Post Top Ad

Czego NIE CHCĘ nauczyć swoich dzieci?

Nie odkryję Ameryki, jeśli napiszę, że uczymy dzieci życia, a one chłoną nasze zachowania i nawyki, niczym gąbki. Chcielibyśmy przekazać swoim pociechom wszystko, co najlepsze, ale... nie oszukujmy się - nie jesteśmy ideałami... Każdy z nas ma "za uszami" takie rzeczy, których nie chciałby nauczyć swoich dzieci... Oto moja lista...

Palenie papierosów... Grzegorz jest palaczem nałogowym, ja tylko okazjonalnym, ale nie chciałabym, by moje dzieci były ani jednym ani drugim. Oczywiście łatwo jest mówić o rzucaniu tym, którzy problemu nie mają... Ja jednak pisząc ten tekst uroczyście sobie przysięgam nie szukać okazji do puszczania dymka! 

Zamiłowanie do gazowanych napojów ... No uwielbiam! Podobno dwutlenek węgla uzależnia i coś w tym jest! Pośród kilku moich "brzydkich" nawyków ten zdecydowanie przoduje... Mogłabym wypić 1,5 litra coli prawie na poczekaniu... Oczywiście staram się to ukrywać przed dziećmi (pamiętacie, jak się ucieszyłam, gdy Szymek stwierdził, że mój gazowany napój pomarańczowy to olej i on nie może go pić ;)?), ale nie zawsze mi się to udaje...

Ignorowanie śniadań... Paskudny nawyk, którego trudno się pozbyć.Rano mój apetyt jest prawie na poziomie zero, a skutecznie zabija go duża kawa przed posiłkiem. Staram się bardzo jednak jeść te poranne posiłki razem z dziećmi, ale różnie mi to wychodzi.. 

Zamykanie się w sobie... Niestety to mój duży problem. Dorzuciłabym do niego kłopoty z asertywnością i przemilczanie większości denerwujących mnie czy bolesnych spraw. Pomijam fakt, że to niezdrowe dla serca i całej reszty organizmu, ale odbija się niestety też na codziennym życiu: emocje trzymane bez przerwy na wodzy, tłumienie trudnych spraw w sobie, trudności z otwartym wyłożeniem swoich racji oko w oko; to wszystko sprawia, że łatwo wpaść w przygnębienie i niemoc. Z tym też walczę - między innymi poprzez blog :).

Trudności z nawiązywaniem przyjaźni... Przyjaźni - nie znajomości, bo znajomości nawiązuję łatwo. Niestety po kilku przykrych sytuacjach, stałam się bardzo nieufna i zawsze zostawiam pewien dystans pomiędzy sobą a poznawanymi ludźmi. No i nie mam takiej przyjaciółki, z którą można pójść na zakupy, zarwać noc na gadaniu czy wyrwać się na kawę podrzucając dzieci babci... Chciałabym, aby moje dzieci miały przyjaciół. Takich prawdziwych.

Brak wiary w siebie... Oooooj mam z tym problem odkąd pamiętam. Motywowana przez najbliższych ja zawsze wiem swoje - "na pewno się nie uda". O dziwo wielokrotnie się właśnie udaje: zdać maturę, egzamin na technika, poradzić sobie z dwójką dzieci, gdy mąż wyjeżdża do pracy, a nawet szybko urodzić ;). Mimo to moja wiara we własne siły wciąż jest na zbyt niskim poziomie... Wciąż uczę się ją budować, bo ... to trzeba odnaleźć w sobie. Czasem nawet wsparcie innych niewiele pomaga. Dziś zrobiłam kolejny mały krok (zdałam egzamin, który jawił mi się jako niemożliwy do zdania za pierwszym razem)  i mam nadzieję, że wkrótce będą kolejne...

Każdy z nas, rodziców, ma swoje słabości, wady i problemy. Niektóre możemy oczywiście potraktować z przymrużeniem oka, ale nad innymi warto pracować. Dzieci są najlepszym "napędem", który motywuje do walki z nimi - bo przecież chcemy, by te małe istoty nauczyły się od nas tylko tego, co pozytywne! Zatem walczę - dla nich i dla siebie.

7 komentarzy:

  1. Marlena Pietkiewicz4 marca 2015 10:11

    Chyba każdy z nas ma złe nawyki, których choć nie chce to w jakimś stopniu uczy swoje dziecko. Ja mam pretensje do syna, że złości się jak mu coś nie wyjdzie, a jestem taka sama... :-/

    OdpowiedzUsuń
  2. Eve Milenna - to u mnie byłby to case brak wiary w siebie i ignorowanie śniadań bo ja wstając nie czuje się głodna pierwsze co musi być to kawka która robie wraz ze śniadaniem młodego. A potem dopiero jem obiad.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodałabym jeszcze do mojej listy obrażalstwo!!! Tak tego nie lubię u innych,a sama... No cóż;) anielkowelove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. To się zaczyna robić niebezpieczne. Zawsze tak trafiasz, że jak o czymś rozmawiam z kimś długo i zaczynam się zastanawiać nad własnym losem, to Ty ubierasz to w słowa i wrzucasz tu. Teraz też - w dniu kiedy powstał ten post, ja rozmawiałam na temat mojego przyszłego macierzyństwa. Bałam się jednego - jak mogę być autorytetem w danej dziedzinie skoro sama popełniałam te błędy? W stosunku do własnego dziecka nie mogę być przecież hipokrytką. Jedno jest pewne, skoro sama czegoś spróbowałam i z różnych przyczyn mi nie posmakowało (bądź smakowało ale doprowadziło do 'niestrawności') to zyskałam mądrość, którą powinnam wykorzystać. Zaczęłam więc się zastanawiać nad listą rzeczy, których nie chciałabym nauczyć swoich dzieci i... musiałam tapetę poprawić, bo zaczerwieniłam się patrząc na dłuuuuuuugość tej listy.

    :)) Często jednak działa zasada "jaka matka, taka córka". Wiem co mówię, bo na co dzień mam przed oczami siebie równo 20 lat starszą :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodałabym jeszcze tak od siebie unikanie słodyczy to których mam słabość i moje dzieciaki także!,Bardzo bym chciała by nie miały kontaktu z narkotykami a to dlatego ,że mój syn ma 13 lat i jego nie którzy koledzy już palą papierosy po cichu ,zaczynają interesować się trawką ,dragami czy nawet pornografią! Szok dla mnie totalny ,że tak chce je przed tym uchronić!W mojej rodzinie i otoczeniu nie ma takich osób ale za to w szkole dzieje się różnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksandra Greszczeszyn10 maja 2015 10:58

    Oj, ze słodyczami to u mnie tak samo... I dzieci też lubią...
    Co do narkotyków to jeszcze przede mną, ale już się boję...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aleksandra Greszczeszyn10 maja 2015 10:59

    Z papierosami jest tak jak piszesz. Miejmy nadzieję, że spróbują i im nie posmakują!
    Z brakiem wiary w siebie niestety u mnie podobnie, tylko że moja nadal jest wątła...

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram