Post Top Ad

Powitanie - pożegnanie, czyli weekend z tatą.



Tata wyjechał 18 maja. Pamiętacie zapewne, jakie emocje nam towarzyszyły przed wyjazdem  i kiedy już ta chwila nadeszła.  Dziś już ponad dwa tygodnie jesteśmy osobno. Czy jest tak, jak sobie wyobrażałam? I tak, i nie. Tęsknię strasznie, jednak nie zalewam się łzami przez całe dnie i nie rwę włosów z głowy. Po prostu nie mam na to czasu i ... dzieci mi nie pozwalają! Te dwa małe ludki potrzebują mnie teraz chyba bardziej niż kiedykolwiek. Wiem, że nie mogę ich zawieść, ale o tym, jak wyglądają nasze dni bez taty w domu, napiszę osobny post. Dziś będzie o weekendzie z tatą! :)
Przyjechał w piątek o północy. Maluchy czekały, czekały, aż pozasypiały... Ja oczywiście zasnąć nie miałam zamiaru i wcale niepotrzebna mi była kawa, by tego nie zrobić. Okazuje się, że tęsknota działa lepiej niż kofeina... Kiedy wszedł do domu o północy na stole stał ... obiad (ulubione mielone, ziemniaczane talarki i sałatka z pomidorem) , potem kawa i sernik, i jeszcze ciastko w kształcie serca... Na Facebooku pisaliście mi, żebym przestała pichcić, bo i tak nie zje. Zjadł wszystko. Dwa tygodnie bez smakołyków przyrządzanych przez żonkę to jednak musiał być dramat...  ;) Czas do  sobotniego poranka pominiemy taktownym milczeniem... Ekhm.... Była północ. Dzieci słodko spały. Do 7 w sobotę.


Sobotę mieliśmy dla siebie. I to był właściwie dla Julki i Szymka Dzień Dziecka, bo w niedzielę o 11 już tata wracał do Niemiec. Przebudzenie się Szymka było cudowne: otworzył oczy i z szerokim uśmiechem powiedział: "Tata pijechał!".Potem dostał wymarzony traktor a Julka lalkę Monster High (Jak chcecie mogę napisać post, dlaczego nie boję się dawać córce potworzastych zabawek [mamy też maskotkę mumię, którą Szymek ubóstwia!]) Potem były zakupy i wizyta u babci i dziadka, a do końca dnia zabawa na podwórku, włącznie ze zjedzonym na świeżym powietrzu obiadkiem. Nigdzie nie jeździliśmy, nie zwiedzaliśmy, nie zapewnialiśmy sobie jakichś super hiper atrakcji. Chcieliśmy po prostu być ze sobą. To było najważniejsze. Dzieciaki nie odstępowały taty na krok, a mi z jednej strony rosło serce z radości, a z drugiej gula w gardle na myśl, że to tylko na chwilę... 
Niedzielne przedpołudnie było trudne i smutne. Nie udało się tym razem uchronić Szymka przed widokiem odjeżdżającego taty. On nie beczał, jak typowy dwulatek. on siedział w wózeczku milczący, a łzy jak grochy spływały mu po policzkach... Najgorsze jest to, że nie wiemy nawet, kiedy tata znowu przyjedzie. Przepracował tylko kilka dni w maju, więc w czerwcu dostanie niewielką pensję, a taką z prawdziwego zdarzenia dopiero 10 lipca. Nastawiamy się zatem na przyjazd dopiero za półtora miesiąca... Ech, to miał być wesoły wpis, wiem...No ale co ja poradzę, że w ten weekend radość mieszała się ze smutkiem?
Mam niezawodny sposób na odwrócenie uwagi dzieciaków i przywrócenie uśmiechów na ich buźkach: wizyta u babci i dziadka! Niewiele myśląc zakluczyliśmy więc drzwi i ruszyliśmy niespełna kilometr do dziadków: Julka swoją bryką, a Szymek swoją (czyli z pupcią w wózku). Już sam spacer poprawił nam nastrój, a u babci i dziadka było jak zawsze wesoło; była zabawa z pieskami, wygłupy z wujkiem i ciocią, słodkości na Dzień Dziecka (patrz trzy fotki niżej... ;) ), a nawet akcja fryzjer z główną rolą Szymka! Do domu wróciliśmy zmęczeni i podniesieni na duchu. A od poniedziałku zaczęliśmy kolejny tydzień tego naszego  nowego życia...




Tak wygląda droga do babci i dziadka...

O, już za chwilkę Julka skręci w prawo, w polną dróżkę na końcu której stoi domek babci i dziadka. :)


Szymek po wyjeździe taty, i akcji "Fryzjer vel. ciocia Sylwia" musiał osłodzić sobie życie i zagryźć stresa... ;)

20 komentarzy:

  1. Łezka w oku mi się zakręciła ( i ten rysunek cudny ) . Szymkowi świetnie w nowej fryzurze .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Szymka :). też mi się podoba :).

      Usuń
  2. Jak ja kocham ten Wasz wiejski, sielski klimat. Jesteście tak bardzo autentyczni i wspaniali. Wasze smutki i radości, uniesienia i upadki. To wszystko jest takie prawdziwe. Oleńko, cudownie dajesz sobie radę, dzieciaki też. Odpłaci się to Wam w przyszłości, nie może być inaczej. Cieszę się z Tobą Twoim weekendowym szczęściem. Szkoda, że nie można zatrzymać chwili na dłużej, bo ta ulotna jest i szybko się kończy to nasze szczęście, ale Ty zatrzymuj te kadry w pamięci, gdy tata z dziećmi, mąż z Tobą, Wy razem... To pozwoli Ci przetrwać, choć i tak jesteś obrzydliwie silna! Ściskam Cię gorąco! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kocham Ciebie!... ♥ Każdy twój komentarz jest dla mnie mega ważny i dodaje mi skrzydeł. I nic więcej nie napiszę!

      Usuń
  3. Olu, widzisz? Dajesz radę. Mój zięciunio wpadł też na chwilkę. Miał być dłużej ale musiał rzucić pracę, bo nie dali mu wolnego na załatwienie bardzo ważnej sprawy w sądzie rodzinnym. Najśmieszniejsze , że on stawił się a powódka ani jej pełnomocnik nie. I wypaliła praca w Norwegii. Miał być co najmniej tydzień a był 3 dni. Poleciał do Norwegii. Teraz będzie tam dłużej . Ale mamy nadzieję, że w sierpniu przyleci na urlop. A może wcześniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daję Wandziu! :) Strach ma wielkie oczy. Tęsknota jest i jest ogromna, ale codzienność wymaga tego, by się na niej jednak nie koncentrować.

      Usuń
  4. Czytając Twój wpis przypomina mi się moja sytuacja sprzed 1,5 roku, kiedy to mój mąż wyjeżdżał do Niemiec a ja zostałam sama z dwójką dzieciaków :) Mąż był w Polsce w ciągu pół roku zaledwie 4 razy i to na krótko :/ po pół roku rozłąki zdecydowaliśmy że przeprowadzamy się do Niemiec wszyscy, rzuciłam w Polsce wszystko i pojechałam za mężem... z perspektywy czasu uważam że lepszej decyzji nie mogliśmy podjąć :) w lipcu minie rok jak jesteśmy za granicą całą rodziną, starsza córka chodzi tu do szkoły i świetnie daje sobie radę, młodsza niebawem pójdzie do przedszkola :) dla nas życie na odległość nie miało sensu... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My niestety nie planujemy wyjazdu. życie w Niemczech dla 4 osób byłoby za drogie i wyszlibyśmy pewnie tak samo jak w Polsce z polską pensją. Planujemy jednak jak najkrótszy pobyt męża za granicą po to tylko, by zakwalifikować się do kredytu na mieszkanie. Mam nadzieję, że wszystko się uda, a wtedy być może już po roku maż wróci.

      Usuń
    2. i tu się mylisz!!!!my mieszkamy tutaj we czwórkę, pracuje tylko mój mąż i żyjemy lepiej, niż w Polsce, stać nas na wiele rzeczy, o których w Polsce mogliśmy sobie pomarzyć... tutaj żyje się inaczej, łatwiej :) życzę powodzenia i oby mąż szybciutko wrócił...

      Usuń
    3. Mąz pewnie pracuje u Niemca? Zarabia w takim razie niemiecką stawkę. Mój niestety przez pośrednika, który jak wiesz bierze część dla siebie. Po przewalutowaniu w Polsce to spore pieniądze, ale tam nie są to kokosy. :(

      Usuń
    4. u Polaka bez pośredników w firmie budowlanej :)

      Usuń
    5. Głupio mi pytać, ile zarabia he he ;) Ale ogólnie życie tam takie tanie nie jest no i smao mieszkanie sporo kosztuje.

      Usuń
  5. Jak ja ci zazdroszczę takich relacji między wami, oj bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, mój mąż też wyjechał. Jutro będą dwa tygodnie, jak wsadziliśmy go do samolotu do Norwegii. Niestety, wróci na początku lipca na dwa może trzy tygodnie i pojedzie znowu... Straszne są te wyjazdy, czuję ogromny żal i złość do tego kraju, że takie warunki stwarza młodym rodzinom. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły

    OdpowiedzUsuń
  7. To i tak macie fajnie, bo nasz na urlop póki co na pewno nie przyjedzie. Będzie wpadał na weekendy co dwa tygodnie. Mam podobne odczucia: tutaj nie ma perspektyw dla młodych ludzi na dorobku, a na wsi już w ogóle... I ja życzę dużo siły! zaglądaj do mnie, będzie nam raźniej :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę :) Tak jak piszesz - razem raźniej :)

      Usuń
  8. Fryzjer to zawsze przeżycie :) Ale nowa fryzura super :) A pożegnania i powitania to trudne tematu :) Nam 3 dni bez taty ciężko a co dopiero... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja się właśnie ze względu na Tymona boję wyjazdu Piotrka. Tymon nawet jak Piotrek idzie do pracy potrafi siedzieć smutny i tłumaczyć sam sobie "Nie bój się Tymonku... Tatuś wróci wieczorem"

    OdpowiedzUsuń
  10. cudowny obrazek i cudowne dzieciaczki :-)

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram