Post Top Ad

Bo szkoła to zło!


Temat chodzi mi po głowie od dawna. Nawet jeszcze zanim posłałam córkę w szkolne progi miałam w tej sferze swoje spostrzeżenia. W sumie nie tak dawno sama przebywałam w szkolnych murach i szkolnej rzeczywistości. W sumie dzieckiem też byłam na tyle niedawno, że całkiem dobrze ten czas pamiętam. W umie temat nawet na czasie, więc czemu by go nie poruszyć? A poruszę! Szczególnie, że pewien tekst  który dziś przeczytałam przelał szalę. Nie goryczy. Raczej zdziwienia i niedowierzania, i niezrozumienia. 

Z jednej strony oburzenie związane z obniżeniem wieku szkolnego. Pompatyczne akcje mające na celu ratować maluchy (No pewnie, przecież najlepiej od małego pokazać dziedzicu, że szkoła to coś, przed czym trzeba je ratować, potwora, diabła, zło wcielone :P.) i "lewe" odroczenia załatwiane w poradniach (Wciąż chciałabym usłyszeć, jak taki rodzic tłumaczy tego typu odroczenie dziecku![Oczywiście rozumiem uzasadnione przypadki, bo są i takie!]). Z drugiej strony oburzenie zmianami w programie edukacji, które mają an celu dostosowanie go do młodszego wieku dzieci. Niby za szybko według niektórych rodziców na szkołę, ale jednak jak już idą, to niech od razu uczą się mnożenia do stu i przerabiają "Pana Tadeusza"! Z jednej strony od nauczycieli wymaga się coraz więcej, a wychowanie dzieci przestaje kojarzyć się w pierwszej kolejności z domem, a zaczyna ze szkołą. Zaś z drugiej coraz więcej rodziców winę za każde niepowodzenie dziecka widzi wyłącznie w pedagogach i nie dopuszcza do siebie żadnego słowa krytyki, jeśli chodzi o ich dziecko. Najlepiej, gdyby nauczyciele grali tak, jak im dziecko zagra. Ma być bezstresowo i nowocześnie! Z jednej strony rodzice płaczą nad pracami domowymi zadawanymi w szkołach, bo przecież dziecko takie biedne godzinę dziennie musi pisać i czytać, a nawet kolorować! To straszne! A z drugiej strony zapisują dzieci na dziesiątki zadań dodatkowych, z których interesuje je jedno, góra dwa, bo przecież dziecko ma się rozwijać! Z jednej strony nie znajdują czasu na posiedzenie przy pracy domowej z dzieckiem  lub jeśli znajdują, uważają go za stracony, a z drugiej narzekają, że chcieliby z dzieckiem spędzać więcej czasu... 

Jestem matką pierwszoklasistki, która lubi odrabiać prace domowe i z którą ja lubię przy nich siedzieć. Jestem matką, która chce współpracować z nauczycielami po to, aby dziecko jak najlepiej się rozwijało, wykorzystywało swój potencjał, rozwijało skrzydła. Jestem matką, która nie załatwiła dziecku odroczenia i mimo wątpliwości, mimo trudności i obaw, idziemy przez pierwszą klasę raźnym krokiem, idziemy razem, ramię w ramię: ja i ona! Jestem matką, która zapisała dziecko na zajęcia taneczne, ale pytając je najpierw czy chce na nie uczęszczać! Jestem matką, która nie rozumie, czego tak naprawdę wielu współczesnych rodziców pragnie dla swoich dzieci w związku z edukacją, szkołą, rozwojem? Z toku myślenia, który dociera do mnie z otoczenia, z czeluści internetu, z telewizji wyłaniają się same paradoksy...

Wydaje się, że cokolwiek by się w szkołach naszych dzieci nie działo, zawsze można doprawić temu rogi! Bo jak wytłumaczyć fakt, że chcemy by dziecko czytało mając 3 lata, ale na obniżenie wieku szkolnego reagujemy krzycząc, że to kradzież dzieciństwa? Albo to, że obwiniamy szkołę za złe zachowanie naszych dzieci, ale na każde słowo, wręcz prośbę nauczyciela o współpracę w pracy nad dzieckiem, reagujemy wielką gębą i nie poświęcamy ani minuty refleksji nad swoim własnym postępowaniem wychowawczym? Czy to, że wkładamy dziecku kredki w rączkę od roczku i najlepiej chcielibyśmy, aby już dokładnie kolorowało, a kolorowankę zadaną do domu siedmiolatkowi przez nauczyciela uważamy za stratę czasu i głupotę?... 

Tak, trochę bronię dziś szkoły, a może nawet bardzo. Bo mimo różnych doświadczeń, które sama z niej wyniosłam... lubiłam ją! Lubiłam przebywać w tych murach, lubiłam się uczyć, lubiłam się uspołeczniać (oczywiście wtedy nie miałam pojęcia, co to znaczy!), lubiłam jeździć na biwaki, pracować w szkolnej bibliotece i odrabiać prace domowe. Moi rodzice nie przedstawiali mi szkoły jako Bazyliszka czy diabła i nie winili jej za każde moje niepowodzenie czy złe zachowanie. Mimo, że oboje pracowali, potrafili znaleźć pół godzinki, a nawet godzinkę, by posiedzieć ze mną przy lekcjach. Zapisali mnie na płatny angielski, żebym rozwijała swoje zdolności, mimo, że ledwie wiązali koniec z końcem. Jak trzeba było, to postawili się nauczycielom, ale starali się współpracować w przyjaznej atmosferze. To także dzięki ich postawie, ja po prostu lubiłam szkołę i dziś czasem sobie marzę, by znów się uczyć :). Po miesiącu nauki widzę, że Julia jest pod tym względem podobna do mnie: najgorszą karą dla niej byłoby nie pójść do szkoły! Codziennie z przejęciem opowiada o zdobytych wiadomościach, przezywa pochwały za ładną pracę, a po negatywnych ocenach, szybko się mobilizuje i poprawia. Pisanie, które początkowo ją irytowało, teraz coraz bardziej ją fascynuje. Zadania domowe są pretekstem do wspólnego spędzenia czasu i utrwalenie wiadomości zdobytych w szkole. Jasne, że nie jest tylko różowo, ale uważam, że wspólna praca jest kluczem do sukcesu. U nauczycieli widzę masę dobrej woli, zaangażowanie i miłość do tego, co robią. Heh, pewnie, że są wyjątki albo gorsze dni nawet u tych nauczycieli z powołania, ale nie powiecie mi, że nie trafiacie w ogóle na tych naprawdę mądrych i fajnych pedagogów!

Jasne, że każdy rodzic ma prawo wychowywać dzieci na swój sposób. Może to mój tok myślenia i nie uleganie trendom wychowawczym, tylko podążanie za własnym instynktem i sercem jest złe? Może powinnam Julkę odroczyć zdobywając lewe zaświadczenie z poradni? Może powinnam psioczyć na zadania domowe i darmowy podręcznik? Może... To okaże się pewnie za lat kilkanaście, kiedy będą owoce moich obecnych wyborów, a i owoce edukacyjnej ścieżki, którą zaczęła podążać Julia... Dziś moim owocem jest jej uśmiech po powrocie ze szkoły, jej duma z samodzielnie napisanego imienia, jej podskoki radości po przebiegniętym slalomie i jej opowiadania z wypiekami na twarzy o tym, co robiła w szkole dziś i co będzie robić jutro.

75 komentarzy:

  1. Julka ,,mała" pani profesor świetne zdjęcie :) Ja też lubiłam chodzić do szkoły, uczyć się, odrabiać lekcje, dodatkowe zajęcia. Moja Julka uwielbia szkołę czasem myślę, że za bardzo i muszę ją trochę stopować - czasu na odpoczynek jej nie starczy. Alan idzie do szkoły za rok klasa 0 ( jako 5-latek ) jak będzie nie wiem, wiem że będę szła z nim ramię w ramię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to mi Kasia chodzi w tym tekście. Kurcze, jak trudno czasem napisać coś, by wszyscy zrozumieli przesłanie :).

      Usuń
  2. Nie rozumiem po co te retoryczne pytania-"może powinnam załatwić lewe zaświadczenie " itd po co wszystkich rodziców stawiać od razu w jednym szeregu? Jak chcą kombinować to niech to robią. Ich sprawa jakie wartości chcą przekazać dziecku.
    Fajnie, że Julka jest taka pilna i chętnie
    chodzi do szkoły, bo moja niespełna4latka traktuje to jako największą karę:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta twoja córka ma 4 latka, a moja prawie 7. To ogromna różnica. naturalne są pewne etapy jak tęsknota, początkowa niechęć do przedszkola. Mi tu chodzi o coś innego. O to, że niektórzy (chyba muszę to dopisać w paru miejscach, choć myślałam, że to oczywiste, że nie chodzi mi o wszystkich) rodzice popadają w paradoksy. Widzą w szkole same wady, podczas gdy sami chodzili do niej i wyrośli, że tka powiem na ludzi. Poruszam tu raczej aspekt edukacyjny niż innych sytuacji, które czasem mają miejsce w szkołach, bo wiem, że jest różnie. A Julka wcale nie jest taka pilna. Kluczem do sukcesu jest wspólna praca choćby przy tych zadaniach domowych, które niektórzy rodzice uważają za takie zło.

      Usuń
  3. Ja nie lubilam szkoly dlatego ze bylam wysmiewywana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie też się wyśmiewano. Nie poruszyłam tu tego aspektu, bo to temat rzeka. Chodziło mi o edukację. O to, że tak naprawdę sami nie wiemy, czego chcemy dla naszych dzieci.

      Usuń
  4. U mnie ze szkołą bywało Różnie lubiłam się Uczyć ale mnie wysmiewali ale wiem ze przez to jestem silniejsza i będę mogła córce pomoc za parę lat w każdej sytuacji :-) ja sama miałam iść do szkoły gdy miałam 5 lat ale wybrałam koleżanki z podwórka i upadła się ze chce się ucic :-P z tymi dziećmi. Każde większe skupisko ludzi jest niebezpieczne bo łączy wiele charakterów. Bycie nauczycielem to tez obowiązek duży bo bardzo często rodzice szukają winnych wszędzie tylko nie w sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta ze mnie też się wyśmiewano. Nie napisałam o tym,a le tak było. Jednak mimo wszystko szkołę wspominam naprawdę dobrze i uważam, że jest to w dużej mierze zasługa podejścia moich rodziców, tego, że nauczyli mnie miłość do nauki i pokazali, że nie muszę dostać wszystkiego na tacy, tylko trzeba się postarać.

      Usuń
  5. I ja się Cieszę że mój sześciolatek jest w szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już jesteśmy dwie :). Bywa ciężko, prawda? Ale czy psioczenie i pokazywanie dziecku, że szkoła jest do bani, jest sposobem na rozwiązanie trudnych sytuacji? Na pewno nie!

      Usuń
  6. Napiszę od strony nauczycielki, obecnie uczę również w III kl SP języka niemieckiego i również udzielam korepetycji z języka angielskiego. Bardzo dużo zależy od rodzica, nie od nauczyciela, co prawda dziecko spędza coraz więcej godzin w szkole. No bo jak wytłumaczyć fakt, że dziecko w II kl SP na ósmej! godzinie lekcyjnej ma jeszcze logopedę, a na 7- ej zajęcia z projektu. Od nauczyciela zależy choćby wybór książek! Absurdem np dla mnie jest, kiedy dziecko w II kl SP musi nauczyć się nazw insektów! po angielsku! I do tego nazw miesięcy i kolorów! Cyfr do 20! a to dziecko ledwo zaczęło pisać po polsku! I nie rozumie, że po angielsku to się inaczej pisze i choćby nauczyło się, że w j.polskim jest "ks" a w ang. "x". Rozumiem, dużo piosenek, zabaw ruchowych na zajęciach językowych, ale insekty? I książka w której dziecko nawet się nie odnajduje? :)
    Zaczynają się schody, gdy już rodzic dziecku pomóc nie potrafi, ponieważ nie uczył się angielskiego, a do tego zamiast korepetycji lub pomocy innej osoby olewa to i uważa, że nic się nie dzieje. Mam obecnie dziewczynkę na lekcjach j. niemieckiego, która nawet nie umie czytać, nie zna do końca literek a jest w II kl SP. A prace domowe odrabia za nią babcia. Babcia pisze ołówkiem w ćwiczeniach, dziewczynka poprawia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka masz sporo racji, ale np. logopeda to zajęcia dodatkowe dla dobra dziecka i jego rozwoju. Nie są obowiązkowe, więc to chyba dobrze, że szkoła takie oferuje i można z nich skorzystać? Julka też uczęszczała w zeszłym roku i bardzo mnie to ucieszyło, bo w rok nadrobiła problemy z wymową. Ja mam wrażenie po prostu, że rodzice ze wszystkiego robią problem. kiedyś tka nie było. teraz ze wszystkim nam ciężko: szkoda pół godziny na zadania domowe, źle, że jest logopeda, bo na ósmej godzinie itp. Chcemy mieć wszystko na tacy.
      Co do nauki języków tu wychodzi niestety fakt, że w naszych czasach się ich nie uczono. A to, że uczą się ich nasze dzieci to wspaniała sprawa. Świat będzie stał przed nimi otworem, ale niestety od nas, rodziców też wymaga to starań i rozsądnej pomocy. No i znów zamiast się cieszyć, narzekamy... O to mi chodziło w tym tekście.

      Usuń
    2. Logopeda ok, ale na ósmej godzinie lekcyjnej? Wiesz jakie dzieci o tej porze są już zmęczone? :) Plany lekcji są tak przeładowane, że dzieci wracają o godz 15:00, 16:00 do domu. W zimę o tej porze będzie już noc i gdzie czas na podwórko, na spotkanie z rówieśnikami lub jakieś inne dodatkowe zajęcia :) O to mi tylko chodzi, a poza tym ok :)
      Widzę jak rodzice nawet w małych miejscowościach podpisują, co tylko nauczyciel podsuwa pod nos, aby się tylko odczepił od ich dziecka. Jak chce nauczyciel- aby zapisać, to zapisują. A potem pretensje do nauczyciela: proszę pani jak nie chcę chodzić na to kółko... Mama podpisała- niestety. Ale mamie już tego dziecko nie powie.

      Usuń
    3. No i tu niestety wychodzą paradoksy, o których piszę. Rodzice sami nie wiedzą, czego chcą dla dzieci. Co do logopedy to u nas w szkole dzieci mają na różnych godzinach i zawsze jest możliwość, by jeden z drugim się zamienił. Tak naprawdę, jeśli są chęci rodzica to wiele można zrobić.

      Usuń
    4. kochana, to ja nie wiem jakie dzieci uczysz, bo mój syn kolorów po angielsku uczył sie w 1 klasie i to nie 4 podstawowych, tylko z 14, cyfr do 20 czytać i pisać w 2 klasie + pełne dziesiątki, insekty też były, części ciala, potrawy, produkty spożywcze itp I naprawde nie sprawiło mu to większego problemu, a nie jest jakis wybitny. Ja znajac angielski uważam, że ten poziom i tak jest zaniżony, bo sama chodziłam na angielski (kiedys nie był obowiązkowy) i w 2 klasie podstawówki znałam już podstawowe czasy i cos czego teraz nikt dzieci nie uczy - budowę zdań i jak sie nazywają części zdnia, mowy itp. Czasem wydaje mi się, że rodzice robią z siebie i dzieci męczenników - na zajęciach sportowych ostatnio jakieś babki od nas z klasy ubolewaly strasznie, że dzieciom tyle zadają i tyle siedza nad lekcjami, jak powiedziałam, że mojemu dziecku zajmuje to jakieś 15 minut, to spojrzały na mnie z niesmakiem :D I sobie poszły. Ludzie lubia stękać ot co, a jak nie ma powodu to sobie znajdą

      Usuń
  7. Tekst z przekazem jasnym, jak dla mnie. Podpisuję się, choć może z tym odroczeniem 'za ostro', bo sama mam odroczone dziecko, a nie każdy w tym celu kombinował :)Jak wytłumaczę odroczenie? ano tak, z jakiego powodu odroczonym był - zresztą w opisie wszystko jest czytelnie, nie ma mowy o jakichś niedociągnięciach dziecka, wskazany jest 'problem' rodzinny, prośba rodziców (wcześniak łapiący wszelkie cholerstwo, szpitale), przygotowanie przedszkolne 5 latka za zgodą kuratorium w domu. Tak to było u nas. Ale, absolutnie nie jestem za 'kombinowaniem' i pozostałe dzieci idą już 'normalnym' cyklem, nie będzie już też narażonego na infekcje wcześniaka ;)
    Jestem w trójce klasowej, lubię się udzielać, mamy wspaniałego Dyrektora chętnego do pomocy. Największą przeszkodą są rodzice. Oczywiście nie generalizuję, mówię o jednostkach. Niby chcemy tego, co najlepsze dla dzieci, a negujemy wszystko, co chcą wdrożyć nauczyciele, dla niewiadomo jakiej zasady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nie chciałam, by to zabrzmiało tak ogólnie z tymi odroczeniami. mam na myśli wyłącznie odroczenia kombinowane, gdzie motywacją rodzica jest po prostu nie, bo nie, bez żadnych czynników, które faktycznie sprawiałyby, że dziecko nie powinno iść normalnym trybem. Jak najbardziej są uzasadnione odroczenia i zaraz to w tekście zaznaczę! :)
      Ostatnie zdanie Twojego komentarza oddaje to, co chciałam przekazać :). Też jestem w trójce klasowej, a nawet RR :).

      Usuń
    2. to witaj w klubie, bo ja też w RR :) :*

      Usuń
  8. Jak Olu wiesz ja mam dzieci duże lecz chcę też coś napisać nt. edukacji w Polsce... Ja sama uczyłam się w 8-letniej szkole podstawowej a moje dzieci już szły trybem z 6-klasowymi podstawówkami i tym nieszczęsnym gimnazjum... Niestety uważam że likwidacja 8-latki była błędem, a teraz to będzie widoczne jeszcze bardziej... Dziś SP kończą dzieci w wieku 13 lat. Idąc do szkoły jako sześciolatki do gimnazjum pójdą jako 12- latki. Osobiście jestem tym przerażona! Nie wiem czy macie w kontakt z dziećmi w tym wieku. Ja mam i powiem, że nie jest to wiek na przełom w postaci zmiany szkoły, środowiska i kolegów. Jeśli chciało się obniżyć wiek szkolny winno się wrócić do szkoły 8-klasowej. Takie jest moje zdanie. Co do współpracy z nauczycielami. No cóż. Zabrano Im wiele praw. Obwarowano zakazami przez co dano wielką swobodę rodzicom, którzy niestety wiele wymagają nic w zamian nie dając. Szkoła nie jest od wychowywania. Szkoła ma UCZYĆ a WYCHOWYWAĆ rodzić. I taka współpraca ma sens. Inaczej zawsze powstanie konflikt na linii rodzice - nauczyciele. A dziś oczekuje się od szkoły że wyręczy zapracowanego rodzica we wszystkim. Niestety. Nie tędy droga...

    Pozdrawiam serdecznie!

    Agnieszka Prz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko ja jestem drugim rocznikiem, który szedł trybem gimnazjum. Żyję, nie stoczyłam się, założyłam rodzinę. Podobnie jak wielu moich rówieśników. Też niedawno o tym pisałam, że to nie od gimnazjum zależy zachowanie dzieci. Tak jak piszesz: to nie szkoła wychowuje i gimnazjum też się to tyczy. Dobry fundament w domu może uchronić nawet gimnazjalistę przed złymi wpływami...Choć nie twierdzę, że gimnazja były dobrym pomysłem...
      Co do sytuacji nauczycieli i rodziców masz absolutną rację.

      Usuń
    2. Myślę Olu, że mamy dwa obrazy gimnazjum: Ty szkoły w małej miejscowości, ja w dużym mieście... Niestety w tych drugich placówkach nie jest kryształowo. Często pojawiają się tam dzieci z różnych dzielnic miasta, rodzin i środowisk, nieznające się. W wieku 12-13 lat nie zawsze umie się wejść w taką zróżnicowaną grupę. Niestety dzisiejszy świat niesie wiele zagrożeń i nawet dobry dom czasem nie ustrzeże przed konsekwencjami owych złych wzorców. I wierz mi: w wielu przypadkach też poczułabyś niepokój...

      Pozdrawiam!

      Agnieszka Prz.

      Usuń
    3. Agnieszko jak ktoś "chce" znajdzie złe wzorce wszędzie. Poza tym z punktu widzenia dziecka ze wsi, gdzie w SP było 70 dzieci, gimnazjum z liczbą 3 razy większą też jest ogromną szkołą, ogromną zmianą i tam też znajdują się przeróżne dzieci. Zauważ, że ta perspektywa więc wcale aż tak bardzo nie zmienia sytuacji. I ja również czuję niepokój, ale nie wydaje mi się, by ten rok tak naprawdę diametralnie wszystko zmienił.

      Usuń
  9. bardzo mądrze! Ja też uważam, że wcześniejsza szkoła to nie kara dla dzieci. A wydaje mi się, że najgłośniej krzyczą Ci rodzice, którzy właśnie przedszkolakami targają z zajęć na zajęcia :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, ze uczciwie by było gdyby jakaś przeciwna matka napisała wprost: słuchajcie typowo logistycznie zostawiam dziecko w przedszkolu bo mi wygodnie, ze siedzi tam gdy jestem w pracy a po przedszkolu nie musimy odrabiac lekcji., Tak jest łatwiej.". Bo kazdy wie, ze w szkole siedzi krócej lub siedzi w świetlicy.

      Usuń
  10. Ja i tak myślę, że reforma ( 6-cio latki do szkoły) to po prostu rzesze przyszłych pracowników, którzy rok wcześniej pójdą do pracy by ZUS nie padł. I nie jest to tylko moje zdanie. Ekonomistów również. Nic to nie ma wspólnego z dobrem dzieci. Nie demonizuję szkoły ale realnie patrzę na motywację ustawodawców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, jeśli nawet tak jest, to czy przekazywanie naszym dzieciom naszej frustracji i niechęci do reformy im pomoże? Ja po prostu uważam, że w tym wszystkim dla nas, rodziców, dzieci powinny być najważniejsze. I nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba odnaleźć się w nowej rzeczywistości i starać się jej sprostać wspierając w tym dzieci. Poza tym w wielu innych krajach wiek szkolny jest jeszcze niższy i jakoś nikt nie widzi w tym takiego dramatu jak w Polsce...

      Usuń
    2. Nie dramatyzuję jestem po prostu realistką:) A może nie umiem już tak jak Ty prosto i jasno patrzeć w świat:) Myślę że troszkę tez patrzysz jednotorowo na reformę. Czy naprawdę nawet ziarenko zwątpienia w jej słuszność nie zasiało się w Twoim sercu? Ja daleka jestem od krytyki tego czego nie znam ale ufam specjalistom od ekonomii. Piszesz o innych krajach gdzie wiek szkolny jest jeszcze niższy...a czy wiesz że tam właśnie była to główna motywacja posyłania tak wcześnie dzieci do szkoły - ekonomia. Sama wiesz jak wcześnie tam się dzieciaki usamodzielniają. Są tego uczeni właśnie od małego. Usamodzielnić się i wkroczyć na rynek pracy. Nie jestem Olu przeciw reformie - może tylko uważam, ze nie przygotowano się do niej odpowiednio. Uważam natomiast że cała ta reforma ma drugie dno a jej skutki odczujemy dopiero za dobre kilkanaście lat:) I się nie wymądrzam. Jak mówiłam mówiły to "wielkie ekonomiczne głowy" na moich studiach i nie wierzę, że profesorowie by kłamali ;)

      Usuń
    3. Iza, ale ty mnie nie rozumiesz :). Ja wiem bardzo dobrze, że tu w jakiejś części chodzi o emerytury, o to, by miał kto na nie pracować. jestem tego świadoma! Moje myślenie opiera się na czymś innym: nie rozumiem lamentu nad czymś, co już stało się faktem. Nie mamy na to wpływu, więc jaki jest sens w ciągłym negowaniu tego? Uważam, że lepiej robić wszystko, by dzieci odnalazły się w tej nowej sytuacji, a niestety wielu rodziców zamiast tego przez swoje uprzedzenia im to utrudnia (z góry uprzedzam, ze nie mam absolutnie na myśli ciebie :)).

      Usuń
    4. Ja reformy nie utrudniałam ( hahahaha :) Ale w stosunku do swojego dziecka spowolniłam:) Choć mogłam posłać jako 6-cio latka posłałam jako siedmiolatka :) I widzę że dobrze zrobiłam:)

      Usuń
    5. Iza, a czy ja piszę, że utrudniałaś? Albo ja nie rozumiem ciebie, albo nadal ty mnie. Poza tym ten tekst nie jest o reformie :) a w każdym razie nie wyłącznie.

      Usuń
    6. Piszesz Olu, że nie ma co lamentować nad czymś co już stało się faktem... Wybacz, ale nie rozumiem Twojego stanowiska. Jeżeli taką postawę przyjmiemy w stosunku do wszystkiego to za chwilę będzie można nam jako społeczeństwu wprowadzić każdą zmianę, jaka się władzy przyśni. Może właśnie trzeba protestować, żeby nie musieć za każdym razem stawać przed faktem dokonanym, który czasem bywa jednak niekorzystny. A skoro nie udało się zatrzymać tego pomysłu [a przecież były próby!] to trudno przejść do porządku dziennego i zanucić "Rodzice nic się nie stało" dostosujmy się... Nie do wszystkiego Olu da się dostosować... Wierz mi...

      Agnieszka Prz.

      Usuń
    7. Cóż, oczywiście że nie do wszystkiego trzeba się przystosować, ale akurat w tej reformie da się znaleźć wiele dobrego. Zresztą walka walką, ale nie za wszelką cenę. Poza tym naprawdę uważasz, że obniżenie wieku szkolnego o rok jest taką tragedią? Szkoda, że w sprawie innych ustaw, które niosą za sobą dużo więcej złego nikt tak głośno nie protestuje...

      Usuń
    8. Ale dlaczego z góry zakładać, że to jest zły pomysł ? Ja tego nie potrafię zrozumieć.. Moje dziecko poszło do szkoły w tym roku, jest zachwycone, usmiechniete i jak nadchodzi weekend nie może się doczekać poniedziałku. Do przedszkola strasznie nie lubił chodzić.

      Usuń
    9. Moja córka podobnie i choć nie narzucam nikomu mojego toku myślenia i rozumiem, że są uzasadnione przypadki, kiedy dziecko powinno ten rok dłużej chodzić do przedszkola, to jednak brakuje mi właśnie takiego indywidualnego podejścia do tej reformy ze strony samych rodziców. Wszelkie akcje przeciwko tej reformie czy też walczące z nią są ogólne, czyli ratujmy wszystkie maluchy przed szkołą, bo jest paskudna i zła i żaden sześciolatek nie powinien do niej chodzić. A ja się z tym nie zgadzam. Możliwość odroczenia jest i zdaje się, że była zawsze, więc nie do końca rozumiem to oburzenie.

      Usuń
    10. Olu... Ja patrzę bardziej do przodu i martwię się tym co napisałam już wcześniej. Nie wiem czy "ojcowie i matki" owej reformy pomyśleli jak to będzie wyglądało np. właśnie w gimnazjum... 12-latki naprawdę nie są zbyt mocne jeśli idzie o emocje i przystosowanie się często w nowej grupie... To tzw. głupi wiek. Nie każde dziecko poradzi sobie z niestety ale narastającą agresją, przemocą czy odrzuceniem przez grupę. Mam w domu dziecko przedgimnazjalne i widzę jak bardzo przeżywa fakt pójścia do nowej szkoły między nowe dzieci. A. że przyszło mi mieszkać w dużym mieście mam sporo obaw jak to będzie. Już wspominałam, że patrzymy z różnych perspektyw i stąd moje niepokoje i troska. Nie mówię, że wszystko jest złe, ale widzę jak brakło dobrego przygotowania i dopracowania. Czasem mam wrażenie, że nasz rząd robi ze społeczeństwa króliczki doświadczalne i to mi się nie podoba! Życzę Ci, i wszystkim innym zadowolonym z reformy, żebyście nigdy nie musieli się mierzyć z naprawdę bolesnymi zderzeniami ze szkolną rzeczywistością...
      A patrząc po tylu latach od wprowadzenia gimnazjum widać, że nie był to trafiony do końca pomysł, więc różnie też może być z tym obniżeniem wieku...

      Agnieszka Prz.

      Usuń
    11. Agnieszko, każde dziecko się boi. Przedszkolak, pierwszoklasista, dziecko które zaczyna gimnazjum, technikum, liceum.. Każde stawia sobie pytania jak to będzie, czy zostanie zaakceptowany.

      Usuń
    12. Agnieszko problemy w szkole były, są i będą. Zawsze też były reform, bo przecież system edukacji nie zawsze wyglądał tak jak teraz i pewnie zawsze wzbudzały podobne emocje...Ja nie piszę, że jestem szczęśliwa z powodu reformy, ale uważam, że jest w niej też wiele dobrego, co widzę po mojej córce.

      Usuń
    13. Olu.. Bardzo się cieszę, że Julka lubi szkołę [moje dziewczyny też ją lubiły w pierwszych trzech latach :)], ale czy Twoja córka poszła do szkoły mając 6 czy 7 lat? Czy wysłałaś ją właśnie o ten sporny rok wcześniej czy poszła "starym" trybem? Sam fakt istnienia szkoły nigdy nie był przeze mnie negowany. Ale żyjąc już dość długo miałam okazję obserwować wiele reform w szkolnictwie i powiem szczerze - każda co raz gorsza... Edukacja schodzi na co raz niższy poziom [wiem co mówię!]. Podręczniki im bardziej kolorowe tym mniej merytoryczne... Niestety prawda jest taka, że przedwojenny gimnazjalista [wg tamtego systemu oświaty czyli uczeń w wieku około 16 lat], był bardziej wyedukowany niż dzisiejszy niejeden magister. Mam kontakt z młodzieżą od podstawówki po studia i bywam przerażona! A z czasem i takimi reformami to pewnie będzie jeszcze gorzej... Ale ponieważ nie mam ambicji by moje opinie miały 100% sprawdzalności będę naprawdę się cieszyć, jeśli się okaże, iż się pomyliłam... I jeszcze coś: nie jestem za tym by w czambuł potępić te wszystkie zmiany, ale daleka też jestem od bycia tylko "och" i "ach"... Trzeba po prostu całą tę sytuację oceniać z obu stron - plusów i minusów... [choć niestety w mojej obserwacji minusy przeważają]

      Pozdrawiam cieplutko!

      Agnieszka Prz.

      Usuń
    14. Agnieszko Julka poszła do I klasy jako sześciolatka, czyli nowym trybem. Jasne, że reforma ma mnóstwo wad jak choćby pomieszanie roczników w klasach, niekorzystne zmiany w programie nauczania, ale naprawdę daleka jestem od myślenia, że przez to Julce stanie się krzywda. U nas na wsiach reforma dała też ten plus, że znacznie łatwiej dostępne są przedszkola, gdyż można posłać dzieci do tych przy szkołach. To naprawdę ogromny krok naprzód dla wiejskich rodziców.
      Co do programu właśnie o tym piszę w tekście. Trochę bez sensu jest narzekanie na obniżenie wieku szkolnego, a jednocześnie oczekiwanie wyższego programu. Z jednej strony rodzice uważają, że nie są w stanie już teraz pomagać dzieciom w lekcjach, bo program jest na tyle wysoki, a z drugiej tak jak ty twierdzą, że jest jednak za niski... Popadamy w paradoksy. I o tym jest ten tekst, nie o reformie tak właściwie :). A specjalnie dla ciebie i Izy napiszę też tekst o minusach reformy, żebyście nie myślała, że tylko się zachwycam, bo tak nie jest.

      Usuń
    15. Myślę, że nie tylko dla nas dwóch taki post na Twoim blogu winien powstać... Dzięki temu będzie pełen obraz a Ty jako Autorka bloga dasz szansę na złożenie owych plusów i minusów w jednym miejscu w pewną całość... :)

      I jeszcze coś: piszesz, że wielu rodziców postrzega ówczesny program nauczania jako za wysoki... On nie jest wysoki. Jest niski tylko beznadziejnie skonstruowany... Nie wiem kto pisze współczesne podręczniki, ale mam często wrażenie, że nie ma pojęcia o komunikatywności językowej, bowiem wiele pytań i zadań jest tak podane, że nawet dorosły ma problem ze zrozumieniem "co poeta miał na myśli". Ja uważam, że podręcznik - jako podstawowe źródło do nauki winno mieć przekaz jasny i czytelny dla ucznia. Na filozofię problemową przyjdzie czas... :) : ) :)

      A! I ja nie popadam w paradoksy, gdyż jasno widzę, iż obniżenie wieku niestety wpłynie na dalsze obniżanie poziomu edukacji. No, ale może kiedyś ten proces się odwróci..? Może jednak kiedyś jakiś minister dojdzie do wniosku, że dobrze wyedukowane społeczeństwo to dobra inwestycja...?

      Agn. Prz.

      Ps. Czy Julce i innym dzieciom nie zrobi krzywdy - zobaczymy... W sferze emocjonalnej rok to bardzo dużo, no ale znów podkreślę: nie muszę mieć racji do końca. Piszę na podstawie obserwacji i pracy z młodzieżą w różnym wieku i widzę jak bardzo różnią się młodzi ludzie nawet gdy dzieli ich choćby tylko rok życia...

      Usuń
    16. Agnieszko, spytam przewrotnie: uważasz więc, ze wiek szkolny powinno się podwyższyć? To jest sposób na uniknięcie problemów jakie są teraz? Z moich obserwacji wynika, że tka naprawdę ta zmiana nie zmieniła problemów, które były już wcześniej, gdy do szkoły szły siedmiolatki.

      Usuń
    17. I jeszcze coś: jako że Julka chodzi już do I klasy jako młodszy rocznik, obserwuję jak ta nauka wygląda w praktyce i żadnej krzywdy dla dzieci tu nie widzę. W sferze emocjonalnej wielu sześciolatków radzi sobie lepiej, niż dzieci, które poszły starym trybem. Jasne, że dzieci się różnią, ale też nie zawsze zależy to do końca od wieku, bo składa się na to wiele czynników.

      Wydaje mi się, że mentalnością Polaka jest doszukiwanie się wszędzie samych minusów. W innych krajach nie twierdzi się, że niższy wiek szkolny krzywdzi dziecko... Jeśli nauka prowadzona jest umiejętnie, a i rodzic się angażuje, może mieć to moim zdaniem więcej plusów niż minusów.
      Oczywiście polski system edukacji wymaga wielu zmian, wiele z tych, które były przeprowadzone ma wady, ale to głębszy problem, a my wciąż krążymy wokół tego obniżenia o rok wieku szkolnego.

      Usuń
    18. Oluniu droga... Twoja propozycja odnośnie wieku w drugą stronę jest warta uwagi... :) :) :)

      A tak serio: pewnie samo obniżenie wieku nie jest aż takim dramatem. Ja pisze w szerszym kontekście - [Ty ów kontekst poruszyłaś w końcowym akapicie ostatniego postu] - bo niestety jedno ciągnie drugie... Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: stan edukacji w Polsce nie był gotowy na ową zmianę wieku... I tu zgadzam się z Izą - wymusił to czynnik ekonomiczny! I nikt mi nie wmówi, że nie! Bo czemuż to właśnie teraz gdy wali się system ubezpieczeń społecznych nagle dostrzeżono "dobro" dzieci we wcześniejszej edukacji..? Takie reformy winny być poprzedzone latami [LATAMI!!!!] przygotowań. Dziecko to żywa tkanka społeczna i nie wolno przeprowadzać na niej tak ważnych zmian bez dobrej podstawy przygotowawczej... A mnie cała ta reforma zakrawa na pośpieszny eksperyment z "marchewką" w postaci darmowego elementarza [choć dalipan wcale on taki darmowy nie jest], by ratować na przyszłość finanse nieudolnego państwa... Uwierz mi Kochana, że ja naprawdę nie jestem przeciwna zmianom, ale czasem coś co robi wrażenie niby lepszego jest zdecydowanym wrogiem tego, co dobre... Czas pokaże co z tego wszystkiego wyniknie... Niemniej dziś już się mówi o tym, że może jednak wrócić do 8-klasowej podstawówki...[to tak odnośnie "dobrości" gimnazjum], jak również pluje się w brodę, iż odeszliśmy od zawodowego kształcenia młodzieży... Stąd moje obawy czy kolejna super reforma nie okaże się równie chybiona...

      Usuń
    19. A! I jeszcze coś:
      cytat z Ciebie: "Jeśli nauka prowadzona jest umiejętnie..." No właśnie: JEŚLI!!!!! A co jeśli nie?

      Agn. Prz.

      Usuń
    20. Co do umiejętnego prowadzenia nauki, to ten czynnik miał znaczenie i przed reformą. Nawet nieumiejętnie prowadzony siedmiolatek w I klasie miał problemy, podobnie jest teraz i tu reforma ma niewiele do rzeczy.
      Co o czynnika ekonomicznego oczywiście ma on ogromne znaczenie, pewnie nawet był decydujący, ale myślę sobie, że jeśli rzeczywiście nie będzie miał kto pracować na emerytury czy to moich rodziców czy później męża (bo ja o własnej nie mam co marzyć), to inaczej będziemy patrzeć na tę kwestię. Niestety emerytury z nieba nie spadną...
      Możemy obserwować efekty niższego wieku szkolnego w innych krajach i chyba nie ma tam tragedii. niestety prawda jest taka, że pewnych skutków nie da się do końca przewidzieć, dopóki się nie przejdzie do czynów. Tak było choćby z gimnazjami, których też nie bronię, ale podobnie jak w obniżeniu wieku nie podoba mi się ogólnikowe podejście do sprawy i mierzenie wszystkich jedną miarą. Mam też wrażenie, że kiedyś problemy z dziećmi nie były do tego stopnia "zrzucane" na szkoły, system oświaty i politykę, co teraz, a też tych problemów nie brakowało.

      Usuń
    21. ja swojego mogłam posłać na 6 lat, ale posłałam na 7 i nie żałuję. Co sie ma nauczyć to się nauczy, a przedszkole wydaje mi się daleko lepszym miejscem dla 6 latka niż szkoła, szczególnie taka która jest w jednym budynku z gimnazjum

      Usuń
    22. Mój synek poszedł do szkoły w której również jest gimnazjum i uważam, że to ogromny plus. Dzieci kontynuują naukę w tym samym budynku, znają nauczycieli, nie muszą wskakiwac w nowe środowisko i nie uważają się za "jaki to ja już jestem dorosły, wszystko mi wolno".

      Usuń
  11. coraz więcej znajomych mi osób myśli o edukacji domowej - ja też się zastanawiam, chociaż sa plusy i minusy tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są plusy i minusy tak samo jak szkoły. W mojej opinii jednak mimo wszystko szkoła jest dla mojej córki lepsza niż edukacja domowa. Mieszkamy na małej wsi i kontakt z rówieśnikami Julka ma bardzo ograniczony, więc nie wyobrażam sobie jeszcze nie posyłać jej do szkoły.

      Usuń
  12. Tworzę powoli wpis na ten temat. Opornie mi idzie ale im dłuzej piszę tym lista plusów się wydłuża. Wczoraj u nas nastąpił przełom. Kuba do tej pory nie chciał pisać w szkole, nie wyrabiał się bo specjalnie łamał sobie ołówek. I brał pisanie do domu. A wczoraj sukces! A ile się zmieniło w naszym życiu! A ile we mnie! Kosztuje to masę pracy ale jak ktoś nie pracował 6 lat to teraz ma spore zaległości. Ja dziękuję Bogu, że ta ustawa weszła i jest teraz tak jak jest. Krótki cytat z wpisu jaki u mnie powstaje:

    " Gdy usłyszałam o tej reformie na starcie krzyczałam NIE! No jak to, mojego małego synka chcą posłać do szkoły? Dramat! Ale decyzja zapadła i ja ją w tej samej chwili przyjęłam. Bez zbędnego lania łez nad utraconym dzieciństwem synka mego.
    Szybki bilans: Kubusiowi "leciał" czwarty rok w przedszkolu. Pomimo, ze przedszkole jest fajne, wesołe, beztroskie i kolorowe to uczy także złych nawyków i zachowań.Bo podobno edukacja przedszkolna została zmieniona, poziom został obniżony. A jak do tego dodamy ludzi, zwyczaje placówki plus uwarunkowania dziecka to dla mnie naturalnym było to, że kolejny rok w przedszkolu to strata czasu. Sam Kuba od początku zerówki żył szkołą i wręcz odliczał czas kiedy tam pójdzie. Zanim poszedł zrobiłam wielką pracę. Rozmawiałam o szkole , pokazywałam szkołę, nie straszyłam szkołą ani jej nazbyt nie kolorowałam. Wcześniej zapoznałam się ze szkolnymi zwyczajami, zobaczyłam klasy, łazienki, poznałam zasady prowadzednia lekcji i przygotowania samej szkoły na 6 letnie dzieci.

    1 września był dniem bardzo radosnym. Kuba był dumny i ja też. I jesteśmy nadal. "

    OdpowiedzUsuń
  13. A wiecie co? 6 latek w szkole jest OK. Ale marzeniem by było gdyby obowiązek przedszkola miały 4 latki, potem obowiązkowa zerók\wka 5 latków no i szkoła. Bajka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala nie moge doczekać się tego wpisu! Tylko napisz też o minusach ;). Ja to zrobię, bo dziewczyny myślą, ze mam różowe okulary, a to nieprawda, jednak uważam, że zdecydowanie tragizujemy za bardzo jeśli chodzi o tę reformę.

      Usuń
  14. wszystko jest dla ludzi ale nie wszędzie jest miejsce dla takich dzieci małych dobrze zorganizowane u mnie szkoła to ... w-f z dyrektorką to śmiech ;( tragedia ;( teraz w gimnazjum jest pierwsza pani - wychowawca z prawdziwego zdarzenia a wcześnie to płakać się chciało np. tekst -moja córka rozmawiała z kolegą - odpowiedziała na jego pytanie bo dziecko nie rozumiało zadania i poprosiło koleżankę z ławki o pomoc , pani zapytała córki o co chodzi i ta odpowiedziała że Miruś nie rozumie ( to było jakoś w 2 klasie podst.) a pani na to że - Jemu nie warto tłumaczyć bo i tak nie zrozumie - i co aż się płakać chce bo dziecko nie miało kolorowo , a mogła się wcześniej zainteresować pani ;) , szkoła , interweniowaliśmy ale długo by pisać;(zresztą odebrano go matce bo piła... szkoła szkole nie równa więc nie wiem jak i co w tej sprawie się wypowiedzieć tylko tyle że nas to czeka a tu to jest porażka z tą dyrektorką ;( dzieci muszą być twarde bo muszą sobie same radzić , bo co rodzic da radę pomóc to robi co się da ale nie da się pilnować w szkole a gimnazjum mamy razem z podstawową i nieraz córka czekała z pójściem do toalety bo się bała dziewczyn starszych bo wpadały i robiły akcję ooo jak wspominam to ... powodzenia ;) szkoła jest fajna mimo wszystko ;) córka lubi się uczyć daliśmy radę a teraz za pasem Iwo ;) będzie uczęszczał i znowu się zacznie ale teraz jestem już doświadczona i będziemy walczyć;) Pozdrawiam;) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety Beata takie sytuacje są , były i będą i to bez względu na reformy. Bo tu trzeba reformy często w zachowaniu dzieci, która to powinna leżeć w gestii rodziców. Mam na myśli np. młodzież terroryzującą młodszych w gimnazjach. Nauczyciele zostali pozbawieni wszelkiej drogi manewru, bo to dzieci są nietykalne, ale nikt nie dał do zrozumienia rodzicom, że to oni mają za zadanie uczyć dzieci podstaw zachowania. Nie wyobrażam sobie, aby dziecko z wpojonymi wartościami, z rodzicami, którzy zawsze wysłuchają, podchodzą rozsądnie do wychowania, nagle stało się szkolnym terrorystą. Owszem, są bunty, są wpadki, ale wszystko idzie zniwelować, jeśli rodzice się starają, współpracują też ze szkołą, rozmawiają z dzieckiem. Starsze koleżanki zarzucają mi brak doświadczenia, ale ja jeszcze nie tak dawno sama byłam w gimnazjum, w liceum i patrzę na to też z tej drugiej strony.

      Usuń
  15. Najgorsze w tej ustawie było to, że rozdzielili rocznik i dali rodzicom wybór. Wybaczcie Kochani ale tak uwazam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Odpowiedzi
    1. Widzisz Alu... Gdy wchodziły gimnazja wielu też rodziców było za... Dlatego nie wiadomo czy za kilka lat również i ta reforma dla 6-latów nie będzie podobnie postrzegana...

      Usuń
    2. Gdyby szafa miała sznurek...Nie wiemy co będzie za lat kilka czy kilkanaście. Ale tu i teraz możemy a nawet musimy zrobić wszystko jaknajlepiej. Nie dla siebie ale dla swojego dziecka. Równie dobrze cofnijmy się do epoki kamienia łupanego bo tak było wtedy dobrze. Nie ma co się zamykać na świat a iść do przodu. Każda zmiana niesie za sobą wiele kontrowersji. Tylko w tym przypadku wszystko w naszych rękach. Dziecko pójdzie tam gdzie je zaprowadzimy. Nie każdy może zmieniać prawo. Więc mając takie prawo zaprowadźmy do szkoły zadowolone dziecko. Przez zadowoloną mamę a nie taką co ma minę jakby prowadziła dziecko do piekła.

      Usuń
    3. Pozostaje mi życzyć, byś nigdy o tej reformie nie musiała napisać jak powyżej napisałaś o gimnazjach...

      Usuń
    4. Dziękuję. Nie zapieram się, że nie napiszę kiedyś o niej źle ale będąc tu i teraz robię wszystko aby moje dziecko było szczęśliwym 6 letnim uczniem.

      Usuń
  17. No cóż... Powymieniałyśmy się poglądami i to jest bardzo dobre... Cieszę się, że jesteście jako Mamy adeptów szkolnictwa, tak zadowolone... Pozostaje mi tylko napisać: czas pokaże jak ta reforma będzie się miała do dalszej edukacji dzieci... Mnie życie nauczyło, że potrzeba dużej ostrożności przy takich zmianach. Życzę Wam naprawdę by cały okres edukacji wywoływał w Was, jako rodzicach poczucie radości i entuzjazmu...

    I dwa pytania do Ali:
    1. czym się kierujesz pisząc o bajce w związku z obowiązkiem przedszkolnym 4-latków...?
    2. czemuż to możliwość wyboru dla tego rocznika była zła...?

    Agnieszka Prz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, ja mam pytanie jeszcze do ciebie w takim razie: co twoim zdaniem powinnyśmy robić w związku z tym, ze nasze dzieci poszły nowym programem? Bo ja nadal nie rozumiem. O ile ta reforma ma zarówno wady jak i zalety (w przeciwieństwie do totalnych przeciwników ja dostrzegam jedne i drugie :P), o tyle nie bardzo wiem, do czego tak naprawdę dążycie pisząc jaka jest zła. Mamy płakać? załamywać ręce? załatwiać te zaświadczenia? Iść do rządu?

      Usuń
    2. Olu... Ja tylko naświetliłam problem w znacznie szerszym kontekście, że wcale nie jest tak kolorowo jak wielu się wydaje... Bo ta reforma to nie tylko tu i teraz... To całe lata naprzód! Czekam na Twój wpis o minusach, może wtedy zderzymy pewne opinie. A co można zrobić? Teraz już nic. Był na to czas, żeby zawalczyć oto by reforma w takim nieprzygotowanym kształcie nie weszła. Moje wypowiedzi mają na celu jakby uczulenie na przyszłość - może trzeba próbować dążyć do likwidacji gimnazjów, by dzieci z nowego toku nie musiały jako 12-latki mierzyć się z kolejnym stresem...?

      Agn. Prz.

      Usuń
    3. Agnieszko rozumiem i masz rację, że niektóre efekty będą widoczne dopiero za lat kilka, kilkanaście, ale niektóre są już teraz. możemy obserwować nasze dzieci i dostrzegać zarówno minusy jak i plusy tej sytuacji. Ja jednak jestem zdania, że trzeba dostrzegać we własnych dzieciach potencjał, tym bardziej, że nikt chyba nie zaprzeczy, iż dzieci dojrzewają coraz szybciej. Psioczymy na to, jak nam wygodnie, a w sytuacji reformy zdajemy się o tym zapominać. Co do gimnazjów myślę, że może dojść do ich likwidacji prędzej czy później.

      Usuń
    4. Agieszko bo edukacja przedszkolna dla 4 latków to same korzyści. Ba! Nawet dla 3 latków.
      Kwestia wyboru...rodzic nie spojrzy na swoje dziecko obiektywnie co jest naturalne. Jedni rodzice zobaczą w swoich dzieciach potencjał i będą chcieli go wykorzystać posyłając do szkoły, dadzą szansę rozwinąć skrzydła. Inni z góry założą, że moje malutkie dziecko sobie nie poradzi tym samym nie dając mu nawet szansy tylko pogłębiając się we własnych lękach. 6 latek w szkole z równolatkami? Czy 7 latek w przedszkolu z 6 latkami lub nawet 5 latkami? Czy to nie jest krzywda dla tych 7 latków w przedszkolu?

      Usuń
    5. Obecne czasy jak nigdy dotąd stawiają przed nami - rodzicami, zadnia BYCIA przy dziecku... Żebym była dobrze zrozumiana: dzieci faktycznie rozwijają się szybciej co jest niewątpliwym znakiem naszych czasów... Ale kij ma dwa końce: owe czasy mają także wpływ na nas - rodziców, co można zauważyć w tym, iż co raz mniej nas w domu, z dziećmi - nie ma kiedy porozmawiać, bo każdy wsadza nos w swój tablet/komputer, biegnie do dodatkowych zajęć itp. Dlatego uważam, że tak ważne jest to BYCIE przy dziecku w sensie uczestnictwa w każdej sferze życia syna/córki. Nie chodzi o nachalne pakowanie się w duszę dziecka/nastolatka, ale oto by tenże nasz potomek wiedział, że może na nas liczyć! Że pomożemy gdy czarne miesza się z białym i świat podsuwa przeróżne wybory i drogi... To trudne zadanie, ale niezwykle ważne i procentujące na przyszłość... Przy takiej współpracy rodzic - dziecko, uda się przejść przez wiele trudnych chwil... Państwo nasze nie ułatwia nam tego zadania, niestety... Ale żeby nie zamykać naszej dyskusji zbyt pesymistycznie napiszę, że przy wkładzie własnym, jako rodziców, możemy naprawdę pomóc naszym dzieciom... :)

      Tego mądrego rodzicielstwa życzę wszystkim Mamom i Ojcom... [mnie się udało, więc i Wam też się uda!]

      Agn. Prz.

      Usuń
    6. Alu... A czy obecnie nie jest krzywdą dla dzieci, które mają za sobą etap przedszkolny, że będą "równać" w dół by sześciolatek nadążył...? Czy te starsze dzieci nie nudzą się? Nudzą... Robią znów to samo a nawet w jeszcze bardziej okrojonej wersji... Gdyby chciano wprowadzić mądrze tę reformę nie zmieszano by dzieci 7-letnich z 6-latkami. Tutaj brakło właśnie dobrego przygotowania... Syn moich przyjaciół nie chce chodzić do szkoły, bo nic nowego się nie uczy! A nawet gdy przeglądnął ów słynny Elementarz powiedział, że mu się nie podoba bo "jest jak dla małych bejbusiów".
      Tak więc są dwie strony medalu... I jednak sceptycznie podchodzę do tego, że tak wczesna edukacja to "same korzyści" jak napisałaś...

      Agn. Prz.

      Usuń
    7. A to dowodzi tylko faktu Agnieszko, ze już dzieci młodsze są gotowe na naukę :). Co do elementarza naprawdę wciąż nie rozumiem, gdzie dostrzegacie w nim tak wiele różnic porównując go do płatnych "podręczników", które były wcześniej?...

      Usuń
  18. Gdyby nie dzielenie rocznika to by nie trzeba było mieszać 6 i 7 latków. Dlatego uważam, że ten podział to był błąd.

    OdpowiedzUsuń
  19. I tu się z Tobą zgadzam w 100%... Myślę, że faktycznie gdyby nie to, można by przynajmniej uniknąć tej jednej komplikacji, o której też napisałam... No cóż... Zostaje tylko czekać, pracować z dziećmi i ewentualnie głębiej się zastanowić, gdy znów jakaś reforma pojawi się na horyzoncie... :)

    Agn. Prz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, zastanowić się można, ale niestety nie na wszystkie reformy mamy realny wpływ. Dlatego uważam podobnie jak Ala, ze mimo wątpliwości (bo są, nie jest tak jak uważasz Ty i Iza, że ja widzę wszystko w różowych barwach) trzeba robić wszystko, aby ta zmiana wyszła jednak dzieciom na dobre. Ja głęboko wierzę, że nawet z na pozór złych rzeczy da się wyciągnąć coś dobrego.

      Usuń
  20. Wiele cenny i bardzo prawdziwych spostrzeżeń. Wiesz, ja też bardzo lubiłam szkołę, może rzeczywiście to ma duże znaczenie i rodzice tak źle się o niej wypowiadający przelewają na dzieci swoje uprzedzenia.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram