Post Top Ad

Wziąć to na siebie albo dołożyć całemu światu!

Nie jestem matką nadopiekuńczą. Przejawiam czasem zapędy matki kwoki, ale jednak nie trzymam dzieci pod kloszem i pozwalam im na dużo samodzielności. Nie płaczę razem z nimi, kiedy obetrą kolano, tylko podmucham i biegną dalej. Nie trzęsę się nad piaskiem na rączkach ani nawet na buzi, kiedy są w wirze zabawy. [Ach, gdyby to moja mama wiedziała, ile piasku pochłonęłam w dzieciństwie! Łyżką!]  Nie zabraniam wdrapać się na drzewo [byle nie tak wysokie, jak to, na które raz wdrapałam się jako dziecko i pół dnia wołałam o pomoc], utaplać się w błocie, pobiegać na boso po trawie czy zjeść truskawkę prosto z krzaka. Julka umie sama zrobić sobie kanapkę, wlać soku, umyć się, ubrać, zawiązać buty. Chcę, by dzieciństwo Julki i Szymka było naprawdę beztroskie, ale chcę też, aby wyrośli na umiejących poradzić sobie w życiu młodych ludzi. Ale jest jedna rzecz sprzeczna z moim podejściem do wychowania szkrabów. Coś, co spędza mi sen z powiek, co czyni mnie często bezsilną, czego chyba nigdy nie uda mi się wyzbyć...

Kiedy Julka ze łzami w oczach mówi, że najlepsza koleżanka bawiła się dziś cały dzień z kimś innym albo gdy widzę, jak próbuje za wszelką cenę zyskać sympatię i zainteresowanie innych dzieci, bezskutecznie. Gdy Szymek rozradowany biegnie do okna słysząc warkot silnika i krzyczy, że to tata przyjechał, po czym rozczarowuje się i stoi w tym oknie ze smutkiem w oczach. Kiedy umówiona wizyta u przyjaciółki nie wypali, bo leje deszcz albo ukochana bajka zostanie brutalnie wyłączona przez zacinający się w kółko internet. I gdy wyciągnie  łapki ukochany chomik  i gdy babcia musi już iść, choć tak by się chciało, aby została. Gdy ktoś krzyknie, popchnie albo powie coś niemiłego. Mina wyrażająca bezbrzeżny smutek, czasem rozczarowanie albo żal, łzy w oczach i  szukanie pomocy w ramionach mamy.
Moje serce pęka na milion kawałków. Tak bym chciała przejąć ten dziecięcy smutek na siebie, ale przecież nie mogę! Tak bym chciała ochronić je przed tymi trudnymi uczuciami, z którymi ich malutkie serduszka jeszcze nie potrafią sobie poradzić! Tak, wiem, że w nauce życia smutek, rozczarowanie i żal też są potrzebne, ale co ja na to poradzę, że ... jestem mamą i w sytuacji dziecięcego smutku - tego prawdziwego, nie marudzenia, nie emocjonalnego szantażu, tylko właśnie smutku - przestaję być twardzielką? Czasem jest jednak zupełnie odwrotnie: w takich momentach zaczynam być jeszcze większą twardzielką i  oprócz pragnienia wzięcia tych trudnych emocji na siebie, mam pragnienie dołożenia całemu paskudnemu światu, który do nich doprowadził! I nie zanosi się na to, aby to się miało kiedykolwiek zmienić: nawet wtedy, gdy smutek moich dzieciaków spowodowany będzie platoniczną miłością albo niezdanym prawem jazdy!


5 komentarzy:

  1. śliczne zdjęcie.
    Mam tak samo jak Ty..czasem serce się aż wyrywa a rozsądek mówi -zostaw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Też mam słabość do tego zdjęcia. Taki tu był Szymcio malutki, a teraz już chłop! ;) Aż tęsknię za takim bobaskiem. Trudna jest ta walka serca z rozsądkiem, oj trudna...

      Usuń
  2. Oj wyjęłaś mi to z ust. Moje serducho rozpadło się na milion kawałków, gdy po przeprowadzce rok temu Asia poszła do nowego przedszkola. Jedna z koleżanek do niej podeszła i powiedziała: ja Cię nie lubię, nikt z grupy cię nie lubi :( oj jak chciałam wtedy bardzo aby tą małą trzasnąć, potrząsnąć - nie wiem co jeszcze. Ale pogadałam sobie z tą moją córą i zdziwiłam się, bo ona troszkę była smutna, ale potem wręcz wściekła. No bo że ona sama jej nie lubi to ok, nie musi, ale czemu mówi że inni też jej nie lubią, przecież jej nie znają. Stwierdziła, że dziewczynka chyba jest zazdrosna, że nieładnie mówić że kogoś się nie lubi jak go się nie poznało. Jednym słowem mam mądrą córkę :)
    Pozdrawiam
    Marlena Płuciennik (podpisuję się, bo nie mogę się zalogować, administrator mnie odrzuca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też rozmowy pomagają, bo dzieci są naprawdę mądre i wiele rozumieją. Jednak matczyne serce się rwie do walki z takimi sytuacjami...

      Usuń
  3. Rozumiem w pełni to co piszesz, bo czuję tak samo. Wszystkie matki chciałby ochronić swoje dzieci przed całym złem świata za wszelką cenę.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram