Post Top Ad

10:05

W cudownym świecie motyli. Przyroda pod lupą.

Napisała , w

Motyle (łuskoskrzydłe) to rząd owadów uskrzydlonych. Obecnie na świecie żyje ich około 150 tysięcy, a w Polsce 3 tysiące. Motyle dzieli się pod kilkoma względami, a najbardziej popularny i najprostszy podział to klasyfikacja na motyle dzienne i nocne. Gdybyśmy jednak chcieli pokusić się o bardziej szczegółowy, współczesny podział, wyróżnilibyśmy cztery podrzędy: Zeguloptera, Aglossata, Heterobathmiina oraz Glossata, w obrębie których istnieje całe mnóstwo rodzin motyli. Najbardziej znane motyle, które spotykamy na co dzień to bielinek kapustnik, paź królowej, rusałka admirał i modraszek adonis (na fotografii).

Bajecznie kolorowy świat motyli fascynuje nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Wiosna i latem na każdym kroku napotykamy żółte, białe, błękitne i wielokolorowe motylki fruwające nad łąką, w sadzie, ogrodzie. Julka i Szymek ganiają za nimi w nadziei, że uda im się któregoś złapać, ale motyle oczywiście są nieuchwytne. W ramach projektu "Przyroda pod lupą" próbowaliśmy wczoraj z dzieciakami troszkę sobie przybliżyć te niezwykłe stworzenia.
23:15

Co nam dał rok w przedszkolu?

Napisała , w

Przedszkole już za nami. Jeszcze jutro uroczystość zakończenia roku szkolnego (Julka uczęszczała do oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej) i finito! Kiedy myślę o tym, co już za nami, towarzyszy mi wiele uczuć, jednak przede wszystkim rozpiera mnie duma. Miałam wiele obaw, z których część była uzasadniona. Początki w przedszkolu były naprawdę trudne zarówno dla Julki jak i dla mnie. Teraz mam ochotę powiedzieć: daliśmy radę!

11:09

W krainie fantazji z Herve Tullet'em.

Napisała , w
Pamiętacie wpis o bestsellerach Herve Tulleta "Naciśnij mnie" i "Kolory"? Jeśli nie, kliknijcie TUTAJ. Muszę wam się pochwalić, że ostatnio naciskanie zaczęło fascynować nie tylko Julkę, ale także Szymka! Chyba dorósł do zabawy proponowanej przez Tulleta, bo o ile wcześniejsze próby zainteresowania go nią kończyły się fiaskiem, o tyle pewnego dnia po prostu ... zaczął naciskać! :) 
Dziś zapraszam was na kolejne spotkanie z tym niezwykłym autorem i jego twórczością skierowaną do najmłodszych. Razem z Tulletem spróbujemy odpowiedzieć na pytanie "A gdzie tytuł?" i pobawimy się z "Turlututu, a kuku to ja!". 


23:43

Nieidealny, ale najlepszy!

Napisała , w

Gdyby jeszcze 12 lat temu ktoś mi powiedział, że to ON będzie ojcem moich dzieci, puknęłabym się w czoło i kazała mu spadać na drzewo (temu, kto tak powiedział i JEMU też dla jasności). Z nim to ja mogłam pojeździć na motorze, pójść nad jezioro albo wypić piwo na imprezie, ale zakochać się w nim, ba, mieć z nim dzieci?! NO WAY!
22:14

Czego zazdroszczę innym matkom?

Napisała , w
Zazdrość to rzecz ludzka. To uczucie z kategorii wad, ale śmiem twierdzić, że nie w każdym przypadku. Zazdrość bywa także motywująca, dopingująca i inspirująca! Oczywiście nie mam na myśli takiej, która doprowadza do snucia w głowie planów jak napaść na bank, by mieć tyle samo kasy co Kowalski albo życzenia w głowie trąby powietrznej, która zmiecie piękny dom Malinowskiego z powierzchni ziemi i z zasięgu zazdrosnego oka! Chodzi mi o taką nutkę zazdrości, którą odczuwam w stosunku do innych kobiet, do mam posiadających cechy, których ja sama nie mam albo mam bardzo słabo rozwinięte. Patrzę na to, co robią, jak postępują, co osiągają i myślę sobie: "Kurde, ja też tak chcę! Ja też tak mogę!" i biorę dupę w troki i ... próbuję coś zmienić, działać, być bardziej kreatywną! Ich umiejętności, determinacja, konsekwencja i talenty sprawiają, że zaczynam bardziej wierzyć w siebie i czuć, że w zasięgu ręki jest tak wiele: trzeba tylko chcieć!

Czego zatem zazdroszczę innym  kobietom?

17:31

Poznajemy polne kwiaty. Przyroda pod lupą.

Napisała , w
Jako wielbiciele przyrody, którzy są bliziutko niej każdego dnia, z przyjemnością przyłączamy się do projektu "Przyroda pod lupą" zorganizowanego przez Ilonę z bloga Kreatywnym Okiem.   Do poznawania natury nie trzeba moich dzieciaków przekonywać. Każde wyjście na podwórko czy spacer są okazją do przyglądania się przyrodzie i poznawania jej tajemnic. Padają setki pytań na temat ptaków, owadów, zjawisk pogodowych czy kwiatów, a ja staram się odpowiedzieć na każde. Pomagają w tym przyrodnicze książki i programy, wiadomości znalezione w sieci, a czasem wiedza babci czy dziadka no i oczywiście moje własne zasoby (w końcu zdawało się maturę z biologii ;)).
Wiosna i lato to czas kwiatów. Kocham szczególnie te polne zachwycające swoją świeżością, kolorami, zapachami. Kilka dni temu wybraliśmy się z Julką i Szymkiem na kwiatowy spacer, z którego dziś mam dla was relację!

23:04

Rozwód murowany!

Napisała , w
Z chwilą, kiedy facet wyjeżdża do pracy za granicę na sto procent zacznie zdradzać swoją żonę. Będąc w kraju mógł nawet stwarzać pozory bardzo kochającego męża i ojca, mógł przeżyć ze swoją żoną lat kilkanaście i sprawdzić się w wielu życiowych, podbramkowych sytuacjach, mógł wyglądać niepozornie, sympatycznie, całkiem nieszkodliwie! Pamiętaj, że jak przekroczy granice Polski, zrzuci maskę i pokaże swe prawdziwe oblicze: polskiego Don Juana, Żigolaka z krwi i kości, rasowego Playboya! On tak naprawdę nie pojechał do pracy! W dupie ma wasze wspólne plany i marzenia! Tylko patrzy, na jakiej babie by tu oko zawiesić i która chętna mu wskoczyć do łóżka w pokoju dzielonym z dwoma lokatorami! Przecież nie wytrzyma dwóch tygodni bez seksu! Czegoś ty się dziewczyno spodziewała? Że będzie cię kochał tak samo,  kiedy będzie kilkaset kilometrów dalej? Że dotrzyma przysięgi złożonej przy ołtarzu? Że możesz mu zaufać?! Naiwna idiotko! Faceta trzeba mieć ciągle na oku! Każdy, ale to każdy tylko szuka okazji, by skoczyć w bok, a przecież wyjazd za granicę jest ku temu okazją wymarzoną! Trzeba było jeść marchewkę, zamiast godzić się na wyjazd. Teraz to już tylko czekać na dowody zdrady. Rozwód murowany!
11:39

Miesiąc bez taty

Napisała , w

Czuję się, jakbym wczoraj pisała TEN TEKST, jeden z najbardziej osobistych na moim blogu. Decyzja o wyjeździe Grześka była chyba najtrudniejszą, jaką wspólnie do tej pory podjęliśmy. Tak naprawdę dojrzewała w nas latami  i dziś wiem, że powinna była dojrzeć znacznie wcześniej, jeszcze zanim pojawiły się dzieci. Jednak tak się nie stało. Czasu nie cofniemy, a powiedzenie lepiej późno niż wcale zdaje się w tym przypadku mieć rację bytu (jak zresztą w wielu epizodach z mojego życia).
10:01

Filmy animowane dla całej rodziny. Nasze TOP 5.

Napisała , w
Sama nie wiem, kto w naszym domu bardziej lubi oglądać bajki: Julka, Szymek czy ... tata? :) No dobra, ja też lubię czasami zamiast dołujących wiadomości, powtarzanych po raz milionowy filmów, a już na pewno zamiast tasiemcowatych seriali, obejrzeć ciekawie zrobioną od strony graficznej i opowiadającą sensowną historię  bajkę!Choć zdecydowanie największym fanem animowanych historii jest w naszym domu ... tata, to muszę przyznać, że wieczory po jego wyjeździe często spędzam z Julią i Szymonem właśnie na oglądaniu bajek. Jestem zdecydowanie bardziej wybredna w tej kwestii zarówno od mojego ślubnego, jak i od moich pociech, ale też mam swoich faworytów: takie filmy, na których można boki zrywać ze śmiechu albo uronić łezkę wzruszenia!Tak więc dziś dla was nasz zupełnie subiektywny top tego, co warto obejrzeć całą rodziną.

08:42

Konkurs dla aktywnych czytelników! :)

Napisała , w
Moi Drodzy!

Z okazji przekroczenia magicznej liczby 30 tysięcy wyświetleń mam dla was niespodziankę.

Przygotowałam konkurs dla aktywnych czytelników mojego bloga, którzy odwiedzają, komentują i chyba, kurcze, lubią mojego bloga! :)

Zaczniemy od nagród, których sponsorem jestem ja! Mam nadzieję, że przypadną wam do gustu!

Nagrodzić chciałabym dwie osoby, a więc daję wam wybór:

NAGRODA NR 1: Oryginalna koszulka inspirowana 25-leciem demokracji w  Polsce. Projekt i wykonanie odCZAPY. Koszulka w rozmiarze L, biała. 


Zdjęcie STĄD.

23:23

Przyzwyczaić się do tęsknoty...

Napisała , w

Niedziela wieczór. Niby wszystko jest takie samo jak jeszcze trzy dni temu. A jednak... Na suszarce dziwnie dużo talerzy i szklanek. I jest nawet jego ulubiony kubek. Na fotelu leży jego koszulka. Przytulam ją. Pachnie nim. Pusta paczka po papierosach na parapecie w kuchni. Maszynka do golenia odłożona na zlewie. Nawet brudne skarpetki w koszu na bieliznę mnie rozczulają... Przecież jeszcze kilka godzin temu tu był, a teraz zostało mi tylko tyle...
21:44

Rodzicu, zatrzymaj się na chwilę!

Napisała , w
Wszystkimi chyba wstrząsnęła wiadomość o śmierci 3 letniej dziewczynki z Rybnika pozostawionej przez ojca w aucie, w słońcu przez kilka godzin. Nie będę wam opisywać tej tragicznej historii, bo znamy ją już pewnie na pamięć. Szok i niedowierzanie. Płacz nad losem dziewczynki umierającej w męczarniach mieszający się ze smutkiem nad losem ojca, który ma złamane życie. Nie mieści mi się w głowie, jak można zapomnieć o dziecku na osiem godzin, ale ... nie potępiam, nie oceniam, choć zrozumieć mi bardzo trudno. Jedno jest pewne: nie zrobił tego celowo, a konsekwencje będzie ponosił już do końca życia. I one są gorsze niż więzienie, niż kara śmierci nawet.Na blogach mnóstwo tekstów na ten temat: od tych pełnych potępienia, do tych, w których szuka się usprawiedliwienia dla ojca. Są apele o uczenie dziecka, jak zachowywać się w sytuacji, gdy ktoś dorosły będzie chciał umyślnie lub nie zostawić je w aucie i instrukcje dla rodziców, jak chronić dziecko w upalne dni. Polecam wam szczególnie kilka tekstów: Ty też mogłeś zabić swoje dziecko.  / Przyczyna i skutek. / Przegrzanie organizmu dziecka. Dziecko zamknięte w aucie.One Decision. Każdy z nich jest inny, ale każdy też porusza ważny aspekt tej sytuacji. Przeczytajcie koniecznie, pomyślcie, przeanalizujcie... Ja chciałabym poruszyć jeszcze inną kwestię, coś, co być może w całej tej tragedii odegrało najistotniejszą rolę.

23:27

Co robimy w słoneczne dni?

Napisała , w

Upały do nas zawitały i oczywiście już spotykają się z typowo polskim marudzeniem, że za gorąco. Jeszcze kilka dni temu było za zimno, a w międzyczasie też za dużo deszczu. Taka mentalność. Ja słoneczko lubię, a rozwiązaniem na jego nadmiar jest odpowiednie go sobie dawkowanie: w godzinach słonecznego szczytu zostajemy w domu, a jeśli na podwórku zmęczymy się słonecznymi promieniami, uciekamy w cień. Wieś na szczęście oferuje sporo cienia, po który wcale nie trzeba udawać się do parku. Rozkładamy kocyk w cieniu jabłoni w sadzie albo siadamy na ławeczce pod domem, a będąc u babci i dziadka okupujemy altankę. Dzieciaki są w siódmym niebie, bo mogą biegać na dworze do późnych godzin [Pytacie, czy nie żrą u nas komary, więc odpowiadam wam, że jakoś niespecjalnie w ty roku! Więcej chyba much i muszek pcha się do chałupy, niż komarów gryzie wieczorami na dworze.], a ja też nie narzekam, kiedy zaraz po przyjściu do domu i wykąpaniu spiaszczonych pyszczków padają na poduszki  jak muchy. Fakt, że byłoby to jeszcze przyjemniejsze, gdyby Grzegorz był w domu w te wieczory, ekhmmm, no ale w tej chwili pozostaje mi cieszyć się momentami błogiej ciszy przerywanej tylko buczeniem mojego starego komputera i opróżniać lodówkę. Też całkiem nieźle.

15:06

Porodowe reality show

Napisała , w
Poród może być pięknym wydarzeniem. Niestety może być też wydarzeniem dramatycznym i trudnym. Na to, jaki będzie składa się tak naprawdę niezliczona ilość czynników: począwszy od podejścia samej mamy, poprzez opiekę okołoporodową, czas trwania i natężenie bólu, aż po niezależne od nikogo problemy czy powikłania. Całe szczęście, że na pewne elementy porodu ma wpływ sama kobieta i to od niej dzisiaj zależy, czy będzie rodzić w szpitalu czy w domu, sama czy z mężem lub inną bliską osobą, ze znieczuleniem czy bez. Postęp medycyny, cywilizacji, jak również rozwój ludzkiego rozumu doprowadził do tego, że mamy taki wybór i że porody, a co za tym idzie nowonarodzone dzieciaczki są coraz bezpieczniejsze.
Jak się okazuje, sfera porodów jest kolejną, w której nastąpiła moda na regres zwany ładnie powrotem do korzeni, którego jednak ja za cholerę nie potrafię zrozumieć! Jak się okazuje są kobiety, które spośród wielu opcji wybierają poród w dżungli wprost do lodowatej rzeki, w dodatku przed kamerami, na oczach milionów ludzi i za pieniądze. O ile sam pomysł porodu na łonie natury mogę w pewnym stopniu zrozumieć [w pewnym, czyli w takim, że chodzi tu o piękne okoliczności ładnie wyglądające we wspomnieniach i na zdjęciach, bo w kwestii zawsze możliwych powikłań i braku należytej opieki nad noworodkiem już takiego ryzyka nie pojmuję], o tyle pokazywania swojej fizjologii całemu światu i to w jakimś kasowym reality show już za diabła nie kumam i nie trawię!
23:37

Wziąć to na siebie albo dołożyć całemu światu!

Napisała , w
Nie jestem matką nadopiekuńczą. Przejawiam czasem zapędy matki kwoki, ale jednak nie trzymam dzieci pod kloszem i pozwalam im na dużo samodzielności. Nie płaczę razem z nimi, kiedy obetrą kolano, tylko podmucham i biegną dalej. Nie trzęsę się nad piaskiem na rączkach ani nawet na buzi, kiedy są w wirze zabawy. [Ach, gdyby to moja mama wiedziała, ile piasku pochłonęłam w dzieciństwie! Łyżką!]  Nie zabraniam wdrapać się na drzewo [byle nie tak wysokie, jak to, na które raz wdrapałam się jako dziecko i pół dnia wołałam o pomoc], utaplać się w błocie, pobiegać na boso po trawie czy zjeść truskawkę prosto z krzaka. Julka umie sama zrobić sobie kanapkę, wlać soku, umyć się, ubrać, zawiązać buty. Chcę, by dzieciństwo Julki i Szymka było naprawdę beztroskie, ale chcę też, aby wyrośli na umiejących poradzić sobie w życiu młodych ludzi. Ale jest jedna rzecz sprzeczna z moim podejściem do wychowania szkrabów. Coś, co spędza mi sen z powiek, co czyni mnie często bezsilną, czego chyba nigdy nie uda mi się wyzbyć...

22:37

Książka, która krzyczy: 'Nie bądźcie obojętni!'.

Napisała , w
Dawno nie polecałam wam żadnej książki, więc dziś post książkowy. Od razu ostrzegam osoby wrażliwe, że książka należy do bardzo mocnych i występują w niej drastyczne sceny, właściwie cała jest jedną, wielką drastyczną sceną... Bedzie to książka z biblioteczki mojej mamy, podobnie jak "Mama kazała mi chorować", która wzbudziła wasze ogromne emocje). Kolejna prawdziwa historia, która jest tak straszna, że niejedna fikcja nie dorasta jej do pięt swoim dramatyzmem.
Alloma Gilbert w swojej autobiograficznej książce pt. "Ocal mnie od złego" opisuje swoje dzieciństwo pod opieką fanatyczki religijnej, której została oddana przez niezaradnych życiowo rodziców. Sprawiająca początkowo miłe wrażenie Eunice Spry okazała się potworem w ludzkiej skórze: swoim przybranym dzieciom zgotowała piekło na ziemi maltretując je przez długie lata na przeróżne przemyślane sposoby. Czytając wspomnienia Allomy ma się gęsią skórkę, uczucie obrzydzenia i niedowierzania oraz łzy w oczach jednocześnie... Nie polecam bardzo wrażliwym czytelnikom, ale książka porusza niezwykle ważne tematy: przemocy wobec dzieci i obojętności wobec niej otoczenia, religijnego fanatyzmu oraz procedur i braków w zakresie oddawania dzieci pod opiekę rodzicom zastępczym. Co prawda cała rzecz dzieje się w Anglii i dziwi bardzo słabe prawo i lekkomyślność władz w kwestii rodzin zastępczych i adopcji, jednak nie brakuje przecież i w Polsce przykładów na to, jak rodzice zastępczy potrafią zmieniać życie dzieci w jeszcze gorsze piekło niż to, z którego zostały zabrane. 

23:10

Powitanie - pożegnanie, czyli weekend z tatą.

Napisała , w


14:13

Religijny ginekolog na wsi.

Napisała , w
Na pewno słyszeliście już o Deklaracji Wiary podpisanej przez część polskich lekarzy, w tym także ginekologów. Temat ten poruszyła kilka dni temu na blogu Ania z Dziecięcych Klimatów. Oczywiście pod jej wpisem wywiązała się burzliwa dyskusja, w której nie brakowało też głosów poparcia dla religijnych lekarzy i stwierdzeń, że ta deklaracja miała charakter prywatny. Zastanawiałam się dosyć intensywnie, czy powinnam wypowiedzieć się na ten temat i doszłam do wniosku, że muszę przedstawić sytuację z punktu widzenia kobiety z maleńkiej wsi, który jest zdecydowanie inny niż w przypadku kobiet mieszkających w dużych miastach. Zaraz wam powiem, dlaczego (jeśli oglądacie czasem "Pytanie na śniadanie", tam również zdanie o kobietach ze wsi padło).
Deklaracja wiary, którą podpisało już ponad 2 tysiące lekarzy, zakłada m.in. odmawianie przepisywania środków antykoncepcyjnych, wykonywania aborcji, kierowania na zabiegi in vitro, eutanazji, krótko mówiąc wszystkiego, co jest w jakiś sposób niezgodne z wiara katolicką. Dokładny tekst tej deklaracji i listę lekarzy, którzy podpisali się pod nią możecie znaleźć tutaj: http://www.deklaracja-wiary.pl/. Nie jest to żadna ustawa czy inny oficjalny dokument, więc jak z nonszalancją twierdzą jego zwolennicy ma on charakter prywatny. Dziwne, że ten prywatny charakter przekłada się na funkcjonowanie publicznej służby zdrowia: dzieli nie tylko lekarzy, ale i pacjentów na chrześcijan i ludzi innego wyznania uzależniając jednocześnie zakres wykonywanych przez lekarzy obowiązków od tego, jakiego są wyznania!

Post Top Ad

Instagram