Post Top Ad

Stagnacja czy ... emigracja?

Problemy z pieniędzmi pamiętam od dziecka. Był moment, że tylko tata miał kuroniówkę, mama nie pracowała, a była nas trójka rodzeństwa. Nawet, kiedy oboje rodzice mieli pracę, było ciężko, bo najniższa krajowa wynosiła 600 zł, a wszyscy troje chodziliśmy do szkoły. Lubiłam chleb z pasztetową albo z masłem i z cukrem, nie było mi źle, kiedy do szkoły miałam tylko jedne spodnie, które w kółko musiałam prać i nie rozpaczałam, że nie mam nowej komórki ani że rodzice nie dali mi na prawo jazdy zaraz jak skończyłam 18 lat. Taka była rzeczywistość. Rozumiałam to. Kiedy sama założyłam rodzinę, zaczęłam nie tylko rozumieć, ale również podziwiać moich rodziców za to, że radzili sobie i starali się zapewnić nam to, co najważniejsze, mimo iż było im bardzo ciężko. I jeszcze za to, że się na nas troje zdecydowali, mimo, że dziś zostaliby nazwani nieodpowiedzialnymi.

Z Grześkiem zaczynaliśmy od zera. Rodzice nie dali nam na studia czy prawo jazdy, choć bardzo chcieli, to po prostu nie było ich na to stać. Po ślubie pojechaliśmy do wynajętego mieszkania, gdzie czekała na nas odkupiona za grosze kanapa, dwa kubki i dwa ręczniki. Grzegorz zarabiał wtedy tysiąc złotych, ja nie mogłam znaleźć pracy, ale chwytałam się różnych zajęć, by dorobić. Kupiliśmy pralkę na raty, a meble z pieniędzy z wesela. Grzesiek robił prawo jazdy, a ja skończyłam studium. Wynajmowaliśmy mieszkanie. Kupiliśmy pierwszy samochód rocznik 1983 za 1500 zł... Radziliśmy sobie, ale było ciężko. Coraz ciężej...


Po narodzinach Szymka podwyżka, którą w kilka miesięcy zeżarła inflacja. Rodzinne nam za to zabrali, bo przekroczyliśmy próg dochodowy o 30 zł. Według gminy jesteśmy bogaci. Na pewno bogatsi niż pijusy spod sklepu, którym przecież warto dawać wysokie zapomogi. Na kredyt na kupno niewielkiego mieszkania jesteśmy za to za biedni, bo trochę ponad dwa tysiące to jednak według banku za mało, by na zaufać. I bank ma właściwie rację, bo spłacać byśmy spłacali, ale jakim kosztem? Kosztem odmawiania sobie innych rzeczy. Tak jest już teraz. Kiedy trzeba kupić buty na nowy sezon nie sposób kupić wszystkim w jednym miesiącu. Trzeba wybierać. A gdy w tym samym miesiącu wyskoczy OC za samochód i prąd, na jego koniec trzeba po prostu pożyczyć. Czasami bywa lepiej, ale i tak nigdy nie udaje się nic odłożyć. Żyjemy od pierwszego do pierwszego. jak wielu z was.

Niektórzy mówią, że nie potrafię gospodarować pieniędzmi. Sama się czasem nad tym zastanawiam. Czasem się nawet obwiniam. Słyszę też, że po cholerę decydowałam się na dwoje dzieci, skoro teraz brakuje mi kasy. I co mam odpowiedzieć? Oni maja już i tak swoje zdanie. Pytają, czemu nie pójdę do pracy? Ano jakoś chętni do opieki nad Szymkiem nie pchają się drzwiami i oknami. Przedszkole jest oddalone o 6 km. Płatne. Pierwszeństwo mają dzieci, których oboje rodzice pracują. A i prawa jazdy u mnie niet, by dziecko dowozić. I tu znowu pada pełne oburzenia pytanie: no jak to, nie masz prawka?! No jakoś się jeszcze nie znalazło dodatkowe 1500 zł na ten cel... Zmiana pracy męża? W swoim zawodzie może pomarzyć o wyższych zarobkach w naszej okolicy. Uroki wsi. Uroki wczesnego założenia rodziny. Uroki naszego kraju.

Mogłabym policzyć na palcach znajomych, którzy nie wyjechali do pracy za granicę. Niektórzy na trochę, inni, na dłużej, a jeszcze inni zostali już na stałe. Trochę ich nie rozumiałam, a trochę ich podziwiałam. Z jednej strony było mi ich żal, a z drugiej im zazdrościłam. Ja nie należę do typu ryzykanta, choć niektórzy postrzegali w kategoriach ryzyka ślub zaraz po skończeniu liceum i wyprowadzkę z domu z dwoma ręcznikami i jednym garnkiem w torbie. Wiedziałam, że zarobki dużo wyższe niż w Polsce są okupione tęsknotą. Mówiłam sobie, że wolę nawet klepać biedę, ale byśmy byli wszyscy razem... Jednak tylko krowa nie zmienia poglądów...

Ciągły stres. Intensywne myślenie o tym, co przyniesie jutro. Jeszcze bardziej intensywne o tym, co będzie za lat 5 czy 15. Jak będziemy żyć i najważniejsze - jak będziemy w stanie wesprzeć nasze dzieci? Czy całe nasze życie upłynie pod znakiem martwienia się o finansowe jutro? Frustracja sięga zenitu, ale ona wynika nie tylko z problemów, ale też ze stagnacji. Najgorsze, co można zrobić w takiej sytuacji, to stać w miejscu... Nie chcemy być bogaci. Nie marzą nam się złote góry. Mamy prozaiczne marzenia. Jednak wbrew opinii, że pieniądze szczęścia nie dają, do spełniania niektórych marzeń są niezbędne...

Nie, to nie jest narzekanie. Tak, wiem, że inni mają gorzej, dużo gorzej, ale ja nie jestem w skórze innych, tylko w swojej. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Nikt nie zmieni twojego życia, jeżeli sam tego nie zrobisz. wreszcie: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana... Decyzja podjęta: Grzesiek zmienia pracę i wyjeżdża za granicę. Wiem, że będzie nam bardzo trudno. Boję się jak cholera.  Chcemy jednak wreszcie coś zmienić, zacząć żyć inaczej, przełamać tę dziwną barierę, która ciągle kazała nam stać w miejscu. Ta decyzja bardzo wiele nas kosztowała, ale wierzymy, że jest słuszna.

Jesteśmy rodziną na dobre i na złe i wiem, że nawet odległość i fakt, że przez pewien czas będziemy widzieć się rzadko nie zmieni naszej miłości. Ufam, że taką sytuację można przekuć w coś, co wbrew pozorom wzmocni nasze więzi. Może jestem naiwna, a może po prostu serce wie najlepiej? Jeśli mogę was o coś  prosić: trzymajcie za nas kciuki!

54 komentarze:

  1. Trzymam kciuki :) Bedzie dobrze :) Faktem jest ze odległość czasami wiele zmienia, ale nie jest to regułą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymamy Olu bardzo mocno, bo jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji! Gratuluję decyzji, gratuluję odwagi i jestem pewna, że będzie dobrze! My też myślimy, analizujemy, Artur też chciałby wyjechać. Bo tak jak napisałaś, stoimy w miejscu. Tutaj nic nie możemy zmienić, bo po prostu nie ma takiej możliwości. Jeszcze się nie odważyliśmy porozmawiać o tym poważnie, zadecydować. Dlatego tym bardziej gratuluję i trzymam za Was bardzo mocno kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila dziękuję! Tak jak napisałam bardzo wiele nas to kosztuje. Nawet czytając to, co napisałam, chce mi się płakać, ale trzeba działać, trzeba wierzyć, trzeba podejmować trudne decyzje... I za Was trzymam kciuki!

      Usuń
    2. Wiem Olu, zdaję sobie z tego bardzo dobrze sprawę, u mojej siostry właśnie sytuacja podobnie wyglądała, szwagier wyjechał, Ona sama z dwójką dzieci. Kto nie ryzykuję ten nie ma, a jestem pewna, że sobie świetnie poradzicie.
      Dziękuję i ja ;*

      Usuń
  3. Po pierwsze będę bardzo mocno trzymać kciuki :*
    Czytałam ze łzami w oczach, bo znam to bardzo dobrze. Niby jestem jedynaczką, ale mama wychowywała mnie sama, a od ojca nigdy nie dostałam złamanego grosza. Nigdy mi niczego nie brakowało, ale zazdrościło się koleżanką nowych spodni i fajniejszych szkolnych gadżetów. Po ślubie mieszkaliśmy u teściów, potem w moim rodzinnym domu. P. wyjechał na rok za granicę, całą ciążę z Julitą widział mnie jedynie na skypie.. nawet o tym, że ma córkę dowiedział sie dopiero kilka godzin po porodzie. To było dla mnie najgorsze chyba, bo omineła go tak ważna chwila. Poznał ją jak miała 2 miesiące. Potem ja wyjechałam na święta i tak już zostałam :P
    Dacie radę, będzie ciężko, ale dacie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałaś ciężko. ja w ciąży co prawda nie jestem , ale właśnie dzieci najbardziej mi żal, bo na pewno będą strasznie tęsknić. jednak coś za coś. Nie planujemy jechać tam wszyscy, tylko ułożyć sobie życie tutaj, ale zobaczymy, co czas i los przyniesie...

      Usuń
  4. Olu, ja za rok mogę być w bardzo podobnej sytuacji, Jeżeli w tym roku nie znajdę żadnej innej pracy albo do połowy 2015 roku bo ileż można ciągnąć umowę zlecenie, po której notabene po 3 latach nawet kuroniówka mi się nie należy. Gdybym dziś dostała propozycję stałej pracy w Niemczech i mały kąt- wyjechałabym z Polski bez mrugnięcia okiem, bo nic mnie tu nie trzyma, a męża i dzieci zapakowałabym ze sobą! 3-mam kciuki! To samo przeżywam z m-ca na m-sc, z tygodnia na tydzień- ale dla dzieci warto coś zmienić! Na lepsze! I dla siebie samego, aby spało się spokojniej i nam i naszym dzieciom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, tylko że my planujemy tylko wyjazd męża. Ja zostaję. I właśnie dzieci, ich tęsknoty najbardziej mi żal. jednak coś za coś i mam nadzieję, że przyszłości jednak zaowocuje to dobrym.

      Usuń
    2. U mnie może byc zupełnie na odwrót- ja mam lepsze wykształcenie od męża i znam jężyk- więc on musiałby z dziećmi zostać- aby ewentualnie ich do siebie ściągnąć lub zjeżdżać do Pl raz na miesiąc lub dwa..... Szkoda w tym wszystkim tylko tęsknoty dzieci. Bo my dorośli wytrzymamy, ale jak wytłumaczyć dzieciom...

      Usuń
    3. Masz rację Aga. Mi tez najbardziej szkoda dzieci i przez wzgląd na nie bardzo długo się wahaliśmy. O wyjeździe myśleliśmy kilka lat... Przyszedł jednak taki moment, że stwierdziliśmy, iż czas ucieka, a my stoimy w miejscu...I doszliśmy do wniosku, że trzeba działać. Minie rok, dwa, odbijemy się (mam nadzieję), a dzieci będą jeszcze na tyle małe, by nie stracić zbyt wiele z ich rozwoju i wrócić.

      Usuń
  5. Pani Olu trzymam kciuki, baaardzo mocno. Wiem, że Wam się uda, bo jesteście bardzo zżyci. Dacie radę - bo macie super cel: żeby żyło się lepiej nie tylko Wam, a waszym dzieciom. Odległość teraz nie gra tak roli, ponieważ bilety lotnicze często są dużo tańsze niż pkp czy benzyna. A mąż ma już załatwioną pracę? Do jakiego państwa wyjeżdża?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marleno mów mi po imieniu. :) Praca załatwiona. Termin wyjazdu ustalony. Niemcy, więc niedaleko. Będzie przyjeżdżał co dwa tygodnie. Mam nadzieję, że wszystko się powiedzie, bo jeszcze mamy troszkę czasu do wyjazdu.

      Usuń
  6. Trzymam bardzo mocno kciuki ! . Ja jestem w podobnej sytuacji . Jest ciężko , ale jak pomyślę że jeszcze troszkę i będę miała swój , nasz własny domek uśmiech na twarzy nr .1 . Dacie radę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu! Wsparcie osób w podobnej sytuacji jest dla mnie bardzo ważne!

      Usuń
  7. Będzie dobrze! Znam wiele osób, które podjęły taką decyzję i w perspektywie czasu okazała się ona bardzo dobra. Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa!

    OdpowiedzUsuń
  8. Udostępniłam Twój tekst. Zawsze chce mi się płakać, gdy po raz kolejny widzę żywe dowody na to, jak nasz kraj niszczy ludzi, rodziny, dzieci... Poradzisz sobie. A gdy przyjdą pieniądze, oddasz dzieci do przedszkola i będziesz miała czas dla siebie. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki mira. Mi samej chce się płakać jak czytam to, co napisałam... To chyba mój najbardziej osobisty tekst i długo się wahałam, czy go publikować. Jednak zawsze byłam szczera, więc pozostaję sobą.
      Niestety często spotykam się z krytyką i stwierdzeniami takimi jak opisałam w tekście, że inni mają gorzej, że 2 tys. to kupa kasy, że źle rozporządzam pieniędzmi... Mało takich słów jak te, które słyszę od Ciebie.

      Usuń
    2. Ola, ja jak czytam ile masz pieniedzy na miesiac, to nie moge wyjsc z podziwu jak udaje sie wan funkcjonowac. Naprawde, podziwiam. Nie wiem jak lepiej rozporzadzac. To chyba ktos kto nie ma pojecia o pracy i kosztach utrzymania moze mowic ze źle rozporządzasz
      A Polska to niestety nie jest kraj do zycia i nie dla rodziny. Mój mąż za 2 miesiące bedzie w USA i tez zastanawia sie czy czegos tam na kilka miesiecy nie poszukac...

      Usuń
    3. Asia według niektórych jestem całkiem bogata. ;) Ja wiem, że to tak naprawdę ani mało ani dużo, jednak wystarczy wyłącznie na życie od 1 do 1, a czasem nawet nie. Czy nie mam prawa pragnąć od życia czegoś więcej?... Wydaje mi się, że mam... Ja i cała moja rodzina, stąd decyzja o wyjeździe...

      Usuń
  9. Trzymam kciuki i gratuluję odwagi :)podziwiam was.będzie dobrze. Dużo siły.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pewna Oleńko kochana, że decyzję mocno przemyśleliście i nie robicie tego dla kaprysu... Przeraża mnie fakt, że kolejna cudowna rodzina musi podejmować tak trudną życiowo decyzję by uzyskać nie luksusy a przyzwoity poziom egzystencji... Domyślam się co przeżywacie... Ty, Grzegorz, dzieci... Dla Niech to będzie bardzo, bardzo trudne... Są tak związane z Tatusiem... Moja Rodzina nigdy się nie zdecydowała na taki krok, choć nie było i nie jest kolorowo... Zwłaszcza dziś czuję ogrom kosztów (starsze dziecko na studiach w Krakowie), ale my już za bardzo "zasiedzieli" no i zdrowie już nie to... Życzę Waszej Czwórce wielu sił i błogosławieństwa Nieba... Wierzę, że dacie radę i nie utracicie nic z tej wspaniałej więzi, jaka Was łączy...

    Agn. Prz.

    OdpowiedzUsuń
  11. To trudna decyzja Olu,ale myślę,że dobra.Zasmakowałam przez jakiś czas związku na odległość .Łatwo nie było,ale teraz wiem,że było warto.Niestety realia w naszym kraju są jakie są i tu nie moglibyśmy sobie pozwolić choćby na taki "luksus" jak kupno samochodu bez wyrzeczeń.Trzymam kciuki!!!Ale będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia Twój maż też pracował za granicą?

      Usuń
    2. Tak Olu.Ciągnęliśmy tak jakieś 3 lata,przyjeżdżał raz na 2-3 miesiące i znowu wyjeżdżał...

      Usuń
    3. No widzisz nawet nie wiedziałam. Mój będzie zjeżdżał co dwa tygodnie na weekendy. Piszesz, że warto było?

      Usuń
    4. Wiadomo,że było bardzo trudno.Pierwszy raz wyjechał jak byłam w ciązy z Piotrem,potem zostałam sama z miesięcznym maluchem.To nie była łatwa decyzja,ale jak wiesz ja nie mam rodziców,więc nie mogliśmy liczyć na ich pomoc,rodzice Adama,owszem służyli pomocą,ale chcieliśmy stanąć na nogi,być niezależni finansowo itd.Mimo,że decyzja była okupiona tęsknotą,trudnościami dnia codziennego to jednak było warto.Pieniądze szczęścia nie dają,ale bez nich wiele drzwi nigdy się nie otworzy.Realiów nie przeskoczysz,a ideałami i marzeniami się nie można najeść niestety...A to dopiero byłabym syta :-)

      Usuń
    5. Masz rację Sylwia. Trzeba spojrzeć w oczy prawdzie i polskiej rzeczywistości. I tak też zrobiliśmy...

      Usuń
  12. Popłakałam się jak przeczytałam ;( może dlatego, że ta sytuacja też i mnie nie jest obca.
    Zatem trzymam mocno kciuki i życzę powodzenia! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam łzy w oczach czytając tka ciepłe komentarze, za które bardzo dziękuję. ♥

      Usuń
  13. trzymam kciuki.. sytuacje mam bardzo podobną ... tez zastanawiamy sie nad wyjazdem mojego Darka.. takie zycie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Trzeba być realistą i myślec o przyszłości. Coś za coś: lepszy byt za rozstanie.

      Usuń
  14. Rzeczywistość, którą opisujesz naprawdę dotyczy wielu. Rozumiem Cię i wspieram ciepłymi myślami. Kciuki trzymamy baaardzo, żebyście Razem dali radę, w końcu liczą się Wasze marzenia. Wspólny cel i miłość niech Wam dodaje sił :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się właśnie trzymamy Aniu: wspólnych marzeń i tego, by wszystkim nam żyło się lepiej.

      Usuń
  15. trzymamy mocno kciuki
    ucz sie jezyka kraja do ktorego wyjezdza maz, moze za rok do niego dolaczycie i bedziecie razem caly czas.
    my wyjechalismyz kraju bo nie widzie w polsce przyszlosci dla moich dzieci... ale to jest moje zdanie.
    tysiace kilometrow prawdziwa milosc wzmocnji, wiec nie masz sie czego obawiac.
    nie zamartwiaj sie bo teraz bedzie tylko lepiej !!

    OdpowiedzUsuń
  16. Olu znasz moje zdanie,rozmawiałyśmy o tym)) Pamiętaj,ze jestem tutaj <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, ile dało mi to, co wtedy napisałaś! ♥

      Usuń
  17. Co tu dodać? niestety życie w naszym kraju nie należy do najłatwiejszych. Pomimo tego, że u nas teraz sytuacja wygląda lepiej, to zapewniam Cię Olu, mało kto dziś może cokolwiek odłożyć. Większość z nas żyje od 1-go do 1-go. Pewnie łatwiej mają Ci, którzy mogli liczyć na pomoc finansową rodziców, ale z perspektywy czasu, cieszę się, że to co osiągnęliśmy, zawdzięczamy tylko sobie. Decyzje o rozstaniu nigdy nie są proste. Wy ją podjęliście, nikt nie ma prawa mówić, że jest zła, bo nikt nie jest Wami...Będzie dobrze, zwłaszcza, że jak na emigranta Twój mąż będzie bardzo często w domu:)

    ps. wiesz ile razy słyszałam od znajomych zza granicy, że ja to dopiero mam dobrze (chodziło o zasiłki), skoro mam pięcioro dzieci?!:)) a ja nie wiem czy śmiać się z tego, czy płakać. Jedyne co mówię, to to, że nigdy nie korzystałam z pomocy państwa. Ludzie niektórzy mi po prostu nie wierzą...inny świat...

    trzymam za Was kciuki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana zasiłek na pięcioro dzieci to i tak marne grosze. To, co daje nasze państwo to żenujące kwoty. Napisałam o tym, że nam zabrali po prostu, żeby pokazać, że państwo nie robi nic, by pomóc młodym ludziom z dziećmi. Niedość, że jak dadzą to 70 zł to jeszcze wystarczy kilka złotych przekroczenia progu i zabierają.
      Ciebie i inne wielodzietne mamy z serca podziwiam, bo w naszym kraju mieć więcej niż jedno dziecko to odwaga, a co dopiero piątkę! I wiesz, że sama czasem marzę o trzecim potomku, ale nie mam na to odwagi...
      Mam podobny tok myślenia, co ty: nie chcę nikomu niczego zawdzięczać i właśnie dlatego bierzemy los w swoje ręce.

      Usuń
  18. Tak czułam Oluś. I wiesz co jeśli podjeliście taka decyzję wspólnie, to najlepsza decyzja.
    Bedzie ciezko, ba... i to bardzo. Ale dacie radę.
    Początki zawsze są najgorsze.
    Ale powoli, zaczniecie sie wszyscy oswajać z sytuacją.
    Niestety nasze Panstwo, zamiast pomagać, rzuca kłody pod nogi.
    Mnóstwo.
    I chociaż człowiek by się staral i chciał, to czasem to za mało.
    Trzymam mocno kciuki!
    Jak coś, to wiesz... Dzwon, pisz! Damy radę.
    Może takiej samej sytuacji nie mam odnosnie emigracji (aczkolwiek zycie to niespodzianka) , ale wyjazdy i ciagla nieobecnosc meża wcale nie są mi obce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Aniu, że mnie rozumiesz... Dzięki za wsparcie. Jak mówi moja mama: wyrzekała się żaba błota, czyli życie to niespodzianka... Mówiłam, że nigdy w życiu, a tu proszę.

      Usuń
  19. Wiem o czym piszesz.Mamy podobnie.Każdy miesiąc jest jak przetrwanie,dla mnie ciężka sytuacja,nie umiem się odnaleźć dlatego że za dziecka moi rodzice zabrali nas i wyjechali do Niemiec na stałe,do 18roku życia mieszkałam tam.Nie mieliśmy źle finansowo,niczego nam nie brakowało.Ja zdecydowałam się wrócić,o czym marzyłam odkąd tam wyjechałam,w wieku 10lat już wiedziałam że wrócę.Wróciłam,choć najpierw kilka lat pracowałam w Holandii tam poznałam byłego męża,wróciłam do Polski zostałam sama,potem z dzieckiem,bo mąż zdecydował się pracować na emigracji,ja tego nie wytrzymałam,4lata samotności to było dla mnie za dużo.Chociaż finansowo żyliśmy na tym samym poziomie co ja za czasów w Niemczech,to mi brakowało małżeństwa na miejscu,nie chciałam żeby moja córka znała tatę tylko z krótkich odwiedzin raz na kilka miesięcy,Nasze małżeństwo tego nie przetrwało.Od kilku lat mam nowego partnera,mieszkamy w Polsce,ja nie pracuję bo mam jeszcze drugie dziecko,które jest jeszcze za małe na przedszkole.Kilka lat wynajmowaliśmy,co nas mocno finansowo obciążało,udało nam się wziąść kredyt,od miesiąca mieszkamy w swoim domu.Żyjemy z miesiąca na miesiąc,raz jest lepiej,raz gorzej,ale ja już nigdy nie zgodzę się na to by i on wyjechał zagranicę.Przepraszam ze to co piszę,ale dla mnie to najgorsza opcja jaka może być,moze jeszcze jak partner decyduje się na bardzo krótki okres pracy tam,ale ja chyba nawet na tyle bym sie nie zgodziła,wiem jak cierpiałam,jak było mi ciężko.Sama mieszkałam i pracowałam zagranicą,wiem jak tam życie wygląda,ile związków się rozpadło przez takie życie na wyjazdach.Jak mój mąż wracał po kilku miesiącach do Polski to było już tak obco,bo on tam żył,miał swoich znajomych,pracę,ja tu sama z dzieckiem.Ciągłe kłotnie,nieporozumienia,po co,tylko dlatego żeby mieć lepsze mieszkanie,więcej pieniędzy? Wiem że tutaj jest tak ciężko że czasem nie ma innego wyjścia,ale ja chyba wolałabym spakować dzieci,siebie i wyjechać razem,albo szukać wyjścia tu w Polsce,wszystko tylko żeby się nie rozstawać. My żyjemy skromnie,ale jesteśmy razem i każdego dnia dziękuje że nie mamy jeszcze takiej złej sytuacji że musielibyśmy kombinować,bo ja wiem że jak on musiałby wyjechać to i ten związek by nie przetrwał i mój partner mówi tak samo,i zawsze mówi że zrobi wszystko by nie musieć wyjeżdżać. Mam nadzieję że u was nie będzie tak źle jak u nas było,że nie będzie ta rozłąka trwać latami.

    P.s Ja też nie umiem gospodarować pięniedzmi,nie potrafię,bo wychowałam się w innym kraju gdzie nie musiałam wybierać czy kupić tańszy jogurt żeby starczyło mi jeszcze na chleb.Przerażają mnie ceny produktów w Polsce w stosunku do wypłat.Gdzie zagranicą te ceny są kilkakrotnie mniejsze a wypłaty większe.To co w Niemczech było taniochą dla najuboższych tu w Polsce ten produkt jest luksusem.Do dziś proszę rodziców jak przyjeżdzaja do PL żeby mi kilka produktów z tamtąd przywieźli,bo nie będe tu wydawać prawie 10zł na to co tam kosztuje niecałe euro.Ale jednak i tak wolę tu żyć,tu znalazłam miłość,tu mam swój dom,i tu jest miejsce moje i mojej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że związki się rozpadają przez wyjazdy, jednak wydaje mi się, ze to zależy od ludzi i ich charakterów. Mam przykład w rodzinie, gdzie ojciec rodziny od 8 lat pracuje w Holandii i są z żoną bardzo szczęśliwi i nadal się bardzo kochają, mimo rozłąki. Wybudowali dom, który będą mogli zostawić dzieciom. Ja nad tym właśnie myślę: co zapewnię moim dzieciom, które na pewno będą miały jeszcze trudniej niż my? Nie planujemy długiej rozłąki. Mam nadzieję, że góra dwa lata...

      Usuń
    2. Życzę Wam jak najlepiej,ja wiem że mi łatwo mówić,bo wiem że zawsze mogę wrócić do Niemiec,zabrać tam dzieci i partnera.Mam nadzieję że to będzie jak najkrótszy czas u was.Bo żadna rodzina nie zasługuje na rozłąkę. Pozdrawiam

      Usuń
  20. My daliśmy sobie jeszcze rok. Jeśli nie uda nam się "wyjść na prostą" Piotrek wyjedzie, przygotuje grunt, a po roku ja i dzieci do niego dołączymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie: wyjście na prostą. Tylko tyle nam się marzy...

      Usuń
  21. Głowa do góry,wszystko się ułoży :) na początku jest strach i niepewność jak to będzie,ale zobaczysz,że w końcu wszystko się ustabilizuje i będzie ok. Rozłąka nie musi oznaczać,że coś się miedzy Wami popsuje,ja jestem w tej samej sytuacji i uwierz mi,że z mężem bardziej się doceniamy niż kiedykolwiek,rozumiemy się bez słów.Oczywiście już trzymam za Was kciuki aby się wszystko udało :)
    E.K.

    OdpowiedzUsuń
  22. Będzie dobrze Ola. Trzymam za Was kciuki <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Kochana wiem jaka to ciężka decyzja. Sami się z nią zmagamy. Analizujemy za i przeciw. Cholernie to smutne, że rodziny zamiast razem muszą żyć w rozłące by zawalczyć o swoją przyszłość i dobro. Trzymam za Was mocno kciuki i wierzę, że się Wam polepszy i finansowo i serduchowo. By ta odległość Was umacniała :*

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram