Post Top Ad

Przyzwyczaić się do tęsknoty...


Niedziela wieczór. Niby wszystko jest takie samo jak jeszcze trzy dni temu. A jednak... Na suszarce dziwnie dużo talerzy i szklanek. I jest nawet jego ulubiony kubek. Na fotelu leży jego koszulka. Przytulam ją. Pachnie nim. Pusta paczka po papierosach na parapecie w kuchni. Maszynka do golenia odłożona na zlewie. Nawet brudne skarpetki w koszu na bieliznę mnie rozczulają... Przecież jeszcze kilka godzin temu tu był, a teraz zostało mi tylko tyle...
34 godziny. Tyle się widzieliśmy. Nie wiadomo, co zrobić z tym czasem. Jest tyle do powiedzenia, a słowa czasami grzęzną w gardle. Jednak nie potrzeba ich, aby powiedzieć sobie wszystko, co najważniejsze... Chciałoby się nie wypuszczać go z objęć, a przecież dzieci chcą na kolana, mówią jedno przez drugie, chcą być w centrum jego uwagi. Dobierają się też oczywiście do torby, w której znalazło się słodkie co nieco. Całą sobotę mają święto: objadają się czekoladą, skaczą po tacie, krzyczą, szaleją, wspólnie oglądają bajki. Ja pichcę tradycyjny schabowy z surówką i ziemniakami. Jak przyjeżdża tata na obiad musi być ulubione mięcho. Pijemy wspólna kawę. Jak mi jej brakowało... On parzy lepszą niż ja sama... Jedziemy na zakupy, przyjeżdżają znajomi. Upływa godzina za godziną.
Dziś od rana nastroje pełne napięcia. Pakowanie. Julka co pięć minut pyta, czy tata już jedzie. Szymek wdrapuje się mu na ręce i nie chce puścić. 11:00. Szybki buziak i już. Nie chcemy długich pożegnań. To boli wystarczająco mocno. Szymek tym razem nie płacze. Razem z Julką patrzą przez okno na odjeżdżający samochód. "Tata pojechał motodem do paci. Psijedzie." - oznajmia spokojnie i stanowczo Szymek. Głaskam go po główce i całuję w czoło. Przytulam Julkę. Zasłaniamy okno. Zobaczymy się prawdopodobnie za miesiąc.
Dzwoni o 22:00. Dojechał. Nie mamy laptopów, tylko zdezelowany komputer, więc pozostają nam póki co tylko rozmowy przez telefon. Czekam codziennie na jego imię na wyświetlaczu. Nasza rozłąka ma już swój rytm. Nasza tęsknota zaczyna zapuszczać w nas korzenie, być częścią nas i naszych dni. Oswajam ją każdego dnia i uczę się ją akceptować: w końcu jest moim, naszym wspólnym wyborem. Dziś już wiem, że ona niczego między nami nie zepsuje. Wręcz przeciwnie: umacnia nas i sprawia, że doceniamy jeszcze bardziej to, co dał nam los: siebie, miłość, Julkę i Szymka. 


17 komentarzy:

  1. Dlaczego znowu doprowadziłaś mnie do łez, no dlaczego?! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam... To nie było celowe... Te słowa same popłynęły...

      Usuń
  2. jakbym widziała siebie kiedy mój mąż wyjeżdżał... my mieliśmy codzienne wieczorne rozmowy na skypie... codzienny widok na ekranie komputera sprawiał, że nie było nam tak ciężko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie składasz to wszystko w słowa, które wzruszają na całego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładnie napisane... Na pewno jest Wam bardzo trudno. U nas takiej sytuacji nie ma, ale czasami jest tak, ze przez 1-2 zimowe miesiące nie ma męża w domu od 6:00 rano do 23:00 i przyznam, że wtedy też jest ciężko, choć to tylko chwilowe. Cóż mamy poradzić - taki kraj i taka sytuacja, a dzieciom do gara coś włożyć trzeba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. W takiej sytuacji są nie tylko rodziny, gdzie maż wyjeżdża za granicę. Często i w Polsce pracuje się na dwa etaty albo na stanowisku, które wymaga wyjazdów. A samą marchewką, jak napisał mi jeden anonim żyć trudno...

      Usuń
  5. Boję się tego, gdy będę w tej samej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam w oczach łzy, smutno że musi wyjeżdzać, ale miłość jaka z was kipi jest dowodem na to że u Was rozłąka działa cuda :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Ja staram się być twarda... Takie teksty dają mi ulgę...

      Usuń
  8. To przykre, że w dzisiejszych czasach ludzie nie mają czasu na miłość. Tekst chwyta za serce :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam;) Tesknota i rozlaka niczego nie psuje tam,gdzie jest milosc.To juz wiesz dlatego zycze sily do dalszego trwania! U mnie tak bylo az 3 lata: zycie tylko do Jego powrotow;gdy wyjezdzal za kazdym razem myslalam, ze tym razemto juz tesknie najmocniej; ze tym razem peknie mi serce,alenie.. Jestesmy,szczesliwi,juz Razem bez wyjazdow i przyjazdow. Badz dzielna xxx. Zapraszam do Nas na bloga: naszpotrojnycud.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa. Na szczęście wśród wróżb rychłego rozwodu i takiego wsparcia nie brkauje! Na bloga chętnie zajrzę! :)

      Usuń
  10. Do tesknoty idzie sie przyzwyczaic, ale czy dlugo tak mozna? Ja z wlasnego doswiadczenia wiem ze gdzy nie bylo mojego M. tydzien to strasznie przezywalam...Badz SILNA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że przy dwójce dzieci nie ma czasu na ciągłe rozmyślanie, na łzy... Tęsknię bardzo, ale najbardziej doskwiera mi to wieczorami. Na szczęście dobra motywacja też dużo daje: myślę o tym, co mam nadzieję uda nam się spełnić dla nas i naszych dzieci...

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram