Post Top Ad

10 rzeczy, których nie zmieniło we mnie zostanie mamą.

Macierzyństwo wywraca życie do góry nogami, totalnie zmienia perspektywę, przewartościowuje wiele spraw. Stając się mamą zaczynasz zupełnie inaczej patrzeć na rozkapryszone dziecko sąiadki i na ciężarną stojącą w długim ogonku w sklepie mięsnym. Chociaż zawsze byłaś czuła na krzywdę, odkąd zostałaś mamą, płaczesz na widok każdego cierpiącego dziecka. Wybaczasz sobie pełen zlew naczyń i nieumalowane rzęsy, ale też jesteś bardziej zorganizowana. Macierzyństwo zmienia w kobiecie wiele, ale nie wszystko... Ja jestem mamą, ale pozostałam też po prostu ... sobą. Oto 10 rzeczy, których zostanie mamą we mnie nie zmieniło!


1. Nadal nie wyglądam na swój wiek... Pamiętacie zdjęcie, które jakiś czas temu pokazałam wam na Facebooku? Miałam na celu pokazanie zmęczonej matki, tymczasem wy komentowaliście prawie wyłącznie to, że wyglądam na 14 lat, a nie na 21... :P Cóż, moja, że tak powiem dziecinna uroda jeszcze niedawno mnie irytowała, ale im jestem starsza, tym bardziej mnie cieszy. Wydawało mi się, że zostanie mamą, doda mi wizualnej powagi, ale nic z tego! Jeszcze się zdarza, że ktoś sądzi, iż Julia i Szymon to moje rodzeństwo... ;).

2. Nadal nosze rozmiar XS... No cóż - przepraszam! Nie dla mnie widać nadprogramowe kilogramy (nawet te programowe...), a marzyło mi się choć dodatkowe 5 po ciążach. W pierwszej ciąży przytyłam 16 a w drugiej 14 kilo i w ciągu paru miesięcy zrzuciłam wszystko, a nawet więcej. Nigdy w życiu nie stosowałam żadnej diety, nie chodziłam na zumbę ani aerobik.Moje jedyne ćwiczenia to  wychowywanie dzieci... Geny i tyle.

3. Nadal lubię nosić dżinsy, trampki i koszulki z nadrukami... Jakiś portal pisał niedawno o tym, że koszulki z nadrukami są nieodpowiednie dla kobiet po 30.sctce. Spowodował on wielki bunt w internetach i słusznie! Mi co prawda to 30.stki jeszcze ciut brakuje, ale nie sądzę, bym za 2 lata nagle wyrzuciła wszystkie fajne koszulki z szafy! Macierzyństwo też nie jest ku temu powodem!

4. Nadal fascynują mnie motocykle... Moja mama ma w albumie czarno - białe zdjęcie, na którym ze spinką-kapelusikiem wpiętą w trzy włosy i szerokim uśmiechem siedzę na "Emzecie" taty. Pierwszy raz komarkiem jechałam mając bodaj 11 lat i od początku szło mi pięknie, pomijając fakt, że zapominałam, jak się hamuje... Jest nawet pamiątkowa blizna na nodze z bliskiego spotkania z  gorącym tłumikiem... No i motocyklowe wspomnienia z narzeczeństwa - jest ich sporo :). Zostając mamą, miałąbym nagle przestać to kochać? No way! Czekam aż Grzesiek uskłada na swoją wymarzoną szosowo - turystyczną maszynę...

5. Nadal mam zamiar zrobić sobie tatuaż... Nie żaden tam rękaw ani smoczysko na całe plecy, ale taki dyskretny, kobiecy to mi się marzy! Fascynacja zaczęła się oczywiście już w czasach nastoletnich od chłopaka z tatuażami.  Wykonanie go u siebie ciągle odkładałam w czasie, ale postanowiłam sobie, że przed 30.stką tego dokonam! Nie mam poczucia, że mi nie wypada dlatego, że jestem mamą!

6. Nadal uwielbiam głośno słuchać muzyki i to najlepiej rockowej... To się ma we krwi i tyle. Fasolek czasem słuchać muszę, pozwalam nawet na "Ona tańczy dla mnie", bo to hit szkolnych dyskotek, ale jak tylko dorwę laptopa tylko dla siebie, to puszczam Led Zeppelin, Tinę Turner albo Linkin Park. A żebyście widzieli jak dzieciaki się przy tym bawią! Mam cichą nadzieję, że jednak disco polo nie zostanie z nimi na długo i kiedyś będą puszczać to samo, co matka ;).

7. Nadal nie lubię czytać poradników... a mam wrażenie, że to prawie obowiązek współczesnych rodziców! Na palacach jednej ręki mogę policzyć naprawdę wartościowe dla mnie książki z gatunku tych poradnikowych. Wolę za to Gretkowską, Picoult czy literaturę faktu i choć bez wątpienia jest to teraz trudniejsze niż przed zostaniem mamą, znajduję czas na czytanie.

8. Nadal mam nietuzinkowe poczucie humoru... Czasem się głowię nad tym, czy nie gorszę tym rechotem swoich pociech. Szczególnie jak rozmawiam z siostrą albo mamą przez telefon w nam tylko znanym języku... :P Podobnie, kiedy wygłupiamy się z Grzegorzem - zupełnie jak 15 lat temu :). Jednak to część mojej osobowości i nie umiem, i nie chcę tego zmieniać! Jednakniejednokrotnie słyszę od dzieciaków: "Lubimy taką szaloną mamę!" i banan wpełza mi na gębę :).

9. Nadal chcę się kształcić i rozwijać i być czasem zdrową egoistką... Niektórym wydaje się, że zostając mamą, w głowie ma się już tylko pieluchy i słoiczki (żeby nie powiedzieć kupkę i papkę :P), ewentualnie później szkolne zeszyty i egzaminy. Tymczasem wiele mam z powodzeniem kształci się i rozwija, realizując się też w roli mam. Ja kończyłam studium, kiedy urodziła się Julia, prawo jazdy zrobiłam kilka dni temu i moje dzieci były tu dla mnie największą motywacją, a teraz ... kto wie - może przyjdzie czas na indeks? I na pracę, mam nadzieję. A no i jeszcze nie wstydzę się tego, że czasem zjadam loda po kryjomu (co by mi potomstwo nie sprzątnęło sprzed nosa) albo przełączam z TVP ABC na "Wiadomości" czy ciekawy film. To zdrowy egozim, który - uważam - trzeba w sobie pielęgnować będąc mamą.

10. Nadal lubię bliskość mojego męża... Kiedy czytam o tym, jak kobiety zaniedbują swoich mężczyzn zostając mamami albo - odwrotnie - jak faceci przestają patrzeć na swoje partnerki jak na kobiety dlatego, że te zostały matkami, łapię się za głowę... Nie, nie dlatego, że uważam to za winę tych kobiet. Nie uważam też tego za winę mężczyzn. Wina zwykle leży pośrodku, a sęk tkwi w chęciach OBU stron do dalszej pracy nad związkiem w nowych realiach, czyli w obliczu bycia rodzicami. Można. Ja jestem szczęściarą, bo mogę z ręką na sercu powiedzieć, że po prawie 9 latach małżeństwa i zostaniu mamą 2 dzieci, jestem z moim mężem bliżej niż przedtem. I będąc mamą nadal z entuzjazmem uczę się czerpać radość z bycia kobietą i z chwil bliskości z ukochanym mężczyzną.


Z pełną odpowiedzialnością matki stwierdzam, że są rzeczy, których nie musi, a czasem wręcz nie powinno zmieniać w nas macierzyństwo. To moja lista. Jaka jest wasza?

11 komentarzy:

  1. Zwykła Matka21 maja 2015 10:22

    Bliskość mężą.....to powinnysmy czuć bez względu na wszystko :) Bycie egoistką? Czasem to jest lepsze dla nas i rodziny i to bardziej niż myslimy!Poradników tez nie lubię czytać, muzyki cieżkiej to wystarczy, że słucha mój mąż :)Ja wolę zdecydowanie ciszę ;) A rozmiaru to zdecydowanie ci zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A może teraz dla przekory post będący przeciwieństwem tej wystawionej sobie laurki? My kobiety potrzebujemy wsparcia od siebie nawzajem i chętnie posłuchamy i podyskutujemy o tym, że nie zawsze po urodzeniu dziecka udaje nam się wszystkiemu sprostać, a co w nas dobre - zachować. Więc może kolejny post o 10 rzeczach które były fajne, a jednak po urodzeniu dziecka zachować się nie dało? Uwierz, że my - czytające cię mamy będziemy bardzo wdzięczne, a same pewnie dopiszemy kolejnych 10 podpunktów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ania na moim blogu są różne posty, a ty sugerujesz się tylko tym jednym i mnie oceniasz.
    Akurat wiele z tych rzeczy to tak naprawdę drobiazgi, więc nie wiem skąd oskarżenia, że to laurka. To raczej wpis z przymrużeniem oka, bo tak naprawdę wiele istotnych rzeczy macierzyństwo zmienia i to naturalne. Napisałam o tych sprawach, które są takie moje i sprawiają, że czuje się sobą. Na pewno każda mama je ma i każda inne.
    Trochę więcej dystansu.

    OdpowiedzUsuń
  4. O tym, że macierzyństwo zmienia napisałam zresztą na samym początku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę tego rozmiaru xs. Choć moja waga teraz nie ma nic wspólnego z dziećmi. Po obu ciążach schudłam dość sporo, ale jakoś tak później przypakowałam :D
    Co do tych zmian, to ja też niewiele się zmieniłam, chyba :) Nadal lubię sobie poimprezować raz na czas, pośmiać się, przekląć i ubrać się kolorowo jak choinka, o dziurawych spodniach nie wspomnę :)
    Może trochę spoważniałam w takim sensie, że mam inne priorytety i obowiązki, ale żeby od razu zważać na wszystko co robię bo matką zostałam i nie wypada niby to nie, nie.. absolutnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście, że zmienia, ale co zmienia na gorsze? O tym się nie mówi albo tylko wspomina, że tak bywa i temat się ucina. Nikt nie chce wypunktować, że na pewnym polu zawodzimy, bo nie da się na dłuższą metę nie zawodzić, kiedy trzeba działać aż na tylu płaszczyznach.
    Z cała sympatią do ciebie i twojej rodziny - to tobie w tym momencie zabrakło dystansu, bo bardzo personalnie potraktowałaś mój komentarz, a pisałam ogólnie o tym, że fajnie byłoby w kontrze do popularnego ostatnio na blogach tematu "'zobaczcie jaka fajna ze mnie mama" napisać post o tym, że czasami bywamy niefajne. I to z mojego powody niefajnie, bo ja zawiniłam, a nie okoliczności. I nie nadmienić tylko o tym, że 'tak bywa" ale może wypunktować to co złe, tak samo jak potrafimy sobie wypunktować to co dobre. To nie atak na ciebie, to próba namówienia nas wszystkich do otwartego przyznawania się przed innymi mamami, że bywa źle. Bardziej to konstruktywne niż wystawianie sobie laurki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie chcę, żebyś źle mnie zrozumiała. Kilka lat temu miałam trudny okres w byciu mamą i żoną. Nie radziłam sobie, źle wyglądałam, ale miałam to szczęście, że trafiałam na kobiety, które mówiły mi: nie przejmuj się, że też położyłam brudne dzieci spać, ja też nie dałam rady ugotować dziś obiadu, ja też nie mieszczę się w spodnie sprzed roku, albo choćby: teraz ci nie idzie, ale kiedy zregenerujesz siły to zaczniesz od nowa, każda z nas ma gorszy czas. I tak rozumiem naszą kobiecą solidarność, takie dla siebie powinnyśmy być - empatyczne, bo kto nas lepiej zrozumie niż inna mama i żona.
    Teraz jest dobrze, mało - teraz jest świetnie, ale gdybym wtedy trafiła na post z przesłaniem: "jestem mamą dwójki dzieci ale wciąż mam tyle energii co nastolatka, wszyscy mówią, że młodo wyglądam, noszę wymarzone przez wszystkich XS, a wszystko to bez wysiłku dzieje się samo", chyba bym się pocięła bo utwierdziłabym się w przekonaniu jak beznadziejną mamą i żoną jestem.
    Tak więc drogie panie, trochę empatii dla siebie nawzajem.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm powiem tak - miałam na celu nie wystawienie sobie laurki, tylko właśnie skłonienie siebie i innych mam do zastanowienia się i dostrzeżenia w sobie tego co dobre. Wydaje mi się, że za często szukamy w sobie tego co złe... Nastroje poprawia nam świadomość, że komuś się nie udaje, że ktoś ma wady, problemy. A moim zdaniem można czerpać też z tego typu wpisów. :-)
    Poza tym na moim blogu dużo jest wpisów w innym tonie niż ten. Właśnie pokazujących tę ciemniejdzą stronę.
    Ale reasumując nalis, ę drugą część tych refleksji - masz rację - taki post też się przyda i znajdzie miejsce na moim blogu Ania. Czekaj dzisiaj. A niego :-)


    OdpowiedzUsuń
  9. A ja zawsze będę nosić rozmiar L, nawet gdybym tuzin dzieciaków miała, także tego XS trochę zazdroszczę (ale to taka zdrowa zazdrość).


    Muzyki rockowej słucham całe życie i mam nadzieję, że przejdzie na dziecko. A co do poradników, to wcale ich nie czytam, więc przybij piątkę!


    Laurka, czy nie, takie wpisy są bardzo potrzebne!

    OdpowiedzUsuń
  10. Aleksandra Greszczeszyn21 maja 2015 13:09

    Czekaj na niego miało być ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. E no to nie jest tak, że w ogóle o siebie nie dbam! Często wychodząc robie szybki makijaż, pazury też czasem maluje, gorzej z dbaniem o zdrowie.. Ale teraz jak jest już prawo jazdy to będzie mi łatwiej dojechać choćby do dentysty, bo niestety byls to tez kwestia dojazdu 12 km. Także obiecuje troszkę się wziąć za siebie :-) dzięki za pozytywnego kopniaka
    :-D

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram