Post Top Ad

Miesiąc bez taty


Czuję się, jakbym wczoraj pisała TEN TEKST, jeden z najbardziej osobistych na moim blogu. Decyzja o wyjeździe Grześka była chyba najtrudniejszą, jaką wspólnie do tej pory podjęliśmy. Tak naprawdę dojrzewała w nas latami  i dziś wiem, że powinna była dojrzeć znacznie wcześniej, jeszcze zanim pojawiły się dzieci. Jednak tak się nie stało. Czasu nie cofniemy, a powiedzenie lepiej późno niż wcale zdaje się w tym przypadku mieć rację bytu (jak zresztą w wielu epizodach z mojego życia).

Potem był TE TEKST, który był efektem stresu kumulującego się we mnie niczym lawa w wulkanie. Nie jestem typem ryzykantki. Każda zmiana, a już szczególnie tak diametralna, budzi we mnie lęk. Przez miesiąc przed wyjazdem nie mogłam jeść ani spać. Znacznie gorsza jest niepewność i czekanie  niż stawienie czoła sytuacji.
Wreszcie TA CHWILA NADESZŁA. 18 maja wieczorem nasze życie wywróciło się do góry nogami. Właśnie mija miesiąc od tego dnia, w co naprawdę trudno uwierzyć. To jeden z tych momentów, kiedy cieszę się z pędzącego czasu, który przecież zwykle chciałoby się zwolnić albo zatrzymać...Dzień za dniem umyka nam jak z bicza trzasł: pobudka po szóstej, wyprawienie Julki do przedszkola, kawa w towarzystwie Facebooka, sprzątanie, obiad, spacer, zabawa, wędrówka po Julkę na przystanek, czasem wizyta u babci i dziadka, kolacja, kąpiel a jak dzieci zasną znowu towarzystwo Facebooka. Rutyna, zwyczajność, tykający zegar, spoglądanie na telefon... 
Najwięcej rozmawiamy wieczorami, kiedy dzieci śpią. Bywa, że bateria pada  w telefonie od przeciążenia słowami nasyconymi tęsknotą... Myślicie, że w kółko powtarzamy sobie jak się kochamy, a ja szlocham do słuchawki? Nic z tych rzeczy. Opowiadam mu, że Szymek w końcu usiadł na nocniku, że kibel mi się zapchał (Czy to reguła, że coś się psuje zaraz po jego wyjeździe?!), że pada deszcz, że nogi mnie bolą od łażenia, że Julka biega po podwórku w pończosze na głowie, bo bawią się z kuzynem w złodziei... I wiecie co? Nawet, kiedy mówię o tak przyziemnych sprawach, to w tych słowach jest miłość i tęsknota. Naprawdę! 
Dzieci znoszą rozłąkę zadziwiająco dobrze. Chyba nawet lepiej niż ja. Myśląc o wyjeździe swoja tęsknotę spychałam na margines, obawiając się dziecięcych łez, a okazało się zupełnie odwrotnie.Niezmiennie zadziwia mnie ich naturalne i dojrzałe podejście do tej nowej sytuacji. Dzieci rozumieją i wiedzą znacznie więcej, niż nam się wydaje...
On ma znacznie gorzej niż my. My jesteśmy tu razem, w znanym miejscu, z rodziną. On sam, w obcym kraju, w nowym środowisku i nowej pracy. Mimo ogromnej tęsknoty, o której wiem, że jest, mimo, że on nie lubi mówić o uczuciach, poradził sobie. W ciągu tego miesiąca zaaklimatyzował się w pracy, poznał nowych kolegów, na tyle, na ile to możliwe poukładał sobie nowe życie na dwa domy. Tak wielu ludzi w niego nie wierzyło! Pokazał im, na co go stać i pokaże jeszcze więcej! Jestem z niego dumna! Jestem dumna z nas wszystkich i po tym miesiącu wiem, że teraz będzie już tylko lepiej i że damy radę! 

21 komentarzy:

  1. dziewczyno wolałabym jeść marchewkę niż żyć osobno życzę wam jak najlepiej ale rodzina zawsze powinna być razem i przeżywać wspólne radości i troski, jak się mąż zaklimatyzuje i rozejrzy dookoła a ty otrzepiesz się z pięknych słów i tęsknoty możecie już być innymi ludźmi powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety,ale zgadzam się z Tym.Ja się rozwiodłam po kilku latach takiej rozłąki,bo mój były mąż czuł się obco w naszym domu,tam było teraz jego życie,jego praca,my z córką byłyśmy tylko odskocznią,krótkimi wakacjami - które po pewnym czasie nie były już takie same,on przyzwyczaił się do kawalerskiego życia,denerwowało go wszystko w domu,wszystko co normalne.Mam nadzieję że wyjazd Twojego męża nie przeciągnie się na długie lata.

      Usuń
    2. Każdy ocenia według siebie, ale na szczęście nie wszyscy są tacy sami. Jestem pewna, że u nas tak się to nie skończy. Wpadnijcie tu za rok, a na pewno się o tym przekonacie ;).

      Usuń
    3. niestety ale w moim przypadku też tak było, pomyślałam że jeśli nie wyjadę za granicę z mężem to nasz związek się rozpadnie.... po przeprowadzce za granicę pierwsze miesiące były ciężkie gdyż oboje już odzwyczailiśmy się od siebie i nawzajem denerwowały nas nasze różne zachowania... jednak nie zawsze tak musi być!! masz rację nie wszyscy są tacy sami i każdy robi ze swoim życiem co mu się podoba... zamiast takich komentarzy raczej powinnyśmy/powinniśmy wspierać i podziwiać jeśli Wam się udaje pokonać rozłąkę :) co do dzieci, to mam inne zdanie... one najszybciej z nas wszystkich potrafią się zaaklimatyzować i odnaleźć w obcym kraju, wśród obcych ludzi ... moja córka po 11 miesiącach pobytu za granicą nie wyobraża sobie wrócić do Polski i chodzić do polskiej szkoły mimo, że w Polsce uczęszczała do przedszkola i zerówki szkolnej... ma więcej koleżanek innej narodowości niż Polek :)

      Usuń
    4. Na pewno wspólny wyjazd jest jakimś rozwiązaniem, o ile planuje się mieszkać za granicą. my mamy jednak tylko jedne cel do spełnienia i chcemy zostać tutaj. Po powrocie męża chcemy być tu wszyscy i tu żyć. Z dziećmi pewnie masz rację. To my rodzice bardziej się boimy ich reakcji, a one pewnie by się przyzwyczaiły. Jednak ani ja ani mąż nie chcielibyśmy być na stałe za granicą. Jakkolwiek trudno jest żyć w Polsce kochamy tą swoją małą ojczyznę...

      Usuń
    5. my nie jesteśmy takimi patriotami... w sumie nie ważne gdzie będziemy mieszkać, ważne by być razem :) z drugiej strony tutaj na pewno moje dzieci mają większe możliwości i lepszy start w dorosłość niż w Polsce :/ no ale ważne jest by spełniać swoje marzenia i cele a niemiłe komentarze.... cóż były, są i zawsze będą... każdy ma swoje zdanie i w sumie chodzi o to by je wyrażać... jednak co do pierwszych anonimowych komentarzy, nie mierzmy wszystkich własną miarą ;)

      Usuń
    6. Mnie po prostu zastanawia, gdzie w tym wszystkim jest zaufanie? I jak oceniani są mężczyźni? Dosyć to przykre, że ktoś żyje w związku, w którym nie ma zaufania.

      Usuń
    7. nigdy nie pomyślałam o tym że mąż mnie zdradzi a raczej czas i odległość sprawiały, że nie chciałam być sama... im dłużej męża nie było ze mną tym było mi trudniej pokonać tęsknotę, czas, odległość... jednakże znam takie pary gdzie żona w domu z dziećmi czeka na męża nieświadoma niczego, a on zabawia się z innymi :/ przykre ale prawdziwe... ale myślę, że jeśli mężczyzna chce zdradzać to będzie to robił na miejscu, "u boku żony"....

      Usuń
  2. Współczuję Ci. Ja nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża. Dlatego za granicę wyjechaliśmy razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nam nie udałoby się wyżyć we 4 z pensji, którą maż tam zarobi. Opłaca się, ale tylko po wymianie na złotówki... Poza tym nie chcę wyrywać dzieci z ich środowiska. Gdyby Julka nie chodziła jeszcze do szkoły to może, ale teraz byłoby to chyba dla nich trudniejsze niż rozłąka z tatą.

      Usuń
  3. Gratuluję Wam Kochana! Bo jeśli teraz jest dobrze, to będzie jeszcze lepiej :) na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sobie nie potrafię nawet tego wyobrazić, gdziekolwiek, jakkolwiek ale razem :)
    Musi być mega ciężko podziwiam i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilka miesięcy temu też tak myślałam, ale zmieniłam zdanie. Jest ciężko, ale nie tragicznie i robimy to dla nas, więc dobra motywacja bardzo nam pomaga.

      Usuń
  5. Współczuję. Zawsze uważałam, że lepiej mniej mieć i być razem niż osobno. Ale ostatnio sami zastanawiamy się nad tym aby mąż wyjechał za granicę i trochę więcej zarobił więc wiem co czujesz. Trzymam kciuki !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Twoje teksty. Szczere i piękne. Jestem z Wami! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz mi mówić, że mam jeść marchewkę i czekać na dowody zdrady? :D

      Usuń
  8. Marchewkę jedz kochana,bo jest zdrowa :D Ty trafiłaś na odpowiedniego faceta,a te panie które miały mniej szczęścia widocznie źle wybrały....
    E.K

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja to dobrze znam..my z synkeim juz 3 tygodnie bez taty:( Sytacja była tak starszna ,że mąż z dnia na dzien musiał wyjechać..Zostawił nas niemal bez grosza bo w wyjazd tzrebabyło zainwestowac, i on z czegos tam zyc....do 10 jeszcze tyle czasu a my...tesknimy, ledwo wiazemy koneic z koncem, mam widmo długow nad soba i ...wiare ze bedzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram