Post Top Ad

Wspomnienie

Szłam przez łąki pełne kwiatów, przez mały mosteczek i ciemny, świerkowy las. Zatrzymywałam się, by dołożyć kolejny kwiatek do bukietu. Czasami, kiedy tak szłam, wyobrażałam sobie, że jestem Czerwonym Kapturkiem,...



Uwielbiałam pokonywać tę drogę i wiedzieć, że na jej końcu czeka na mnie ten duży, czerwony dom z wiekowym kasztanem tuż obok wejścia. Już pukając do drzwi czułam zapach mięty i rumianku. Czekały zaparzone w termosach. 
Lubiłam oglądać stare meble, obrazy i zdjęcia, a jeszcze bardziej słuchać historii opowiadanych przez babcię. Siadając przy dużym stole w środkowym pokoju przenosiłam się do innego świata...Nigdy nie powiedziała do mnie Ola - zawsze mówiła zdrobniale Olcia albo Olusia. I to ona była jedną z pierwszych fanek mojego pisania: niezmiennie zachwycała się układanymi przeze mnie życzeniami pisanymi w laurkach.
Jeszcze bardziej lubiłam, kiedy to ona przychodziła do nas. Nikomu z rodzeństwa nie pozwalałam z nią spać! Ten przywilej był zarezerwowany dla mnie! Zresztą, babcia podziwiała mój brak kręcenia się w nocy i twierdziła, że jako jedyna nie kopię jej po obolałych nogach. Gdyby wiedziała, ile pracy musiałam w to włożyć! Najbardziej ze wszystkich bajek, które wtedy opowiadała lubiłam tę o szklanej górze  no i te historie o diabłach i krasnoludach, które według babci były prawdziwe...
Odeszła tak niespodziewanie... Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że zanim to się stało przez rok nie zdążyłam jej odwiedzić... Bo byłam dorosła, zajęta swoimi sprawami. Ciągle odkładałam to na później. Tak długo, aż było za późno... Mam nadzieję, że gdzieś tam mi wybaczyła...Teraz, gdy czasem mijam ten dom, tak bardzo chciałabym znów poczuć zapach mięty i usłyszeć, jak babcia Bernadka opowiada o krasnoludkach i głupim Jasiu, który rzucał kluski cieniowi..
***
Byli zawsze: każdego dnia i każdej minuty mojego dzieciństwa. Latem lubili siadywać na ławeczce przed domem, a dziadek regularnie "męczył" mnie, żebym trzymała mu kosę, kiedy on ostrzył ją stukając w nią młotkiem. Jak ja tego nie cierpiałam! Dziś oddałabym wiele, by móc znów postać przy jego krześle, nawet w pełnym słońcu!
Babcia Łucja, która piekła najlepszy chleb pod słońcem, a z resztek ciasta smażyła dla nas "baki" (płaskie, okrągłe placuszki) na placie. Czekaliśmy na nie z bratem tak jak dziś dzieciaki czekają na czekoladę czy czipsy. To był smak dzieciństwa! 
Lubiłam patrzeć, jak czesze przed lustrem swoje długie do pasa, siwe włosy i spina je tak, że wyglądają, jakby były całkiem krótkie. Zawsze w kolorowej chustce na głowie i w fartuchu.
Babcia o gładkich policzkach i zawsze z żartem na ustach... Jej niecenzuralne wierszyki dziś powtarzam moim dzieciom! A co! Taka rodzinna tradycja, którą trzeba podtrzymać!
Uwielbiałam siadywać pod stołem w pokoju babci i dziadka i słuchać historii z czasów wojny, kiedy babcia pracowała u Niemca. Bez przerwy prosiłam, by pozwoliła mi pobawić się ruską lalką, którą miała schowaną w szafie i maleńkimi, srebrnymi pojemniczkami na tacy schowanymi w szafie za szkłem. 
Do końca wesoła i pełna pogody ducha, mimo, ze znała ból odleżyn... Dziś wspominam ze wzruszeniem, jak pojechałam pokazać jej Julkę i nazwała ją Józią. Otoczona opieką moich rodziców odeszła pogodzona z losem - tak myślę...  Dała nam przykład tego, jak można odchodzić z godnością...
Dziadek Antek - niezależnie od pory roku w swoim kaszkiecie i roboczej bluzie. Zawsze z papierosem. Pamiętam, jak nauczyłam się czytać i jaką miał frajdę, gdy czytałam mu napisy na opakowaniu Popularnych. Pamiętam, jak z podkasanymi rękawami kraciastej koszuli kosił zboże - kosą.A ja z bratem ścigaliśmy się boso po rżysku... Pamiętam, jak lubił oranżadę w małych, szklanych butelkach i ciemne piwo, jak podczas burzy chodził w filcakach po podwórku i szykował wanny z wodą w razie pożaru i uczył nas liczyć odległość chmury burzowej od domu.  Pamiętam jak lubił się zdrzemnąć w stodole na słomie i jak jeździł na komarku. 
Chłop jak dąb. Z tych mężczyzn, których dziś już nie ma. Z siwymi włosami zaczesanymi falą do góry. Barczysty, dwa worki zboża tachający na strych - każdy na jednym ramieniu. Pozornie trochę mrukliwy i małomówny, a w głębi duszy żartowniś i dobry człowiek.
Nie chcę pamiętać, jaki był na koniec... Jak choroba miesiącami wyciągała z niego życie... Ale chcę wspominać, jak uwielbiał Julkę a ona jego. Byli kumplami, mimo, że ona miała 3 latka, a on prawie 90. Nie mógł już mówić, a jeszcze palcem wskazywał miseczkę z cukierkami dla "tej małej".  Jeszcze dzień przed śmiercią byliśmy potrzymać go za rękę. Chcę wspominać też to, jaką opieką otaczała dziadka jego synowa, a moja mama. Dała mi najpiękniejszy przykład... A ja dam go moim dzieciom, jeśli będzie trzeba.
I jeszcze ich miłość: sześćdziesiąt lat razem z prądem i pod prąd. Nikt nie potrafił kłócić się tak jak oni i chyba nie znam nikogo, kto tak by się kochał...Mam nadzieję, że to też przechodzi z pokolenia na pokolenie.

***

Dzieciństwo nie kończy się wraz z osiemnastką. Ono kończy się, kiedy odchodzą dziadkowie. Ja dziś mogę dać moim babciom i dziadkowi tylko tyle - to dla Was to wspomnienie Kochani...

I mogę jeszcze starać się, aby moje dzieci były ze swoimi babciami i dziadkiem jak najbliżej. I serce mi rośnie, kiedy widzę ich wzajemną miłość...

10 komentarzy:

  1. Masz rację, nadal czuję się jak dziecko będąc u moich dziadków, a w końcu przyjeżdżam już z ich prawnukami! Zawsze mają przygotowane słodkości i coś smacznego, bo głodna od nich nie wyjdę ;) Czasami myślę, co ja bym bez nich zrobiła? I co zrobię, gdy ich zabraknie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na mojego.bloga i moje wspomnienia czytam cie regularnie i wprost uwielbiam tego bloga będzie mi miło jak zajrzysz.mamaijejdzieci.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Magdalena Lelonkiewicz23 stycznia 2015 21:50

    Smierc to nie odlaczny element zycia. Jednak ja nie moge sobie wyobrazic brak babci,dziadka. Jest to dla mnie perspektywa nie do ogarniecia. Jednak staram sie bardzo powoli oswajac z mysla,ze kiedys ich zabraknie. Barzo sie tego dnia boje :(. Ogolnie moja smierc zaraz po moich dzieciach i mezu jest dla mnie najtrudniejsza rzecza. Dziadkow mam do tej pory,co prawda rozwiedzionych ale zawsze milo spedzam u nich czas. Pomagaja przy prawnukach i mysle,ze jest im rownie milo ze bylo im dane doczekac prawnukow:). Zazdroszcze i marze,ze ja tez doczekam takiego pieknego momentu. Czytajac tekst lezka w oku sie zakrecila na piekne wspomnienia:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety mi zostały już tylko wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Ewelina, bardzo mi miło :). Chętnie zajrzę!

    OdpowiedzUsuń
  6. To trudne pamiętać naszych dziadków pełnych życia. Moja uległa wypadkowi, kiedy ja miałam 8 lat. Prawie przez 20 lat patrzyłam jak walczy o życie, o sprawność, samodzielność i na koniec przez kilka lat walczyła... o śmierć. Jak opowiadałam mężowi jaka była przed wypadkiem... nie mógł uwierzyć. Nic dziwnego. Ja też czasem nie mogę sobie tego przypomnieć.
    Najbardziej mi szkoda, że mój syn będzie miał tylko jednego dziadka. Mój ojciec na pewno cieszyłby się z tak ślicznego wnuczka. Ale już od dwóch lat nie ma go z nami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Klaudia Małecka25 stycznia 2015 20:58

    Piękny tekst! Każdy z nas ma takie magiczne wspomnienia, ja też i chyba dobrze byłoby je gdzieś zapisać.. dla moich dzieci, żeby mogły kiedyś razem ze mną poczytać, powspominać...

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie: warto spisywać i opowiadać dzieciom, żeby pamięć nigdy nie zanikła...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też nie poznałam swojego dziadka. Zmarł, gdy moja mama miała 18 lat, a on 56....

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz szczęście, że wciąż ich masz i ciesz się tym! Na te pytania i tak nie znajdziesz odpowiedzi... To zbyt trudne.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram