Post Top Ad

Co możesz usłyszeć od lekarza?

Do napisania tego postu zainspirował mnie program śniadaniowy. Rzecz była o tym, co można usłyszeć od niektórych lekarzy. I wcale nie chodzi tu o diagnozę (o tę niestety bywa trudniej niż o obrażanie pacjenta i zachowywanie się wobec niego niekulturalnie ...).


W rzeczonym programie kobieta z nadwagą opowiada o tym, jak to ginekolog na jej prośbę o zapisanie tabletek antykoncepcyjnych odpowiedział:
- A po co pani tabletki? I tak nikt nie zaciągnie pani do łóżka!
Kopara mi opada aż do ziemi. A to nie jedyny tekst, jaki kobieta usłyszała. Ba, ludzi, którzy "padają ofiarami" takich "diagnoz" jest mnóstwo...Prowadząca przytacza inny przykład. Do osoby chorej na raka trzustki lekarz mówi: "A pani co Przybylską udaje?!". Początkowo aż trudno było mi w to uwierzyć, ale chwila zastanowienia i ... zaczynają wracać teksty, które ja sama usłyszałam od lekarza rodzinnego, laryngologa, pediatry, położnej... 

"A ty co jesteś taka chuda? Zacznij coś jeść. I w dodatku masz chyba jedną nogę krótszą. Tak jakoś krzywo stoisz" (podczas wizyty u lekarza rodzinnego z bolącym gardłem).

"Dziecko ma zatkane ucho? Przecież to pani wina! Na pewno źle jej pani uszy czyściła!" (podczas wizyty z dwuletnią Julką u laryngologa - okazało się, że włożyła sobie do ucha koralik...)

"No chyba jeszcze tak nie boli!" (kiedy odeszły mi wody przy pierwszym porodzie i z łóżka na  sali poporodowej kazali mi przejść na porodówkę).

"A co pani myśli, że ja już bym nie chciała iść spać?!" ( od położnej, kiedy o 2:50 rodziłam Szymka i bez mojej zgody zrobiono mi masaż szyjki macicy...)

"Proszę wyjść..." (na obchodzie, podczas pobytu z Szymkiem na patologii noworodka)

W każdej z tych chwil nie potrafiłam nic sensownego odpowiedzieć. Nie potrafiłam, mimo że na co dzień buzia mi się nie zamyka i wydawać by się mogło, że na wszystko mam odpowiedź. Nie potrafiłam, bo w takich chwilach myślałam tylko o tym, by jak najszybciej stamtąd wyjść, by jak najszybciej i szczęśliwie urodzić, by jak najszybciej przestało boleć, by moje dziecko przestało cierpieć i wyzdrowiało... Byłam emocjonalnym kłębkiem nerwów. Byłam jednym wielkim bólem. Byłam krzykiem rozpaczy i bezsilności. Potrzebowałam pomocy nie tylko w postaci diagnozy czy odebrania porodu, ale zwyczajnego, ludzkiego wsparcia, życzliwości, zrozumienia... Okazuje się, że są lekarze, którzy ani nie mają tego w swojej zwyczajnie ludzkiej naturze ani nie wliczają godnego traktowania pacjentów w zakres swoich obowiązków... A o ile to pierwsze nie jest moja sprawą, o tyle to drugie mi jako pacjentowi czy jako rodzicowi pacjenta się po prostu NALEŻY!

Rozmawiam ze znajomymi. Ich relacje są podobne. Karolina z bloga Cukromania mówi: "Kiedy leżałam w szpitalu na oddziale położniczym. Stwierdzono dystrofię płodu i codziennie miałam wykonywane usg przepływowe sprawdzające dziecko. Zawsze robiło to dwóch lekarzy na zmianę, ale pewnego dnia przyszła pani doktor - bardzo niesympatyczna. Robiła badanie z miną jakby była tam za karę. I nic mi nie mówiła. Sama zapytałam "Pani doktor, czy wszystko jest w porządku?" A ta mi wypaliła " Nie jest w porządku - dziecko może umrzeć w każdej chwili i jest to pani wina! Bo jest pani gruba". Ania z bloga Wypisz-Wymaluj opowiada, jak lekarz potraktował jej mamę, kiedy przyszła do niego z synkiem, u którego stwierdzono alergię:"Moja mama została zbesztana, że przez nią młody ma alergie i nietolerancje, bo tak to jest jak "kobietom się karmić nie chce", a wtedy mama, zdesperowana i wściekła psiknęła mi mlekiem z piersi".
Komentarze, które pojawiły się na facebookowym profilu bloga, gdy zadałam pytanie: "czy zdarzyło wam się usłyszeć od lekarza coś obraźliwego? czy trafiliście na lekarzy bezdusznych i pozbawionych empatii?" są wstrząsające i świadczą o skali problemu...  Czy zatem oprócz czucia żalu, rozczarowania a często wręcz krzywdy, którą lekarz - osoba, jaką powinno się darzyć zaufaniem - potrafi wyrządzić słowami, nie można z tym nic zrobić?

Można. A nawet trzeba! Trzeba przełamać mentalność, w której lekarz jest nadczłowiekiem, a pacjent nie ma nic do powiedzenia. Nie jest to łatwe, szczególnie w chwilach, kiedy umysł ogarnięty jest bólem czy lękiem o zdrowie dziecka, jednak tylko dbając o respektowanie własnych praw, możemy doprowadzić do ukrócenia tego rodzaju praktyk... 

Co można zrobić, jeśli lekarz traktuje pacjenta w sposób obraźliwy łamiąc jego prawa i nie dopełnia swoich obowiązków zawodowych? Można wstać i wyjść, ale niestety nie zawsze jest to możliwe... Zatem taki incydent powinniśmy zgłosić do przełożonego danego lekarza bądź do rzecznika praw pacjenta. Innym wyjściem jest zwrócenie się do Izby Lekarskiej bądź Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Można również zgłosić taką sytuację w księdze skarg i wniosków. 

Na koniec i - na szczęście - lekarze z powołania nie są legendą czy nieistniejącym ideałem! Spotkałam i spotykam ich na swojej drodze (a jako mama dwójki dzieci na tej drodze poznaję ich naprawdę wielu...)! Lekarz rodzinny, który podczas badania bodzie Szymka w plecki plastikową krówką i muczy, żeby go rozśmieszyć. Pielęgniarka, która ot tak po prostu bierze Julkę na kolana i pyta ją, co tam w szkole. Lekarka na patologii noworodka, na której dyżur czekają wszyscy, bo zwyczajnie spyta mamę w połogu jak się czuje, powie, że będzie dobrze, że mama da radę wytrzymać kolejną noc na leżaku... Chirurg, który odsuwa widmo trzy etapowej operacji Szymka, po której skutek "może być marny" i mówi, że on po prostu lubi swoją pracę... Takich wspaniałych lekarzy jest całe mnóstwo. Szkoda, że na swojej drodze nie możemy jednak spotykać wyłącznie takich... 

Może jestem idealistką, ale wierzę, że kiedyś to się zmieni i że w każdej relacji lekarz - pacjent będzie kultura, empatia i życzliwość. To przecież tak niewiele, a jak wiele mogłoby zmienić...

[Wspomniany fragment programu możecie zobaczyć tutaj KLIK]

16 komentarzy:

  1. Kochana, nie bez powodu się mówi, że "trzeba być zdrowym, żeby chorować". Ręce opadają, słów zaczyna brakować i chory odsuwa się od lekarzy nawet kosztem własnego zdrowia, bo ile można?! Już sama diagnostyka (szczególnie w niektórych przypadkach) jest koszmarem. Długie terminy, jeszcze dłuższe kolejki (chyba nie muszę wspominać o tym, że często poczekalnie są nieprzystosowane), nieprzyjemne badania i strach o wyniki a do tego jeszcze chamstwo i prostactwo. A gdzie przysięga? Gdzie "po pierwsze nie szkodzić?"...

    Ps. wciąż się zastanawiam kto wtedy mocniej dostał w twarz, moja mama czy ten "specjalista".

    OdpowiedzUsuń
  2. mi też szczęka opadła jak przeczytałam pierwszy akapit Twojego posta.... programu nie widziałam i nie wiem czy chcę oglądać :( masakra

    OdpowiedzUsuń
  3. Lekarz telefonicznie wezwany w nocy do porodu - miał dosłownie 10 kroków do sali porodowej - wchodzi i widzi położną trzymającą Julka skwitował - NAWET NIE ZDĄRZYŁEM SIĘ WYSIKAĆ!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ania Korzeniecka-Klisz4 lutego 2015 09:37

    no masakra ! chociaż ja jakoś nie wierze że to się zmieni a wreczprzeciwnie bo jest coraz gorzej chociaż no chciałabym bardzo wierzyć :) Masaż szyjki jest potworny ja się zgadzałam ale gdyby mi zrobiła bez moejego przyzwolenia chyba bym odkopnęła gdybym tylko miała siłę ;/ właśnie tak jak piszesz że nawet w danej sytuacji nie wiadomo co odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zwykła Matka4 lutego 2015 10:05

    Ach ci lekarze.......jak się nie trafi jakimś fuksem na dobrego to
    prędzej człowieka pogrzebia niż wyleczą! Ja kiedyś usłyszałam, że jestem
    za młoda na to by mieć problemy ze stawami....no cóż, do dzis nie wiem
    dlaczego mi dokuczają, a na starość to chyba nic tylko wymiana kolan :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja na szczęście mam więcej dobrych i sympatycznych lekarzy na swojej drodze niż tych złych. Kiedyś np. poszłam do lekarza w czerwcu (drugi raz w roku), po skierowanie na morfologię, którą kazano mi powtórzyć, bo poprzednia była coś nieciekawa. Pani doktor zrobiła mi dziką awanturę, że NFZ okradam, bo badania wyłudzam co mi jest zupełnie niepotrzebne. Mina jej zrzedła jak przyszłam odebrać wyniki i były tak słabe, że podejrzewali u mnie białaczkę. Mina jej zrzedła, bo dobrze pamiętała co mi powiedziała. Słowa "przepraszam" nie usłyszałam. A tyle by mi wystarczyło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chyba mam równowagę w typach spotykanych lekarzy... Niestety... Tak jak piszesz: zwykłe przepraszam by wystarczyło. Niestety raczej nie ma co go oczekiwać w takich sytuacjach...

    OdpowiedzUsuń
  8. Warto go obejrzeć, bo niesie wiele cennych rad, jak się zachować w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Porażka :( czytając Twój tekst człowiek uświadamia sobie że jesteśmy tylko pionkami/ liczbą w ich statystykach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj Olu ja tez nie raz się spotkałam z takim traktowaniem... Na porodówce była traktowana jako młoda i głupia i dopiero jak zaczęłam im sypać paragrafami praw pacjenta to zaczęli mnie traktować poważnie. Choć zdążyłam sie do tego czasu nasłuchać. Położna podłącza mnie pod oksytocynę (bez mojej wcześniejszej zgody, tylko spytała czy wiem co to) Maćkowi zaczeło zanikac tentno, szybko mnie odroczyła z tekstem "może sama sie skurczy". Lekarz zrobił mi bez zgody masaż szyjki, łzy mi same do oczu się cisnęły z bólu "Boli? No coż nie ja stworzyłem świat". Pielęgniarka na drugi dzień przyniosła Maćka do karmienia, chciała mi go przystawić, nie chwycił, machnęła ręką i poszła - całe szczęście, że sama sobie poradziłam (byłam po cc i początki były trudne). Z Maćkiem u alergologa usłyszałąm że "dziecko na 100% ma skaze białkową bo za dużo mleka piję, tak jakby dorosły pił 8 litrów mleka! Jak ja mogłam dziecko karmić dwa miesiące! Jej córka studiowała i dwójke dzieci wykarmiła wystarczy miec oparcie w rodzinie i mężu". Nie wytrzymałam i odpyskowałam, że jej doskonała córka na pewno nie miała na uczelnie 40 kilometrów, które musiała pokonywać codziennie - zeszłą z tonu, a jakie było jej zdziwienie jak się okazało, że Maciej nie ma alergii na mleko ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety ja usłyszałam to, co napisałam. Fakt, że mały urodził się ekspresowo, ale jestem pewna, że bez masażu też by tak było. Położna po prostu chciała się wyspać...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet młode osoby chorują na reumatyzm. Mój brat ma 30 lat i choruje. A jak będziesz stara powiedzą ci z kolei, że już nie warto cię leczyć (tak, jak napisała pani Dorota Zawadzka na swoim profilu).

    OdpowiedzUsuń
  13. Aniu wasze historie są szokujące. Życzę ci, abyś już więcej nie trafiała na tak niekulturalnych lekarzy, a raczej na takich, którzy postawią trafną i konkretną diagnozę.

    OdpowiedzUsuń
  14. No i właśnie dobrze, jak wiesz w tym momencie, co odpowiedzieć. Ja mam mocne postanowienie, że następnym razem nie dam sobie zamknać buzi!

    OdpowiedzUsuń
  15. też kilka razy usłyszałam takie teksty - niestety też na porodówce podczas pierwszego porodu: "jaki lekarz prowadzący taki próg bólu"
    nosz.... szkoda słów :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Oby przestało kiedyś tak być Kasiu!

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram