Post Top Ad

Gdyby nie oni...

Wyszłam za mąż mając 19 lat. Z miłości. Nie zawsze było różowo, ale w lipcu "stuknie" już 9 lat od tamtego dnia i nadal uważam, że to był piękny dzień i dobra decyzja. Mając 21 lat urodziłam pierwsze dziecko, a 4 lata później drugie. Wcześnie założyłam rodzinę, ale też od zawsze o niej marzyłam. Ci, którzy twierdzili, że marnuję sobie życie mogą się czuć rozczarowani, a ci którzy nie lubią czytać, że komuś jest dobrze mogą wcisnąć krzyżyk...


Jechaliśmy wczoraj z Grześkiem do miasta i słuchaliśmy radia. A tam informacja: dzisiejsze dziewczynki statystycznie najczęściej będą rodzić dzieci po trzydziestym roku życia. O ile w ogóle, bo dzieci rodzi się coraz mniej i ta tendencjabędzie trwać. Powodów oczywiście jest mnóstwo i trudno je wszystkie zliczyć. Nie wszystkie muszę rozumieć, ale jednak przeraża mnie fakt, że moje dzieci należą do pokolenia, które  nie chce / boi się zakładać rodziny...

Kiedy kończąc liceum, poczas dużej przerwy leciałam kupić zaproszenia na ślub, a po lekcjach biegałam za białymi butami, koleżanki i koledzy pukali się w głowę. Nauczyciele załamywali ręce, że nie idę na studia, tylko przed ołtarz. Bo przecież taka gówniara nie może świadomie podjąć decyzji o założeniu rodziny! Ba, ona nie wie, co to miłość! Przecież tylko jej się wydaje, że tego chce! Jeśli to jakaś reguła, to ja jestem widocznie wyjątkiem... I takich wyjątków znam całe mnóstwo. 

Mogłabym powiedzieć, że rodzina przeszkodziła mi w robieniu kariery i ograniczyła moje życie towarzyskie.  Ale tak naprawdę posiadanie dzieci nie przeszkadza w "zrobieniu"  magistra, jeśli się wystarczająco mocno chce. Podobnie jak bycie magistrem nie przeszkadza w założeniu rodziny.  Są też kobiety, które świetnie godzą pracę z rodziną i tak między Bogiem a prawdą zapewnienie opieki dzieciom jedt tylko jednym z wielu czynników, który sprawia, że nie poszłam dotąd do pracy. Mogłabym żałować, że tak wcześnie wyszłam za mąż i zostałam mamą w chwilach, gdy bywa ciężko, gdy dotykają mnie problemy, gdy jestem zmęczona. Mogłabym, bo przecież to takie niemodne twierdzić, że mimo wielu "braków" czuję się szczęśliwa. Zaraz znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że to cukierkowe i przesłodzone. Jego sprawa. To ktoś taki, kto sądzi, że szczęście to uśmiech nigdy nie schodzący z twarzy. Myli się. Życie rodzinne pełne jest mniejszych i większych trudności, a jednak tak wielu ludziom daje szczęście. Mnie też. 

Mam szczęście, bo trafiłam na fantastycznego mężczyznę, który jest odpowiedzialnym ojcem i fajnym mężem. Jest też moim przyjacielem. Mam szczęście, bo macierzyństwo oprócz nieprzespanych nocy i permanetnego poczucia, że doba jest za krótka, dało mi też radość. Mam szczęście, bo mam rodzinę, o której marzyłam.

Czasami patrzę na tę moją trójkę i zastanawiam się, co bym dzisiaj robiła, gdyby nie oni? Wszak nie mam jeszcze trzydziestki, więc biorąc pod uwagę radiowe newsy moja córka o tej porze może być jeszcze singielką, bezdzietną, studijącą enty kierunek, robiącą karierę w korporacji i co wieczór swobodnie wychodzącą na miasto albo na imprezę. Też bym tak mogła. W sobotni wieczór, zamiast szykować kanapki i układać dzieci do snu, robić się na bóstwo i iść na disco. A w tygodniu zrywać się skoro świt, ale nie po to, by przygotować Julce drugie śniadanie   i zrobić Szymkowi mleko, ale po to, by wskoczyć w elegancką marynarkę i pędzić do biurowca. Mogłabym mieć mgr przed nazwiskiem i biegać na randki. Mogłabym też czuć się samotna i po cichutku marzyć o wielkiej miłości. Albo przeciwnie - nie czuć jeszcze potrzeby, by zostać matką i nie mieć z tym problemu.  A ja jestem tu i teraz z moją rodziną - efektem moich wyborów - i nie chcę być nigdzie indziej. Każda z nas ma prawo do swoich decyzji.

Rodzina to dla mnie poczucie bezpieczeństwa, to bycie potrzebną, to radość dzielenia się najlepszym, co się ma. To miłość. Rodzina to ogromna odpowiedzialność, której można się przestraszyć. Ale warto ten strach przezwyciężyć. Nie chciałabym, aby w pokoleniu moich dzieci ten strach przed trudną codziennością przysłonił całkowicie szczęście, jakie daje posiadanie rodziny...
Nie chciałabym, aby moje dzieci uważały, że rodzina przeszkadza w spełnianiu marzeń - na pewno niektóre komplikuje, ale za to daje taką motywację jak nic innego i jeszcze większą radość z osiągniętego celu! Tym bardziej, że tę radość ma się z kim dzielić...

Nie muszą, rzecz jasna zakładać rodziny, w tym samym wieku, co ja. Nie muszą w ogóle, o ile to da im szczęście. Każdy ma swój moment na miłość i poważny zwiazek, zostanie rodzicem. Ale jednak ... mam nadzieję, że zaszczepię w ich sercach przekonanie, że rodzina jest do szczęścia potrzebna... Że pokażę im, jak wiele można z rodziną i w dużej mierze dzięki rodzinie osiągnąć. 

Dziś mogę z ręką na sercu powiedzieć, że zakładając rodzinę w wieku 19 lat podjęłam dobrą decyzję. Najlepszą. Nie jestem magistrem (ale kto wie - może jeszcze będę?), a sobotnie wieczory spędzam raczej na oglądaniu "Dzwoneczka i Potwora z Nibylandii" niż w zadymionym pubie. Moje randki z ukochanym to kradzione chwile w środku nocy, a żeby spełnić marzenie o własnym domku zdecydowaliśmy się na rozłąkę. Jednak nie tęsknię za tym, co mogłabym mieć, gdyby nie oni... To oni są dla mnie najlepszą motywacją do spełniania marzeń i walki o lepsze jutro. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie dziś tu i teraz. Może miałabym wysokie stanowisko albo zwiedzała świat, ale te "cztery ściany"  z 4 serc tworzą moje miejsce na ziemi... 

4 komentarze:

  1. Sylwia Maciaś2 czerwca 2015 15:09

    Pięknie powiedziane. Ja też w wieku 17 lat poznałam mojego męża obecnego i jedynego teraz mam na karku trzy dychy i nie żałuję żadnej decyzji w moim życiu. Na dziecko zdecydowaliśmy się dwa lata temu i teraz bez tego małego lobuza życia sobie nie wyobrażamy. Kto wie może kiedyś się zdecydujemy na drugiego. I powiem tak jak ty tu napisałaś wielu mówiło nie uda się im są za młodzi nie wiedzą co to prawdziwa miłość i mimo że nie każdemu podobało się to że jesteśmy razem to przetrwalismy to ! A ja im tera mówię" I CO KOPARY WAM OPADŁY". Niestety takie czasy są że rodziny muszą się rozdzielić żeby do czegoś dojść i bardzo współczuję bo małżonek tez chciałby napewno dzielić każda chwilę z wami. Współczuję Polsce bo przecież to przez rządzących wielu młodych decyduje się na wyjazd, lub rozdzielane są rodziny bo tutaj niestety ciężko jest przeżyć nawet z wykształceniem. My jesteśmy razem jeszcze nie wyjechał choć pewnie bd musiał czasem jest ciężko, ale jesteśmy razem. W RODZINIE SIŁA I MIŁOŚĆ. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Natalia Napierała2 czerwca 2015 17:05

    Piekny wpis i zgadzam sie z kazdym slowem.Kazdy decuduje sie na taki krok kiedy uwaza za stosowne,nie nam to oceniac.Ja mialam 25 lat ale od 18 roku zycia do teraz jestem z moim mezem,a minelo juz 16lat!Sama nie wiem kiedy.Zaraz po slubie planowalismy dziecko ale los byl przewrotny i musialam sie poddac operacji a potem 2 lata zaczekac :)Teraz jestem mama 2 synow,sa dla mnie calym swiatem i kocham ich nad zycie <3 <3 .Poza tym nigdy nie lubilam balowac i zarywac nocy do późna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam jednym tchem- piękna historia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz kto moim zdaniem najczęściej mówi, że za szybko lub za późno człowiek decyduje się na założenie rodziny?- osoby, które zwyczajnie zazdroszczą. Rodzina to nie zabawa- podejmując taką decyzję trzeba się liczyć także z trudnościami...ale nie jest tak źle jak to wygląda w wyobrażeniach i slowach zazdrośników. Piękny tekst

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram