Post Top Ad

Zrobić coś dla siebie

Kiedy ostatni raz zrobiłaś coś dla siebie? Pomalowanie paznokci (tylko po to, by po jednym umyciu naczyń lakier zszedł), obejrzenie "M jak miłość" i wyjście do kibla bez obstawy się nie liczy! Ja jeśli miałabym być naprawdę szczera musiałabym powiedzieć, że jakieś...sześć lat temu, bo wtedy ukończyłam studium zaoczne. A potem... Potem dom, mąż i dzieci i długo, długo nic poza tym... Już zapomniałam, jakie to cudowne uczucie spełniać swoje marzenie. 
Nie zliczyłabym, ile razy słyszałam, że powinnam iść na studia, że powinnam iść do pracy, że powinnam zrobić prawo jazdy itede, itepe.  Oczywiście odkąd wyszłam za maż i urodziłam dzieci słyszałam to dwa razy częściej. I chociaż te teksty mnie nie raz irytowały, to dawały mi też do myślenia. Zresztą, co tu dużo myśleć, zgadzałam się z tymi radami, ba, marzyłam o studiach (jak ktoś nie wiedział, że nie mam mgr przed nazwiskiem to już wie - trudno, najwyżej przestaniecie mnie czytać ;)) i o prawie jazdy, które da mi niezależność, a w dalszej przyszłości też o fajnej pracy, to przecież to nie było takie proste, jak się niektórym wydawało.. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a raczej ich brak... ale nie tylko. Chodzi też o motywację i odwagę, by zrobić ten ogromny krok w stronę spełnienia swojego marzenia, krok, który dla większości ludzi jest tip topem, ale dla mamy będącej od siedmiu lat z dziećmi w domu, jest krokiem milowym...
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że żałuję dosyć wczesnego macierzyństwa i tego, że nie miałam okazji popracować (nie liczę pracy zdalnej). Ale skłamałabym też, gdybym powiedziała, że czasami nie miałam powyżej uszu siedzenia w domu i ograniczania swojego życia w 80% do wychowywania dzieci. Tak - bywało, że wyłam w poduszkę z poczucia braku perspektyw na zmiany i z samotności, bywało, że waliłam pięścią w stół i rzucałam ze złości talerzami, żeby wyładować swoją frustrację i niemoc, bywało, że było mi po prostu cholernie ciężko... To wspaniałe być z dziećmi i obserwować jak rosną, ale łatwo zagubić tę radość i zastąpić ją rutyną, znużeniem i kompletnym brakiem motywacji. A jeszcze jak się mieszka na wsi, gdzie nie ma kina, kawiarni, czy muzeum, ba, nie ma nawet sklepu z ciuchami, a i przyjaciółek się nie posiada, to człowiek w jakimś sensie dziczeje w tych czterech ścianach... Przestaje się chcieć. Przestaje się marzyć. Żyje się rutynowo, z dnia na dzień. Na niektóre marzenia brakuje kasy, a na inne motywacji i samozaparcia Na większość jednego i drugiego. Ważniejsze są dzieci, dom, codzienne problemy, ale bądźmy szczerzy: czasami to tylko wymówka.... Nie jest łatwo obudzić się z tego letargu i ruszyć, za przeproszeniem, dupę z miejsca, żeby zrobić coś dla siebie! Jest cholernie trudno...
Przychodzi jednak czas zmian. Zmian, które wymagają siły woli, uporu, działania, wzięcia tyłka w troki właśnie. Kiedy Grzesiek wyjechał i dom został na mojej głowie, po początkowym okresie lęku i smutku, coś we mnie pękło. I to chyba była ta skorupa rutyny i znużenia, to całe "nie-chce-mi-się". Wiedziałam, że także od mojej motywacji zależy nasz wspólny sukces. Wraz ze zmianą mojego myślenia, przyszły też pieniądze. Już nie miałam żadnej wymówki. Zrobiłam to w sobotę. NAPRAWDĘ TO ZROBIŁAM! Zapisałam się na prawko! Aaaaaaaaaa! Dwa razy jechałam do fotografa, bo zapomniałam okularów do zdjęcia... A potem wizyta u instruktora i już. Wystarczyło kilka godzin, aby zrobić ten milowy krok. Kilka godzin, aby zacząć spełniać swoje marzenie... Jeszcze z lękiem, z niedowierzaniem, ale już z wzbierającą w sercu radością. Bardzo mi tego brakowało. Tego poczucia, że mogę, że chcę, że spróbuję! Tej myśli, że inwestuję w siebie i dążę nie tylko do spełnienia marzenia, ale do lepszego jutra. Czy to nie wymarzona końcówka roku? Kurcze, nie chcę zapeszać, ale przecież TAK:)!!!
I jakoś chodzi mi po głowie ta piosenka z bajki: "Mam tę moc, mam tę moooooc!", a kolejne małe i duże marzenia, te, na które potrzeba pieniędzy i te, na które wcale niespecjalnie, zaczynają się przepychać w kolejce...

5 komentarzy:

  1. Zazdroszczę.....ja na kurs prawa jazdy tez nie mogę się jakos zdobyć.........Masz rację we wszystkim o czym piszesz! Dla mamy siedzącej od kilku lat w domu - KAZDA decyzja jest na wagę złota i KAŻDY krok to ten siedmiomilowy!

    OdpowiedzUsuń
  2. ha skąd ja to znam też skończyłam studium tyle, że kosmetyczne, od 5 lat siedzę w domu wychowując synków, starszy już chodzi do przedszkola, młodszy w lutym kończy 3 latka i od wrzesnia wysyłam go do przedszkola, bo mam już dość siedzenia w domu, rutyna mnie żzera, muszę się rozglądnąć wtedy za jakąś pracą i wyjść do ludzi. Wiem o czym mówisz, bo też mieszkam na wsi. Mój mąż od stycznia wyrusza na Niemcy...

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram