Post Top Ad

Jak to jest być mamą dwójki dzieci?


Zawsze zakładałam, że będę mieć dwoje dzieci. No dobrze - zakładaliśmy - w końcu Grzegorz też miał coś do powiedzenia w tej kwestii. No dobra - prawie zawsze - wyłączając pewien czas po pierwszym porodzie, kiedy okazało się, że ból, który próbowałam sobie wyobrażać nie ma nic wspólnego z uczuciem wybuchającego wewnątrz brzucha granatu, które mi towarzyszyło w rzeczywistości. Jednak koniec końców jest ta planowana dwójka, a życie z nią obfituje w przeróżne wrażenia...Jak to jest być mamą dwójki dzieci? Odpowiadam samej sobie i ciekawskim.


Kiedy urodziła się Julka mój świat wywrócił się do góry nogami. Będąc w drugiej ciąży bałam się, że wywróci się po raz kolejny, choć wydawało się, że już bardziej nie może. Co się nasłuchałam: "Jak urodzisz drugie to dopiero zobaczysz!, "Co ty wiesz o wychowaniu dzieci mając jedynaczkę!", "Z dwójką to dopiero jest ciężko!". No więc trochę się bałam. Kto by się nie bał słysząc takie słowa od umęczonych, emanujących frustracją mam, które wymawiały je prawie jak jakiś czar (oczywiście zły :P). 

Jak się okazało drugie dziecko wcale nie uczyniło mojego macierzyństwa koszmarem. W każdym razie nie nieprzerwanym, bo koszmarne epizody były - choćby pobyt na patologii noworodka. Jednak świat się nie zawalił, a ja nie wylądowałam w psychiatryku jak mogłoby wynikać ze złowieszczych słów słyszanych od innych matek. Drugie dziecko pojawiło się i znalazło miejsce w naszej rodzinie i w moim, matczynym świecie zupełnie naturalnie. Bez jakichś specjalnych zmian, bóli czy wyrzeczeń...Choć jak każda nowa sytuacja, stanie się podwójną mamą postawiło przede mną wiele wyzwań. 

Największym było podzielenie czasu pomiędzy dzieci tak, aby żadne nie czuło się pokrzywdzone. Nie - nie ma czegoś takiego, że zabraknie miłości! U mnie nie było, choć miałam takie obawy. Może to głupie, a może całkiem naturalne, że się je ma w takiej sytuacji, ale miłość na szczęście ma to do siebie, że się mnoży, kiedy się nią dzielisz. Problem jest jedynie wtedy, kiedy starsze dziecko odczuwa to, że poświęcasz więcej czasu młodszemu jako brak zainteresowania i uczucia, a tak się niestety zdarza choćbyśmy nie chciały. Gdy już po 2 tygodniach z dwójką udało mi się troszeczkę Julkę oswoić z sytuacją, trafiłam z Szymkiem na patologię na 2 tygodnie... Miałam wrażenie, że ma do mnie żal i trzeba było na nowo odbudowywać nasze relacje po powrocie. Oczywiście był tata, ale dziecko w wieku 4 lat nie rozumie, że mama w danej chwili też nie może bć z nim. Odbudowałam, choć zazdrości nie uniknęliśmy. Trudno chyba jej uniknąć i nawet różnica wieku ma tu niewiele do rzeczy. U nas akurat są to 4 lata, ale obserwując rodzeństwa z większą i mniejszą różnicą, te przejawy zazdrości na początku zawsze gdzieś tam widzę. To jest jednak do ogarnięcia. Trzeba właściwie tylko jednego, no może dwóch rzeczy: dużo, dużo cierpliwości i czułości wobec obydwu pociech. Teraz po prawie 3 latach u nas właściwie tej zazdrości nie widać.
Ze spraw praktycznych to oczywiście nagle wszystko trzeba było robić podwójnie: przygotowywać jedzenie / karmić, ubierać, rozbierać, myć i usypiać. Nie ukrywam, że bywało i bywa to nadal pracochłonne i zmęczyć potrafi, choć teraz już Julia prawie wszystko robi przy sobie sama. Największym kalibrem jest nadal dla nas wyjazd tudzież wyjście piechotą na zakupy. Innych ćwiczeń mi nie potrzeba. naprawdę ;).

Jednak sedno tego wpisu tkwi gdzieś indziej! Otóż drogie złorzeczące matkom jedynaków i matkom czekającym na drugiego potomka inne matki (wybaczcie zawiłość :P) macierzyństwo wcale nie zaczęło mnie kopać po tyłku, kiedy przestałam być mamą jedynaczki! Ja z ręką na sercu mam wrażenie, że znacznie bardziej kopało mnie, kiedy Julka była sama!

Kiedy pojawił się Szymon tak naprawdę najbardziej zmieniło się jedno: moje podejście do bycia mamą. Owszem, miewam gorsze dni i głupie zapędy do dążenia do ideału - są to jednak epizody, takie dni, kiedy treść serwowana przez media troszkę zaćmi mi rozsądne myślenie. 
Jednak do większości spraw podchodzę na dużo większym luzie. Nie trzęsę się już przy każdym kichnięciu i nie czytam codziennie schematu żywienia, nie przeżywam kolejnej nieprzespanej nocy, bo się przyzwyczaiłam i nie porównuję bezustannie jego postępów z tymi książkowymi. Nie czuję na sobie presji całodziennych zabaw z przyklejonym do twarzy uśmiechem, a i Julka sprawia, że moje wymyślanie "super-hiper-kreatywnych zabaw" nie jest aż tak konieczne. Dzieciaki dużo czasu spędzają razem, dzięki czemu ja mam zdecydowanie więcej wolnych chwil niż przy jedynaczce. Dom nie zawsze lśni czystością, ale teoria "sprzątam, więc jestem" też na szczęście przestałą mnie już dotyczyć. No i w głębokim poważaniu mam większość "mądrych rad" typu: a smoczka nie wolno, a ubierz go cieplej, a uszy zakryj, a zabierz mu zabawkę za sikanie w majtki, a bądź idealna... W cholerę z tym!

Zostając mamą po raz drugi po prostu poczułam się pewniej w tej roli i zaczęłam się bardziej nią cieszyć. Także drogie mamy stojące przed tą sytuacją - wszystko przed wami, wszystko, co dobre :). 
A jeśli zdecydujecie się pozostać przy jednym potomku, nie dajcie sobie wmówić, że macie lepiej niż podwójne mamy. Naprawdę!

8 komentarzy:

  1. Cudowny wpis.
    Między moimi dziećmi jest tak samo 4 lata różnicy i prawie tak samo jestem słomiana wdówka jak ty ( prawie bo mój ukochany pracuje w piekarni.. w dzień śpi w nocy pracuje.. ogólnie żadnego z niego pożytku w domu. .. a właściwie to tylko dodatkowej roboty ) I to prawda- mając dwoje dzieci, jestem 100 razy lepiej zorganizowana niż byłam przy jednym.
    Ale ponieważ młodsza ma dopiero roczek- wciąż jestem na etapie wymyślają super hiper kreatywnych zabaw i godzenia małej demolki i rezolutnego 5 latka hihi. Pozdrawiam
    Dora Dorcia

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Zawsze wychodziłam z założenia, że 2 to fajna liczba! :)) Z dziećmi chyba jest jak z bokserami - jest tylko jedna rzecz lepsza od boksera... - dwa boksery! :)

    Ja jako starsza o 7 lat siostra niesamowicie wyczekanego, wychuchanego brata wiem o czym mówisz, gdy piszesz o zazdrości. Marzyłam o rodzeństwie, ale kiedy "odebrał mi" on mamę na dłuuuugie miesiące (cała ciąża w szpitalu na podtrzymaniu w innym mieście + parę miesięcy przed ciążą) to zbudowałam między nami mur. Wściekła byłam o wszystko, zwykle dla zasady. Moja mama delikatnie ten mur burzyła i trzeba przyznać, że udało jej się to całkiem szybko, bo już chwilę później opiekowałam się młodym. Dziś mam najcudniejszego brata pod słońcem i nie wyobrażam sobie życia bez niego. :))) I gdy sobie teraz o tej zazdrości przypomnę to patrzę na nią zupełnie inaczej. Szczera to ona nie była. I jak zapytam Młodego o Jego dzieciństwo to mówi o tym jak czytałam/opowiadałam mu bajki, bawiłam się z nim, zostawałam z nim w domu czy przygotowywałam mu jedzonko, więc skoro patrząc w przeszłość widzi mnie w samych superlatywach to nie mógł odczuwać ewentualnej zazdrości z mojej strony.

    uff... się rozpisałam jak zawsze. Wywalisz mnie stąd wreszcie. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze marzyłam o dwójce. Bo myślałam, że może na początku jest trudniej to później dzieciaki bawią się razem a ty masz względny spokój. Przy jedynaku trzeba być jego kompanem zabaw. Mając rodzeństwo dziecko z automatu uczy się dzielić z innymi, współistnieć z innymi. Przy jedynaku trzeba go tego uczyć i dbać o to by nie wyrósł na samoluba. Ja uważam, że czy ma się jedno, dwoje czy dziesięcioro dzieci to zawsze jest trudniej niż jak się jest bez dzieci.
    Ja przez swoją historię nie zdecyduję się na drugie.

    OdpowiedzUsuń
  4. W dużej mierze jest w właśnie tka jak piszesz. Nie znam Twojej historii. Nie będę zbyt wścibska, jeśli spytam, co takiego się stało?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się! Ja czasami zastanawiam się co ja robiłam z jednym dzieckiem :D teraz przynajmniej wesoło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Urodziłam w 30 tygodniu ciąży. Odklejone łożysko. Niewiele brakowało do śmierci dziecka i niedużo też do mojej. Nie było krwawienia, więc gdyby mnie drobne rzeczy nie zaniepokoiły to mogłoby to być tragiczne w skutkach. Często jest tak, że po jednym porodzie przedwczesnym następne też mogą się skończyć sporo przed terminem. Ja z tego wszystkiego założyłam bloga. Żeby jakoś uporać się z tym trudnym startem. Zapraszam, jeśli jesteś ciekawa naszej historii. http://wczesniakicodalej.blogspot.com/2014/09/nasza-historia_29.html

    OdpowiedzUsuń
  7. To rzeczywiście bardzo trudne przeżycia. Nie dziwię się, że w takiej sytuacji nie chce się myśleć o drugim dziecku i powtórzeniu takiej sytuacji.Całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło! Teraz maluszek jest zdrowy?

    OdpowiedzUsuń
  8. Na szczęście tak. Co prawda jeszcze wiele wizyt lekarskich przed nami, chodzimy na rehabilitację neurologiczną, ale ogólnie rozwija się dobrze. Zapraszam do mnie to sama się przekonasz :) http://wczesniakicodalej.blogspot.com/2015/03/cos-mi-sie-miesiac-skonczy-ale.html

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram