Post Top Ad

10 najpiękniejszych chwil w moim życiu.

Za kilka dni 30 czerwca. Po raz kolejny obudzę się o rok starsza. 28 -  fajna liczba, szczególnie patrząc na to, że może oznaczać liczbę róż w bukiecie, który mam zamiar tego dnia otrzymać! Z pewnością bez problemu znalazłabym w tych 28 latach minimum 28 najpiękniejszych chwil w moim życiu, ale ograniczę się do 10. Taka przedurodzinowa, pozytywna refleksja dobrze mi zrobi! Jesteście ciekawi? Zapraszam was w podróż sentymentalną...

[A kto nie chce czytać, temu z tego miejsca paluszkiem grożę, o tak - oj, oj! :) ]










1. Miałam ochotę wpisać: MOJE NARODZINY! Bo czyż to nie była piękna chwila :)? Mama opowiadała, jakie miałam długie rzęsy i jaka byłam grzeczna, a tata do dziś wspomina mój malutki nosek.A listy, które pisali na chusteczkach do nosa i rzucali sobie przez okno szpitala (tak, tak, kto słyszał 28 lat temu o porodach rodzinnych..) nadal są zachowane w moim domu rodzinnym, jako cenna pamiątka! Poza tym, gdyby nie ta chwila, innych najpiękniejszych przecież by nie było... No ale nie będę się wygłupiać :). Zacznijmy więc jeszcze raz - od tego, co już pamiętam...

1. Gotowanie błotnych zup. Ech, dzieciństwo na wsi! Nie potrzeba było dziesiątek baterii i wyjazdów do lunaparku. Mi wystarczyło kilka pudełek po margarynie wycyganionych od babci, parę zwiniętych mamie słoików, jakieś stare garnki znalezione na strychu, do tego piasek, którego wszędzie było pod dostatkiem, woda i trawa. Układałam to wszystko pieczołowicie w opróżnionym na lato budziaku na drewno i gotowałam! Gdy zabrakło piasku "chodziłam na zakupy", a starszy brat przychodził degustować moje potrawy! A kiedy młodsza siostra umiała się już do nas przyłączyć, zupy potrzeba było jeszcze więcej ;). Beztroska - jedno z najpiękniejszych uczuć...

2. Babcine baki. Mieszkałam z babcią i dziadkiem na jednym podwórku, więc ... oni byli zawsze! Uielbiałam patrzeć, jak babcia robi zakwas na chleb, a przed wstawieniem do pieca każdy bochenek naznacza znakiem krzyża. A potem było najlepsze! Z resztek ciasta drożdżowego smażyła na kaflowej placie małe, okrągłe placuszki. Biegłam informować starszego brata i czekaliśmy razem aż stanie na schodach i zawoła: "Dzieci, chodźta po baki!" (oj, tak moja babcia była prawdziwą Kociewianką :)). Pałaszowaliśmy te placki jak największy rarytas, mimo że nie były słodkie i smakowały jak taki twardy chlebek. Chciałabym znów poczuć ten smak...

3. Wyjazdy na ryby z tatą. Wstać o 2 w nocy z własnej, nieprzymuszonej woli? Mając lat 11-12 tylko po to, by jechać z tatą na ryby! Jedliśmy razem śniadanie, robiliśmy kanapki i zbożówkę na wyjazd, a ja dodatkowo pakowałam do plecaka brulion i ołówek. Potem jechaliśmy wśród nocnego powietrza nad jezioro a czasem też nad rzekę i to najczęściej na motorze! Spędzaliśmy tak 2-3 godziny wpatrując się w spławiki, trochę rozmawiając i obserwując budzącą się przyrodę... W brulionie powstawały rysunki i pamiętnkowe wpisy... (Już wtedy miałam zadatki na blogerkę hihi ;).)

4. Przyjacielskie wygłupy z mamą. Moja mama to wyjątkowa kobieta! Tak wyjątkowa, że nie tylko była przy mnie zawsze, kiedy było mi źle, ale też tylko z nią mogłam śmiać się tak, że brzuch bolał mnie przez kolejny tydzień! Szczególnie, kiedy byłam nastolatką, miałyśmy często takie "przeżycia". Z byle czego: z piosenki, z przejęzyczenia, z jakiejś na pozór niefajnej, ale po naszym głębszym zastanowieniu cholernie zabawnej sytuacji... Jedząc akurat czekoladki rozsypywałyśmy je ze śmiechu po całym pokoju i same turlałyśmy się po podłodze :). Och, gdybyście nas wtedy widzieli... Dwie mega pozytywne wariatki!

5. Szkolna przyjaźń.  Była moją pierwszą, prawdziwą przyjaciółką. Wiecie, taką, której mówi się naprawdę wszystko! Mama pozwalała mi jeździć do niej rowerem po szkole, a musicie wiedzieć, że mieszkała w sąsiedniej wsi oddalonej o jakieś 3 km, położonej niemal w środku lasu. Chodziłyśmy na stary cmentarz poniemiecki i pielęgowałyśmy groby a w runinach domu zrywałyśmy fiołki. Kąpałyśmy się w jeziorze na dzikiej plaży i nocowałyśmy na sianie, na strychu. To były piękne chwile!

6. Poddanie się...miłości. Pisałam o tym niedawno (TU), ale przecież nie mogłam nie wspomnieć przy okazji takiego wpisu! Powiedzenie: nigdy nie mów nigdy sprawdziło się w moim przypadku w 100%. Miłość przeuroczo zrobiła mi na złość i połączyła z ...przyjacielem (po okresie długiej wrogości). 6 lipca 2003 roku zostałam jego dziewczyną, a 29 lipca 2006 roku żoną. A ile tych najpiękniejszych chwil mieści ta "chwila" nie zliczę...

7. Narodziny Julii. To, co piękne rodzi się często w bólach - ktoś kiedyś powiedział - i niekoniecznie jest to metafora. Mój pierwszy poród wspominam jako potworny ból i niesamowite szczęście... To, co się wydarzyło 20 lutego 2008 roku totalnie odbiegało od moich wyobrażeń na temat porodu, ale też ta mała istotka, którą położono na moim brzuchu była o wiele cudowniejsza niż śmiałam kiedykolwiek pomyśleć! Gdyby nie obecność Grzesia ta chwila zdecydowanie byłaby pozbawiona części swojego piękna... To on trzymał mnie za rękę, to on przeciął pępowinę i on jednym palcem pogłaskał naszą Julcię po policzku w momencie, gdy pierwszy raz otworzyła oczka...

8. Narodziny Szymona. Ponad 4 lata po narodzinach Julii, przeżyłąm swój "drugi raz" - 24 kwietnia 2012.  I z tego porodu bólu prawie nie pamiętam. Pamiętam tylko, że bałam się, że nie zdążymy do szpitala i faktycznie dojechaliśmy koło 2, a o 2:55 Szymek był na świecie. Śmiałam się, że idealnie wybrał moment, bo o 4 tata byłby już w pracy. Dokładnie pamiętam małe usteczka, które miały kształt serduszka, kiedy położna położyła mi Szymka na brzuchu no i Grześka spoglądającego na zagarek i sprawdzającego, o której to na świecie pojawił się jego synek i o której ja zostałam podwójną mamą.

9. Uzyskanie prawa jazdy. Jeszcze pół roku temu nie odważyłabym się pomyśleć, że kiedyś będę kierowcą. Kolejny fakt w moim życiu, który udowadnia - nigdy nie mów nigdy! Zapisałam się, uczyłam, walczyłam do końca! Nie spodziewałąm się, że będzie aż tak ciężko i że mam w sobie aż taką wolę walki! To nie była tylko nauka prowadzenia samochodu, to było pokonywanie własnych słabości i lęków! 18 maja 2015 - POZYTYWNY! Zapamiętam do końca życia! Pora na kolejny cel... :).

10. Kolejne - tylko z nimi! Początkowo bałam się, że aż 10 najpiękniejszych momentów w życiu, to ja nie dam rady wymyślić! I co się okazało? Że z łatwością dopisałabym przynajmniej drugie tyle, a wspominanie tego, co mnie spotkało i co osiągnęłam przez te (za 8 dni) 28 lat wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy i łezkę wzruszenia w oku... 
Wiecie, co łączy wszystkie te chwile? Jedno magiczne słowo: RODZINA. Gdyby nie oni większości tych chwil by nie było. Wsparcie, zrozumienie, zaufanie, miłość. To wszystko zawarte jest w tych chwilach i to wszystko ciągle mnie otacza. Dlatego wierzę, że przede mną jeszcze wiele tych najpiękniejszych momentów - tylko z NIMI!


[Tekst powstał w związku z udziałem w WYZWANIU BLOGOWYM zorganizowanym na blogu senmai.pl. Jak tylko zobaczyłam ten temat, wiedziałam, że muszę wziąć w nim udział! Już wiem, że było warto :).]

http://www.senmai.pl/2015/06/wyzwanie-blogowe-czerwiec-5-dni-do-lepszego-bloga/

8 komentarzy:

  1. Ciekawe czy za rok utrzymalaby sie ta sama 10-tka? Pozdrowki;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że przynajmniej jedna chwila dojdzie do listy :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach te babki z piasku i urządzanie sklepu w piaskownicy. Choć dorośli niechętnie przychodzili kupować z niego towary to zawsze wyławiała się jakaś ofiara, która potrafiła zagrać zainteresowanego. Bez internetu, bez telefonu, bez telewizora. Jakoś potrafiliśmy. Na dodatek zostają przedstawione jako jedne z tych najlepszych wspomnień. Szkoda, że teraz dzieciaki jakoś nie widzą tego czaru.

    Jeju spać na sianie zawsze mi się marzyło! Nigdy jeszcze nie zrealizowałam tego skrytego pragnienia. Może wciąż nie jestem na to za stara. Może kiedyś się uda! Czasem żałuję, że nie wychowałam się na wsi!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przypomniałaś mi moje dzieciństwo! :) Babki z piasku, gotowanie piaskowych potraw, o tak :) I jeszcze płaciliśmy za nie liśćmi babki, ech... Pięknie było. Dzięki za taki przypadkowy powrót do dawnych lat. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Paulina Rogoż23 czerwca 2015 15:15

    Super powspominac takie szczęśliwe chwile :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Martyna u nas na wsi na szczęście dzieci jeszcze widzą fajną zabawę w piaskownicy czy urządzniu sklepu. Może nie do tego stopnia, co my, ale moja Julka rzuca w kat laptopa, kiedy kuzyn przychodzi po nią, by pobawić się na dworze :). Bardzo mnie to cieszy, choć chciałabym, aby media miały mniejsze znaczenie niż mają w życiu moich dzieci... Co do spania na sianie - wszystko przed tobą :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że dzięki mojemu tekstowi wróciły twoje miłe wpsomnienia :).

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram