Post Top Ad

Nigdy nie mów nigdy, czyli historia pewnej miłości.


Kiedy miałam roczek jego ojciec założył nam prąd w całym domu, tak w prezencie, bo podobno zawsze chciał mieć córkę, a miał trzech synów.

Kiedy miałam sześć lat zobaczyłam go na szkolnym korytarzu: miał zieloną bluzę i był starszakiem z klasy szóstej, a ja miałam mysie ogonki i plecak, który był niemal większy ode mnie.

Kiedy miałam 12 lat zaczął pojawiać się w naszym domu i został najlepszym kolegą mojego brata. Zamieszkał też dosłownie kilkaset metrów od mojego domu. Jak to zwykle bywa w takich historiach, został tez moim obiektem westchnień. Bez wzajemności rzecz jasna.

Kiedy miałam 13 lat to on zaczął do mnie wzdychać i nawet "chodziliśmy ze sobą" 2 miesiące. Sęk w tym, że wtedy nagle przestał mi się podobać.

Pomiędzy 13 a 16 rokiem życia szukałam swojego miejsca i wielkiej miłości. On był zawsze, przez ten cały czas. Stał się najlepszym przyjacielem, choć czułam, że darzy mnie czymś więcej niż tylko przyjaźnią. Pisaliśmy do siebie długie listy, gdy był w wojsku, chodziliśmy razem na imprezy, paliliśmy papierosy kryjąc się przed moimi rodzicami i doradzaliśmy sobie w sprawach sercowych, włóczyliśmy się razem po lesie i jeździliśmy na motorze. Moje miłostki tak szybko mijały, jak się pojawiały, a On był ciągle obok, na wyciągnięcie ręki...

Lubiłam być zawsze na przekór, więc im częściej słyszałam, że powinniśmy być parą, tym częściej powtarzałam innym i sobie: NIGDY! Nawet wtedy, kiedy zaczęło mi go brakować, gdy nie pokazywał się przez kilka dni. Nawet wtedy, gdy zaczęło łaskotać mnie w brzuchu, gdy w końcu przychodził. Nawet wtedy, gdy podawałam mu dłoń i od jego dotyku zaczynały mięknąć mi nogi. Broniłam się przed tą miłością. Broniłam się trochę z przekory, a trochę ze strachu, że jeśli nam "nie wyjdzie" stracimy nie tylko miłość, ale i przyjaźń, która nas łączyła...

Jak to z przyjaźnią pomiędzy mężczyzną i kobietą bywa, często przeradza się ona w coś więcej, a jak to bywa z miłością bywa, nie tak łatwo się przed nią obronić... Tak więc wreszcie się stało: 6 lipca 2003 roku, pierwszy pocałunek, pierwsze ciarki na plecach, powrót do domu z uśmiechem na twarzy i miłością pomieszaną z  lękiem w sercu. Odwrotu już jednak nie było. Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. My wygraliśmy: prawdziwą miłość!

Jeszcze zanim skończyłam liceum zaręczyliśmy się. A tuż po maturze, 29 lipca 2006 roku powiedzieliśmy sobie sakramentalne TAK. Było skromnie i kameralnie,  było pięknie.W tym roku minęło 8 lat od tamtego dnia, a ja często myślę, co by było, gdybym jednak się nie odważyła... Przeraża mnie ta myśl... Na szczęście miłość jest silniejsza niż wszystko inne i wyrzucana drzwiami, weszła oknem :).

 Za nami wiele chwil trudnych i jeszcze więcej tych pięknych. Wspólne wyjazdy, motocyklowe eskapady,  nocne randki nad jeziorem,  przeprowadzki, problemy z pieniędzmi, narodziny dzieci, patrzenie jak rosną, choroby, wypadki, kradzione wieczory tylko we dwoje, śmiech do bólu brzuchów z żartów, z których tylko my się śmiejemy, małe i duże kłótnie i niezapomniane godzenie się po nich, dochodzenie do wszystkiego, co mamy krok po kroku,  wreszcie wyjazd, tęsknota, ale i nadzieja na spełnienie wspólnych marzeń. ósmą rocznicę spędziliśmy osobno, ale kilka dni wcześniej mieliśmy wspaniałe dwa dni dla siebie. Ich wspomnienie daje mi siłę,by przetrwać kolejne 4 tygodnie rozłąki. To był nasz wybór, nasza decyzja i wierzę, że pomoże nam spełnić marzenia. Wszystkim, którzy próbowali mnie przekonać, że rozłąka osłabi nasz związek powiem: czuję, że jest coraz mocniejszy!

Jaki jest morał z tej miłosnej historii? Czasami okazuje się, że to, czego szukamy daleko, mamy na wyciągnięcie ręki. Miłość potrafi zaskoczyć nas w najmniej spodziewanym momencie i nigdy nie pyta o zgodę, ale za to bardzo często wie, co robi, mimo, że podobno jest ślepa :). I jeszcze jedno: nigdy nie mów nigdy! W miłości to słowo nie ma racji bytu i całe szczęście!




31 komentarzy:

  1. Gratuluję tak pięknej miłości, my po ślubie rok, a razem już 7 lat. Mam nadzieję, że też będziemy się tak kochać w naszą 8 rocznicę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 pięknie opisane ... kochana duzo miłosci na kolejne lata :* całusy dla całej 4 ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko pozazdrościć tak pięknej miłości! Wiele pięknych chwil razem Wam życzę i oby rozłąki nie trwały długo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny post! I jeszcze piękniejsza miłość! A ta przyjaźń! Nie jeden zazdrości ! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytają, tą Twoją historię miłosną ,aż maiłam ciarki na ciele ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała historia gratuluję tak pięknej miłości. Ja mojego męża znam 6 lat 6 sierpnia mamy 3 rocznicę ślubu a 9 nasza córcia kończy rok i pomimo wszystkich burz jestem szczęśliwa ze nie powiedziałam nigdy w tym najważniejszym dniu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Marta! Oj, ja też jestem szczęśliwa, że nie powiedziałam nigdy! Całe szczęście, że w porę się "obudziłam' :).

      Usuń
  8. Super historia :) Dobrze, że czekał i się nie poddał :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Historia bardzo podobna do naszej :D tez ja kiedys opisze. Zycze Wam wielu wspanialych lat w milosci!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaka piękna historia :) Nie na darmo mówią że miłość cierpliwa jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Olu pięknie to napisała! <3 Życzę wam abyście trwali w tej miłości na zawsze, by była silniejsza i mocniejsza! Piękna z was para! :))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna historia, jak z filmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy tak o niej nie myślałam, ale nie jesteś jedyną osobą, która tak pisze, więc chyba coś w tym jest :). Filmu to o nas nie nakręcą, ale może napiszę książkę :)?

      Usuń
  13. Uśmiecham się czytając Twój wpis Olu, bo jest w tej historii coś bardzo podobnego do mojego życia... :) Wiele lat temu zaprałam się, że z Tym właśnie Chłopakiem nigdy nie będę... Półtora roku cierpliwie "wydreptywał" ścieżki do mojego serca... Ja fuczałam, odpychałam, robiłam na złość... A On trwał... Za 3 miesiące minie nam 23 rocznica ślubu... Stąd uśmiech w mojej duszy gdy czytam Twoją historię... I jeszcze w jednym się zgadzam w 100% - nie żałuję że to właśnie Ten Chłopak [dziś dojrzały Facet :)] jest moim mężem... Życzę Wam wielu wspaniałych lat wspólnego życia...

    Agnieszka Prz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Fascynująca historia, gratulacje!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Historia jak z filmu. Piękna. Życzę wam wszystkiego najlepszego i niech ta miłość trwa.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram