Post Top Ad

Dzieci (nie)idealne



Nie mówcie mi, że zanim zostałyście mamami, nie wyobrażałyście sobie waszych dzieci - idealnych dzieci! Począwszy od różowiutkiego bobaska, który od pierwszej minuty na świecie błogo się uśmiecha, przez czyściutkiego, wystrojonego w koronki kilkulatka, który oczywiście w wieku 3 lat umie czytać i konwersować po angielsku, aż po rozsądnego nastolatka, który w ogóle się nie buntuje a wieczorami wspólnie czytacie jego pamiętnik... No dobra, może nie aż tak naiwnie, ale na pewno każda przyszła mama (a przypuszczam, że i tata) miała pewien obraz swoich dzieci: wymarzony, wyobrażony, zakodowany w głowie. Każda z nas miała pewne oczekiwania związane z tym, jakie będzie jej dziecko, niekoniecznie zewnętrznie, ale przede wszystkim jaki będzie miało charakter. Ja też miałam. I co? I jak to często z wyobrażeniami bywa, rzeczywistość okazała się zupełnie inna...


Odkąd zostaliśmy z Grześkiem parą, śmiałam się, że nasze dzieci to będzie mieszanka wybuchowa. Nie przypuszczałam jednak, że moje słowa okażą się faktycznie tak prorocze! Julka słodka i przespokojna w niemowlęctwie z biegiem lat dała się poznać jako wulkan energii, jako chodzący dynamit, jako tornado w dziecięcej skórze... Wszędzie było i jest jej pełno, zawsze ma coś do powiedzenia (niestety często więcej, niż powinna), zawsze "przypadkiem" coś stłucze (albo kogoś ekhm...), wyleje, popsuje albo sama nabije sobie guza, a płacz ma na końcu nosa. Zaczęła czytać "standardowo" w wieku pięciu lat, a i jakoś specjalnie się do tego nie kwapi. Woli za to włazić na drzewa, zdzierać kolana na trawie i bawić się w lwa rycząc przy tym aż bębenki pękają. Nie tak ją sobie wyobrażałam...  Szymek miał być taki jak siostra w niemowlęctwie: dawać mamusi się wyspać, znosić ząbkowanie bez zająknięcia i sam się zabawiać w łóżeczku, kiedy ja będę gotować obiad. Tymczasem wisiał pół dnia na piersi, a drugie pół bolał go brzuszek. Za to w miarę upływu miesięcy pokazał spokojniejszą stronę swojej natury i teraz umie godzinę bawić się autkami, no ale mama musi być obowiązkowo o krok...  Jest typową "cichą wodą": pozornie stateczny i spokojny, jednak jak się wkurzy, to biada temu, co stanie mu na drodze no i uparty jak osioł, po tatusiu... Miał być przecież zupełnie inny...

I co teraz z tym zderzeniem oczekiwań z rzeczywistością zrobić? Jak się nie pogubić i zamiast wychowywać, nie próbować zmienić swoich nieidealnych dzieci w chodzące doskonałości? Jak powstrzymać się od porównywania i wzdychania do tych swoich  matczynych wyobrażeń? Czasem bywa to trudne, szczególnie, kiedy młodszy godzinę płacze po przebudzeniu, a kiedy wychodzisz do kibla wpada w histerię i wali w drzwi albo jak starsza biega po domu jak perszing do późnych godzin nocnych powodując przy tym upadki młodszego skutkujące nieraz kolejnymi łzami i krwią. W momencie, gdy panna gadulińska opowiada swojej wychowawczyni w szkole, jak to raz tata z mamą się kłócili i ojciec użył słowa "dupa" też trudno nie westchnąć do tego wyimaginowanego ideału córeczki dygającej grzecznie, ułożonej i bawiącej się w kąciku lalkami. No i jeszcze wtedy, kiedy młodszy z uporem maniaka wrzeszczy w sklepie, że chce lizaka, trzeciego w tym dniu, a zjedzenia obiadu odmawia stanowczo. Chciałoby się wtedy mieć magiczną różdżkę i jakoś wtrynić te wymarzone cechy w główki łobuziaków! 

Jednak kiedy się tak matczynym okiem dobrze przyjrzeć, kiedy tak w chwili spokoju zastanowić się nad tym, jakie naprawdę są te moje nieidealne dzieci... nagle zmienia się wszystko. Okazuje się, że dzieci idealne, te z mojej wyobraźni nie były tak czułe na krzywdę innych jak moje, nie potrafiły mnie tak rozbawić i poprawić mi humoru (nieważne, że równie skutecznie jak mi go popsuć), nie prowadziły ze mną tak mądrych i wzruszających rozmów, nie zachwycały się ślimakiem i kwiatkiem, nie mówiły mi "kocham cię" zawsze przed snem... I nic to, że czasem za często się biją, płaczą bez powodu i nadają jak katarynki. Wiem, że nie chciałabym ich zmienić, nawet na idealne ... Kocham je takimi, jakie są, a są po prostu ... wyjątkowe i ... moje!  

19 komentarzy:

  1. Ja zastanawiałam się tylko nad tym do kogo będzie mała podobna i jaki będzie miała charakter a teraz myślę czy dam radę ja wychować i żyć z nią w przyjaźni nie tak jak ja ze swoją mamą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, o tym też często myślę i też o tym napiszę!

      Usuń
    2. To czekam z niecierpliwością :-)

      Usuń
  2. JAKBYM CZYTAŁA O SWOICH DZIECIAKACH :) ŚWIETNIE NAPISANE :) BO KAZDE DZIECKO JEST WYJĄTKOWE I KAŻDA Z NAS CZASAMI OPADA Z SIŁ, GDY DZIECIAKI ROZRABIAJĄ, ALE SĄ NASZE KOCHANE I TYLKO NASZE :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja miała być idealna, miała mieć na imię Aniela i grzeczna jak aniołek być miała. Została Polą, dziką, nieprzewidywalną i nieokiełznaną :) Ale najlepszą! I nie zamieniłabym jej na inną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak moja Julia, która miała być Zuzanna tudzież Laurą :). Z aureolką grzeczności nad główką, rzecz jasna.

      Usuń
  4. O właśnie ...to jak u mnie ...w jednej minucie dwa aniołki wołające mama i kocham cie maminku a po sekundzie starsza leje małego po głowie ,młody ryczy ,łzy się leją a starsza zwiewa z krzykiem "maminku już nie będę,nie wściekaj się"...no i jak tu ich nie kochać gdy wychodząc z łazienki słyszę...mamciu piękna jesteś albo przeciągłe mammmaaa z tym słodkim uśmiechem na buzi umorusanej chrupą....kocham tą moją szarańczę i nie chcę by byli nudni ...tfu -idealni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szarańcza! :D Cudowna, obłażąca swoje maminki i wysysająca z nich pokłady cierpliwości, ale jakże kochana :D.

      Usuń
  5. Mam dzieci (nie) idealne , ale takie moje , najukochańsze , najwspanialsze . Moja Julka jest taka jak Twoja i w miejscu nie usiedzi , wszędzie jej pełno . Młodsze szkraby - mamy etap trzymamy się razem ( brat przewodnikiem ) i wychodzą różne kwiatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że Julki żywiołowość mają wpisaną w imię :)))). A ty z trójką takich nieidealnych dzieci masz jeszcze weselej niż ja :).

      Usuń
  6. Oj te dobijanie do drzwi, kiedy okupuje kibel zwany również u nas tronem, jest mi bardzo znajome :) A bywało i tak, że siedząc na łóżku podniosłam tylko nogę, a już słychać było rozpaczliwe: "Mama, gdzie idziesz?!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja tak mam teraz non stop! Tylko dotknę buta, a już przybiega ze swoimi i mówi, że idzie ze mną, nawet jak chciałam tylko swoje buty przestawić w inne miejsce :D.

      Usuń
    2. Moja Trójce Prześwietna też jest dokładnie taka - nieidealna, za to najukochańsza na świecie <3
      Moja!!!

      Usuń
  7. A ja wyobrażałam sobie moje dziecię jako małego blondynka łobuza, jak Denis rozrabiaka i taki właśnie jest. Słodki figlarny łobuz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam trójkę,pamiętam okres ich kłótni ,dosłownie o wszystko,myślałam,że przez te ich spory wyłysieję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że masz tylko córeczkę! :) U nas teraz też ten etap, ale pamiętam, jak my z rodzeństwem się kłóciliśmy i krew bywała ;).

      Usuń
  9. Dzieci nie są po to by spełniać oczekiwania. Moja idealnie nieidealna Zosia jest idealna - bo jest nasza :D

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram