Post Top Ad

Mama na randce

Gdzie te czasy, kiedy niemal każde spotkanie z ukochanym mężczyzną było starannie zaplanowane i przesycone romantyzmem i namiętnością? Gdzie te czasy, gdy na każde nasze spotkanie godzinami dobierałam kreację i robiłam makijaż? Gdzież wreszcie te czasy, gdy można było bezkarnie pić sobie winko i przytulać się przy zapalonym świetle? No gdzie :)?! 

Po kilku latach małżeństwa pojęcie "randka" kojarzy się głównie z komediami romantycznymi i zabawnymi pytaniami typu: "Czy na pierwszą randkę ogolić nogi?"czytanymi czasem na forach internetowych. Worki pod oczami i włosy w nieładzie przestały dawno zawstydzać, a o jakichkolwiek wyjazdach we dwoje można jedynie poczytać w książkach z gatunku literatury kobiecej... To oczywiście nie znaczy, że nie ma bliskości, że nie ma miłości, pożądania, chwil uniesienia. Są: ukradzione pomiędzy zaśnięciem dzieci, a usłyszeniem odgłosu ich stópek w przedpokoju, pomiędzy przeniesieniem ich z łóżka rodziców do własnego, a wrzaskiem: "Mama, mjeeeeko!", pomiędzy rozmowami o wydatkach w następnym miesiącu, a dyskusja o zepsutym aucie.
Pewnie, że tęsknię za tamtymi czasami! Pewnie, że marzy mi się wyjście (a raczej w naszym przypadku wyjazd) do restauracji tylko we dwoje a niech tam! Marzy mi się chociażby spacer po okolicznym lesie tylko we dwoje, a potem już nawet światło może być zgaszone, byle tylko dreptanie albo hasło "Mjeeeeko!" [na zmianę z "Picieeee!"] nie pojawiło się zbyt szybko. Jednak od trzech miesięcy, odkąd Grzesiek wyjechał, odkrywam pojęcie "randka" zupełnie na nowo i dochodzę do wniosku, że udana, małżeńska randka wcale nie musi wyglądać tak, jak ta z filmu czy książki ani nawet tak, jak wyglądały te "narzeczeńskie"...

Grzesiek standardowo  przyjeżdża do domu co dwa tygodnie, a w miniony piątek przyjechał po miesiącu. Ten, kto odwiedza mój fanapge na Facebooku wie, jak emocjonuję się przed każdym przyjazdem! Na tydzień przed wizytą męża w domu, przygotowuję menu złożone z jego ulubionych potraw dorzucając kulinarną niespodziankę. (Cóż, powiedzenie przez żołądek do serca uważam za całkiem prawdziwe!) Od czwartku pichcę wkładając w to tyle serca, ile nigdy wcześniej nie wkładałam w gotowanie. (Co skutkuje bardzo wyrazistymi smakami - moja mama zawsze mówiła, że przesolone jedzenie świadczy o ostrym stanie zakochania!) Każda nasza rozmowa telefoniczna jest przedsmakiem ... randki, która czeka nas w piątek . Łącza muszą być rozgrzane do czerwoności od tych naszych słów...

Kiedy nadchodzi wreszcie wyczekiwany piątek odliczam minuty do naszego spotkania. Naznaczone są one: smażeniem kotletów, robieniem maseczki, regulacją brwi, odkurzaniem rozsypanych przez po raz setny płatków kukurydzianych, dekorowaniem sałatki, depilacją w towarzystwie Szymona krzyczącego: "Mama, wychodiś juś ź wody!", prasowaniem sukienki, wreszcie usypianiem dwójki łobuziaków... Gdy już zasną czas do 22:00 lub 23:00 wlecze się jak żółw. Zakładam sukienkę, prostuję włosy, układam na stole talerzyki, sztućce i przygotowane wcześniej smakołyki specjalnie dla niego. Spryskuję szyję jego ulubionymi perfumami. Spoglądam na telefon, by zobaczyć SMS ze słowami: "Za piętnaście minut będę Kochanie". Policzki pieką mnie z emocji, serce uderza w piersi jak młot i czuję je... czuję je znowu! Motyle w brzuchu.

Otwiera drzwi, przytula mnie, a potem siada przy stole. Uwielbiam, jak po długiej podróży z apetytem zajada przygotowane przeze mnie rarytasy i delektuje się zaparzoną przeze mnie kawą. A przecież to takie prozaiczne, takie zwyczajne... Patrzymy na siebie uśmiechając się od ucha do ucha i opowiadamy sobie te dwa tygodnie, przez które za sobą tęskniliśmy. Mówi, że ślicznie wyglądam w tej sukience, a ja naprawdę tak się właśnie czuję! Nasza "romantyczna randka" ma miejsce w kuchni, a potem przenosi się do pokoju ze zgaszonym światłem. W tej ciemności słychać pochrapywanie i w każdej chwili można też usłyszeć kroki dziecięcych stópek. Sceneria nie jest taka jest jak na filmie ani jak w książce. Nie jest też tak, jak 10 lat temu w czasach narzeczeństwa. A mimo to te randki są piękne. Najpiękniejsze.

P.S. Będę robić wszystko, abyśmy gdy Grzesiek już na stałe wróci do kraju, nie zgubili tej magii, którą teraz odnaleźliśmy...


 [ A teraz zgadnijcie, na kogo tak patrzę :)? ]

29 komentarzy:

  1. Uwielbiam cie czytać :-) genialnie piszesz o prostych rzeczach :-) aż czuć te emocje :-) ciesze się ze po miesiącu mogłaś poczuć to co odpisałaś i oby do przyszłego piatku:-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marta! Ja uwielbiam takie komentarze i to, że teksty pisane z serca naprawdę ktoś czyta i przeżywa! Cudowne uczucie! Oby do piątku za 2 tygodnie!

      Usuń
  2. tO WSZYSTKO PIĘKNE ALE JA BYM NIE ZDRAZDAŁA NA TWOIM MIEJSCU sekretu tych waszych randek...co robisz minuta po minucie...potem mąz przeczyta i czar prysnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż wie, co robię minuta po minucie. Nie musi czytać :P. Rozmawiamy o tym :P.

      Usuń
  3. Powiem Ci, że, mimo iż jest to na pewno trudna sytuacja, gdy nie masz męża przy sobie tyle dni, to troszkę Ci zazdroszczę tych emocji, kiedy na niego czekasz, a on już już zaraz przybędzie. :) Mój mąż pracuje w domu, nie ma tego oczekiwania, kiedy w końcu wróci do domu i usiadziemy do obiadu. Oczywiście, jest to wspaniała sytuacja - jemy razem śniadania, obiady i kolacje, wychodzimy często wspólnie na spacery (jeśli akurat nie ma zlecenia i może nam towarzyszyć). Ale ostatnio zauważyłam, że zabrakło .. magii. Dlatego ustaliliśmy, że dwa razy w miesiącu będziemy robili sobie randki w ulubionych restauracjach, z przygotowywaniem się specjalnie na nie, z patrzeniem sobie w oczy tak, jak Ty patrzysz na swojego męża na zdjęciu. :) Niedawno zrobiliśmy sobie randkę z okazji rocznicy zareczyn i było wspaniałe :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, że takie rozstanie sprawia, iż bardziej docenia się tę drugą połówkę i każdą chwilę spędzoną razem, pojawia się magia tęsknoty, której wcześniej nie było... Jeśli mąż jest na miejscu to pomysł z randkami choćby raz w miesiącu jest bardzo dobry. Po powrocie mojego będę się starała nie zatracić tej magii...

      Usuń
  4. Ech Olka :) Fajnie tak! u nas po tych 12 latach romantyzmu niewiele, ale tez ja nie jestem romantyczną. Częściej próbuje moj mąż :P w sobotę w rocznicę spotkania dostałam od niego piękny mini-stoliczek pod komputer. Cieszyłam się, ale i tak zaczęłam sie zastanawiać ile kosztował, czy to nie zbędny wydatek itd :P i tak to ze mną jest, kiedy wybucham śmiechem, ale takim pozytywnym, nie ironicznym, gdy mi mąż romantyzm do życia próbuje wprowadzić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina u nas 8 lat po ślubie, a razem 12. Też różnie to bywało, ale to ten wyjazd wiele w nas odmienił. Bardziej siebie doceniamy, umiemy cieszyć się każdą chwilą.Mam nadzieję, że tak już zostanie. Będę się bardzo starać. A i ty się postaraj być mniej pragmatyczna a bardziej romantyczna ;).

      Usuń
  5. Nie wiem skąd Anonimowi przyszło do głowy, że gdyby Mąż przeczytał ten tekst, to czar by prysł... Gdyby mój Mąż przeczytał coś takiego o sobie, byłby w siódmym niebie! :) Cudownie to napisałaś, naprawdę się wzruszyłam :) Piękne, że można się tak kochać :)
    Pozdrawiam, Milena :)

    OdpowiedzUsuń
  6. fajnie czyta sie Twoje wpisy ciesze sie ze jest ktos kto cos taiego prowadzi sa bardzo ciekawe:) lubie czytac Twoje posty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! Dziękuje i zapraszam na kolejne teksty! :)

      Usuń
  7. Ale fajnie to opisałaś, chyba muszę męża gdzies wysłać bo my cały czas razem i taka randka domowa nie wychodzi jak jedna osoba sie przygotowuje a druga ją obserwuje, zero motyli... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. My też nie potrafiliśmy odnaleźć tej iskry, jak Grzesiek był w domu, ale po wyjeździe doceniliśmy siebie dużo bardziej i potrafimy celebrować nawet te na pozór zwyczajne chwile.

      Usuń
  8. Czasem trzeba poczuć brak, żeby lepiej zrozumieć wartość.
    I absolutnie nie próbuję wmówić komukolwiek, że rozłąka jest fajna ... o nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest fajna, ale uświadamia, co jest ważne... A tęsknota jak papryczka chili dodaje ognia miłości...

      Usuń
  9. Piękna ta Wasza miłość :) I oczekiwanie
    My sobie robimy randki raz na jakiś czas. Idziemy sami do kina czy na pizzę. Na bóstwo się nie robię, ale to zawsze wypad tylko we dwoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę robić wszystko, by po powrocie męża te randki, może z troszkę innym scenariuszem, zostały!

      Usuń
  10. Jak zwykle oczy sie zaszklily :P
    Zazdroszcze tego goracego uczucia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdrość, tylko organizuj randkę z mężem :))).

      Usuń
  11. super :) Rozłąka nigdy nie jest fajna, choć czasem pomaga znaleźć się na nowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie powiedziane. Zgadzam się i też tak to czuję.

      Usuń
  12. Pięknie to opisałaś,czułam przy okazji jak bym czytała o sobie i moim mężu :) Po 15 latach małżeństwa przeżywamy to samo co WY,gdyż jesteśmy w takim samym położeniu,bardzo tęsknimy za sobą i równie mocno później doceniamy to że mamy siebie i to jest piękne :) I masz rację,że te wyczekiwane randki i motyle w brzuchu są wspaniałe!
    E.K.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurcze zaczęłam Ci zazdrościć tych "randek" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi hi :))). Ja mam nadzieję, że ta magia nie zniknie także, gdy Grzesiek wróci na dobre... To, co teraz się dzieje jest naprawdę niesamowite.

      Usuń
  14. Oj Olu jak zwykle cudnie opisane. Jesteś moją ulubioną blogerką - bo fajnie się ciebie czyta i jakoś tak poglądy mamy podobne. A teraz też mój Misiek jest od nas daleko - 5 tygodni, ale widzimy się co tydzień. Niestety najgorzej moja Ola odczuwa brak taty, bo marudna troszkę i chodzi ze mną wszędzie, wczoraj u fryzjera babeczka myła mi włosy z Olą na kolanach. Trzymaj się cieplutko :)
    P.S. Magia ni zniknie, bo ...kochacie się, szanujecie, to ta Wasza miłość sprawia że chwile są niesamowite a życie cudowne, a maluchy tylko to dopełniają
    P.S.2. A jak ktoś uważa inaczej to po prostu zazdrości Wam tego szczęścia, wzajemnej bliskości, waszej miłości...
    Buziaczki
    Marlena Płuciennik

    OdpowiedzUsuń
  15. i jeszcze bardziej czekam teraz na mojego mezczyzne :) jeszcze 4 tygodnie a juz 4 minely :( rzuce się na niego i nie puszcze :D pieknie wszystko opisalas...

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram