Post Top Ad

Łatwiej wychowywać dziewczynkę czy chłopca?

Nigdy nie miałam specjalnych marzeń dotyczących płci dzieci. Nie wychodziłam z założenia, że do szczęścia potrzebna mi "parka". Los chciał, że zostałam mamą dziewczynki i chłopca. Wychowanie dziewczynki wydawalo mi się czymś naturalnym - więź między mamą i córką czymś oczywistym. Także rola taty córeczki wydawała mi się jakby prostsza niż taty synka. Czy rzeczywiście jest tak łatwo?... Z kolei dowiadując się, że zostanę mamą synka, przestraszyłam się. Wychowanie chłopca wydawało mi się o wiele większym wyzwaniem, niż wychowanie dziewczynki... I to nie tylko dla mnie, ale też dla taty. Czy naprawdę było czego się obawiać? Jak wychowuje się dziewczynkę, a jak chłopca? Po kilku latach doświadczeń spróbuję odpowiedzieć na to pytanie...


Kochać mocniej? Wychowywać łatwiej?

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że to frazes, iż da się kochać każde dziecko tak samo mocno. I z tym się zgodzić nie mogę. Bo ja za obojgiem poszłabym w ogień i moglibyście mnie łamać kołem, a nie zdecydowałabym, które kocham mniej, a które bardziej. Trudno. Kto chce, może sobie uważać, że to nieprawda. Moje serce wie swoje. Jednak skłamałabym, gdybym powiedziała, że identycznie podchodzi się do wychowywania dziewczynki i chłopca.

Wychowawcze sterotypy...

Tak naprawdę nie wiem z czego to wynika - zapewne w dużej mierze ze stereotypu przedstawiającego małą dziewczynkę jako wiecznie pogodną i grzeczną istotkę - ale wielu ludziom wydaje się, że dziewczynkę łątwiej wychować. Ja sama przez długi czas tak myślałam. Dziewczynki rzadziej są krnąbrne, są bardziej poukładane, interesują się książkami, nie wyrażają tak dosadnie własnego zdania i pozwlaają się stroić w falbaneczki i róż. To oczywiście nieprawda. Teraz to wiem.
Z kolei chłopcy - idąc tropem stereotypów - sprawiają więcej kopotów wychowawczych: łobuzują, gorzej radzą sobie w szkole no i bardziej się buntują. Oczywiście jak to ze stereotypami bywa - kolejna nieprawda.

...i obawy.

Jednak to nie wszystko, czego się obawiałam. Bałam się, że nie będę umiała nawiązać więzi z synkiem. Sądziłam, że chłopcy są bardziej zamknięci w sobie i mniej chętnie okazują uczucia. Ba, wiedziona stereotypami i "dobrymi radami" gdzieś tam w głębi duszy zastanawiałam się, czy synkowi powinno się okazywać tak samo dużo czułości jak córeczce? Bo przecież chłopak to powinien być twardziel - wiecie, od małego. Są "mędrcy", którzy tak twierdzą... Córeczka to taka krucha istotka, którą w oczywisty sposób trzeba otaczać troską, którą można publicznie tulić i nazywać słodką. Łatwiej być mamie wzorem dla córki niż wychować syna na wartościowego mężczyznę. Łatwiej tacie być opiekunem  dla córki, niż męskim wzrocem dla syna. Tak to sobie myślałam, kiedy Julka była malutka i kiedy miał urodzić się Szymek...

Rzeczywistość i doświadczenia rodziców córki i synka.

Dziś mając siedmioletnią córkę i trzyletniego synka mogę powiedzieć: jest inaczej, ale nie łatwiej ani trudniej! Nie da się tego porównać w ten sposób!
Podobno chłopcy są bardziej "marudni" jako niemowlęta, częściej mają kolki i gorzej znoszą ząbkowanie. Cóż... Faktycznie...O Julce mówiono u nas w rodzinie, że "to dziecko chyba nie potrafi płakać"...A o tym, że wyszły jej dwa zęby na raz dowiedziałam się karmiąc ją metalową łyżeczką i słysząc brzdękanie... Szymek miał problem z brzuszkiem, a o tym, że wychodzą mu zęby wiedziała zapewne cała wieś (oczywiście za sprawą jego "koncertów")...(choć trudno mi było w to uwierzyć, bo miał wtedy niecałe 4 miesiące).
Julia jako maleństwo nie  bardzo lubiła przytulanie i czułości. Wyrywała się z naszych ramion do świata. A i my niedoświadczeni, nieco przerażeni tym rodzicielskim debiutem, pewnie nie dmo końca umieliśmy ją okazywać. Towarzyszył nam stres, że robimy coś źle. Z wielkim napięciem czekaliśmy na pierwsze słowa i kroki. Z czasem uczyliśmy się tego i siebie nawzajem budując więż rodzice - córka. Teraz naturalne jest, ze mówimy sobie "kocham" czy przytulamy się. Kiedy urodził się Szymek obawy o trudności w naiązywaniu więzi szybko odeszły w niepamięć. Nie od razu. Bo rzeczywiście po czterech latach wychowywania córeczki, pojawienie się w naszym życiu synka było czymś nowym, budziło niepewność. Jednak raz dwa okazało się, że okazywanie rodzicielskiej miłości synkowi jest tak samo naturalne jak okazywanie jej córeczce.  Szymek okazał się typem małej przylepki i dziś słowa "kocham cię" ja i Grzesiek słyszymy od niego kilka razy dziennie.
Charaktery? Spokojna córeczka i rezolutny synek? U nas jest dokładnie odwrotnie. Julka to wulkan energii, który zawsze ma swoje zdanie, a Szymek to spokojny (no dobra, do czasu...:P) indywidualista. Chociaż fakt, że wychowując chłopca jesteśmy nieco zaskoczeni, że konfliktowe sytuacje szybciej próbuje rozwiązywać rękoczynami niż piskiem i płaczem... Oczywiście obie opcje są oznaką uczenia się radzenia sobie z emocjami, ale jednak każda inna.  Poza tym dość mocno zdziwiło nas też zamiłowanie Szymona do książek, a Julii do skakania, biegania i różnorako rozumianego ... psocenia :P (o czym pisałam już TUTAJ).
Tatę oboje ubóstwiają tak samo. A on jak robi "samolocik" to najpierw biega z córąna rękach, potem z synkiem, jak oglądają bajki to raz "Dzwoneczka", raz "Wielką szóstkę", a jak zasypiają, to całą trójką wtuleni. I tak samo chętnie robi mebelki dla lalek, co reperuje połamane autka. I tak samo potrafi poważnie pogadać z Julą i z Szymonem i tak samo zwrócić uwagę, gdy trzeba.

A słyszałam też opinie, że to chłopców wychowuje się łatwiej, bo są mniej kapryśni, mniej wrażliwi i jako nastolatkowie nie przeżywają tak intensywnie miłosnych zawodów. Ktoś mi ostatnio powiedział, że te współczense dziewczyny to są okropne... Więc jak to właściwie jest?...

Wychowawcze prognozy. Pytania i odpowiedzi.

Co nas czeka za kilka lat? Które będzie się bardziej buntowało? Czy stereotypy się sprawdzą? Czy będziemy się gubić w humorach i nieodwzajemnionych miłościach Julki a z szymkowego pokoju słyszeć rockowe ryki? Czy Szymek będzie nam spędzał sen z powiek poprawkami z angielskiego, a Julka zechce zdawać na studia medyczne? A może zupełnie odwrotnie? A może w ogóle inaczej?...

Dziś patrząc na naszą dwójkę wiem, że pomimo, iż bycie rodzicami córki i syna nie jest identyczne, to nie istnieje coś takiego, jak wzorzec wychowania dziewczynki i chłopca ani też nie można stwierdzić, że jedno wychowuje się łatwiej, a drugie trudniej. Jeśli kiedykolwiek przyszło wam to do głowy, zapomnijcie o tym natychmiast! Stereotypy i uprzedzenia przynoszą negatywne efekty zawsze.
Każde dziecko jest inne, a bycie rodzicem czy to córeczki czy synka jest wyzwaniem i wielką odpowiedzialnością.Czasem przynosi frustrację, złość, bezradność. Ale jest też przygodą życia. I prawdziwym cudem. Tak. Tak właśnie myślę patrząc na słodko śpiącą córeczkę i tak samo słodko śpiącego synka, których kocham ponad wszystko.

12 komentarzy:

  1. Tomek też jako niemowlę dał czadu porządnie! Teraz prawie 1,5 roczniak tez potrafi krzyczeć ;), ale już zdecydowanie mniej, nie cały dzień, a może z 10 minut. Jako niemowlę był dużo trudniejszy od starszej siostry, której "w domu nie było". Tomka w domu nie ma jedynie jak śpi :) U mnie córka spokojniejsza, syn rozbrykany na maxa. Całkiem inne charaktery, całkiem inne zachowania, choć młodszy lubi powtarzać po siostrze, kocha np wszystkie lale, stereotyp nie działa, samochodziki też lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Stwierdza że drugie dziecko łatwiej wychować od pierwszego :) mam 2 córki

    OdpowiedzUsuń
  3. Justyna Łuczka21 czerwca 2015 10:03

    hmm a ja powiem, że nie widzę większej różnicy :) można bez problemów większych wychować i chłopca i dziewczynkę :) dlaczego? moja siostra ma dwóch chłopców i są grzeczni, dobrze się uczą ( obaj mają w tym roku czerwone paski na świadectwie) są lubiani przez kolegów, grają w piłkę nożną w dobrych klubach....a ja mam córeczkę i też nie widzę większego problemu, akurat ona jest jeszcze dość mała w porównaniu do chłopaków siostry, jest grzeczna, posłuszna, a zaznaczam, że ma cechy autystyczne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też myślałam, że nie ma różnicy ale teraz widzę, że jest duża różnica. Wychowuję podobnie, są podobnie uparci ale jednak Wojtuś jest trudniejszym człowiekiem, Ala jest bardziej otwarta chętniejsza do wszystkiego, Wojtuś to zwycięzca jak nie umie już teraz tu to nie chce kontynuować. Ala jak nie umie to nic robi daje swoje aż się nauczy, u Wojtka wszystko okupione większą frustracją :)
    Ale zdecydowanie łatwiej wychowuje się też drugie dziecko, zwłaszcza jeśli pierwsze tak jak u mnie bardzo pomaga bo wiek zbliżony i zabawią się długo razem i absurdalnie mam więcej czasu na wszystko i Ala wszystkiego łatwiej się uczy bo ma wzór :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest inaczej, ale to niekoniecznie ma związek z płcią, tylko z tym, ze w ogóle każde dziecko jest inne :).
    A z tym, że drugie dziecko wychowuje się łatwiej zgadzam się w 100%. Doświadczenie robi swoje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tym się zgadzam :). Doświadczenie pomaga. Człowiek podchodzi inaczej do wielu rzeczy, z większym spokojem i luzem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Być może, nie powiem tak nie powiem nie na razie, jak będziemy mieć trzecie to się wypowiem :) Jednak wyraźnie widzę w Ali kobietę a w Wojtku faceta i z wynikającymi z tego faktami, a inne charaktery to i owszem ale nie aż tak inne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To by znaczyło, że kobiety z kobietami łatwiej się dogadać i je zrozumieć, a moim zdaniem - przynajmniej w dorosłym życiu - jest zupełnie odwrotnie. :) Te dziewczęce kaprysy, płacz - jestem kobietą, a często sama tego nie rozumiem :). Za to Szymon bardziej konkretny, pragmatyczny. A z tym poddawaniem się, to u nas zupełnie podobnie - zarówno Julia jak i Szymon szybko się zniechęcają, choć chyba jednak Szymek dłużej walczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja dziewczynka była łatwa w wychowaniu zanim nie skończyła 4 lat :) Zaczęło się strojenie, marudzenie i pokazywanie emocji. Odnośnie chłopaka to muszę poczekać aż podrośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że tak jak i u dorosłych, to jacy jesteśmy i jak innym jest z nami, to kwestia charakteru, nie płci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie zauważyłam różnicy. Wszystko zależy od charakteru dziecka, a nie płci. Ogólnie teraz od początku dzieciom pozwala się a wiele, przez co trudniej jest na nie wpływać, na chłopców i na dziewczynki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja się kompletnie nie zgadzam, że przy drugim jest łatwiej. Pierwsza córka tzw mało problemowa wiem dziwne stwierdzenie. Po prostu prościej było się dogadać i ogólnie codzienne funkcjonowanie spokojniejsze. I gdybyśmy nie mieli kolejnej córki to zapewne byśmy się uważali za super rodziców, którzy wręcz cudownie dziecko wychowali. No, ale pojawiła się kolejna córka i tu dosłownie jazda bez trzymanki. Bardzo, bardzo temperamentna dziewczynka, uparta, silna od najmłodszych lat uczyła nas cierpliwości. I całe zdobyte doświadczenie przy pierwszym dziecku kompletnie na nic się zdało bo to zupełnie różne dwa charaktery. Z drugiej strony moja mama miała nas 4. I co kolejne miało coraz bardziej silniejszy charakter. I zawsze się śmiała jak ktoś jej mówił, że teraz już prościej bo to już 4. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram