Post Top Ad

Czy darmowy znaczy gorszy?


Nadeszła wiekopomna chwila: w Julki, a zrazem moje ręce trafił okryty złą sławą jeszcze przed wydaniem darmowy podręcznik do I klasy. Pewnie powinnam od razu zacząć sypać "mięsem" na jego widok, może zemdleć z przerażenia a najlepiej natychmiast spalić go na stosie, jako jedną z ksiąg zakazanych! Toż to taka szmira, pretensjonalny "dizajn", program nauczania robiący z dzieci "zacofanych ludków"! Słowem: ten podręcznik to katastrofa! Po przestudiowaniu go wspólnie z Julką mam wrażenie, że jest katastrofą praktycznie tylko dlatego, że jest pomysłem naszego rządu... W końcu dla przeciętnego Polaka wszystko, co związane z polityką i ekipą rządzącą (bez względu na to, jaka to partia) jest złem!

Jak zdążyliście się już przekonać w poprzednich postach o tematyce szkolnej, daleka jestem od wieszania psów na rządzących za obniżenie wieku szkolnego i darmowy podręcznik. Nie znaczy to, że patrzę na to wszystko przez różowe okulary, ale staram się patrzeć obiektywnie, rozsądnie i biorąc pod uwagę odczucia mojego dziecka, a nie tylko swoje. W końcu to ona jest tu najważniejsza! Aha, no i jeszcze zanim wydam osąd, staram się sprawę czy rzecz poznać, zbadać, przestudiować, a nie iść jak owieczka za tłumem albo udawać, że wiem, skoro nie mam bladego pojęcia... Do rzeczy!



Elementarz zaskoczył dość małym formatem jak na dzisiejsze podręczniki. To taki zmodyfikowany format A4.  Jak pewnie wiecie podzielono go na 4 części odpowiadające porom roku, podobnie jak wyglądało to w przypadku większości zestawów do I klasy. Pierwsza część nie jest więc ani gruba, ani ciężka i nie obciąża plecaka pierwszaka. Tu od razu powiem o wadzie podręcznika, bo słodzić Ministerstwu nie mam zamiaru, ale być obiektywną i szczerą wobec was, jak zawsze zresztą ;). Otóż podręcznik jest wydany w dosyć cienkiej oprawie i zszyty pośrodku zszywaczami, co niestety czyni go mniej odpornym na eksploatację przez rączki sześciolatków. Jednakże obserwując podręczniki, za które słono płacimy, widzimy dokładnie to samo, przy czym koszt "Naszego Elementarza" w razie zniszczenia wynosi nieco ponad 4 zł, natomiast za podręczniki oferowane przez wydawnictwa płacimy sami wiecie ile - po przeliczeniu cena jednej takiej książki do I klasy wyniosłaby zapewne ok. 30 zł. Można więc sobie przeliczyć, jaki jest faktyczny koszt wyprodukowania podręcznika w dużym nakładzie, a ile zarabiają wydawnictwa. (Informacje o cenie 'Naszego Elementarza" znalazłam TUTAJ. Zaglądajcie, bo wiedza ze źródła jest najpewniejsza.).



Przejdźmy do "dizajnu", który taką ością w gardle wielu rodzicom. Dziś "dizajn" zdaje się być czasem ważniejszy niż cokolwiek inne i nie wydaje mi się, by było to takie słuszne... Podobno napis na okładce jest brzydki i obrazki niechlujnie rozmieszczone. Myślicie, że sześciolatki będą miały z tego powody traumę ;)? Spytajcie je w takim razie, co sądzą o ilustracjach w tym podręczniku, zamiast narzucać im swoje gusta. Julka jest zachwycona kolorowymi, realistycznymi obrazkami w tej książce, wzbudzają jej ciekawość i zachęcają do zdobywania wiedzy. Spełniają swoją rolę. Ja jako rodzic, choć lubię oryginalne i nowatorskie rozwiązania jeśli chodzi o ilustrowanie książek dla dzieci, uważam, że w podręczniku nie ma na to miejsca. "Dizajn" ma być taki, by zachęcić dzieci do nauki, pokazać, jak naprawdę wygląda świat, ma być przejrzyście i ciekawie jednocześnie. "Naszemu Elementarzowi" nie mam w tej kwestii nic do zarzucenia. A jeśli nawet ktoś znajdzie w tej kwestii braki, to polecam zapoznać się z innymi podręcznikami do klasy pierwszej: wątpię, by zaspokoiły jego dizajnerski gust...

Treści zamieszczone w podręczniku odpowiadają programowi nauczania. Nie rozumiem więc ani zarzutu, że robi z dzieci "zacofane", ani też tego, że taki sam dla wszystkich szkół jest złem, bo nie uwzględnia poziomu dzieci. Literki i cyferki są w każdym podręczniku do klasy pierwszej i żaden z nich nie uwzględnia indywidualnych cech poszczególnych uczniów, bo gdyby tak miało być to każdy z uczniów powinien mieć specjalnie przygotowany podręcznik. Podręcznik to pomoc w kształceniu dla dziecka, nauczyciela i rodzica, a sposób, w jaki dzieci będą z niego korzystać i dopasowanie metod do poziomu każdego z dzieci jest rolą nauczyciela, jak również rodzica w pracy w domu. Dla mnie jest to oczywiste. W "Naszym Elementarzu" jest wszystko to, co w podręcznikach płatnych, bo być musi - według podstawy programowej.

Podręcznik jest wypożyczany dzieciom przez szkoły. Przyjęty na stan biblioteki szkolnej, zostaje wydany na podstawie umowy użyczenia, którą podpisuje rodzic. Po skończonej części, zostaje ona oddana do biblioteki dla kolejnej dwójki dzieci. Sądzę, że pomysł z wieloletnim wykorzystaniem podręcznika, choć w swoim założeniu dobry, może być trudny do zrealizowania ze względu na słabą jakość wydania książki. Jednak biorąc pod uwagę koszt, jaki poniesiemy w razie zniszczenia książki, warto zaryzykować. Uważam też, że to dobra metoda, by nauczyć dzieci szacunku do książek. Mam wrażenie, że większość rodziców o tym zapomniała, ale w czasach naszej edukacji większość książek przechodziła z pokolenia na pokolenie i jakoś się "nie zużyły" ani wiedzy w nich nie ubyło...

Do "Naszego Elementarza" dołączony jest zeszyt ćwiczeń - po jednym do każdej części książki. Jakby wam to powiedzieć... one niczym nie różnią się od tych, które proponują wydawnictwa! Owszem, są z pewnością różnice w wyglądzie, w rozmieszczeniu treści, ale na pewno nie w zawartym w nich programie, bo takowych zwyczajnie być nie może! Ćwiczenia oczywiście dzieci dostają na własność. Wyglądają one tak, jak na poniższych zdjęciach.






















Julka wykonuje już w swoich "Ćwiczeniach z pomysłem" pierwsze zadania i robi to z ochotą. Są szlaczki, są zadania logiczne, są literki, cyferki, słowem wszystko to, co być powinno. Wydanie ćwiczeń również podobne, jak w przypadku tych oferowanych przez wydawnictwa.


No to się rozpisałam, ale jest o czym! Chciałam wam przekazać kilka rzeczy: po pierwsze nie widzę diametralnych różnic pomiędzy podręcznikiem rządowym, a tymi dostępnymi w księgarniach, po drugie: uważam, że darmowy podręcznik to duża pomoc i duża ulga dla wielu rodzin, po trzecie: w moim odczuciu podręcznik to tylko pomoc w nauce, a nie jej podstawa, więc obawy, że ten rządowy zaważy na edukacyjnych losach waszych dzieci uważam za bezpodstawne, po czwarte: wszystkich zadowolić się nie da, po piąte: dla niektórych wszystko, co wymyśli rząd jest złe, bo ... wymyślił to rząd, po szóste: odczucia naszych dzieci także są tu ważne! Warto zauważyć, że darmowy podręcznik sprawił, iż wydawnictwa windują ceny książek do pozostałych klas. Uważam, że wymaga to jakichś regulacji prawnych, bo ceny są kosmiczne, co widać szczególnie po koszcie rządowego podręcznika, który wynosi nieco ponad 4 zł. Mam nadzieję, że zostanie to w jakiś mądry sposób uregulowane!

Przechodząc już (w końcu) jednak do finału tej recenzji: znajdą się tacy, którym "dizajn" nie będzie odpowiadał nawet, jeśli ilustracje namalowałby Picasso, a zawartość merytoryczna nawet, jeśli przygotowałby ją profesor Miodek. Jednocześnie nasuwa się pytani: dlaczego płatnych podręczników tak nie analizowaliśmy i nie krytykowaliśmy? Uwierzcie, że w wielu z nich można spotkać totalne bzdury, a i ilustracje pozostawiają wiele do życzenia. Wychodzimy jednak chyba z założenia, że jak za coś płacimy, to musi być dobre...  Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. prawda stara jak świat, a w ciąż aktualna. Chcemy udogodnień, chcemy pomocy rządu, chcemy płacić mniej, a jak już nam coś dadzą za darmo to automatycznie to skreślamy i twierdzimy, że jest złe. A ja uważam, że nie zawsze droższe znaczy lepsze, a tańsze czy darmowe znaczy gorsze. Ten podręcznik jest tego dowodem. Na pewno nie zapisze się na kartach historii tak jak elementarz Falskiego, ale na pewno nie zrobi krzywdy naszym dzieciom i dobrze wykorzystywany, pozwoli im zdobyć taką wiedzę, jaką zdobyć powinny. Nie zrzucajmy tylko na niego całej odpowiedzialności za edukację naszych pociech: to nie podręcznik uczy, ale nauczyciele i rodzice i to nie podręcznik musi chcieć się nauczyć, ale dziecko zachęcane przez nauczycieli i rodziców. Kropka.

17 komentarzy:

  1. Mojego syna ominął skok z zerówki do klasy pierwszej.Nie mogę więc wypowiedzieć się w kwestii darmowego podręcznika.Myślę jednak,że prosta treść i forma bardziej przemawia do dziecka.W podręcznikach szkolnych możemy znaleźć wiele bzdurnych zadań.Przykład jednego ćwiczenia z religii:
    Poniżej podano przykładowe osoby.Z którą z nich nie chciałbyś zamieszkać w jednym pokoju w czasie obozu letniego
    -cyganka
    -chory na AIDS
    -biznesmen
    -niewierzący
    -właściciel fabryki czekolady
    -żebrak
    Zgroza,normalnie włos się na głowie jeży.Niby jak ma się do tego odnieść dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widzisz, zapomniałam zadać to pytanie: dlaczego płatnych podręczników nikt tak nie krytykował? Przecież w wielu z nich można spotkać takie bzdury, o których piszesz.

      Usuń
  2. Powiem szczerze że nie miałam jeszcze czasu przejrzeć aż tak dokładnie elementarza ale póki co nie mam do niego większych zastrzeżen. Za to nie podoba mi się ogólnie program gdyż w dużej mierze zawiera to samo co Córcia uczyła się w zeszłym roku i to właśnie jest dla mnie tym "cofaniem" dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn? Nie rozumiem za bardzo, o co chodzi.. Czego uczyła się Pani córka?

      Usuń
    2. Moja córka w zerówce też uczyła się literek i cyferek, ale to było jedynie wprowadzenie. Warto wspomnieć, że w przedszkolach nie obejmował tego program, więc uczyły się tego tylko niektóre dzieci. Zresztą jak świat światem w zerówce wprowadzało się literki czy cyferki, a w I klasie je "szlifowało". Program został trochę obniżony przez wzgląd na to, że dzieci są o rok młodsze, ale ja uważam, że jak dziecko jest zdolne to i tak nic nie stoi na przeszkodzie, by nauczyło się więcej.

      Usuń
    3. Oczywiście masz racje, ale jak dziecko po 3 dniu przychodzi i mówi, że już to przecież umie to boje się że z czasem będzie wracać znurzona przerabianiem kolejny raz tego samego.

      Usuń
    4. Cóż, masz zdolne dziecko i pozostaje tylko się cieszyć :). Moja Julka też zna już literki, cyferki, umie czytać proste wyrazy, dodawać, odejmować. Niestety programu się nie przeskoczy. Pozostaje w domu go wyprzedzać :).

      Usuń
    5. Czasem nad tym pracujemy ;-)

      Usuń
    6. Mój siedmiatek czyta ze zrozumieniem, dodaje i odejmuję a nawet już pisze- uwielbia to. Czy to znaczy że powinnam gdzieś się udać i prosić o podzielenie dzieci na te co potrafią i nie, i prosić żeby inaczej były uczone? Większość dzieci nawet literek nie zna. Mój synek na szczęście nie narzeka, na razie jest zadowony i przeszczesliwy że dostał słoneczko za szlaczki.

      Usuń
    7. Proszę mi wybaczyć błędy :) z tel.piszę i czasami coś zjem, czasami nie ta literka wyskoczy..

      Usuń
  3. Miałam możliwość obejrzenia podręczników do klasy 1 i szczerze niczym się nie różnią od podręczników z których moja córka korzystała - chyba że ceną :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam aż córka dostanie i chcę się przekonać sama jaki jest mam porównanie ponieważ mam ksiąkżi syna z pierwszej klasy to porórwnam sobie .

    OdpowiedzUsuń
  5. Polacy to taki narów, który uwielbia wszystko krytykować, a zwłaszcza to co dotyczy rządu, polityki itp. Dziwne że wypowiadają się głównie osoby, które znają elementarz jedynie ...z okładki :) i mają starsze dzieci albo w ogóle takowych nie posiadają. Podręcznika moja pierwszaczka jeszcze nie ma, ale ja nie oczekuje nie wiem czego. Ma nauczyć ją cyferek i literek, a resztą zająć mam się ja. Żaden podręcznik nie nauczy dziecka systematyczności, obowiązkowości, kultury osobistej i dobrego serca :) od tego są rodzice.
    U nas funkcjonuje taki zeszyt informacyjny w który pani wkleja info do rodzica, we wtorek wkleiła zadanie do domu i co? nie wszyscy mieli odrobioną pracę domową na środę - czyja to wina, może podręcznika ;)
    Pozdrawiam gorąco i życzę Juli samych sukcesów w szkole :)
    Marlena Płuciennik
    p.s. Miłego weekendu z ukochanym mężusiem :) mój już do nas wrócił :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój Boże nareszcie normalna recenzja nowych podręczników. W zasadzie zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Moja starsza córa jest w 2 klasie więc nie załapała się na ten elementarz ale miałam okazję go szybko zobaczyć. Nie jest to może mistrzostwo świata ale nie popadajmy w paranoję. Jedyne co mnie uwiera to jest sprawa zniszczenia / zużycia podręcznika. --> starsza jest bardzo uważna i z dużym pietyzmem podchodzi do książek, stara się ich nie niszczyć, nie gnieść itp ale mimo to po semestrze noszenia w plecaku książki nie wyglądały idealnie -- powiedziałabym, że były w średnim stanie. Moim zdaniem nie ma możliwości by 7 letnie dziecko nie zużyło / "zniszczyło" książek. Z tego co pamiętam ten sam egzemplarz ma wystarczyć 3 lata - więc teoretycznie moja młodsza ma dostać jako ostatnia w kolejce Elementarz - szczerzę wątpię by się nadawał - ale pożyjemy zobaczymy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że tak uważasz! Co do zużycia, to tak jak pisałam: trzeba dziecko uczyć szacunku do książki, ale nie warto się martwić, jeśli faktycznie podręcznik się zniszczy, bo jego koszt to trochę ponad 4 zł...

      Usuń
    2. Myślałam że płacisz kary 4 zeta. A w sumie to ciekawe bo ja kupiłam pakiet książek za jedyne 215 do 2 klasy (jest tam z 10 książek) - fajna korelacja cen. Jestem żywo zainteresowana jak to będzie wyglądało za dwa lata - czy dostanę jakiś ogryzek podręcznika czy coś nowego - zobaczymy.

      Nie zwróciłam na to uwagi gdy miałam Elementarz w dłoni ale koleżanka zwróciła mi uwagę że bardzo przeszkadza jej różna czcionka na tych samych stronach - czy rzeczywiście na jednej stronie można zaobserwować różne czcionki i wielkości liter?

      Usuń
  7. Ludzie to już nie mają się do czego chyba doczepić.. Mała czcionka jest dla nauczyciele, duża dla ucznia.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram