Post Top Ad

Dlaczego nie płaczę, kiedy on odjeżdża?


Zawsze wyobrażałam sobie takie pożegnania jako coś koszmarnego: jeden ryk, szloch i tonięcie we łzach. Przecież nigdy nie rozstawaliśmy się na dłużej niż dwa dni... Przecież kiedyś byle głupstwo potrafiło mnie doprowadzić do łez... Przecież tak strasznie tęsknię, kiedy go nie ma... Już kiedy odjeżdża, tęsknię... Niedawno ktoś spytał mnie, czy płaczę, kiedy Grzesiek odjeżdża. I tak naprawdę dopiero wtedy się nad tym zastanowiłam. Nie, nie płaczę. Co mnie tak właściwie powstrzymuje???


Kiedy przyjeżdża, najczęściej po dwóch tygodniach, nie płaczę ze szczęścia. Otwiera drzwi i patrzy prosto na mnie. Stoję naprzeciwko i uśmiecham się szeroko. Uśmiecham się całą sobą, nie mogąc powstrzymać drżenia kącików ust i zmarszczek mimicznych wpełzających w kąciki oczu. On robi dokładnie to samo. Chłoniemy te swoje uśmiechy jak dwa głupki stojąc w korytarzu dobrą chwilę. Wreszcie dotyk, ciepło, ukojenie... Ulga, że znowu tu jest. Idzie zobaczyć śpiące dzieci. Zagląda do jednego łóżeczka, do drugiego. Znów się uśmiecha. Poprawia kołderki. Potem... No potem cieszymy się sobą. Czasami zdaje mi się, że to sen, że mogę ugrzać o niego zimne stopy. 

Czas mija cholernie szybko i nasze niespełna 40 godzin kończy się w niedzielę w południe. Przygotowuję mu wałówkę, pytam, czy na pewno wszystko ma. Jemy jeszcze szybki obiad, który już staje mi w gardle. Pijemy kawę. "Chodź tu do mnie" - mów, a ja przytulam się na zapas. Kiedy wybija godzina zero, wołamy dzieciaki, żeby dały buziaka. Przeżywają to różnie - raz lepiej, raz gorzej. Ale to we mnie szukają ukojenia i wsparcia. Jemu też jest ciężko, choć oczywiście stara się tego nie okazywać. Ale kto zna go najlepiej, jak nie ja? Nie ma miejsca na moje łzy. Szkoda na nie czasu. Przez zapłakane oczy nie będę mogła tak wyraźnie widzieć jego twarzy, by móc się nią jeszcze nacieszyć. I nie będę mogła być wiarygodna mówiąc maluchom, że damy radę i tata niedługo znowu przyjedzie.
***

Tego dnia, kiedy wyjeżdża, popołudniu i wieczorem robię wszystko, żeby nie myśleć i nie odblokować gruczołów łzowych. Ostatnio na przykład przewróciłam do góry nogami pokój dzieciaków. Tylko szafy nie udało mi się przestawić. Udałam przed dzieciakami, że te łzy, to dlatego, że postawiłam ją sobie na stopie...

9 komentarzy:

  1. No i klucha w gardle. Nie wiem czy dałabym radę tak częstym wyjazdom. I do tego jeszcze smutek dzieci, bo pewnie nie raz płakały. Wtedy bym nie wytrzymała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci, że jestem z Ciebie bardzo dumna! Cholernie przykre jest to, że musicie to wszystko przeżywać i macie wydzielone wspólne chwile ale... to jest też piękne i bardzo budujące. Dzięki temu Wasze momenty spędzane razem nie są zwyczajne a magiczne, piękne, wyjątkowe.

    :) Dobrze, że nie płaczesz ale chciałabym przeczytać o tym, jak po Twoim policzku popłynęła łza radości, spokoju, bezpieczeństwa i stabilności. Nie mogę się tego doczekać i trzymam kciuki aby jak najszybciej pojawiły się te Wasze godziny (i niech czas wtedy tak nie goni...).

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję i nie zazdroszczę. My z mężem postanowiliśmy już dawno temu, że nie ma takiej opcji aby wyjeźdżał do pracy i nie było go w domu. Wiele razy miał okazję lepszej pracy ale nie chcemy takiego życia. nie teraz gdy dzieci potrzebują oboje rodziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też zawsze mówiliśmy, że mąż nie wyjedzie, ale życie weryfikuje poglądy... Dzieci zawsze potrzebują obojga rodziców i wiadomo, że odczuwają taką rozłąkę, ale też nie do końca jest tak, że przez wyjazd tracą tatę. Bywają ojcowie na miejscu, którzy mają mniejszy kontakt z dziećmi niż ci, którzy są daleko..

      Usuń
  4. Dzielna z Ciebie kobieta! Mi ciężko wyobrazić sobie takie rozstania. Ale wiem, że po dniach rozłąki są cudowne powroty. I tych powrotów Ci zazdroszczę.. Tych kilku sekund, w któych świat się zatrzymuje i jest tylko ON.
    Pozdrawiam, www.mamatataibabelek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak masz rację. Te powroty to coś, na co warto czekać...

      Usuń
  5. ja placze wieczorem jak dzieci zasypiaja.. ten pierwszy wieczor po wyjezdzie jest najgorszy.. jak przyjezdza tez wieczorem placze- ze szczescia.. jakas taka jestem delikatna :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam Cię bo ja bym ryczała ,nie umiem się powstrzymać ...... .Może w tej naszej Polsce nadejdą czasy ,że będzie praca i godna płaca i ludzie nie będą musieli wyjeżdżać ...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko niestety na razie się na to nie zanosi... :( Ja jestem trochę "inna", "skorupa" mi stwardniała, życie mnie nauczyło... Ale w ukryciu czasem łza popłynie...

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram