Post Top Ad

Rodzice czy cyborgi?

Kiedy dziecko rzuci się  sklepie na podłogę i będzie krzyczeć na całe gardło, nie okazuj złości! Bądź zawsze spokojna i zrównoważona, policz do dziesięciu, weź głęboki oddech, wyłącz emocje. Bo jesteś współczesnym rodzicem.  
Kiedy jesteś dumna z dziecka, nie mów mu tego, bo tym samym zaburzasz jego integralność osobistą. Nie mów mu też: "Ładnie zjadłeś", bo to zrywa wasz kontakt. Składaj długie, bezosobowe elaboraty, które będziesz wygłaszać dziecku, by broń Boże nie użyć żadnego ze słów oceniających i wartościujących! Ubierz swoje emocje w neutralne słowa. Bo jesteś współczesnym rodzicem.
Kiedy masz gorszy dzień nie okazuj tego dziecku, tylko przyklej sobie do twarzy sztuczny uśmiech i rób dobrą minę do złej gry. Zaburzysz ich dzieciństwo, kiedy zobaczą twoje łzy albo kiedy przestaniesz nawijać do nich neutralnym językiem. Bądź zawsze uśmiechnięta inie okazuj słabości!  Bo jesteś współczesnym rodzicem.
Kiedy nie masz ochoty na układanie puzzli czy tworzenie świnki skarbonki z masy papierowej albo ewentualnie lepienie z masy solnej, zmuś się! Inaczej twoje dziecko nigdy nie będzie kreatywne i będzie miało "tylko" czwórki z plastyki w szkole albo zostanie nudnym księgowym! Zmuś się i udawaj, że sprawia ci to nieziemską frajdę! Bo jesteś współczesnym rodzicem.

 Czytam te wszystkie "wytyczne" i dobre rady, te "kodeksy postępowania rodzica idealnego", te wypowiedzi ekspertów wszelkiej maści, tę całą teorię współczesnego rodzicielstwa i tak sobie dumam: gdzie w tym wszystkim jest miejsce na ... prawdę? Gdzie jest miejsce na szczerość i naturalność? Gdzie miejsce na intuicję i serce? Mam wrażenie, że narzuca się nam, rodzicom, podporządkowanie się jednemu modelowi, który najogólniej mówiąc opiera się na tłumieniu emocji, na byciu neutralnym, co ma prowadzić do rodzicielskiego ideału. Wiecznie dobrotliwie uśmiechnięci matka i ojciec, mówiący przyciszonym głosem, budujący dziwacznie długie, podrzędnie złożone zdania nawet w rozmowie z dwulatkiem, godzinami myślący nad tym, jak wolno im się odezwać do własnego dziecka, książkowymi poradami tłumiący w sobie zmęczenie, złość i smutek. Rodzice - cyborgi. Idealne, emocjonalnie neutralne domy, w których uważa się na każde słowo i skrzywienie warg, w których myśli muszą być tak nieskazitelne jak białe ściany w salonie, a każda wspólna zabawa dokładnie przemyślana niczym wybór funduszu emerytalnego albo konta w banku i koniecznie kreatywna! Bo podobno tak trzeba, żeby dziecko było szczęśliwe. Bo tak piszą w internecie i mówią w telewizji. Bo ci wszyscy ONI, którzy "naukowo" dochodzą do takich wniosków wiedzą lepiej, czego naszym dzieciom trzeba do szczęścia.
Nie mam zamiaru twierdzić, że przy dziecku nie należy hamować złości i smutku. Wiem, że ono najlepiej czuje się w domu pełnym radości, śmiechu i czułości, jednak wiem też, że doskonale wyczuwa, kiedy emocje są prawdziwe a kiedy udawane! Uczymy swoje dzieci życia, a przecież uczucia są jego częścią, właściwie najistotniejszą! Czy zatem uroniona przy dziecku łza, sporadycznie uniesiony głos, kiedy nerwy już nam wysiadają albo zwyczajne stwierdzenie: "Jestem zmęczona" powinny być wliczane do głównych grzechów rodzica? Czy wyrzuty sumienia, jakie odczuwamy w takich przypadkach są słuszne? Czy ta neutralność, to baczenie na każde słowo, ten kompletny brak spontaniczności rzeczywiście daje dzieciom szczęście?...
Jesteśmy rodzicami, ale rodzic to też człowiek. Ja nie chcę być dla moich dzieci sztucznym wytworem książkowych i internetowych teorii, kimś o kamiennej twarzy i nieskazitelnie spokojnych emocjach. Chcę, by widziały we mnie człowieka pełnego normalnych, zwyczajnych uczuć, z moją naturalną mimiką (od której już od dawna mam zmarszczki mimiczne) i gestykulacją, z moją spontanicznością i roztrzepaniem. Chcę uczyć je okazywania nie tylko tych miłych uczuć, ale i tych trudnych. Chcę, by wiedziały, że ideały nie istnieją i by same nie wpadły w pułapkę dążenia do nieskazitelności. Bo każda miłość, także ta rodzicielska, pełna jest najróżniejszych emocji począwszy od radości, dumy i czułości, poprzez żal, gniew i bezsilność. Bo uważam, że współczesny rodzic powinien być ostoją szczerych emocji w dzisiejszym pełnym sztuczności i pozerstwa świecie. 
  
(Kwestia mówienia "Jestem z ciebie dumna" i "Ładnie zjadłeś" poruszona została w tym artykule: http://dziecisawazne.pl/czego-nie-powinnismy-mowic-dzieciom/)

10 komentarzy:

  1. Ja już dawno doszłam do wniosku, że nie pasuje do współczesnego rodzicielstwa. Okazuje uczucia czy dobre czy złe, dzieci muszą się nauczyć radzić z każdym, nie mam ochotę na zabawę bawią się sami, zmuszam do sprzątania, a nie grzecznie proszę bo to nie działa, ma być porządek i już, oczywiście pomagam ale pewnie bym była złą mamą, bo karzę...

    OdpowiedzUsuń
  2. popieram, te wszystkie tzw "mądre rady" tworzą chyba ludzie nie posiadający dzieci :( dziecko musi nas widzieć takimi jakimi jesteśmy!! Nie będę robic dobrej miny do złej gry ani udawać , że nie jestem zła bo po co??? Dziecko musi znać wszystkie uczucia a my powinnismy mu pomóc sobie z nimi radzić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powinnam się może załamać? :) Moje dzieci już duże i czytając te porady dochodzę do wniosku, że byłam/jestem fatalną matką! Zawsze kierowałam [i wciąż się kieruję] się sercem i miłością, nigdy nie taiłam [i nie taję] co czuję w danej chwili... Chciałam, żeby córki widziały, że czasem bywam smutna, że czymś się martwię, że niekiedy skaczę z radości, że zaśmiewam się z czegoś, co na zdrowy łeb biorąc wcale do śmiechu nie prowokuje... Uczyłam [i uczę] moje dziewczyny, iż każdy ma uczucia i można człowieka czasem bardzo łatwo zranić... Stosowałam [i stosuję] tzw. wzmocnienia pozytywne zamiast negatywnych... Podsuwałam [i podsuwam] dobre, wartościowe lektury [skrzywienie zawodowe :)]. Gdy trzeba było tupnęłam nogą i nawet podniosłam głos... Dziś w ocenie owych "mędrców" pewnie wypadłabym blado i wręcz patologicznie... Ale co tam... Probierzem dla mnie najwyższej próby jest to, że moje dziewczyny ciągnął do domu, do swoich rodziców, nigdy o nas nie powiedziały pogardliwe "ci starzy", za wszystko dziękują i mówią, że daliśmy im coś najpiękniejszego: miłość i fundament pod charakter... :)

    Matka z długim stażem :) Agnieszka Prz.

    Ps. O Ojcu moich córek a moim Mężu to nawet nie napiszę, bo odbiorą mi niepełnoletnie dziecko :) Powiem tylko tyle: dla naszych dziewczyn jest Bohaterem, Królem, Ideałem Faceta... Kiedy trzeba było był twardy ale umiał się rozkleić i pokazać dzieciom, że chłop też ma serce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo, uwielbiam! Jeszcze chwilę temu przeczytałam post na jednym z popularnych blogów o tym, żeby nie chwalić dzieci. Przeczytałam i pomyślałam, "kto tak z dzieckiem gada? To życie, czy instrukcja obsługi?" Wpadam tutaj i aż mi się buzia śmieje. Bo nareszcie jest szczerze i prawdziwie.
    Czuję się jak bym przełączyła program z poprawnej politycznie M jak miłość na obrzucaną błotem ale prawdziwą i wesołą Rodzinkę.pl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Małgosiu! No ja właśnie też się zastawiam, czy ci rodzice na serio tak z dzieckiem w domu rozmawiają? Może piszą sobie najpierw na kartce, co chcą powiedzieć albo sprawdzają w internecie, czy im wolno? Jeśli tak, to im współczuję... Dla mnie owszem, dobre rady mają znaczenie, ale nie ustawiam swojego życia pod linijkę.

      Usuń
  5. Jeśli tak ma wyglądać współczesny rodzic "idealny" to boję się myśleć co za sztuczne, ograniczone, nieszczęśliwe wytwory będą nosić od teraz miano współczesnych dzieci "idealnych". Do czego ma to prowadzić? Człowiek potrzebuje się wykrzyczeć, wypłakać, zareagować - to właśnie różni go od zaprogramowanego robota.

    Na szczescie są jeszcze tak "staroświeckie" i "nieidealne" mamy jak Ty, które mają szansę (dzięki swojej mądrości i podejściu) wychować szczęśliwe i zdrowo myślące dzieci, tym pełnym fałszu i obludy świecie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz kolejny się z Tobą zgadzam. Przeraża mnie liczba artykułów a już bardziej blogów w których mamy wypisują te brednie. Żal tylko tych dzieci i nasuwa się pytanie - jaki człowiek wyrośnie z takiego schematycznego wychowania.
    Z drugiej strony jakoś ciężko mi wierzyć aby w codziennym życiu w ogóle było to możliwe. Czy te wszystkie mądrości to nie zapchajdziura internetowa albo rzucenie pożywki dla kobiet.

    Podobnie jak sprawa tego Maluszka co wyszedł z domu nocą. Nie obwiniam ani babci ani rodziców. Jedna blogerka napisała aby nie zamykać drzwi tylko tłumaczyć dziecku. Hehe uśmiałam się. Możemy milion razy tłumaczyć ale 2,5 latek i tak może zrobić po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoria a praktyka to dwie różne sprawy i choć ta pierwsza bywa pomocna, to nie da się podporządkować jej życia, a szczególnie życia z dziećmi całkowicie. Jeśli ktoś to robi to mu nie zazdroszczę... Pewnych rzeczy tak jak piszesz Ala nie da się przewidzieć, ale i spontaniczność w wychowaniu dzieci też jest moim zdaniem potrzebna.

      Usuń
  7. Ładnie napisane. Czasem mam wrażenie że te wszystkie mądre porady w jeszcze mądrzejszych poradnikach piszą ludzie, którzy nie mają dzieci...

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram