Post Top Ad

Zawsze chciałam być mamą...

Zawsze chciałam być mamą...  Najpierw nauczycielką, potem projektantką mody, a nawet piosenkarką rockową, ale na każdym etapie widziałam siebie także jako mamusię słodkiego berbecia, a nawet dwóch! Dziś z perspektywy czasu widzę, że właściwie wszystko w moim życiu tak się jakoś składało, że pomagało mi w spełnieniu tego marzenia... 
Zaczynając liceum byłam już z moim mężem. A wiedzieć wam trzeba, że wyrzekałam się go, jak żaba błotka i że od fascynacji na zabój przyjacielem mego starszego brata szybko przeszłam w fazę nieznoszenia jego obecności w odległości kilkunastu metrów. Aby potem wyjść za niego za mąż zaraz po skończeniu liceum...:D.  Taka kobieca logika, no cóż :D. 
Pisałam wam już, że zaczynaliśmy od zera. Nie mamy bogatej rodziny, która dałaby nam na studia, prawo jazdy czy mieszkanie. I tak naprawdę to dobrze. Wspólne dochodzenie do celu i spełnianie nawet tych najbardziej prozaicznych marzeń bardzo zbliża... [Dziś też to czuję...] Wynajęliśmy mieszkanko u znajomych: malutki pokoik na dole i kuchnia u góry schodami takimi jak na strych plus prowizoryczna łazienka. Płaciliśmy czynsz, do tego opłaty, moje studium, Grześka prawo jazdy i jedna pensja. Dorywczo zajmowałam się dzieciaczkami kuzynki. Nie mogłam znaleźć stałej pracy, a pragnienie dopełnienia tej naszej postrzelonej miłości rosło w sercu i rosło... 
Wielu z was pomyśli sobie teraz, że byliśmy nieodpowiedzialni: żeby na wynajmowanym pokoju, z jedną pensją wynoszącą wówczas jakieś 1400 zł ŚWIADOMIE ZDECYDOWAĆ SIĘ NA DZIECKO?! Cóż, słyszałam to wiele razy... Tak samo jak to, że powinnam iść na studia zamiast zakopywać się w pieluchy jak również to, że w wieku 21 lat jestem za młoda na dziecko. A jednak pragnienie zostania rodzicami było silniejsze niż wszystko inne. Jasne, były wątpliwości i obawy, ale nie zmieniły one naszej decyzji. Od stycznia  do czerwca 2007 kilkanaście testów: wszystkie negatywne. Były łzy i zwątpienie [bo kurde pani na lekcjach WDŻ mówiła, że wystarczy raz :P]. Aż wreszcie przyszedł 9 lipca 2007 i pojawiła się wyczekiwana druga kreska... Ciąża była dla mnie czasem magicznym. I niech to nawet zabrzmi słodko jak pięć kilo cukru pudru: kochałam być w ciąży zarówno za pierwszym jak i za drugim razem [ i to naprawdę nie tylko dlatego, że miałam w tym czasie biust większy niż małe A!]
Kiedy przywieźliśmy Julkę ze szpitala potrafiłam godzinami stać przy jej łóżeczku i wpatrywać się w nią nie mogąc uwierzyć, że jest, że jest moją córeczką, a ja jestem jej mamą...  Jej narodziny były dowodem na to, jak w przeciągu właściwie kilku chwil może zmienić się całe życie... Powtarzałam sobie słowo: mama patrząc na jej maleńkie usteczka i zaciskające się na moim palcu piąstki i wciąż nie docierało do mnie, że mówię przecież o sobie... Początkowo bałam się ją nawet pocałować czy przytulić, jednak ten strach, który czułam w środku, to niedowierzanie, ten zachwyt to była właśnie ... miłość mamy do dziecka... Mieszanka miliarda różnych emocji, która wypełnia serce po samiutkie brzegi i czasami sprawia, że brakuje ci tchu...  Od ponad sześciu lat uczę się z nią żyć... Od ponad dwóch odczuwam tę mieszankę uczuć podwójnie. Zostanie mama po raz drugi jest już inne niż ten pierwszy raz, ale jedno się nie zmienia: w jednej chwili, kiedy kładą ci dziecko na piersiach, zmienia się cały twój świat...  I z takim samym niedowierzaniem na początku patrzysz na maleństwo w swoich ramionach i tak samo czujesz wielką odpowiedzialność mając za zadanie pokazać świat już dwóm istotom.
Bycie mamą to nie lukier i płatki róż. Czasem to wręcz pot i łzy. Ja nigdy nie łudziłam się, że jest inaczej, a mimo to ten pot i te łzy zawsze były moim marzeniem. I nie żałuję ani chwili. Ani tego, że nie poszłam na studia, ani tego, że póki co nie pracuję zawodowo, ani tego, że w wieku 20 lat nie balowałam, tylko tuliłam do piersi dziecko. Bycie mamą nie przeszkadza mi słuchać rocka, kochać szybkich motocykli ani śmiać się z mężem do rozpuku z naszych głupich żartów, ba, nawet cieszyć się wspólnym pobytem w alkowie ;). Bycie mamą nie przeszkadza mi być sobą.  Może to się nazywa instynkt macierzyński, a może powołanie?...


Prezent od Julki na Dzień matki :).

6 komentarzy:

  1. Piękny prezent, a bycie mamą w niczym nie przeszkadza, a tym bardziej motywuje podwójnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi macierzyństwo dało siłę. Pozwoliło odkryć pasję i wziąć się w garść. Choć akurat ja nie zawsze chciałam być matką. Zabawne, bo teraz nie wyobrażam sobie bym mogła nią nie być :)

    A zaczynaliśmy nawet nie od zera - zaczęliśmy od dna, teraz wystawiam głowę nad muł i powoli płyniemy nad wodę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne to co napisałaś i takie prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno temu byłam przekonana, że nigdy nie będę mieć dziecka- jakoś nie było mi to po drodze. Na szczęście się myliłam i zostałam mamą. Teraz wiem, że nie ma nic piękniejszego i choć- tak jak piszesz- "bycie mamą to nie lukier i płatki róż"- to daję radę. Też kocham rocka i słucham go razem z córeczką, mimo że ona woli zjadać i niszczyć moje płyty, ale to nic:). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś cudowną, dzielną mamą, a najpiękniejsze jest to, że sprawia Ci to największą, nieopisaną radość. Sama, z wyboru, tak wcześnie... To dzisiaj rzadkość! :*

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram