Post Top Ad

Ty też nie chcesz, by twoje dziecko było nieudacznikiem?

Pewnego dnia przeczytałam gdzieś w sieci, jak jedna mama strasznie nie chce, by jej dziecko było nieudacznikiem. A ono mamę zawiodło, bo po 3 latach fascynacji baletem, po kilku sukcesach w konkursach, po wielu morderczych treningach, przestało chcieć tańczyć. I tłumaczenia na nic się zdały. Matka załamana, że z dziecka wyrośnie człowiek bez ambicji. Ale czy ono rzeczywiście przegrało? A nawet jeśli, to czy nauczyć dziecko przegrywać nie jest sprawą równie ważną, co nauczyć je walczyć i wygrywać?



Życie to walka. Może nie nieustanna, ale w dążeniu do celu, urzeczywistnianiu marzeń, spełnianiu się na różnych niwach, element walki ciągle się pojawia.Czasem walka z przeciwnościami losu, czasem rywalizacja z innymi, ale przede wszystkim walka z samym sobą i swoimi słabościami. A my jako rodzice uczymy dzieci żyć. Budowanie w nich pewności siebie, wytrwałości, konsekwencji i cierpliwości jest niezwykle ważne. Łatwo jednak wpaść w pułapkę i zacząć swoje ambicje przenosić na dziecko, a każde niepowodzenie czy po prostu zmianę zdania i zainteresowań pociechy, postrzegać jako porażkę.

Julka na początku roku szkolnego poprosiła, bym zapisała ją na zajęcia taneczne. Oczywiście zrobiłam to i trzy-cztery razy w miesiącu przez godzinę uczyła się wraz z innymi dziećmi kroków i bawiła w przeróżne zabawy ruchowe. Nie oczekiwałam może, że zacznie jeździć na konkursy czy że będzie taneczną prymuską. Miałam jednak nadzieję, że takie zajęcia będą dobrym sposobem na spożytkowanie jej ogromnej energii i że spodobają jej się ze względu na jej żywiołowy temperament. Podobały się. Przez kilka miesięcy. Potem wracała z nich coraz bardziej znudzona i bez entuzjazmu. Kiedy spytałam ją, czy chce się wypisać z zajęć, zdziwiła się. Sądziła, że skoro koleżanki chodzą, ona też powinna. Z pewnością też mogła sobie inaczej wyobrażać zajęcia i swoje reakcję. Było fajnie, ale okazało się, że akurat dla niej to nie było to, co zainteresowałoby ją na dłużej. W końcu ma dopiero 7 lat! Dziecko w tym wieku poszukuje, poznaje, odkrywa. Nie można oczekiwać od niego, że wszystko, w co się zaangażuje, będzie już na dobre i stanie się jego hobby czy sposobem na życie! 
Na tańce już Julia nie chodzi, a ja jestem pewna, że wkrótce znajdzie coś innego, co zacznie ją pasjonować. Może już na dobre, a może na jakiś czas. Będę ją motywować i dopingować, ale zawsze też będę się starać odróżnić poddanie się od zmiany zdania. To ona będzie miała ostatnie słowo.

Zmiana zdania to jedno, ale porażka to drugie. Ta zdarza się nawet "najlepszym". Czy wychowujemy pokolenie, w którym na przegrane nie ma miejsca? Czy nasze dzieci muszą się uczyć wyłącznie wygrywać? Czasem odnoszę takie wrażenie, a przecież nauka przegrywania jest niemniej ważna i nieodłącznie wpisana w nasze życie. A dla dzieci chyba nawet trudniejsza niż nauka dążenia do celu i radość z wygrywania. Rodzic, który nie dopuszcza do siebie myśli, że jego dziecko może przegrać, nie będzie w stanie nauczyć go znosić tych porażek, które mu się w życiu niejednokrotnie przydarzą.  Dziecko takiego rodzica nastawione wyłącznie na wygrywanie w każdej dziedzinie, każdą, najmniejszą porażkę, będzie odbierać jak tragedię i będzie czuć, że zawiodło nie tylko siebie, ale i rodzica... To nie jest dobra droga!
Jako mama czuję, że moją rolą jest pokazać dzieciom, że porażki są nieodłączną częścią naszego życia, ale nie czynią nas przegranymi. One są po to, by podnieść się po nich silniejszym, ale czasem też po to, by dojść do wniosku, że trzeba jednak skręcić w inną ścieżkę... Jak nauczyć dziecko przegrywać? Począwszy od uczciwego grania z nim w warcaby i Piotrusia, przez naturalne reagowanie i wspólne omawianie III zamiast I miejsca w szkolnych konkursach, aż po wspieranie w tych całkiem "dużych" porażkach jak choćby egzamin na prawo jazdy. Tak, o sobie też tu piszę. Po wczorajszym, oblanym egzaminie, powitała mnie smutna buzia Julki:  "Mama, nie zdałaś, a obiecałaś, że zdasz!" (co prawda nie obiecywałam, ale dzieci inaczej odczytują pewne sygnały). I co mama na to? Ano wytłumaczyła dziecku, że tak w życiu bywa i że trzeba mieć nadzieję, iż następnym razem będzie lepiej. Julia uśmiechnęła się. Powiedziała, że będzie trzymać kciuki. Pobiegła się bawić.
Jasne, że są takie sytuacje, kiedy porażkę mocno się przeżywa, ale nawet wtedy można wyciągnąć z niej coś dobrego. Jeśli to tylko możliwe, a najczęściej jest, warto pokazywać dzieciom, że to nieodłączna i naturalna część naszego życia. Oczywiście łatwiej nam, kiedy i nasi rodzice nas tego nauczyli, a nie tylko naciskali na to, byśmy byli "number one" we wszystkim.

Reasumując moje rozważania: granica jest cienka, a znalezienie złotego środka konieczne. 
Nie chcę, by moje dziecko było nieudacznikiem. A może raczej nie chcę, by było osobą, która nie umie walczyć o swoje, bo nieudacznik to krzywdzące określenie. 
Jednak nie chcę także, aby czuło się w obowiązku spełniać moje ambicje, aby czuło, że rozczarowuje mnie, gdy coś mu się w życiu nie udaje, że jest wtedy do niczego. 
Nie chcę, by bało się otwarcie mówić, że ma swoje zdanie, że coś przestało mu się podobać, że na coś nie ma ochoty. 
Chcę za to, by miało własne ambicje i umiało walczyć o swoje marzenia, by wierzyło w siebie i mierzyło siły na zamiary. A czasem nawet wierzyło w coś, co innym wydaje się nierealne...
Chcę, by wiedziało też, że porażki są naturalną częścią życia i tak naprawdę tylko człowiek, który przeżył choć jedną, będzie umiał prawdziwie cieszyć się z sukcesu. 
Chcę, by rozumiało, że z każdej przegranej można wyciągnąć coś pozytywnego: podnieść się mocniejszym, wyćwiczyć wytrwałość, popracować nad słabymi stronami. A czasem stwierdzić, że to jednak nie tą drogą chce się podążać i odkryć coś zupełnie nowego.
A przede wszystkim chcę, by moje dzieci - zarówno Szymon jak i Julia - nie czuły z mojej strony presji, ale czuli wsparcie, szacunek. W każdej sytuacji.

4 komentarze:

  1. Czyli trzeba znaleźć ten złoty środek :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie. Sama skończyłam szkołę muzyczną, dopingowana przez Mamę, nigdy nie namolnie namawiana czy zmuszana ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwykła Matka26 marca 2015 08:40

    masz rację! dziecko wybiera na co ma ochotę- my możemy je wspierac i powiinismy to robić! Jesli zrezygnuje, trudno. Nauczyć dziecko przegrywac to ważna rzecz! Wiadomo, że lepiej by wygrywało, ale życie nie jest idealne i nie można dziecka utwierdzac w przekonaniu, że jest inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  4. super wpis. moja córka ma lat 12,5 i tyle scieżek co wypróbowała to chyba nie zliczę. Mąż sie denerwował, bo wiadomo tu pięniądze tam pieniądze a ona jak ta flaga na wietrze. A ja tłumaczyłam, ze aby coś pokochać musi wypróbować wiele. I znalazła. Ściankę wspinaczkową. Jej pasja od 2 lat. i jest coraz lepsza. i zawody się szykują. więc po prostu warto wykazać odrobinę cierpliwości, zrozumienia i zachęcać dziecko, nigdy przymuszać.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram