Post Top Ad

O zaglądaniu w nie swój portfel...



Jakże szczęśliwy dzień dziś nastał! Odbywa się taki raz w miesiącu (i to wcale nie jest miesiączka :P) i jest prawdziwym świętem: Matki Boskiej Pieniężnej...Cieszyło mnie to święto od zawsze, choć jeszcze kilka miesięcy temu znacznie krótsza była moja radość niż dziś. Kończyła się zwykle po opłaceniu rachunków. Odkąd Grzegorz wyjechał do Niemiec, radość trwa dłużej, a jak już minie pierwsza euforia, pozostaje spokój. Nie znałam wcześniej tego uczucia. Jednak zarówno w okresie "przedemigracyjnym" jak i teraz nie miałam w zwyczaju zaglądać innym ludziom do portfeli. Za to obserwowałam i obserwuję, jak moje/twoje/wasze pieniądze inny wydaliby lepiej, szczególnie jeśli chodzi o wydatki na dzieci. 


Wiem, co to znaczy nie móc kupić dziecku nowych kredek czy Kinder Niespodzianki. Wiem, co znaczy wybierać pomiędzy swoimi butami na zimę, a butami dziecka i mimo to nie móc kupić tych skórzanych, z reklamy, tych, które mają "wszyscy". Wiem, jak wygląda przewiew w portfelu i to nie na koniec miesiąca a w połowie. Znam to nie tylko z perspektywy rodzica, ale i z perspektywy dziecka, którym kiedyś sama byłam. To trudne, choć do przejścia. Rzeczy materialne nie dają szczęścia, ale bywa trudno je odczuwać, kiedy nie można zaspokoić podstawowych potrzeb albo kiedy zaspokaja się je kosztem rezygnacji z innych. Mimo, że bywało naprawdę krucho finansowo, to zdarzały się lepsze okresy i wtedy cieszyliśmy się z Grześkiem jak wariaci mogąc kupić dzieciakom zabawki w chińskim markecie! Kurde, nawet jak było kiepsko, to im czasem kupowaliśmy, bo ... "i tak nie starczy do ostatniego!". I co komu do tego, ja się pytam?!

Od kilku miesięcy smakuję czegoś, co nazwać można stabilizacją finansową. Do określenia "dobrze sytuowana" czy bogata patrząc przez pryzmat współczesnych oczekiwań i ocen społecznych sporo mi brkauje, ale w portfelu już nie ma przewiewu i nie trzeba od połowy miesiąca ograniczać menu do najtańszych wędlin i zamiast Delmy Extra kupować Marcysi za 2 złote. To jest coś! To jest naprawdę coś! Nowe kredki to już nie problem, a i Kinder Niespodzianka czasem znajdzie się w mojej torebce po zakupach.Ba! Tata niemal na każdy weekend w domu szykuje upominki! Czasem są to zabawki, czasem słodkości, a nawet jak nie kupi w Niemczech, to na sobotnich zakupach zawsze coś "znajdzie" w Pepco czy w Biedronce. Nie wiem, która radość bardziej mnie [wz]rusza: dzieciaków czy jego? A ubrania, buty? Czy kupuję te z reklamy albo wyłącznie handmade odkąd w portfelu się poprawiło? Nie, bo nie mam tkaiej potrzeby i moje dzieci też jej nie mają, ale zdarza mi się kupić droższe buciki albo zamówić coś ślicznego robionego ręcznie. Bo mogę. I co komu do tego, ja się pytam?!

Jak świat światem równości finansowej nie było i nie będzie. Jedni mają pieniądze na to, by kupić dziecku dres Adidasa, innych stać tylko na Pepco. Nie jest to sprawiedliwe, choć często i u jednych i u drugich fortuna może się odwrócić. I choć ja sama wiem, co znaczy ukłucie zazdrości albo może pewnej bezradności, kiedy ktoś kupuje dzieciom coś, na co mnie nie stać, zostawiałam to ukłucie dla siebie. "Stać go, to kupuje. Też bym kupowała, gdybym miała". Taka była moja filozofia. I choć czasem zastanawiam się, po jaką cholerę dziecku sześć par butów na jeden sezon (timberki, kalosze ocieplane, kalosze nieocieplane, kozaczki, botki i jakieś tam jeszcze) albo po co pięciolatce firmowa torebka (droższa niż moja własna), to myślę sobie: "Dla mnie to głupie, ale chcą, niech kupują!". Co mi do tego? Co mi do twojego/waszego portfela? Ano nic! Tak samo jak do sposobu karmienia, rodzaju porodu i stosowania lub nie antykoncepcji! Niestety są tacy, którzy na te wszystkie tematy "wiedzą lepiej" i nie omieszkają was o tym skrupulatnie poinformować ("czasem" uciekając się nawet do anonimów). Bo przecież oni cierpią widząc, jak marnotrawicie swoje pieniądze! Cierpią wiedząc, że wasze piersi nie są ssane przez dzieci i się "marnują", Cierpią na myśl o tym, że wasze brzuchy rozetnie skalpel i będziecie mieć brzydką bliznę i cierpią mając świadomość tego, że faszerujecie się hormonami! Cierpią z zazdrości,zawiści, niespełnionych ambicji i z nudów. Ich sprawa i ich problem. Portfele (brzuchy i piersi też)  są za to wasze. Amen.

(Zdjęcie: STĄD)

4 komentarze:

  1. U mnie kiedyś było lepiej teraz czuję przewiewy w połowie miesiąca.takie życie. Dostałam kiedyś wiadomość na początku blogowania, że po co piszę blog jak nie pokażę na nim czegoś ekstra. Piszę bo lubię, mam z tego radość. Nikomu nie patrzę w portfel i chciałabym by w mój też nie patrzono :) A czy ekhmm pokażę na blogu coś za 30 zł czy 300 to co komu do tego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohh tez wiem co to przewiew;( z jednej pensji jest ciezko ale co począć takie zycie. Ważne by rodzina była szczęśliwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze znajdą się tacy, którzy lubią się wtrącać w czyjeś sprawy. Powiem tyle: fajnie, że Wam się poprawiła sytuacja i aby tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż ja mogę napisać... życie. A o tym, że fortuna kołem się toczy wiem doskonale. Życzę Wam, aby ta stabilizacja finansowa trwała już zawsze!!

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram