Post Top Ad

Polska niepewność.

To już za tydzień. Wyjeżdża. Na samą myśl żołądek podjeżdża mi do gardła. Miliard pytań kłębi się w głowie, nie daje spać nocami i dręczy w ciągu dnia. Wśród nich to najważniejsze: czy to jest właściwa decyzja? Na to pytanie odpowie... czas. Oby był dla nas łaskawy.

Na tle naszych przygotowań do JEGO wyjazdu toczy się kampania wyborcza. Co spojrzę w telewizor pojawiają się w nim twarze obiecujące wszystko, co najlepsze, złote góry, gruszki na wierzbie, kłamiące tak, że mam odruch wymiotny... Regularnie powtarzany stek bzdur tylko po to, by dostać się do koryta i napchać kieszenie... 

Jeszcze parę lat temu byłam bardziej wyrozumiała. Może nawet naiwna. Miałam nadzieję, że będzie lepiej, że rzeczywiście znajdzie się ktoś, kto do tego doprowadzi. Jednak czas mijał i ani z pseudo obietnic posłów ani z mojej wiary nie wykiełkowała poprawa sytuacji. My za to dorośliśmy do decyzji o wyjeździe męża... A w takiej sytuacji jak nasza są tysiące, jeśli nie miliony Polaków. A politycy jak gdyby nigdy nic walą swoje oklepane teksty z ekranów TV, billboardów i gazet. Krzyczą nawet, że nagle wszyscy Polacy wrócą do kraju, tylko to właśnie ONI, TA partia dojdą do władzy. O ironio, jakoś powrotów nie widzę, ba, raczej wyjazd się kroi...


Nienawidzę tego uczucia: niepewności. Sprawia, że się duszę, że zaciska mi się gardło, a serce wali jak oszalałe. Niepewność jutra, tego, czy starczy ci do pierwszego, tego, czy będzie praca. Niepewność tego, gdzie będziesz mieszkać, jak żyć za lat kilkanaście. Niepewność tego, czy będziemy w stanie zapewnić godny start naszym dzieciom, czy będziemy w stanie zapewnić im podstawowe rzeczy. Niepewność tego, czy za rok wchodząc do sklepu będziemy w stanie kupić coś więcej niż tylko chleb i masło. Teraz niepewność tego, jak poradzimy sobie rozdzieleni, jak ON poradzi sobie tam, a my tu, czy wszystko będzie tak, jak powinno być... Typowo polska niepewność... Współodczuwam ją z tysiącami młodych Polaków. I pytam: jak żyć z tym uczuciem?...

16 komentarzy:

  1. Olu bardzo dobrze Cię rozumiem. Niestety. Ta niepewność jest straszna. Ale wiesz co? Za 3-4 tygodnie minie. Zaczniecie organizować sobie życie na dwa domy. Wasz związek się umocni. Najważniejsze że się kochacie, macie siebie - co tam że w oddali. Telefony, Skype naprawdę pomagają. I pamiętaj: to nie jest na zawsze 😊 trzymaj się cieplutko i pisz, jeśli to ci pomaga. Na priv zapraszam, jakbyś potrzebowała, zawsze odpowiem 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marlena czy Ty też jesteś w takiej sytuacji? Czuję, że dobrze znasz moje emocje...

      Usuń
  2. Strasznie przykre są takie dylematy. Cieszę się, że nie muszę ich podejmować. Nie muszę, bo kilka lat temu podjęli ją mi dziadkowie. Zostawiając swoją córkę z rodziną tutaj sami wyemigrowali aby pomóc nam żyć. I tylko dzięki temu potem moi rodzice mogli pomóc nam na starcie. To przykre jak trudny start mają ludzie w Polsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Gosiu my zaczynaliśmy od zera. Nie mamy bogatej rodziny. Przeciwnie. Moi rodzice też są w trudnej sytuacji. Od nikogo nie wymagam pomocy i jej nie oczekuję, bo dziś każdy sam ledwie sobie radzi... Nasz los jest w naszych rękach. Teraz start mamy trudny, a nasze dzieci mogą mieć jeszcze trudniejszy, dlatego chcemy zrobić coś, aby im trochę pomóc w przyszłości...

      Usuń
  3. Straszna jest taka niepewność i wiem o co Ci chodzi. Ja przy dwójce dzieci boję się podwójnie o ich przyszłość... Trzymam kciuki, by rozłąka wzmocniła Wasz związek :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecież to Wasza decyzja! Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza, ale gdyby nasz kraj zapewniał lepszy start w przyszłość na pewno byłaby inna. Myślę, że ty z dużym kredytem na dom wiesz, jak jest i też nie jest ci obce uczucie, o którym piszę... Jeśli się mylę, to ci zazdroszczę!

      Usuń
  5. Bardzo dobrze rozumiem co czujesz,też przez to przeszłam,oj nie było łatwo. Z czasem wszystko się jakoś ułoży.Pani Marlena pisząc,że telefony i skype pomagają ma rację,bo rzeczywiście bez tego byłoby ciężko.Co do naszych rządzących w kraju,to niestety mam na nich alergię i nie mam ochoty na nich patrzeć ani ich słuchać.
    E.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że teraz technika jest tka rozwinięta, że umożliwia kontakty na odległość! W przeciwnym razie byłoby znacznie trudniej! Myślę, że jak już to wszystko nastąpi to będzie lepiej. Teraz najgorsze są te nerwy i ta niepewność.

      Usuń
  6. Olu, Rozumiem Ciebie bardzo. Ja mam taki wyjazd za sobą. Moja OLa sama wychowuje dwie córeczki. Zięć przyjeżdża tak często jak tylko może. i powiem Ci szczerze, ze nie mają kokosów. Wynajmują mieszkanie, bo nie dostaną kredytu. Zięć pracuje na kontraktach okresowych. I tak to będzie trwać. sama nie wiem jak długo. A wracać nie ma do czego. Oczywiście w sensie zawodowym. Praca na emigracji pozwala jakoś żyć.
    A z kolei tam pojechać z dziewczynkami, to nie prosta decyzja, bo nie będzie wcale lepiej. Ale podjęliście taką decyzję, więc życzę Wam wszystkiego najlepszego. A Ty Olu dasz radę. Spokojnie wszystko sobie zorganizujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duniu Twój komentarz wiele dla mnie znaczy. potrzebuję wsparcia osób, które znają taką sytuację i rozumieją mnie...
      Też myślałam o wspólnym wyjeździe, ale jak się euro nie zamieni na złotówki to będzie życie takie samo jak tu :P. Poza tym wyrwać dzieci z ich środowiska to ... zbyt trudne... My dorośli jakoś sobie z tym łatwiej poradzimy...
      Mam nadzieję, że będzie dobrze Duniu.

      Usuń
  7. Oleńko, wspaniały tekst. Uwielbiam Cię czytać i życzę powodzenia. Trzymam kciuki za Waszą rodzinę. Wiem, jak jest ciężko w tym kraju. Swojego czasu sama wyjechałam... Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie słowa z Twoich ust to największy komplement! To ja uwielbiam czytać Ciebie [słodko, wieeeem, ale co ja na to poradzę, że tka jest? ;) ]

      Dziękuję za kciuki. Przydadzą się na pewno.

      Usuń
  8. Myślę, ze nie za taką Polskę walczono :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem w takiej samej sytuacji mój maż od prawie roku pracuje za granicą byłam w 4 mies kiedy podjął-liśmy decyzje o jego wyjeżdzie było bardzo ciężko, tym bardziej że ciąża była zagrożona i starsza córka i wszystko na mojej głowie,przeprowadzka w tym czasie, włamanie z kradzieźą do nowego domu było ciężko przepłakałam dużo nocek, święta oczywiscie też osobno tyle dobrego że chociaż przyjechał na porod córeczki, wcześniej były krótkie rozmowy telefoniczne a teraz mamy skype, za darmo dzwonimy do Siebie bo w lyca są darmowe zagraniczne rozmowy, noi częściej przyjeżdża do Nas :) będzie dobże zobaczysz głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram