Post Top Ad

Jesteś matką i mieszkasz na wsi? Ty to masz dobrze!

"Ty to masz dobrze!" - słyszę to setki razy. Mam dobrze dlatego, że jestem matką niepracującą, dlatego, że moje dzieci sypiają czaem dłużej niż do 7, że lubią owoce i warzywa i jeszcze dlatego, że nie muszę dbać o wagę. Ale najbardziej dobrze mam datego, że jestem matką mieszkającą na wsi. Tak twierdzą rzecz jasna inne mamy - te z miasta... Czas się z tym ni to objawem zazdrości, ni to komplementem, ni to zarzutem zmierzyć!


Zwykle bywa tak, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma... I tak jak mi brakuje czasem Biedronki tuż za rogiem, ośrodka zdrowia czy poczty, a moim dzieciom łatwości znalezienia towarzystwa rówieśników czy atrakcji w formie wyjścia na plac albo salę zabaw, tak mamom z miasta może brakować tego, co mam ja. A co mam? Ano zależy, czy mamy na myśli rzeczywistość, którą zna się z autopsji, czy też wyobrażenia, które czasem nijak się do tej rzeczywistości mają...

Mam dobrze, bo budzi mnie każdego ranka trel skowronka i od razu słysząc go jestem wyspana! Bo gdy gotuję obiad zamiast do sklepu idę do sąsiada po jajka ewentualnie kurę na rosół (oczywiście za darmo) a po całą resztę do ogródka. Bo moje dzieci z gracją podjadają sobie leśne maliny i jagody i odbywamy co weekend pikniki na leśnej polanie. Bo mogę wypuścić dzieci same na podwórko, a one grzecznie bawią się w piaskownicy przy domu albo z gracją biegają po trawie. Bo powietrze pachnie i nie ma śmieci na poboczach dróg. Bo nie hałasują i nie smrodzą nam auta. Bo mam malowniczo położony domek i nie muszę gnieździć się w bloku. Bo moje dziecko chodzi do małej, wiejskiej szkoły i nie ma problemów z dostaniem się do niej. 

To była ta wersja z ogromną dozą fantazji, którą dość często spotykam u tych osób, które namiętnie powtarzają: "Ty to masz dobrze!". 

Teraz wersja prawdziwa.

Mam dobrze, bo budzi mnie co rano trel skowronka albo krzyk żurawia. Szkoda, że nie zmienia to faktu, że otwierając oczy o 5 rano tak samo przypominam zombie jak mama budzaca się w mieście. Bo latem mogę pójść do ogrodu po warzywa i owoce, które kosztują mnóstwo pracy moją teściową, a swojskie jaja mogę kupić od kuzynki. Bo do lasu lubimy się przechadzać, ale często wracamy z kleszczami albo pocięci przez komary, a niemyte jagody strach jeść, bo a nuż narobił na nie lis. O żmijach zygzakowatych, które u nas z wielkim powodzeniem się rozmnażają już nie wspomnę. Bo na podwórku dzieci mają mnóstwo miejsca do zabawy, ale i mnóstwo niebezpieczeństw. Bliskość gospodarstwa sąsiada każe być bardzo czujnym - o wypadkach dzieci w środowiskach rolniczych słyszy się wszak coraz więcej... Mało tego: zamiast ulicy za płotem, mamy moczary i gęste lasy, a latem połacia kukurydzy i żyta. Jest bezpieczniej, aniżeli byłyby to samochody, ale choć innego rodzaju, zagrożenie jest duże. Bo zamiast spalin, mamy zapaszek obornika z sąsiedztwa i roje much podczas upałów. Bo moje dziecko chodzi do małej, wiejskiej szkoły, do której ma 4 kilometry, a najbliższe przedszkole oddalone jest o 6, zaś żłobek o 24 km. Bo kiedy mojej córce nie pasuje wrócić po lekcjach z ciocią autem, musi dreptać 2 km z przystanku do domu, a wraz z nią jej młodszy brat. Bo w bloku na szczęście gnieździć się nie muszę, za to zimą wstawać w nocy dorzucać do pieca a latem trząść portkami ze strachu, kiedy grzmoty i wiatr hulają po dachu. Tak. Jestem matką ze wsi i mam dobrze! 

Nie mam na sąsiedniej ulicy dyskontu (ba, ja do ulicy mam 250 metrów), chodników, podjazdów dla wózka ani sali zabaw na drugim końcu miejscowości. Mam za to mnóstwo zielonej trawy, niebieskiego nieba bez smogu i pola do popisu dla wyobraźni dla moich pociech. Mimo, że bywa trudno  (szczególnie, kiedy prawo jazdy idzie jak po grudzie, a po dziekco na przystanek iść trzeba i deszcz czasem leje albo wiatr wieje i kiedy mąż 800 km od domu i drewna przerąbać nie pomoże), nie zamieniłabym tej mojej wioski na miasto. 

No... może na jeden dzień w miesiącu! Pobuszowałabym wtedy w ciucholandach, poszła z dziećmi do małpiego gaju, do kina i mogłabym założyć obcasy i przejść się po ryneczku. Nawąchałabym się spalin, rozbolałaby mnie głowa od miejskich hałasów, wydałabym trochę niepotrzebnych pieniędzy i przedyskutowała z dziećmi kupno kolejnych pierdołków ze klepu "Wszystko po 5 złotych". Tyle miasta mi wystarczy! Mieszkania w bloku z wysokim czynszem, list rezerwowych w podstawówkach, zaśmieconych parków i puszek po piwie na placach zabaw ani kolejek w przychodniach już nie chcę!

Rozumiem was, mamy z miast! Każda z nas ma swoje problemy, które wynikają z miejsca zamieszkania. Licytowanie się, która ma gorzej nie ma sensu, szczególnie gdy zna się życie tej drugiej strony tylko z punktu widzenia obserwatora. Ja wam czasami zazdroszczę świeżych bułek na śniadanie (bo piekarnia blisko) i placu zabaw tuż przy bloku, a wy oprócz tego macie też palpitacje serca, gdy ogłaszają, które dzieci dostały się do przedszkola i dostajecie szału, gdy sąsiad z góry zalewa wam mieszkanie... 

Ale jeśli mam być szczera, to ...macie czego mi zazdrościć! Jestem matką ze wsi. Macie rację - ja to mam dobrze!

6 komentarzy:

  1. www.kilkuetatowamama.com17 maja 2015 22:08

    hehehe, np tak! Ty to masz dobrze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkam na wsi i nigdy tego nie chcę zmieniać! Ale mimo, że mieszka nas tu niewiele ponad 2000 mieszkańców na miejscu mam i szkołę podstawową i gimnazjum i pocztę i kościół i sporo przejeżdżających autobusów i kilka małych sklepików, a od jakiegoś czasu nawet Biedronkę. A za ogrodem pola, łąki i lasek. Cudo! Ja to mam dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  3. trzymam kciuki za prawko, to już chociaż dreptać ze szkoły i do szkoły nie będziecie musieli..od razu przypomniała mi sie moja mama, jak opowiadała, ze do szkoły czy mróz, czy deszcz 4 km chodziła, na skróty czasami szła, ale to przez las :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Raz jeszcze przeczytałam ten post. Żmije...? Niczego tak się nie boję jak żmii. Nawet widząc padalca wpadam w panikę i kończę ledwo co rozpoczętą wycieczkę. Czuję wstręt i przeraźliwy strach. Byłam przekonana, że żmije to tylko w górach i to w wysokich górach. Chyba muszę zmienić wakacyjne plany...
    Czy miałaś "przyjemność" spotkać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Aleksandra Greszczeszyn18 maja 2015 15:57

    Oj, miałam i to nie raz! W zeszłym roku niedaleko nas została ukąszona kuzynka moich dzieciaków...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ania Korzeniecka-Klisz29 maja 2015 18:25

    oj tak jak dobrze znam temat .....

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram