Post Top Ad

Co robimy w słoneczne dni?


Upały do nas zawitały i oczywiście już spotykają się z typowo polskim marudzeniem, że za gorąco. Jeszcze kilka dni temu było za zimno, a w międzyczasie też za dużo deszczu. Taka mentalność. Ja słoneczko lubię, a rozwiązaniem na jego nadmiar jest odpowiednie go sobie dawkowanie: w godzinach słonecznego szczytu zostajemy w domu, a jeśli na podwórku zmęczymy się słonecznymi promieniami, uciekamy w cień. Wieś na szczęście oferuje sporo cienia, po który wcale nie trzeba udawać się do parku. Rozkładamy kocyk w cieniu jabłoni w sadzie albo siadamy na ławeczce pod domem, a będąc u babci i dziadka okupujemy altankę. Dzieciaki są w siódmym niebie, bo mogą biegać na dworze do późnych godzin [Pytacie, czy nie żrą u nas komary, więc odpowiadam wam, że jakoś niespecjalnie w ty roku! Więcej chyba much i muszek pcha się do chałupy, niż komarów gryzie wieczorami na dworze.], a ja też nie narzekam, kiedy zaraz po przyjściu do domu i wykąpaniu spiaszczonych pyszczków padają na poduszki  jak muchy. Fakt, że byłoby to jeszcze przyjemniejsze, gdyby Grzegorz był w domu w te wieczory, ekhmmm, no ale w tej chwili pozostaje mi cieszyć się momentami błogiej ciszy przerywanej tylko buczeniem mojego starego komputera i opróżniać lodówkę. Też całkiem nieźle.

Julka póki co ma jeszcze szkołę, więc zaraz po powrocie rzuca plecak i wyrusza do piaskownicy, do ogrodu, sadu, na łąkę, gdzie oczy poniosą i matka pozwoli. No chyba, że tak jak dziś wracamy z przystanku piechotą 1,5 km w pełnym słońcu. Wtedy całą trójką zwalamy się na kanapę, zaopatrujemy w hektolitry picia i oglądamy bajkę tak długo, aż zregenerujmy siły. Do powrotu Julii jestem z Szymkiem sama i mamy strasznie dużo czasu dla siebie. W słoneczne dni takie jak ostatnio, już wczesnym rankiem wychodzimy na dwór. Szymek po mamie odziedziczył miłość do chodzenia, bo zamiast siedzieć w piaskownicy zdecydowanie woli spacerować po drodze, polach, a ostatnio zakochał się w pobliskiej łące. Miłość jest tym większa, że sąsiad właśnie skosił trawę i nawet kilka razy dziennie udaje się na łąkę traktorem, aby przewracać schnące siano. A traktory zaraz obok motocykli są wielką pasją Szymka. Sam często twierdzi, że będzie gospodarzem, a dzień bez traktora jest dniem straconym! ;) Sami zobaczcie, jak wyglądają nasze wędrówki...

Dzień 1.


"Mama, na poje chciał iść!"   = Mamo, chcę iść na łąkę! :)


A "na poju" jeszcze kilka snopów zeszłorocznej słomy. Całkiem ciekawe odkrycie!


"A cio to jeśt? A cio to jeśt mama?". Takie krzaczki. A za krzaczkami głęboki rów, na którego dnie płynie strumyczek. Trzeba uważać, żeby nie wpaść!


Fajnie jest, szczególnie, kiedy podczas wycieczek można schrupać lizaka podwędzonego siostrze!


Selfie jest trendy, więc może do sławy droga tędy? ["pojem" znaczy się :P]



Dzień 2.


Znowu "chciał iść na poje", bo słyszał warkot traktora! :) No to poszliśmy. 


Traktor jeździł, Szymek obserwował, a mama smażyła się na słońcu. Ałć, plecy bolą... 


Zgadnijcie na co patrzy Szymek? :)


Tak! Na samolot, który dziś wyprawiał istne wariacje nad naszym domem, okolicznymi łąkami  i polami! Ależ to była atrakcja!


A ta mina wskazuje, że czas wracać do domu, ale jutro znowu ma być słonecznie! :) Mama musi tylko zakryć plecy, a sąsiad koniecznie znowu pojechać "na poje", bo Szymek od rana będzie stał przy drzwiach i czekał na kolejne słoneczne chwile!

13 komentarzy:

  1. Ładne te Wasze okolice :) My za to mamy bliziutko las i jeziorka, niewielkie, ale zawsze coś. Fajne na piknik :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieszkamy również bardzo blisko lasu, tylko, że jest z drugiej strony i tu na fotkach go nie widać :). Do jeziorka kilka kilometrów. Zawsze dobry choć kawałek przyrody blisko domu. Ja nie wyobrażam sobie zamieszkać w dużym mieście, gdzie jest tylko jakiś park.

      Usuń
  2. Uwielbiam wies i wszystko co z nia zwiazane. Upały to rowniez moja bajka . To ich najbardziej brakuje mi w uk. Selfie najlepsze! Bardzo mlodziutko eygladasz. 20 lat bym Ci dala :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff udalo sie! 3 razy z tel pisalam :P

      Usuń
    2. Hi hi mam "trochę" więcej, ale przywykłam do tego, że nawet czasem dowód muszę pokazywać kupując piwo :P. Chyba powinno mnie to cieszyć!

      Usuń
    3. Tez tak mialam. Teraz juz niee :/ postarzalam sie kurde! Juz jak seba byl to nie raz sie wyklucac musialam, ze moj dowod to serio moj dowod :P

      Usuń
  3. My chowamy się pod drzewami, ale też sporo czasu spędzamy na "poju" :D :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Maly to ma miejsca do zabawy :D ale wam zazdroszcze taki upal a u mnie tylko pada i pada :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam na wsi ciszę i spokój. I nawet warkot traktora mi tam nie straszny :-) Gabi mój zachwyca się tym pojazdem, a Twoje dzieciaki go mają na co dzień. Superowo!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak u nas traktor jest częścią codzienności. Tak samo jak krówki czy świnki. Ja dorastałam jeszcze bliżej gospodarstwa, bo mieli je moi dziadkowie mieszkający obok. Teraz pozostał nam sąsiad :).

      Usuń
  6. cudownie tam u Was, idealnie żeby odpocząć... tęsknie za takim spokojem...

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram