Post Top Ad

Dzieci na wsi się nie nudzą [nawet w czasie deszczu!].

Bycie dzieckiem na wsi to fajna sprawa! Mówię to ja - od urodzenia mieszkająca w maleńkim Czersku Świeckim położonym w okolicy Wdeckiego Parku Krajobrazowego, w bliskim sąsiedztwie Borów Tucholskich i w tejże wioseczce wychowująca [przynajmniej póki co] swoje pociechy. Dla wiejskich dzieci zabawa w domu jest właściwie ostatecznością, bo wystarczy otworzyć drzwi, aby poczuć cudowne możliwości, jakie daje wielkie podwórko, ogród, sad, łąki, pola i lasy rozciągające się jak okiem sięgnąć. Jesienią i zimą tego siedzenia w domu jest zwykle więcej, bo wiatry i mrozy jednak troszkę nas ograniczają, ale jak tylko nadejdzie wiosna, na dworze zaczynamy spędzać zdecydowanie więcej czasu niż w domu.
Szymon od momentu, gdy otworzy oczy woła "Wawuj mama!" [czyli" na dwór ;)], więc na ogół po śniadaniu wychodzimy na podwórko, wracamy na obiad, a po drzemce powtórka z rozrywki. Efektem jest nieco zaniedbane mieszkanie [gary w zlewie leżą czasem do popołudnia], oszałamiająca ilość tlenu w organizmie i szeroki uśmiech dzieciaków. Julia po powrocie z przedszkola, szybko zjada obiad, wkłada trampki i też biegnie na świeże powietrze. Odkąd nauczyła się jeździć na rowerku [już zamieniła 12' na 16' - mama dumna!] przebywanie na dworze nabrało dla niej nowych barw i atrakcji. Niemal każdego dnia jest zabawa w piaskownicy, huśtanie się na huśtawce, skoki na trampolinie, jeżdżenie różnorodnymi pojazdami [których uzbierało się już tyle, że mamy ładny parking na podwórku], spacer to do sklepu, to do babci, to do lasu, a do sąsiada, który ma traktory przynajmniej trzy razy dziennie. Moje dzieci lubią oglądać bajki czy w przypadku Julki grać w gry komputerowe, ale wyjście na dwór zawsze jest ważniejsze i to mnie niezmiernie cieszy! Możliwość codziennej zabawy na świeżym powietrzu, przestrzeń, to, jak niesamowicie przebywanie w lesie, na łące czy w ogrodzie rozwija kreatywność to jeden z ogromnych plusów mieszkania na wsi!






Podziwiam pięknie ubrane dzieci z blogów szafiarskich, na które zaglądam! Większość z nich  ma czyste buźki, rączki no i te kolorowe, piękne ubranka też są czyste! Matkę ze wsi takie obrazki fascynują i zaskakują! Do codziennej zabawy w piasku, błocie, na trawie nie sposób wkładać córce białych rajstopek a synkowi sztywnych dżinsów, choć oczywiście zdarzają nam się uroczyste okazje, na które tak dzieci odziewam. ;) Jednak niezbędnik w szafie moich dzieci to wygodne dresy, legginsy, bluzy, trampki, a na kapryśną pogodę kaloszki i lekkie kurtki. Takie ciuszki zapewniają maluchom swobodę i sprawiają, że żadna pogoda im niestraszna!
Jakiś czas temu otrzymaliśmy od marki Playshoes Polska kurteczkę przeciwdeszczową dla Szymka. Czekaliśmy na nią niecierpliwie, ponieważ od razu wydała mi się idealna dla nas: taki ciuszek, który zagwarantuje zabawę na świeżym powietrzu nawet podczas wiosennej mżawki jest bardzo mile widziany w szafie wiejskiego dziecka! Nie mieliśmy wcześniej żadnej kurteczki przeciwdeszczowej, więc tym bardziej byłam ciekawa, jaka będzie.
Po rozpakowaniu paczuszki moim oczom ukazała się granatowa kurtka z białymi i czerwonymi elementami. Niezwykle lekka, cienka, wykonana ze "śliskiego" materiału. Kurtka jest zapinana na zatrzaski w kolorze białym. Dzięki ozdobnym lampasom na rękawkach oraz małym aplikacjom z przodu i dużej z tyłu, kurteczka wygląda ciekawie i bardzo estetycznie. Posiada też odpinany kaptur. Otrzymaliśmy kurteczkę w rozmiarze 92, jednak jest troszeczkę większa, dzięki czemu sięga aż za pupę. Rękawki podwijamy i cieszymy się, że dłużej nam posłuży.




W ostatnim czasie pogoda kaprysi: najpierw zachęca do wyjścia pięknym słońcem, aby za chwilkę próbować wygonić nas do domu wiosennym kapuśniaczkiem. Dzięki kurteczce od Playshoes takie niespodzianki pogodowe nie są nam straszne! Podczas minionych kilku dni mieliśmy okazję sprawdzić jej działanie przeciwdeszczowe i to, czy jest wygodna w noszeniu. Mogę powiedzieć z ręką na sercu, że kropelki drobnego deszczu nie przemoczyły kurteczki, a spłynęły po niej jak po przysłowiowej kaczce. Moja babcia mawiała, że biegając na wiosennym deszczyku, można tylko urosnąć, a dzięki tej kurteczce na pewno nie będzie się mokrym! :)






Kurteczka jest bardzo wygodna w noszeniu. Szymon jest dosyć wymagającym chłopcem, jeśli chodzi o komfort ubranek. Ma swoje ulubione rzeczy i potrafi zdjąć to, co mu nie odpowiada. Kurteczka Plyashoes zapewniła mu swobodę ruchów i była wygodna nawet podczas żywiołowej zabawy [co widać na powyższych ujęciach z trampoliny]. Przyda nam się też podczas "przymusowych" wycieczek po Julkę na przystanek czy po niezbędne zakupy - dzięki niej Szymek będzie zabezpieczony przed kaprysami aury! 
Z pewnością Szymek często będzie nosił  tę przeciwdeszczową kurteczkę i śmiało mogę ją zaliczyć do naszego  ubrankowego niezbędnika! Polecam nie tylko dzieciom wychowującym się na wsi tak, jak moje, ale wszystkim: aby wiosenny deszczyk nie był przeszkodą w spacerach i zabawach na świeżym powietrzu, a jedynie kolejną atrakcją podczas poznawania świata!




Dziękujemy marce Playshoes Polska za to, że pomogła nam zaprzyjaźnić się z wiosennym [a później z pewnością i jesiennym] deszczykiem, a was zapraszam na fanpage marki: TUTAJ oraz na stronę niemiecką: TU.


7 komentarzy:

  1. Super, dla biegających już dzieciaczków to fajny typ kurtki. A i wiatru nie przepuści :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z każdy napisanym słowem :) Nas w brzydkie deszczowe dni i te zimne, mgliste jeszcze troszkę ogranicza Ala. Maluszek to maluszek nie czerpie tyle radości z kropelek lecących na nos i błotka pod nogami ani z wiatru który przeszkadza oddychać :) Wtedy czatujemy na dziadka lub babcię lub czekamy na powrót taty :) Ale jeśli tylko się da łącznie z drzemkami przebywamy na świeżym (prawdziwie świeżym) powietrzu:)
    A ładne i czyste dzieci też podziwiam tylko na ekranie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba zaraz oznaczę Twój blog i nie będę tu wracał ... no żartuję, ale kurcze zazdroszczę Wam tego wiejskiego stylu z własnym podwórkiem.
    I tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci się Tomku wcale nie dziwię. ;) Nie wyobrażam sobie życia w mieście. Co najwyżej w większej wiosce.

      Usuń
  4. Super! Kurczę, dzieci się nie nudzą, a co z dorosłymi? Ja nie wiem, czy bym dała radę... Ja to miastowa, knajpowa, zakupowa... ;) Widziałaś mój wpis o dzieciach na mieście? :P

    Ale z drugiej strony tak czasem myślę, że fajnie by było się odciąć od tego całego konsumpcjonizmu... A wieś to na to miejsce idealne.

    Mała jest tak do Ciebie podobna, że nie mogę!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mira Julia jest ode mnie ładniejsza! I to o wiele! ;)

      Ja sobie jednak nie wyobrażam życia w mieście. jestem za bardzo zakorzeniona na wsi, ale nieco bliżej cywilizacji mogłabym i chciała się przeprowadzić. Mieszkam w polu, a marzy mi się choć o 100 metrów bliżej szosy i z pół kilometra bliżej sklepu.

      Usuń
  5. Kurtka przeciwdeszczowa musi być :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram