Post Top Ad

Samotny wieczór mamy

Grzesiek 850 km stąd, Julka 10 domów dalej (co w praktyce oznacza ponad kilometr), Szymek w sennej krainie, a ja mam ten swój tak kiedyś wyczekiwany wieczór tylko dla siebie! Zaparzam herbatkę z domowej roboty żurawinami, kradnę dzieciakom ostatnie trzy kostki świątecznej czekolady, jak gówniara zakładam koszulkę męża i ... cisza świdruje mi w uszach gorzej niż gdyby był to odgłos wiertarki za ścianą...

Znacie to uczucie, kiedy bardzo czegoś chcecie, a gdy to dostajecie, okazuje się, że wcale tego nie chcieliście? Napalacie się jak szczerbaty na suchary, planujecie z wypiekami na twarzy, szykujecie się jak stróż w Boże Ciało, a potem okazuje się, że to wasze spełnione marzenie, to ...lipa! Albo wyobrażenia były zupełnie inne niż okazała się rzeczywistość (czyt. zbyt wygórowane) albo po prostu tylko wydawało ci się, że tego właśnie chcesz...

Kiedy Grzegorz był jeszcze tu na miejscu miliony razy ubolewałam nad swoim losem udupionej w domu matki. Mieć dzień tylko dla siebie! Mieć dla siebie choćby jeden wieczór! Choćby godzinę! Powtarzałam, rzucając mu błyskawice wzrokiem. Chodziłam naładowana zupełnie jak one. Chciałam pobyć tylko w swoim towarzystwie. być na trochę sama. Naprawdę!

Od paru miesięcy mam okazję często mieć taki wieczór dla siebie. W poniedziałek był wieczór wyjątkowy: to bycie solo, tylko ze sobą, było przez nieobecność Julki i szczególnie szybkie zaśnięcie Szymka jakby totalne. I co? I siedziałam jak ta głupia nad kubkiem herbaty gapiąc się w monitor. Fakt, nadrobiłam trochę wirtualnych zaległości, powstało kilka szkiców nowych postów, odpoczęłam od krzyków, szczebiotu i ciągłego powtarzana: "Nie gońcie się po domu!".

Ale po zjedzeniu ostatniej kostki czekolady stwierdziłam, że Julka mogłaby już wrócić, a Szymek się obudzić i że Grzesiek mógłby teraz tu być... Nie wiedziałam, że można się tak ucieszyć z pobudki przed północą za sprawą głośnego: "Mamoooooo!" i nocnej paplaniny z małym człowieczkiem...

[Zdjęcie: pixabay.com]

10 komentarzy:

  1. Jak mam taki ,,wolny" wieczór to najczęściej umawiam się z jakąś koleżanką albo kilkoma naraz. Nudno nigdy nie jest, a i o sprawach ,,domowych" można na chwilę zapomnieć. Polecam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, gdyby tak do mnie chciały jakieś przyjeżdżać :). Spotykam się z koleżanką z gimnazjum może 3 razy w roku, a z LO może raz na dwa miesiące i to są najczęściej kradzione kawki w towarzystwie moich brzdąców. O takim babskim wieczorze mogę pomarzyć :). A szkoda.

      Usuń
  2. ja jak Franio oddaje do mamy na noc to dzwonie czy juz zasnal, czy wszystko wporzadku :D nie co chwile ale jednak dzwonie i pytam a przeciez chcialam pobyc sama z malym Staśkiem ktory jest uzalezniony odemnie a wlasciwie od moich piersi, ktory zasypia a ja w spokoju moge posprzatac i pobyc sama..doskonale Cie rozumiem

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam to samo. Alo o dziwo jak wraca ten harmider to znowu marzę o chwili dla siebie. I tak na okrągło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O jakie to znajome uczycie gdy wyczekane staje się synonimem słów "smutne" i "męczące". Często tak mam, że mam dość wszystkiego i wszystkich i marze o tym, żeby wreszcie odpocząć sam na sam ze swoimi myślami. Tyle planów co będę robić i na co znajdę czas... A kiedy wyrzucę wszystkich za drzwi wtulam się w moje bestie i sprawdzam co chwilę telefon wyczekując aż zadzwonią aż w końcu sama biorę telefon i mówię "chodź do mnie na herbatke/ciacho/film" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo człowiek jednak nie jest stworzony do bycia samemu... :)

      Usuń
  5. hehe, no i ja to powtarzam całe życie - uważaj czego sobie życzysz. Jeszcze się może spełnić :P

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram