Post Top Ad

Co z ciebie za matka, skoro wkurzyłaś się na własne dziecko?!

Kocham swoje dzieci. Oddałabym za nie życie i mówię to z pełną świadomością tych słów. Pragnęłam ich obojga. Rozczulają mnie ich nieporadne wyznania miłosne, wzruszają ich wspólne zabawy, rozśmieszają poprzekręcane słowa i głupie minki. Uwielbiam budzić się rano i spoglądać na ich śpiące buźki i zasypiać z ich łapkami zarzuconymi na szyję. Czasem lubię się z nimi pobawić, a zawsze poczytać im książkę. Bywają jednak takie chwile, a nawet dni, że moje dzieci mnie zwyczajnie wkurzają...

Nie oszukujmy się: słodkie berbecie produkujące wyłącznie uśmiechy na swoich obślinionych buźkach jak również ułożone, pełne taktu, rysujące grzecznie w swoim pokoju kilkulatki to ... wytwory naszej wyobraźni, no ewentualnie reklam telewizyjnych! W rzeczywistości obśliniona słodycz miesza się z wrzaskiem i płaczem. Z biegiem czasu repertuar poszerza się o: zrzucanie wszystkiego, co w zasięgu ręki, wdrapywanie się na najwyższe miejsca w mieszkaniu, darcie twoich pamiątkowych zdjęć, wrzucanie ulubionych ciuchów do kociej miski, oznaczanie terenu w mieszkaniu poprzez zostawianie kałuż co kawałek, by następnie ewoluować w niestrudzone: "Mamoooo nudzi mi się... Mamooooo pić / jeść / sikać / na spacer / spać / pobaw się ze mną / gdzie moja lalka?!", szturchanie młodszego rodzeństwa, popychanie starszego rodzeństwa, niszczenie twoich cieni do oczu, łamanie obcasów w butach, którymi "chciało się tylko pobawić", krzyk, płacz, marudzenie. Uffff...  Znacie te klimaty, co? Przyznajcie się!

Oczywiście matka idealna powinna w takich chwilach tylko się miłosiernie uśmiechać i myśleć sobie, jakie to marudzenie słodkie i że przecież zatęskni za nim za lat kilkanaście! Większość matek istniejących naprawdę ma jednak ograniczone pokłady cierpliwości i zdarza im się zwyczajnie wkurzyć na dziecko. Krzyki i płacz potrafią doprowadzić je do migreny i sprawić, że mają ochotę znaleźć się na drugim krańcu kuli ziemskiej, choć na chwilę... Same czasem płaczą z irytacji i bezsilności... Ba, miewają gorsze dni, PMS, problemy, które spędzają im sen z powiek, tęsknoty, które odzywają się gdzieś głęboko w sercu. Miewają zwyczajnie dość. Tak, piszę również o sobie.

Zdarza mi się płakać przez moje dzieci, a raczej przez własną bezsilność, brak cierpliwości i konsekwencji, nieumiejętność poradzenia sobie z ich marudzeniem, fochami, płaczem czy krzykiem. Zdarza mi się wydrzeć na nie japę. Jeszcze jak... Zdarza mi się trzasnąć drzwiami i zamknąć się w łazience z papierosem. Zdarza mi się wyjść na dwór, policzyć do 10 i pooddychać świeżym powietrzem,  żeby uchronić się przed wybuchem. Zdarza mi się warczeć, żeby nie zbliżały się do mnie chociaż przez minutę. Zdarza mi się udawać głuchą i niemą na piętnastotysięczne "Mamooooo!" w ciągu dnia. Zdarza mi się mieć potem straszne wyrzuty sumienia.

Mama musi być cierpliwa i konsekwentna. Musi nieustannie okazywać dziecku miłość i nie może na nie krzyczeć. Musi być opanowana i spokojna. Musi dawać dziecku dobry przykład 24 godziny na dobę. Musi być dyspozycyjna i pełna energii, zawsze uśmiechnięta. Musi być jak z reklamy, jak z czasopisma dla rodziców, jak z idiotycznego serialu...  Mamie wolno wiele, ale na pewno nie wkurzyć się na własne dziecko...  Taki obraz macierzyństwa kreują współczesne media i takie przekonanie budują w społeczeństwie. Matki też się na to łapią i zaczynają zachowywać się jak cyborgi... Każdy przejaw irytacji, bezradności czy smutku wzbudza w nas poczucie winy i myśli typu: "Co ze mnie za matka, skoro zirytowało mnie moje dziecko? Co ze mnie za matka, skoro zniecierpliwiłam się po tysięcznym ułożeniu i zburzeniu wieży z klocków? Co ze mnie za matka, skoro zdarzyło mi się unieść głos na dziecko?". Czujemy, że nie mamy prawa do takiej złości, zniecierpliwienia, nerwów. A przecież to nieprawda.

Gdy już sobie uświadomisz, że jako mama masz prawo do złości, irytacji, bezsilności i zniecierpliwienia, poczujesz, jakby z twojego serca spadł wielki kamlot. I słusznie. Gdy już sobie to uświadomisz, zaczniesz też dążyć do tego, by z tymi emocjami sobie radzić. Bycie mamą to nie to samo, co bycie męczennicą. Dzieci to nie aniołki, a wychowywanie ich to między innymi radzenie sobie z ich płaczem, fochami i krzykiem, z wymuszaniem, tupaniem nogami i sięganiem po raz milionowy po to, czego nie wolno. Może są i takie, które żadnej z tych wkurzających rzeczy nie wyczyniają... No cóż, moje należą zdecydowanie do tej "wyczyniającej" grupy. Jak  mawiała moja babcia, czasem to umarłego by ruszyło i aniołowi zabrakłoby cierpliwości, więc trzaskam sobie drzwiami wychodząc z siebie i chowając się niekiedy w łazience. Na pięć minut, na zaciągnięcie się papierosem, policzenie do 10 i powrót na pole bitwy z nową porcją energii. Albo uciekam z domu, by usiąść na ławce, popłakać i posłuchać, jak śpiewają ptaki i  usłyszeć czasem: "Mamo, przepraszam, że znowu cię nie słuchałam, już nie będę...", i wrócić, i przytulić z westchnieniem, w którym jednak pełno jest miłości...


12 komentarzy:

  1. Nie lubię krzyczeć na córkę. Ale czasem trzeba szczególnie gdy wpada w furię. Potem mam wyrzuty sumienia ale tego się nie uniknie. Dzieci potrafią czasem wyprowadzić z równowagi.

    OdpowiedzUsuń
  2. ... dzięki za ten post. Właśnie jestem na etapie uswiadamiania sobie że źle postępuje krzycząc..a zdarza mi się to niezwykle często. teraz gdy mnie syn zdenerwuje to mówię mu wprost że jestem zła i muszę chwilę pobyć sama. I działa... albo leci do taty dalej marudzić albo siada do zabawy albo mówi 'mamusia, kochać ' i przytula się z całych sił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podlinkuję to u nas na FB, bo to powinna przeczytać każda mama. Ja mam dwóch chłopców (3 i 6 lat), i jakbym o sobie czytała, no może z tą różnicą, że zamiast po papierosa sięgam po czekoladę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Po czekoladę też sięgam. Zależy co akurat mam pod ręką :).

      Usuń
  4. Skąd ja to znam... Co ze mnie za matka?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobne odczucia.Nie lubię krzyczeć na syna,ale czasem nie radzę sobie już z jego zachowaniem i swoimi emocjami i krzyczę.A potem mam ogromne wyrzuty sumienia.Ale czasem inne metody nie działają.Wiem,może nie powinnam,ale to robię.A potem rozmawiamy i tłumaczę dlaczego tak zrobiłam i że nawet jeśli czasem krzyknę to nigdy nie przestanę go kochać.Nawet gdy się złoszczę.Chciałabym mu dać wszystko co najlepsze i wychować go na porządnego człowieka,ale czasem jak każdy mam gorsze dni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam dwóch megaenergicznych synów (3 i 5 lat) więc jest bardzo podobnie ....:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnnie zaczęłam swoje wakacje. Nie w tropikach ale w Polsce, u moich rodziców na podworku. Syn bawi się z dziadkami, a ja mogę dzieki temu pobyć trochę sama, poczytać książkę, a nawet pooglądać głupoty w TV. Dziękuję za tekst, zawsze myslę, że wszystkie inne mamy są jakieś silniejsze, bardziej wytrwałe i tylko ja potrzebuje wypoczynku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też często tak myślę, ale to nieprawda. Niektóre mamy po prostu boją się przyznać do swoich słabości i dlatego wydają się silniejsze...

      Usuń
  8. Moje dzieci mnie wykańczają. Poważnie. Piszę to z pełną odpowiedzialnością. Na szczęście uczę się tyle nie krzyczeć. Niedawno był etap mojego permanentnego krzyku, dramat. Ja załamana, dzieci skrzywdzone. Bardzo pomogły mi ksiązki Jaspera Juula i Agnieszki Stein. Stałam się spokojniejsza, cierpliwsza, a dzieci jakies takie...grzeczniejsze? :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Im więcej ja krzyczę tym więcej one krzyczą. Walczę z nimi starając sie nie krzyczeć. Nie zawsze się udaje.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram