Post Top Ad

A gdyby to twoja córka została nastoletnią mamą?

13-letnia Ola jest najmłodszą mamą w Polsce. Moja córka 13 lat skończy za lat 6. Czas płynie nieubłaganie. Ani się nie obejrzę jak będę miała w domu nastolatkę. Dlatego nie chcę osądzać ani Oli ani jej rodziców. Wolę przygotować się na to, co mnie czeka za te kilka lat. Zadaję sobie dwa pytania: jak sprawić, żeby moja córka weszła w nastoletnie a potem dorosłe życie świadomie i odpowiedzialnie i ... co bym zrobiła, gdyby jednak moja córka została nastoletnią mamą? 


Kiedy miałam 13 lat nie bawiłam się już lalkami. [ No dobrze - czasami się to zdarzało, ale to wyłącznie przez młodszą o 5 lat siostrę! ;) ]Zawsze jednak byłam dosyć dojrzała psychicznie jak na swój wiek. Ten wiek to były pierwsze, nastoletnie zauroczenia, które dziś wspominam z uśmiechem i kilka zrobionych głupot, które na szczęście nie miały poważnych konsekwencji (jak na przykład przejażdżka do miasta na wagary zamiast do szkoły...). Jednak o seksie nie myślałam. No dobra, może przechodziły mi takie myśli przez głowę, wszak był to czas dojrzewania, jednak ciąża była jedną z głównych kwestii, jakie mi się wtedy z seksem kojarzyły... I choć właściwie zawsze myślałam o tym, że kiedyś będę mieć dzieci, to na pewno nie chciałam ich mieć mając lat 13... Doświadczałam życia, poznawałam je, nieuchronnie wyrastałam z wieku dziecięcego, jednak miałam wyraźne granice, których nie miałam zamiaru przekraczać. To był taki wiek, kiedy granica pomiędzy dzieciństwem a byciem nastolatką nie była jeszcze wyraźna, ale zaczynała się dopiero zaznaczać.

Temat seksu nie był w mojej rodzinie nigdy tematem tabu. Wiedziałam, że zawsze mogę pójść do mamy i porozmawiać. I to nie tylko o kwestiach czysto fizjologicznych, ale też o emocjach, które temu towarzyszą. O miłości, szacunku do siebie  i drugiej osoby, o wierności swoim ideałom. Wyniosłam z domu mocny fundament. I dziś nie muszę niczego żałować. Mamą zostałam w pełni świadomie, jako dorosła osoba.  (choć i 21 lat to dla niektórych "komentatorów" było za wcześnie, ale to już inna para kaloszy...) W szkole - owszem - było WDŻ, które kompletnie nic nie wniosło do mojej seksualnej edukacji i mojego poglądu na związki i współżycie. A szkoda - bo odpowiednio poprowadzone mogłoby naprawdę dużo dawać młodym ludziom...

Spytałam was na na Facebooku: co byście zrobiły będąc mamami tak młodej mamy? Dyskusja jest pełna emocji: piszecie, że traagedia, dramat, wstyd dla rodziców dziewczyny, że nie wyobrażacie sobie siebie w takiej sytuacji. Radzicie, że trzeba rozmawiać i pilnować dziecka, bo w końcu 13-latka to jeszcze dziecko... Na szczęście piszecie też, że trzeba teraz wspierać młodziutką mamę, pomóc jej, dodać sił i .. nauczyć kochać dziecko. Mimo, że sama nim jeszcze jest, to została matką i będzie nią już zawsze... Jednak nikt - absolutnie nikt - nie wspomnaił o 17-letnim ojcu dziecka. A przecież to musiała być ich wspólna decyzja! A przecież on także ma rodziców i on także powinien być świadomy konsekwencji seksu... Może nawet bardziej, jeśli mielibyśmy kierować się wiekiem.
Może rodzice nie umieli z nimi rozmawiać o seksie i jego konsekwencjach? A może rozmawiali, a oni i tak podjęli taką, a nie inną decyzję? Może lekcje WDŻ w ich szkole były prowadzone tak samo nieudolnie jak w mojej i nic nie wniosły w ich poglądy?  Z pewnością coś zawiodło, a może raczej ktoś. Może zawiedli wszyscy. 13 lat to nie jest wiek na rodzenie dzieci, a 17 na zostanie ojcem. Teraz będąc rodzicami to wiemy, ale przecież dzieci i nastolatki mają zupełnie inny punkt widzenia niż my... 

Dzisiaj już 13, 14-latkowie czują się dorośli! I musimy być tego świadomi! Odsuwanie od siebie teatu seksualności, wmawianie sobie, że to jeszcze za wcześnie na takie rozmowy albo co gorsza wstyd i strach przed taką rozmową mogą mieć poważne konsekwencje... Mam nadzieję, że ja nie zawiodę. Nie siebie - swojej córki, a za kilka lat i syna. Już teraz przygotowuję się do tych rozmów i - całe szczęście - mogę brać przykład z mojej mamy. Kwestii płciowości nie przemilczam także już teraz, jeśli z ust któregoś z dzieci padają wtym temacie pytania albo jeśli sama uznam, że trzeba taki temat poruszyć. Nie opowiadam bajek o bocianach i kapuście. Nie każę zamykać oczom, kiedy para w telewizji albo na ulicy sie całuje. Nie mówię, że siusiak i kurka są fuj, ale odpowiadam na pytania zaciekawionego Szymka: a dlaczego tak wygląda? a do czego jest potrzebny? co ma mama a co tata? Staram się, by płciowość była odbierana przez moje dzieci jako coś intymnego, ale też naturalnego, bo przecież to nieodłączna część naszego życia. 
Za jakiś czas przyjdzie pora na bardziej szczegółowe rozmowy o seksie, antykoncepcji, ciąży. Być może moje dziecko przyjdzie do mnie i spyta: czy to odpowiedni czas? jak rozpoczęcie życia seksualnego wyglądało u mnie? jak należy zabezpieczyć się przed ciążą? Może pójdzie z takimi pytaniami też do taty. Mam nadzieję. Będę szczęśliwa, jeśli do żadnego z nas nie będzie się obawiało podejść z takimi rozterkami. Nie chcę, by dowiadywało się o rzeczach tak ważnych z "Bravo" albo myślało po fakcie...
A lekcje wychowania seksualnego (czy też WDŻ) w szkołach uważam za potrzebne! Z powodzeniem można by było też włączyć taką edukację do lekcji biologii, bo czy to nie istotniejsze aniżeli budowa pantofelka i nauka o procesie fotosyntezy? Kompletnie nie rozumiem protestów rodziców przeciwko takim zajęciom w szkołach. Kwestia tkwi tylko w odpowiednim podejściu do takiej edukacji: to nie ma być nieudolne i toporne tłumaczenie budowy narządów płciowych na schemacie z encyklopedii! To powinny być dyskusje z kompetentną osobą otwartą na młodzież i jej problemy! Oprócz kwestii typowo fizjologicznych czy "praktycznych" jak sposoby zapobiegania ciąży, prowadzący takie zajęcia powinien mówić też o życiowych wartościach i o emocjach. I jeszcze jedno - po takich zajęciach dziecko powinno móc przedyskutować wszystko z rodzicami - bo one nie zwalniają nas z żadnej odpowiedzialności, a jedynie są dodatkiem, furtką, kolejną okazją do podejmowania tego tematu w domu...
Nie zgadzam się też z tym, że wszystkiemu winne jest gimnazjum. Przy niemal każdej tego typu sprawie, podobnie zresztą jak w temacie agresji, nałogów u młodzieży, słyszę, że winne jest gimnzjum i uważam, drodzy rodzice, że takie myślenie, to pójście na łatwiznę... Sama kończyłam ten typ szkoły i zarówno ja jak i większość moich rówieśników jesteśmy normalnymi, młodymi ludźmi. To naprawdę nie system jest winny. On jest tylko jendym z elementów układanki, w której pierwsze skrzypce grają zawsze rodzice i najbliżsi...

A .. .gdyby jednak zdarzyło się tak, że moja córka zostałaby nastoletnią mamą? Nie miałabym pretensji do niej, tylko do siebie. Z pewnością czułabym, że zawiodłam, ale przecież często mimo najlepszych chęci i starań, popełniamy błędy... Niektóre mają poważne konsekwencje nie tylko dla nas. Niestety nie ma szkoły, w której uczą jak być dobrym rodzicem i nie ma gwarancji, że nasze starania przyniosą takie efekty, jakich oczekujemy... A czasu cofnąć się nie da. Zamiast koncentrować się na żalu, rozczarowaniu i załamywać ręce, zrobiłabym najlepsze, co mogłabym  takiej sytuacji zrobić: ze wszystkich sił pomogła dziecku i ... jego dziecku. Życie pokazuje, że przy pradziwym wsparciu najbliższych wiele nastoletnich mam potrafi nie tylko podołać trudnej sytuacji, ale i ułożyć sobie życie i być szczęśliwymi... A przecież to jest najważniejsze. Zresztą, gdyby to mój syn został nastoletnim ojcem, zrobiłabym to samo. Pomogłabym na tyle, na ile byłoby to możliwe jemu, mamie dziecka i samemu dziecku. Choć oczywiście każdy z nas wolałby, aby to się nigdy nie wydarzyło, nie możemy odsuwać od siebie tej ewentualności...

Mam nadzieję, że coraz więcej rodziców będzie umiało pomóc dzieciom wejść w świat dorosłości i tematy tabu przestaną istnieć wśród kochających się osób, lecz jeśli mimo wszystkospotka nas taka sytuacja jak rodziców Oli staniemy na wysokości zadania... Bo zawiedlibyśmy o wiele bardziej, zostawiając własne dziecko w takiej sytuacji samo, niż dopuszczając do jej zaistnienia... 

Dlatego nie osądzajmy, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co nas czeka za lat kilka - kilkanaście. Niech takie syuacje dziejące się dookoła nas nie będą okazją do wieszania psów i szyderstw, a raczej do wyciągania wniosków i bodźcem do tego, aby rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać z własnymi dziećmi, aby budować zaufanie i słowo TABU wyrzucić ze słownika...

9 komentarzy:

  1. Gdyby moja córka została nastoletnią matką...co ja bym zrobiła. Wspierała ją jak tylko się da. Chciałabym żeby zrealizowała swoje plany i marzenia a jednocześnie była najwspanialszą matką na świecie. Nigdy nie straszyłabym jej wyrzuceniem z domu lub innymi rzeczami o których niestety slyszałam od ludzi... przede wszystkim jednak seks w naszym domu nie jest i nie będzie tematem tabu. Chcę żeby Młoda wiedziała to co jest potrzebne. Żeby świadomie została rodzicem. Co będzie czas pokaże

    OdpowiedzUsuń
  2. I myślę, że to o czym piszesz jest najważniejsze: rozmawiać, budować zaufanie, nie zbywać, nie przemilczać, nie bać się... A gdzieś tam w głębi duszy mieć otwartą furtkę z napisem: A gdyby jednak, to zrobię wszystko, by pomóc...

    OdpowiedzUsuń
  3. Justyna Łuczka16 czerwca 2015 17:30

    za pewne bym córkę wspierała, a pretensje...raczej do siebie, a nie dziecka ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulina Rogoż16 czerwca 2015 21:13

    W pełni się zgadzam. NIe osądzajmy nikogo, bo nie wiadomo co nam życie przyniesie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Magdalena Lelonkiewicz17 czerwca 2015 13:47

    Temat seksu u mnie byl tematem tabu. Dowiadywalam sie z ksiazek,czasopism,typu bravo i od starszych kolezanek co to seks,jak wyglada. Z czym wogole wiaze sie bycie w ciazy. Moi dziadkowie byli bardzo konserwatywni i posiadanie chlopaka,bylo rownoznaczne z bycie w ciayz do razu. Moze to wynika z tego,ze moja mama w wieku 17-lat mnie urodzila. Dla mnie to byla dluga i ciezka droga w edukowaniu sie przez sama siebie. Ja swoim corkom staram sie odpowiadac na wszystkie pytania w zakresie swojego ciala,seksu. Oczywiscie tak,jak potrafie i w odpowiedni dla ich wieku sposob. Wiedza,ze tata i mama pod wzgledem fizycznosci roznia sie miedzy soba,nie jest to temat tabu. Chce byc dla moich corek zrodlem wiedzy i pomocy w dorastaniu. Chce by zawsze mogly do mnie przyjsc, i nie bac sie powiedziec,porozmawiac o wszystkim. Pracuje nad tym. I jelsi osiagne ten poziom,bedzie to moj ogromny sukces wychowawczy. Kocham moje corki nad wszystko i chce byc dla nich oparcie i poczuciem bepzieczenstwa,bo taka rola rodzica. A jesli zdarzy sie wpadka,trudno stalo sie. Ale nie nalezy od razu przeklinac i wyrzucac z domu. Jest dziecko to trzeba wychowac. Nie prosilo sie na swiat ale to nie problem,ktorego nalezy sie pozbyc w najprostszy sposob,aborcja,czy tez nie daj Boze porzucenie noworodka w lesie. Rodzicielstwo to piekna rola,ale jakze ciezka ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. W pełni zgadzam się z Twoimi poglądami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Magdalena Lelonkiewicz17 czerwca 2015 13:53

    I chcialabym bardzo aby lekcje Wychowania do życia w rodzinie byly. Byly na wlasciwym poziomie, z kompetentna osoba,ktora w fachowy sposob objasni,wytlumaczy,pomoze,wesprze mlodziez. Ja mialam takie zajecia i one dopiero raczkowaly tak naprawde. Pani od W-Fu je prowadzila,na tyle ile umiala. Byly podsmichujki bo to wstydliwy byl temat na tamte czasy. Ale obecnie to jeden z codziennych elementow zycia i trzeba zapobiegac jak najwczesniej ciazy. Bo czlowiek mlody na dzieci ma czas. Wspolzycia naszych dzieci nie unikniemy,bo czlowiek mlody chce sprobowac,ale trzeba sie swiadomie zabezpieczac. :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego trzeba rozmawiać i uswiadamiać dzieci ,że na rodzicielstwo mają jeszcze czas ,ze to sa piekne ale i także ciężkie ,trudne chwile i że na wszystko przyjdzie w życiu czas ;)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram