Post Top Ad

Lubię mówić kocham


Nigdy nie byłam wylewna. Nie szafowałam słowem kocham na prawo i lewo, a moja sfera nietykalności osobistej zawsze była duża. W dzieciństwie nie cierpiałam uścisków dalszych cioć, a kiedy poszłam do liceum bardzo długo zajęło mi przyzwyczajanie się do cmokających w policzek na przywitanie koleżanek. Przytulenie zarezerwowane było wyłącznie dla najbliższych, czyli dla rodziców, słowo kocham również i to nawet w stosunku do nich nigdy nie byłam "rozrzutna".Często miałam trudności z okazaniem miłości. Dziś mogę powiedzieć, że  nauczyłam się mówić kocham. Mogę powiedzieć, że lubię mówić kocham! Choć nadal  mam to słowo zarezerwowane wyłącznie dla najbliższych...


Grzesiek jest pierwszym i jedynym mężczyzną, któremu powiedziałam "kocham cię". Tak intymną rzecz wam dzisiaj wyznaję.:p Bywałam wcześniej zakochana, a jakże! Kilka było tych nastoletnich zauroczeń!  Jednak zawsze bardzo wyraźnie rozgraniczałam ten stan od prawdziwej miłości, mimo, że byłam przecież smarkulą. Mimo mojej wrodzonej gadatliwości, te słowa drzemały sobie gdzieś głęboko w moim sercu i czekały na odpowiednią chwilę i odpowiedniego człowieka... Pamiętam jak dziś, moment, w którym wypowiedziałam je po raz pierwszy. Było lato. Nasze pierwsze wspólne.  Odprowadzałam go do domu lipcowym wieczorem. (Właściwie to się odprowadzaliśmy. Pamiętacie, jak to trudno było się rozstać w "tamtych czasach" ;)? ) Sukienka w kratkę, włosy jak zwykle w nieładzie i policzki spalone słońcem. Piekły, ale nie tylko od tego... Pod dotykiem jego dłoni i jego ust, pod jego spojrzeniem, w jego pełnej czułości obecności te słowa, skrywane długo na dnie serca, wreszcie drgnęły. Przyszedł czas, żeby wypowiedzieć to, co cały czas krążyło w powietrzu. Po milionowym pożegnaniu, wreszcie poszliśmy każde w swoją stronę. Ale nogi miałam jak z waty. I serce też. Była w nim jakaś taka cudowna miękkość i lekkość... Zatrzymałam się i pozwoliłam jej wyfrunąć: " Grzesiek, zaczekaj! Muszę ci coś powiedzieć!", "???", "Kocham cię!". I zwiałam do domu. Ale usłyszałam jeszcze jego odpowiedź :). To był przełom. . Z każdym dniem zaczęłam rozsmakowywać się w tych słowach coraz bardziej i pokochałam ich brzmienie, i jego spojrzenie, i jego odpowiedzi...



Kiedy na świat przyszła Julia poczułam zupełnie inny rodzaj miłości. Wszystkie mamy wiedzą o czym piszę, prawda? To uczucie nie da się porównać z żadnym innym. Czujesz, jak serce wypełnia ci fala gorąca, która jest mieszanką lęku, zachwytu, bólu, zachłanności, czułości i wzruszenia. Miłość matki do dziecka. Wtedy słowa "kocham cię" nabrały jeszcze innego znaczenia. Wtedy zaczęły wyskakiwać z moich ust niczym kukurydza z garnka postawionego na dużym ogniu :). Raz po raz! Szeptem i głośno, wyśpiewywane i sylabizowane. Mówienie tej małej istotce "kocham cię" było jednocześnie tak naturalne i tak niesamowite jak to, że powstała z miłości i przez 9 miesięcy była we mnie... Ona ich potrzebowała i ja ich potrzebowałam. Po narodzinach Szymka zaczęłam je mówić jeszcze częściej... Te ich ufne oczka, te szczere uśmiechy, te ciepłe rączki zarzucane na moją szyję... Nawet kiedy jeszcze nie mówiły, tak cudownie potrafiły odpowiedzieć na moje słowa. Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że "miłość to jedyne uczucie, które się mnoży, kiedy się nim dzielisz". Nic dodać nic ująć... Tak właśnie było. I tak jest do dziś. 


Dziś mówię "kocham cię" pewnie kilkanaście razy dziennie. I kilkanaście razy je słyszę. Od tych małych ludzi, którzy mnie nauczyli wypowiadać te słowa i od jednego dużego ludzia :). Uwielbiam też przytulać moją dwójkę rozrabiaków, zamęczać ich buziakami i w ogóle czasem to mam ochotę schrupać jedno i drugie! 

Wiem, że miarą miłości nie są słowa, tylko czyny i to one są ważniejsze. Robię co w mojej mocy, aby po prostu żyć tą miłością. Jednak słowa także są ważne! Im dłużej jestem żoną i mamą tym mocniej to czuję! Dziś mogę powiedzieć, że lubię mówić kocham i jest mi z tym cudownie! 

11 komentarzy:

  1. Cudowny wpis, aż mi się oczy zaszkliły...i ten końcowy cytat...

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Cię czytać. Niby literki układają mi obraz Twoich chwil z życia, ale tak naprawdę przed oczami mam siebie. Odnajduje w wielu Twoich tekstach jakąś cząsteczkę, która przypomina mi to i tamto... :)
    Też jestem zdania, że tak piękne słowa powinny być zarezerwowane tylko dla tych, których naprawę dotyczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wiedzieć, że ktoś czuje podobnie i ma podobne przeżycia :).

      Usuń
  3. Piękny wpis... dziś wiele osób nie rozumie tych słów- tak mi się zdaje, rzucane na lewo i prawo nie mają już takiej wartości.

    OdpowiedzUsuń
  4. pięknie napisane :) masz talent do składania slow :P a jakie niesamowite uczucie jak te maluszki po raz pierwszy powiedzą kocham co nie ?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Natalia! Oj tak, cudowne uczucie! Mój Szymek odkąd się nauczył, powtarza mi to kilkanaście razy dziennie :).

      Usuń
  5. Aż mi łezka zakręciła się w oku, bardzo ważne są słowa "kocham cie", ale często są nie szanowane, rzucane w wiatr, nie potrafimy ich uzyc wtedy kiedy trzeba, a przede wszystkim nie mówimy ich zbyt często tym, których kochamy: rodzicom, dziadkom, meżowi, zonie, dzieciom. Przyznaję się nie mówię zbyt czesto tych słów, moze dlatego, ze nie wyniosłam tego z domu, w moim domu też sie ich nie uzywało, nie rpzytulało się nas dzieci, staram się choc raz dziennie mówic dod zieci, ze je kocham, starszy odpowiada twierdząco, z mężem to tak na bakier, rzadko się widujemy, ale to nas nie usprawiedliwia, prawda? Jestem pod wrażeniem, ze potrafisz na tak prywatne sprawy pisać, to się chwali

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne to stwierdzenie o dzieleniu się miłością :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się. Dlatego polecam wydarzenie: https://www.facebook.com/events/838543266202857

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm ciekawa inicjatywa! Chętnie przyjrzę się bliżej!

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram