Post Top Ad

Kto powinien pracować na oddziale dziecięcym?

Chyba każdej matce na widok takiego "obrazka" łzy cisną się do oczu i nóż otwiera się w kieszeni równocześnie: trzynastomiesięczna Zosia siedzi w pieluszce, ubrudzona kupą. Przebywa w szpitalu w Łukowie. Pielęgniarki z oddziału dziecięcego nie tylko wtedy nie miały czasu jej przebrać, ale też według relacji rodziców innych dzieci przebywających na oddziale, zaniedbywały ją rzez cały jej okres przebywania w szpitalu Zajmowały się nią mamy innych małych pacjentów. Pomiędzy pragnieniem przytulenia tej dziewczynki, a niedowierzaniem i gniewem na personel, który doprowadził do takiej sytuacji, nasuwa mi się pytanie: kto powinien pracować na oddziałach dziecięcych? Odpowiedź jest prosta: ludzie. A ja mam wrażenie, że ktoś tu zapomniał być człowiekiem...


Oddziały dziecięce w szpitalach. Miejsca dramatów małych ludzi, gdzie ból boli bardziej, a małe serduszko bardziej potrzebuje innego, życzliwego serca. Dziecko inaczej niż dorosły przeżywa swoją chorobę. Nie potrafi  często zrozumieć, dlaczego musi cierpieć i dlaczego nie może przebywać w domu. Białe fartuchy często budzą nieufność, a obco wyglądające ściany potęgują poczucie zagubienia. Oddziały dziecięce powinny być miejscami wyjątkowymi: niekoniecznie dzięki kolorowym ścianom i puzzlom w świetlicy, ale przede wszystkim dzięki pracującym na nich ludziom! 

Zawód lekarza czy pielęgniarki jest profesją wyjątkową. Ratowanie ludziom życia i pielęgnowanie ich podczas choroby wymaga bowiem nie tylko ogromnych umiejętności, ale też empatii, życzliwości, poświęcenia... Pracując w tym zawodzie na oddziale dziecięcym tego wszystkiego potrzeba jeszcze dziesięć razy tyle! Owszem, z dziećmi w szpitalach często są rodzice, ale to nie oznacza, że mają oni przejmować obowiązki personelu ani też nie zwalnia personelu z okazywania ludzkich odruchów.. A wystarczyło mi raz być z dzieckiem w szpitalu, by odnieść wrażenie, że rodzice przebywający na oddziale z dziećmi, mają zastąpić personel... Szkoda tylko, że "w zamian" zapewnia się im spanie na podłodze lub leżaku ogrodowym płatne 10 zł za dobę...
A co jeśli rodzice w szpitalu pozostać nie mogą albo dziecko po prostu ich nie ma?...

Wtedy sytuacja chorego dziecka może wyglądać właśnie tak jak sytuacja Zosi przebywającej w szpitalu w Łukowie: pielęgniarki NIE MAJĄ CZASU jej przewinąć, NIE MAJĄ CZASU przy niej na chwilę usiąść i pogłaskać po główce, NIE MAJĄ CZASU przebrać jej pościeli a nawet podać jej posiłku! Pielęgniarki nie mogą przecież ciągle zajmować się jednym dzieckiem! 

To ja wam powiem, na co mają czas NIEKTÓRE pielęgniarki! Na oddziale patologii noworodka, na którym przebywa 8 maluszków, w tym 6 z mamami, pielęgniarki mają czas malować paznokcie! Mają czas oglądać szpilki na allegro i plotkować o wakacjach w Turcji. Mają czas pić kawkę i obgadywać swoich mężów. Mają też czas prowadzić prywatne rozmowy przez telefon i czytać gazety. A żeby ten czas mieć mogą na przykład płaczącemu maluszkowi zawiązać pod bródką pieluszkę tetrową, żeby "podtrzymała" smoczek - uspokajacz. Mogą nie podchodzić do płaczącego maluszka przez 20 minut, a chcącej go uspokoić innej mamie zabronić tego, bo takie są procedury... Mogą "zapomnieć" podać antybiotyk, jeśli mama małego pacjenta sama im o tym nie przypomni, a opatrunki mogą kazać mamie zmieniać samej. Spytacie skąd to wiem - ano z mojego pobytu z Szymonem na patologii noworodka. To są autentyczne przykłady.

Ja wiem, ja rozumiem, że pielęgniarki naprawdę nie mają łatwej pracy. Jestem świadoma tego, że nie mają "szałowych" pensji. Wierzę w to, że zdarza się, iż naprawdę zajmują się akurat innym dzieckiem, kiedy drugie płacze czy zrobi kupę i wymaga przewinięcia. Jest też wiele pielęgniarek z powołania, które swoją pracę traktują nie na zasadzie - przyjść, odpękać i iść do domu - ale na zasadzie: robię to, co kocham i wiem, jak ważna jest moja praca i moje podejście dla pacjentów. Jednak nikt mi nie wmówi, że takie sytuacje, jak sytuacja małej Zosi albo takie przykłady jak te, które przytoczyłam powyżej są normalne w pracy pielęgniarki! A tym bardziej na oddziale dziecięcym...

Oczywiście: dom dziecka również zawinił. Brak jakiegokolwiek zainteresowania podopieczną, która przebywa w szpitalu jest karygodne. To jednak nie zwalnia personelu oddziału z obowiązku pielęgnowania 13-miesięcznego dziecka...  A temat domu dziecka, to temat na inny wpis - o tym, jak przestarzały i nieprzyjazny dzieciom jest w naszym kraju system opieki nad sierotami i dziećmi, którymi z jakichś powodów nie mogą zajmować się rodzice...

Kto więc powinien pracować na oddziale dziecięcym? Na pewno nie osoby, które tłumaczą nienakarmienie dziecka i pozostawianie go przez dłuższy czas we własnych odchodach brakiem czasu. Na pewno nie osoby "chorujące" na znieczulicę. Na pewno nie osoby bez powołania. Na pewno nie takie, które po założeniu białego fartucha przestają odczuwać współczucie, empatię i życzliwość i zapominają, czym jest człowieczeństwo...

Mam nadzieję, że zacznie się wreszcie wyciągać konsekwencje wobec personelu medycznego zaniedbującego swoje obowiązki, wprowadzającego w błąd rodziców dzieci, nie udzielającego im informacji. Wobec lekarzy wypraszających rodziców z obchodu i pielęgniarek obarczających ich swoimi własnymi obowiązkami. A może przyjdzie kiedyś czas, kiedy na studiach pielęgniarskich zacznie się uczyć współodczuwania, życzliwości, poważnego i ciepłego  podejścia do pacjenta nawet, jeśli ma on tylko kilkanaście miesięcy...
Dziś będąc świadkiem tego, co widziałam na patologii noworodka czy gdybym była na jakimkolwiek innym oddziale, zrobiłabym to samo, co te matki: wzięła do ręki telefon i wszystko nagrała.

Poczytajcie TUTAJ i TUTAJ.

14 komentarzy:

  1. Ania Korzeniecka-Klisz13 marca 2015 18:51

    tą pracę naprawde trzeba kochać ! trzeba kochać dzieci żeby być dobrą prawdziwą z powołania pielegniarką ;/ kurcze zawiązywanie pieluszki myślałam że te czasy się skońćzyły

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy reportażu o Zosi płakałam jak bóbr. Żadna matka nie przeszłaby obojętnie obok maluszka, który płacze, jest sam, chce jeść, potrzebuje przytulenia, którego ma taki deficyt w swoim krótkim życiu...Niestety kiedyś sama byłam świadkiem sytuacji, gdy na moją salę (leżałam z kilkumiesięczną wtedy córką) przywieźli 5-miesięczną dziewczynkę. Zapach z pampersa wskazywał na obecność kupki. Raz wraz z innymi mamami zwróciłyśmy pielęgniarkom uwagę, że małą trzeba przewinąć. Usłyszałyśmy, że one mają więcej dzieci na głowie i nie mają na to czasu. Tymczasem te więcej dzieci miało przy swoich bokach mamy, które robiły przy nich wszystko. W końcu same przewinęłyśmy małą i co? I dostałyśmy po głowach za ludzki odruch... Tamte pielęgniarki poniosły konsekwencje w postaci odsunięcia od pracy przy dzieciach, ale nadal pracują w zawodzie. No comment. Pielęgniarka, lekarz, to są zawody wykonywane z powołania, a jeżeli ktoś tego nie czuje, powinien od razu zostać odsunięty. Takie jest moje zdanie na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wczoraj przeczytałam o Zosi a w nocy co godzinę się budziłam i chciałam ja utulić... życie to dziwka... :( a te suki powinny zostać zwolnione dyscyplinarnie! Jak można powiedzieć że się nie ma czasu zmienić dziecku pieluchy? A Nakarmić go? Dreszcze mnie przechodzą. .. zawsze podchodzę do takich spraw bardzo emocjonalnie. Sama mam 14 Mc córkę i zaraz widzą ja w takiej sytuacji. .. serce mi pęka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też byłam świadkiem podobnych zachowań, o czym właśnie napisałam w tym tekście. Zabraniano podchodzić do innych dzieci, mimo że te płakały czasem po pół godziny leżąc w łóżeczkach, a pielęgniarka w tym czasie piła kawę... To jest nie do pomyślenia!
    Tutaj oczywiście zawinił także dom dziecka, ale mimo wszystko nic nie usprawiedliwia takiego postępowania personelu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki emocjonujący tekst! 10 lat temu, gdy jeszcze mieszkałam w domu dziecka, była ze mną w pokoju 3-letnia dziewczynka. O Karolinie pisałam nie raz. Karolina pamiętam trafiła do szpitala, była malutka, jak moja córka- miała wtedy ok 3-4 latek. Po 2-3 dniach wybrałam się do szpitala w odwiedzimy z koleżanką (zostałyśmy wpuszczone, miałyśmy ok 16,17 lat), pamiętam, że 3 dni nie była kąpana, bo kąpałyśmy ją my, myłyśmy włosy, podmywałyśmy i zmieniłyśmy ubrania na czyste, kupiłam książeczkę i wrzuciłam kilka zł na tv z bajką,nie dostała ze sobą ani jednej zabawki.... Dużo nie pamiętam, takie... mgnienie pamięci, ale przy Zosi od razu przypomniała mi się scena z małą Karolinką. Tylko jeszcze 10 lat temu nie miałam telefonu z kamerką i dostępu wifi i mało jeszcze wtedy rozumiałam, apropo opieki na oddziałach dziecięcych. Żaden wychowawca też do niej się nie pofatygował... Smutne.... Okrutnie, zwłaszcza teraz przeżywam podwójnie takie wydarzenia, gdy jestem matką.
    Ponad tydzień temu przebywałam na tym samym odziale z rocznym Tomkiem, zastrzeżeń nie mam żadnych, standardem opieki i zachowaniem pielęgniarek jestem naprawdę zaskoczona! Kolejne pozytywne odczucia po wcześniejszym pobycie na oddziale położniczym z przed roku.

    OdpowiedzUsuń
  6. W mojej głowie też się to nie mieści, ale chyba jeszcze smutniejsze jest to, że próbuje się szukać wytłumaczenia dla takiego zachowania i zamiatać sprawę pod dywan... :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak się składa, że jestem pielęgniarką, jak i kilkuletnią wolontariuszką w Domu Dziecka.
    Pielęgniarką z powołania, która odnajduje się na oddziale intensywnej terapii i patologii noworodka. jestem także mamą, która miała własne dziecko na oddziale patologii noworodka jak i przebywała z własnymi dziećmi na innych dzieciecych oddziałach.
    Nie zamierzam w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać pielęgniarek z Łukowa, dla mnie ich zaniedbanie jest karygodne, ale nie zgadzam się na przyklejanie pielegniarkom łatki "tych co pija kawę i oglądają szpilki na allegro". Rozumiem, że w tym konkretnym Twoim przypadku tak mogło być, ale mówię nie, dla generalizowania i przyszywania nam takiej łatki. Oddział patologii noworodka czy oddział noworodkowy w systemie roomig-in, to nie tylko ta jedna pielęgniarka noworodkowa, która mamy widzą na oddziale połozniczym. Na nasz oddział składa się m.in. sala "R", sala obserwacyjna, sala intensywnej terapii, sla wcześniaków, gdzie pracy na tych salach mamy nie widzą.. My- pielegniarki noworodkowe schodzimy także z oddziału do każdego porodu sn i cc na porodówkę,
    szerzej temat podjęłam tutaj: http://mateczkowo.blogspot.com/2014/05/pielegniarka-noworodkowa-tez-czowiek.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Justyna nie mam w zwyczaju przyklejac łatek i nie robię tego. Oglądanie szpilek na allegro i picie kawki widziałam na własne oczy, a mój przypadek nie jest odosobniony - gwarantuję ci to. Na oddziale, na którym byłam - patologia noworodka - nie było żadnych dodatkowych sal, których nie widziałyśmy. Był pokój ordynatora i po 2 pielęgniarki na zmianie przy max. 8 noworodkach, z których przynajmniej połowa miała przy sobie mamy. Nie miały czasu uspokoić dziecka płaczącego 20 minut...
    Przykład Zosi jest skandaliczny, a takich jest więcej. Rozumiem solidarność zawodową, jak i to, że są pielęgniarki z powołania - sama na takie trafiam niekiedy, ale nie podoba mi się to, że próbuje się wmawiać matkom, że tego typu sytuacje sa normalne i wybaczalne, bo to tylko epizody. Nie są ani normalne, ani wybaczalne, ani też nie są tylko incydentami! Wciąż coraz więcej słyszy się o tego typu zaniedbaniach i nikt nic z tym nie robi.
    Jesli chodzi o pielęgniarkę noworodkową, która była przy moim porodzie, wspominam ją bardzo dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  9. A i jeszcze jedno: rooming - in to obecność mamy przy dziecku tak? Szkoda, że za tą ładną nazwą kryje się spanie na podłodze z opłatą 10 zł za nocleg, wychodzenie na korytarz, gdzie na krześle można spożyć bułkę i twarde krzesło do siedzenia przez 1/2 dnia.... Czy kiedys to się zmieni?

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety dla niektórych pewnie nigdy te czasy się nie skończą...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oddział rooming-in dotyczy połoznictwa, a konkretnie tego aby dziecko mogło być z mamą na jednej sali i opiekaowała sie nimi jenda osoba czyli położna a nie tak jak było 30 lat temu, że dzieci leżały za szybą. Obecnie jest rooming in na połoznictwie ale połozna z położnictwa jest od położnicy (mamy) i ona zajmuje się "jej piersiami", przystawianiem itp a pielęgniarka/połozna noworodkowa jest od dziecka.

    Nie znam żadnego oddziału połozniczego w systemie roomig-in aby mama spala na podłodze i za to płaciła. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy na patologii noworodka byłaś z synkiem cały czas 24h/na dobe czy tylko byłaś w czasie odwiedzin od - do?

    Widziałaś, że przez 20 min dziecko płakało i nikt do niego nie podszedł czy tylko słyszałaś płacz dziecka? Może płakało 20 min, bo właśnie było dziabane na badania? Nie bronię, skandalicznego zachowania pielegniarek, ale niestey generalizujesz. Podlinkuję wpis naprawdę godny uwagi, może pozwoli spojrzeć Ci na nasz zawód z innej perspektywy.. http://marny-puch.blogspot.com/2014/05/dzien-z-zycia-pielegniarki.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Przez dwa tygodnie byłam z synkiem dzień i noc Justyna. Nie wymyśliłam tego, co napisałam, a mam wrażenie, że tak sądzisz...
    Myślałam, że na oddziałach dziecięcych też naxywa się przebywanie dziecka z rodzicem jako rooming, - in. No na szczęście na położnictwie na podłodze się nie śpi. Choć dopiero niedawno dowiedziałam się że jako matka karmiąca z dzieckiem w szpitalu miałam pewne prawa, które w ogóle nie były respektowane.

    OdpowiedzUsuń
  14. A jeśli piszesz, że generalizuję, to albo nie przeczytałaś całego tekstu, albo rzeczywiście kieruje tobą zawodowa solidarność...

    Cytuję: "Ja wiem, ja rozumiem, że pielęgniarki naprawdę nie mają łatwej pracy. Jestem świadoma tego, że nie mają "szałowych" pensji. Wierzę w to, że zdarza się, iż naprawdę zajmują się akurat innym dzieckiem, kiedy drugie płacze czy zrobi kupę i wymaga przewinięcia. Jest też wiele pielęgniarek z powołania, które swoją pracę traktują nie na zasadzie - przyjść, odpękać i iść do domu - ale na zasadzie: robię to, co kocham i wiem, jak ważna jest moja praca i moje podejście dla pacjentów."



    Napisz proszę w którym miejscu generalizuję. Bo podając własny przykład i konkretne zachowania, które widziałam (to był malutki oddział, widziałam i przez szybę i przez otwarte drzwi, i pielęgniarki, które miały biurko na korytarzu) na pewno tego nie robię.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram