? Przyznajcie się, że nie raz o tym marzyliście! Po kolejnej zarwanej nocce. Po piątej w miesiącu wizycie z dzieckiem u lekarza. Po kłótni z partnerem. Po osiemnastej parze rajstopek zasikanej jednego dnia. Po pyskówce z ust nastolatka. Po zakończeniu kolejnego miesiąca na minusie. Po podjęciu cholernie trudnej decyzji o rozstaniu albo o wyjeździe za granicę. Po łzach chowanych w poduszkę, bo to nie tak miało przecież wyglądać...

A POTEM... Potem wstawaliście rano z oczami na zapałki i patrzyliście na tego małego "potworka", który pół nocy przepłakał diabeł wie czemu. I mysleliście sobie: "Cholera, jak ja go kocham!". Robiliście kawę i z uśmiechem patrzyliście, jak się budzi. Potem mimochodem łapaliście się za ręce przy stole i parzyliście jedno drugiemu najlepszą kawę pod słońcem - niech już się nie gniewa. Patrzyliście sobie w oczy i nie mogliście powstrzymać się od uśmiechu. Już dobrze. Przecież się kochacie. Potem godzinami gadaliście na skypie i wisieliście na telefonach snując plany na przyszłość. Mimo, że było tak strasznie trudno, wiara w to, że wam się uda spełnić marzenia i poczucie, że wzięliście los we własne ręce dawała wam siłę na kolejne dni. Odliczaliście, robiliście wszystko by jak najszybciej znów być razem. Na pewno się uda. Potem ocieraliście łzy i rozglądaliście się dookoła pytając siebie: "Po co mi ten ideał? Przecież mam wszystko".

Czasami jest tak cholernie pod górkę. Nie taki scenariusz chcielibyście napisać dla siebie i swojej rodziny. Nie jest idealnie. Ale jest miłość. I to wystarczy. I to JEST idealne. 

[Zdjęcie: pixabay.com]

7 komentarzy:

  1. Z tego idealnego życia mam tylko to, że moje stworki o 20 już śpią, niestety potem migrują i właśnie młodszy mi tu przydreptał i teraz śpi koło mnie skulony. Jest idealny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Paulina Rogoż11 czerwca 2015 06:28

    Oczywiście ze kazdy czasami vy chciał takiej sielanki, ale z drugiej strony na dłuższą metę to by bylo nudno i nie mozna by byli na nic ponarzekac ;) a tak poważnie - to dzięki temu ze życie nie jest takie różowe to te krótkie chwile są takie niby zwyczajne a cudowne.

    OdpowiedzUsuń
  3. miłośc to fantastyczna sprawa, jednakowoż.....nie zapłąci rachunków, nie nakarmi, nie zabierze na wakacje :) dziecka idealnego nie ma i takiego nie wymagam, ale cała reszta, owszem przydałoby się poprawic parę rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, ale może dać siłę, by znaleźć sposób na zapłacenie tych rachunków ... Może pomóc przetrwać rozstanie, jeśli jest konieczne...

    OdpowiedzUsuń
  5. I to jest niezwykłe, że nasze dzieci są idealne, mimo że do ideałów im daleko :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy tak wszystko daje w kość to faktycznie człowiek myśli dlaczego nie może być idealnie, by po chwili pomyśleć o tym, że w sumie jest prawie idealnie, jakoś dajemy radę z tymi małymi potworkami, a mąż też nie jest najgorszy;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Marlena Pietkiewicz13 czerwca 2015 11:45

    Oj czasem są takie chwile, że człowiek ma dość, bo zajmowanie się dziećmi od rana do późnego wieczora każdego dnia jest czasem prawdziwym "hardkorem". W moim przypadku jedno dziecko płaczące i krzyczące, a drugie psotne i od nawracania chmur, ale nie wyobrażam sobie bez nich życia i chodź też czasem marzy mi się sielanka, to wiem, że szybko by mi się znudziła. :-)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram